- WIADOMOŚCI
„Po prostu grałem w grę”. Jak Pokémon GO pomógł trenować AI
Pokémon GO miało być grą, która wyciągnęła ludzi z domów i zamieniła rzeczywisty świat w planszę do łapania wirtualnych stworków. Dekadę później skany zbierane przy okazji rozgrywki wracają w zupełnie innym kontekście: jako paliwo do trenowania zaawansowanej sztucznej inteligencji, wykorzystywanej m.in. w nawigacji dronów bojowych i robotów dostarczających jedzenie.
Autor. CyberDefence24/Canva
Jest 2016 rok. Coraz częściej się słyszy: „dzieci nie bawią się na zewnątrz, siedzą tylko w tych telefonach”. Niantic dostrzega wtedy swoją szansę: w oparciu o doświadczenia z grą Ingress, powstaje Pokémon GO.
Gra przyciągnęła 232 mln użytkowników, którzy i byli na dworze… i z telefonem w ręku. Pościgi rowerowe, zaglądanie w największe zakamarki miasta i przemierzanie pól uorawnych w poszukiwaniu najrzadszych okazów. Świat zbierał wirtualne Pokemony jak karty – tyle że rozproszone po całym świecie.
Nikt się wtedy nie spodziewał, że 10 lat później firma podpisze kontrakt, który postawi niewinne łapanie stworków przez dzieciaki (i nie tylko) w zupełnie nowym świetle. Okaże się ono częścią historii o trenowaniu sztucznej inteligencji wykorzystywanej w wojskowej technologii dronowej, pomagającej określać lokalizację w strefach wojennych.
Czym jest Pokémon GO
Pokémon GO jest grą mobilna, która jako jedna z pierwszych na tak dużą skalę wykorzystała rozszerzoną rzeczywistość (AR). Korzystając z mapy i lokalizacji telefonu, gracze łapią wirtualne Pokémony, które „pojawiają się” w prawdziwym świecie. Aby je złapać, należy udać się w miejsce, w którym widoczny jest Pokémon i za pomocą kamery skanować otoczenie, aż na ekranie pojawi się „stworek”. Wygląda to tak, jakby Pokémon naprawdę stał na chodniku, trawie, biurku albo w innym miejscu przed graczem.
Aby go złapać, trzeba rzucić Poké Ballem, przesuwając palcem po ekranie. Ten trafia wtedy do kolekcji gracza i może być przez niego wykorzystanyw pojedynkach ze znajomymi – podobnie jak robili to bohaterowie popularnego serialu.
Gra odniosła ogromny sukces. W pierwszym roku po uruchomieniu wygenerowała 1,6 mld dolarów przychodu, a w kolejnych latach nie spadały one poniżej 0,5 mld dolarów. W 2021 roku firma Niantic, w dużej mierze dzięki utrzymującej się popularności Pokémon GO, była wyceniana na 9 mld dolarów – mimo że sama gra po 2016 roku straciła około 70% graczy.
Niemniej jednak, gracze Pokémon GO przez lata skanowali otoczenie, w sumie tworząc prawie 30 miliardów skanów. Według holenderskiego dziennika Trouw, firma wytrenowała model 3D, który umożliwia bardzo precyzyjną nawigację w przypadku utraty sygnału GPS.
Zeskanuj punkt, dostań nagrodę
Pięć lat później aplikacja była już mniej subtelna w kwestii zbierania danych o otoczeniu. Jak podaje The Guardian, w 2021 roku Niantic wprowadziło aktualizację związaną ze skanowaniem PokéStopów.
Od tamtego czasu Profesor Willow – naukowiec badający Pokémony i jednocześnie swego rodzaju narrator gry, daje graczom zadania polegające na skanowaniu konkretnych lokalizacji – budynków, ulic, drzew i innych elementów przestrzeni znajdujących się wokół gracza. Odbywa się to po wyrażeniu zgody – funkcja jest obowiązkowa, ale gra zachęca do jej używania poprzez system nagród.
Autor. CyberDefence24
VPS: nawigacja bez GPS - dzięki skanom graczy
Trudno zakładać, że od początku twórcy planowali wykorzystywać zbierane w grze dane do rozwoju systemów sztucznej inteligencji. Kierunek stał się wyraźniejszy dopiero w 2021 roku, gdy Niantic wprowadziło funkcję skanowania PokéStopów.
W 2025 roku gry Niantic, w tym Pokémon GO, zostały sprzedane firmie Scopely. Firma Niantic Spatial stała się osobnym kierunkiem działalności, zajmującą się stricte geospatial AI, czyli sztuczną inteligencją „rozumiejącą” przestrzeń realnego świata.
Na podstawie skanów wykonywanych przez użytkowników Pokémon GO oraz przy wsparciu sztucznej inteligencji Niantic Spatial mogło tworzyć szczegółowe modele 3D rzeczywistych lokalizacji. Na ich postawie powstał Visual Positioning System (VPS) – system nawigacyjny, który na podstawie obrazu z kamery rozpoznaje miejsce i porównuje je z wcześniej przygotowaną mapą przestrzeni.
Dzięki temu, urządzenie nie musi polegać wyłącznie na sygnale GPS. Jeśli kamera rozpozna charakterystyczne elementy otoczenia, takie jak fragment budynku, znak, fasadę czy układ ulicy, system może określić pozycję użytkownika, robota albo drona. Czyni to tę technologię szczególnie atrakcyjną dla zastosowań wojskowych, zwłaszcza w miejscach, gdzie sygnał satelitarny jest słaby, niedostępny lub celowo zakłócany. Jak podaje holenderski portal, „wystarczą dwa punkty rozpoznawcze o wielkości kilku pikseli, aby określić lokalizację”.
Zobacz też

Współpraca Niantic Spatial z Vantor
Ze względu na wyjątkowy potencjał tego systemu w środowisku militarnym, Niantic Spatial w grudniu 2025 roku rozpoczęło współpracę z amerykańską firmą Vantor (cześniej Maxar) – działającą w obszarze analizy danych przestrzennych (spatial intelligence). Jej celem było stworzenie wspólnego systemu pozycjonowania air-to-ground, przeznaczonego dla obiektów znajdujących się zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. Ma on służyć jako system nawigacyjny dla dronów, robotów i innych urządzeń wykorzystywanych w terenie.
Niantic Spatial do tej współpracy wniosło technologię VPS, lokalizującą obiekty na ziemi. Vantor z kolei dostarczyło swoje oprogramowanie Raptor oraz dane 3D terenu, wykorzystywane do pozycjonowania platform działających w powietrzu.
W odpowiedzi na pytania Trouw, Vantor zaprzeczył, jakoby miał korzystać z danych z Pokémon GO, podkreślając, że nie zostały one przekazane firmie. Nie doprecyzowała ona jednak, czy model, który zamierza wdrożyć, nie był wcześniej trenowany z wykorzystaniem danych pochodzących ze skanów graczy.
„Bez ogromnej liczby skanów od wszystkich tych graczy, rozwój tego systemu nigdy nie posunąłby się tak szybko. Gracze pośrednio przyczynili się do rozwoju zastosowań wojskowych, być może w minimalnym, ale mimo to skutecznym stopniu” – powiedział Jeroen van den Hoven, profesor etyki i technologii na Uniwersytecie Technicznym w Delft.
Jak wynika z komunikatu ogłaszającego współpracę z Niantic Spatial, Vantor zakłada, że nowy system może być wykorzystywany nie tylko przez autonomiczne drony, ale także przez pojazdy, okulary AR i inne urządzenia terenowe.
Komercyjna strona technologii VPS
Technologia VPS rozwijana przez Niantic Spatial znajduje jednak zastosowanie nie tylko w sektorze obronnym. W marcu br. firma ogłosiła współpracę z Coco Robotics – firmą zajmującą się autonomicznymi robotami dowożącymi jedzenie, zakupy i inne niewielkie przesyłki w miastach (m.in. w Helsinkach). Roboty Coco z dokładnością do centymetra nawigują ulice miast za pomocą czterech kamer.
Trouw skontaktował się z rzecznikiem Coco Robotics, który, w przeciwieństwie do stanowiska Vantora, potwierdził, że skany z Pokémon GO zostały wykorzystane do wytrenowania „wczesnej wersji” modelu.
Van den Hoven przyznał, że trudno dokładnie określić, które elementy modelu zostały wytrenowane na podstawie skanów graczy. Zwrócił jednak uwagę, że każdy model tego typu zaczyna się od zbiorów danych – a te Niantic Spatial przez lata pozyskiwało właśnie za pośrednictwem gry.
Wątpliwości dotyczą więc nie tylko zastosowań wojskowych, ale także prywatności samych graczy. Iris Muis, ekspertka ds. etyki danych z Data School na Uniwersytecie w Utrechcie, zwraca uwagę, że gracze wykonywali skany nie tylko w przestrzeni publicznej, ale również własnych mieszkań.
Tory Smith, dyrektor ds. zarządzania produktem w Niantic Spatial, zasugerował w rozmowie opublikowanej na stronie Vantora, że firma chciałaby pozyskiwać więcej nagrań przedstawiających wnętrza budynków.
Na co zgadza się użytkownik
Mimo że Pokémon GO zostało przejęte przez Scopely i nie należy już do firmy rozwijającej VPS, oficjalne centrum pomocy gry nadal odsyła użytkowników do polityki prywatności i warunków korzystania Niantic Games. Aplikacja wciąż zbiera też bardzo duże ilości danych.
Jak wynika z polityki prywatności firmy, Pokémon GO przetwarza m.in. dane o położeniu urządzenia na podstawie GPS, Wi-Fi i nadajników komórkowych. Niantic Games deklaruje jednak, że nie udostępnia danych osobowych poza opisanymi wyjątkami, których niemniej jednak katalog jest szeroki – obejmuje m.in. dostawców usług technicznych, analitykę, reklamy, płatności, wykrywanie oszustw, wydarzenia oraz obsługę użytkownika.
Polityka prywatności wskazuje również, że część danych może być widoczna dla innych graczy. Oprócz oczywistych informacji, takich jak nazwa użytkownika czy avatar, mogą to być też dane lokalizacjne (np. informacje o tym, z którymi PokéStopami gracz wchodził w interakcję). Jednocześnie Niantic twierdzi, że nie sprzedaje danych osobowych w rozumieniu CCPA (California Consumer Privacy Act), choć przyznaje, że w celach biznesowych ujawniało kategorie danych jak identyfikatory, aktywność internetowa, geolokalizacja czy informacje wizualne.
Osobną kwestią są warunki korzystania z usługi, w których Niantic Games rozróżnia User Content (treści, które użytkownik ogólnie dodaje lub udostępnia) od AR Content (treści związana z rozszerzoną rzeczywistością i mapowaniem). Firma zaznacza, że nie przejmuje ich własności, ale użytkownik udziela jej :niewyłącznej, zbywalnej, sublicencjonowalnej, ogólnoświatowej, bez tantiem i zasadniczo wieczystej” licencji. Oznacza to zgodę na używanie, kopiowanie, modyfikowanie i dalsze wykorzystywanie przesłanych skanów do rozwoju, ulepszania i eksploatacji usług, produktów i technologii sub-licencjobiorców oraz podmiotów, którym prawa zostaną przekazane.
„Pokémon GO chce uzyskać dostęp do Twojego krokomierza”, „Pokémon GO chce wysyłać Ci powiadomienia”, „Pokémon GO chce uzyskać dostęp do Twojej kamery”, „Pokémon GO chce wykorzystać Twoją lokalizację” – przy dołączaniu do gry użytkownik spotyka się z co najmniej kilkoma prośbami o przyznanie uprawnień. Dotyczą one nawet dostępu do aplikacji „Zdrowie” na iPhonie.
Autor. CyberDefence24/Canva
Jeśli użytkownik nie przyzna danego uprawnienia albo ograniczy je wyłącznie do czasu korzystania z aplikacji, gra ponownie przypomina o udzieleniu szerszego dostępu – nawet jeśli funkcja nie jest kluczowa dla samej rozgrywki.
Autor. CyberDefence24
Niantic Spatial podkreśla przy tym, że działa transparentnie i etycznie. W odpowiedzi na pytania Trouw firma zaznaczała, jej produkty są używane „w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem praw człowieka i zasad etycznych”, gracze dobrowolnie zaakceptowali warunki korzystania z aplikacji.
„Nie mam nic do ukrycia" nie zamyka sprawy
„Po prostu grałem w grę” – mówi jeden z byłych graczy Pokémon GO przytoczony przez Trouw. Te słowa doskonale oddają realia funkcjonowania aplikacji.
Łapiąc Pokémony w 2016 roku, mało kto myślał o tym, że dane zbierane przy okazji gry mogą dekadę później posłużyć do trenowania systemów sztucznej inteligencji, a tym bardziej w technologiach wojskowych.
Wtedy częśniej funkcjonowało też przekonaie . Dziś wiemy, że problem nie kończy się na prywatności jednej osoby – z milionów pojedynczych skanów, lokalizacji i nagrań tworzy się systemy do zupełnie innych zastosowań niż pierwotna gra.
To tragiczne. Najpierw myślisz, że grasz w grę, a nagle twoje dane mogą zostać wykorzystane na wojnie.
Floris De Hingh, jeden z byłych użytkowników Pokémon GO
Van den Hoven wskazuje, że sprawa Pokémon GO powinna być traktowana jako czerwona flaga – nie tylko w kontekście samej gry, ale szerzej: sposobu, w jaki firmy technologiczne monetyzują dane. Jego zdaniem problem polega na tym, że przeciętny użytkownik często wychodzi z założenia „mogą mieć moje dane, nie mam nic do ukrycia”, nie rozumiejąc jaką wartość mają pojedyncze informacje, zebrane na masową skalę.
„Giganci technologiczni skwapliwie wykorzystują lukę w wiedzy społeczeństwa. (…) Jeśli mogą sprzedać zbiór danych lub model sztucznej inteligencji po dobrej cenie, to to zrobią” – mówi ekspert.
Niantic nie jest jednak jedyną firmą, która postrzega użytkowników wyposażonych w kamerę jako potencjalne źródło danych o świecie fizycznym. Na początku czerwca opisywaliśmy na naszych łamach sprawę okularów AR Mety, w których znaleziono kod pozwalający na skanowanie twarzy przechodniów. Podobną logikę działania – choć w zupełnie innym obszarze – można dostrzec także w Google reCAPTCHA, gdzie aktywność użytkowników, jednocześnie zasila rozwój systemów sztucznej inteligencji.
Warto więc mieć to na uwadze przy udzielaniu zgód w aplikacjach i serwisach internetowych – nigdy nie mamy pełnej pewności, gdzie nasze dane trafią w przyszłości ani czy zostaną wykorzystane w sposób zgodny z naszymi wartościami.





Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Krajowy system e-Faktur - co musisz wiedzieć o KSEF?
Materiał sponsorowany