- WIADOMOŚCI
- WAŻNE
Rząd zaleca: włącz radio w razie wojny lub kryzysu. Pułapka „cichych pasm”, o której mało się mówi
Autor. CyberDefence24/Canva
Rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” trafił do milionów Polaków, ale ma poważną lukę. Instrukcja nakazuje włączyć radio w razie kryzysu, jednak zapomniano w niej o… częstotliwościach. W Polsce występują miliony odbiorników z zakresami MW i SW, na których nikt legalnie nie nadaje, a o których społeczeństwo nie wie, że są „puste”. To stwarza realny problem.
Radio i Poradnik bezpieczeństwa
Na przełomie 2025 i 2026 roku do wszystkich gospodarstw domowych w Polsce trafił rządowy „Poradnik bezpieczeństwa”, przygotowany przez MON, MSWiA i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Wśród zalecanego wyposażenia na wypadek kryzysu dokument wymienia radio na baterie lub na korbkę i instruuje: po usłyszeniu sygnału alarmowego należy włączyć radio i stosować się do komunikatów, a jako wiarygodne źródła wskazuje Polskie Radio i TVP.
Problem tkwi w tym, czego w poradniku nie ma. Ani jednej częstotliwości. Żadnej informacji, gdzie na skali radiowej szukać sprawdzonych komunikatów, a na jakich pasmach polscy nadawcy w ogóle nie nadają.
Obywatel dostaje narzędzie i polecenie — „włącz radio” — ale nikt mu nie mówi, co zrobić, gdy to, co usłyszy, okaże się nieprawdziwe lub co gorsza – fałszywe.
Dlaczego radio jest atrakcyjnym wektorem potencjalnego ataku?
W dyskusji o dzisiejszej dezinformacji uwaga wszystkich skupia się prawie wyłącznie na internecie, urządzeniach mobilnych i mediach społecznościowych.
Tymczasem radio ma coś, czego nie ma Facebook, YouTube ani Instagram — pokoleniowe zaufanie.
Głos „ze stacji państwowej” nie wymaga weryfikacji, bo sam kanał jest uwierzytelnieniem. Tak przynajmniej zakłada słuchacz, zwłaszcza starszy.
Tyle że analogowa emisja AM/FM nie zawiera żadnego mechanizmu potwierdzającego tożsamość nadawcy. A radio działa, gdy zawodzi zasilanie, internet, telefonia komórkowa i telewizja, czyli wektor radiowy staje się najważniejszy w tym samym momencie, w którym znikają inne kanały pozwalające zweryfikować to, co słyszymy.
Potencjalnych technik ataku może być niestety kilka: od zagłuszania, poprzez podszywanie się pod legalnego nadawcę(spoofing), po syntetyczne odtworzenie głosu rozpoznawalnej osoby (deepfake audio). W praktyce rzadko zagrożenia te występują osobno.
Techniki ataku
Spoofing i przejęcie sygnału
Współczesna rozgłośnia radiowa to sieć połączonych z internetem systemów: od studia, przez automatyzację emisji, po zdalne sterowanie nadajnikiem. To otwiera klasyczne wektory cyberataku, ale nie tylko.
Wystarczająco mocny nadajnik potrafi „nadpisać” sygnał legalnej stacji radiowej na jej własnej częstotliwości(overpowering).
Jest jednak wariant subtelniejszy i trudniejszy do wykrycia: nadawanie fałszywego programu na częstotliwości, na której nikt legalnie nie nadaje. Słuchacz przeszukujący częstotliwości nieświadomie trafia na taką „stację” i nie ma powodu podejrzewać, że ta nie jest prawdziwa.
Deepfake audio
Kilka minut ogólnodostępnych nagrań — konferencja prasowa, wywiad, przemówienie sejmowe — wystarczy dziś, by sklonować czyjś rozpoznawalny głos.
W przypadku wideo deepfake zdradza się (jeszcze) mimiką, ruchem oczu czy oświetleniem. W radiu tych wskazówek już nie ma.
Fałszywy głos polityka wyemitowany na częstotliwości kojarzonej z oficjalną stacją może w chwili kryzysu wywołać panikę szybciej, niż ktokolwiek zdąży to zweryfikować.
Co więcej, sama powszechna świadomość, że deepfake istnieje, tworzy efekt, który badacze nazywają „premią kłamcy” (liar’s dividend) — pozwala podważać nagrania jak najbardziej autentyczne.
Zagłuszanie: od RWE do GPS
Zagłuszanie to najprostsza z technik: emisja silniejszego sygnału i zakłóceń na danej częstotliwości, aby uniemożliwić odbiór prawdziwego sygnału.
Polacy znają ją z własnej historii; równolegle z siecią nadawczą Polskiego Radia, w PRL prowadzono — na polecenie ZSRR — zagłuszanie zachodnich stacji radiowych (Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki, BBC), co wymagało utrzymywania osobnej sieci nadajników zagłuszających.
System ten funkcjonował od lat 50. do 1 stycznia 1988 r.; w całym bloku wschodnim wyłączono wówczas ponad 1600 nadajników zagłuszających. Dziś ta sama logika celuje m.in. w nawigację satelitarną.
Tylko w styczniu 2025 roku Polska odnotowała 2732 przypadki zagłuszania i spoofingu GPS, których źródła wskazywano m.in. na urządzenia w obwodzie kaliningradzkim.
Odpowiedzią na spoofing GPS stało się uwierzytelnianie sygnału, np. europejski Galileo uruchomił w 2025 roku mechanizm OSNMA. Zarówno analogowa jak i cyfrowa radiofonia niestety nie ma na razie podobnego rozwiązania.
Wnioski z wojny na Ukrainie
Deepfake Zełenskiego (marzec 2022)
Trzy tygodnie po rozpoczęciu inwazji na zhakowanej stronie i w pasku informacyjnym kanału Ukraine 24 pojawił się spreparowany wizerunek prezydenta Zełenskiego, wzywający żołnierzy do złożenia broni.
Jakość była mierna — twarz nieruchoma, intonacja drewniana — ale sam fakt stanowił precedens: pierwszy celowy deepfake w konflikcie zbrojnym. To, że nie zadziałał, zawdzięczamy dwóm rzeczom: rząd w Kijowie ostrzegł przed takim scenariuszem już 2 marca, a sam Zełenski nagrał ripostę w ciągu kilku godzin.
Fałszywe alarmy powietrzne w Rosji (luty 2023)
Komercyjne stacje radiowe w kilku regionach Rosji wyemitowały komunikat o alarmie przeciwlotniczym — wzywał on do natychmiastowego udania się do schronów.
Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych tłumaczyło to atakiem hakerskim na serwery rozgłośni. Niezależnie od tego, kto stał za atakiem, incydent pokazał, jak łatwo przejąć zaufany kanał radiowy.
Fałszywe orędzie „Putina” (czerwiec 2023)
W przygranicznych regionach Rosji rozległ się głos brzmiący jak głos Putina — ogłaszał inwazję sił ukraińskich, stan wojenny i powszechną mobilizację. Kreml był zmuszony do wydania publicznego dementi.
Co łączy te trzy incydenty? Atakujący za każdym razem celowali nie w treść, lecz w kanał — wykorzystywali zaufanie, jakim ludzie darzą oficjalne medium.
Format komunikatu kryzysowego sam stawał się bronią. A tam, gdzie zadziałało uprzedzające ostrzeżenie (prebunking), atak się rozsypywał. Tam, gdzie go zabrakło — wystarczył nawet marnej jakości deepfake, aby trafił do odbiorców.
Polski punkt zapalny: „ciche pasma” MW i SW (AM)
Polska radiofonia nadaje dziś praktycznie wyłącznie na częstotliwościach LW (AM) i UKF (FM) – nadawanie analogowe oraz w multipleksie DAB+, przez satelitę i internet – nadawanie cyfrowe.
W okresie zimnej wojny w PRL nadawano na wszystkich dostępnych pasmach radiowych, a więc radio państwowe (innego nie było) zapewniało pełną redundancję na wszystkich dostępnych częstotliwościach – AM (LW, SW, MW), oraz „wschodni” FM (OIRT, 66-73MHz).
Pod koniec lat osiemdziesiątych, w Polsce nadawało kilkaset nadajników różnych typów: od kilku potężnych nadajników długofalowych i średniofalowych o mocach setek i tysięcy kilowatów, przez nadajniki średniofalowe i nadajniki UKF (kilkadziesiąt), po liczne małe stacje retransmisyjne o mocach rzędu kilku-kilkunastu kW.
Zdecydowana większość dostępnych dzisiaj w sprzedaży analogowych radioodbiorników przenośnych i samochodowych (w tym te „na korbkę i na baterie”) nie posiada fal długich (AM-LW), na których nadaje Polskie Radio Program 1 (225 kHz), dostępny praktycznie na terenie całego kraju i poza nim.
Posiada za to zawsze zakres fal średnich (AM-MW), często także zakres fal krótkich (AM-SW) oraz zawsze zakres fal ultrakrótkich (FM-UKF). Niestety, żaden polski nadawca nie wykorzystuje dzisiaj zakresu fal średnich i krótkich, o czym wie niewiele osób, a nie ma na ten temat informacji we wspomnianym na wstępie Poradniku.
Mamy więc pasmo ciszy: częstotliwości technicznie dostępne w milionach zakupionych odbiorników, lecz pozbawione niestety wiarygodniego sygnału.
Tworzy to idealne wręcz warunki do nadawania spreparowanego przekazu; co gorsza, fale średnie i krótkie po zmroku przenoszą sygnał na setki kilometrów dzięki propagacji jonosferycznej — nadajnik nie musi nawet znajdować się w Polsce.
A w scenariuszu blackoutu? Nadajniki FM i DAB+ milkną jako jedne z pierwszych (brak lub słabe zasilanie awaryjne – przykłady z blackoutu iberyjskiego). Obywatele sięgają po bateryjne radioodbiorniki i oczywiście wybierają najpierw dostępne pasma, o których niestety nie wiedzą, że są „puste”.
Jakie scenariusze są realistyczne?
Wyobraźmy sobie realny kryzys — powódź, zagrożenie chemiczne — i spreparowany głos „przedstawiciela władz” na paśmie AM kierujący ludność w złą stronę podczas ewakuacji.
Albo równoczesne zagłuszenie prawdziwej emisji FM i nadawanie fałszywego komunikatu na pustym paśmie AM.
Inny przypadek – syntetyczny głos polityka wyemitowany tuż przed ciszą wyborczą, gdy na dementi zostają godziny, a nie dni.
Nadajniki mogą znajdować się poza granicami kraju lub na platformach ruchomych, wykorzystując nocną propagację fal — są niezwykle trudne do szybkiej lokalizacji i neutralizacji.
Jest wreszcie wariant najbardziej przewrotny: samo nagłośnienie, że ktoś może podszywać się pod legalne władze, osłabia zaufanie do prawdziwych i wiarygodnych komunikatów.
Zobacz też

Kierunki przeciwdziałania
Świadomość społeczna
Najtańszym — i być może obecnie najskuteczniejszym — działaniem, jest uzupełnienie Poradnika o konkrety: jasna informacja, że oficjalnych komunikatów nikt, a zwłaszcza Polskie Radio nie nadaje na MW ani SW, dodatkowo lista częstotliwości FM w danym regionie, numer multipleksu DAB+ oraz informacja o AM-LW 225 kHz.
Do tego uprzedzające informowanie co to jest zagłuszanie, spoofing i deepfake audio oraz że są one realne i mogą wystąpić w każdej chwili.
Jedna prosta reguła na koniec: nie reagujemy na komunikaty kryzysowe, dopóki ich nie potwierdzimy jeszcze w innym, niezależnym i wiarygodnym źródle.
Rozwiązania techniczne i systemowe
W dłuższej perspektywie komunikacja kryzysowa musi migrować ku kanałom, które potrafią uwierzytelniać nadawcę — tak jak robi to aktualnie Galileo OSNMA dla nawigacji satelitarnej.
W praktyce oznacza to cyfrowy DAB+ z systemem komunikatów alarmowych (ASA), podpisywane cyfrowo komunikaty w aplikacjach (RSO, Alert RCB) i wreszcie monitoring widma radiowego pod kątem nieautoryzowanych nadajników na „cichych” pasmach.
Radio jest niezwykle cenne. Wróg o tym wie, a my?
Radio jest groźne jako wektor ataku dokładnie dlatego, że jest cenne jako narzędzie — odbiorcy mu ufają, ma duży zasięg i działa, gdy przestaje działać wszystko inne.
Wspomniane przykłady z Ukrainy pokazały, że spoofing komunikatów i deepfake audio to nie teoria. W Polsce do opisanych problemów dochodzi jeszcze specyficzny element: miliony odbiorników z zakresami MW i SW, na których nikt legalnie nie nadaje, a o których społeczeństwo nie wie, że są „puste”.
Nie trzeba wielkich nakładów, aby to zmienić. Wystarczy przekazać społeczeństwu, jakim źródłom mogą ufać, a jakim nie, podać aktualne częstotliwoąci nadawania awaryjnego — i nauczyć ich jednego odruchu: zanim zareagujesz na komunikat kryzysowy, potwierdź go z innego pewnego źródła.
Zobacz też






Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].