Social media

#CyberMagazyn: Viral, reklama i „trampolina”, czyli jak social media sprzyjają dezinformacji

Jak media społecznościowe przyczyniają się do szerzenia dezinformacji?
Jak media społecznościowe przyczyniają się do szerzenia dezinformacji?
Fot. Jakob Owens/ Unsplash/ Domena publiczna

Algorytmy w social mediach promują dezinformujące treści oraz antagonizują społeczeństwa. Media społecznościowe są nośnikiem dezinformacji, jednak jeśli chcemy być na nią odporni, nie możemy wyłącznie zrzucać odpowiedzialności na technologicznych gigantów. Kluczowe jest kompleksowe podejście, z edukacją medialną u podstaw.

Bańka informacyjna wzmacnia podatność na dezinformację

Algorytmy mediów społecznościowych podsuwają nam treści, które są zgodne z naszymi poglądami. Nie powinno nas to dziwić – social media stworzono z myślą spędzania na nich jak najwięcej czasu. Większa ilość czasu przekłada się na liczbę wyświetlonych reklam, a wpływy z nich na lepszą sytuację finansową platform.

Zamknięci w bańkach filtrujących i komorach echa, usypiamy jednak naszą czujność. Mniej uwagi przykładamy do krytycznego myślenia, a w konsekwencji zwiększamy podatność na fake newsy.

Czytaj też

Emocje = zasięgi

Wspomniany algorytm uwielbia również wszelkiego rodzaju interakcje, a najchętniej te wywołujące skrajne emocje. Im więcej polaryzujących interakcji – komentarzy i emoji – tym większy zasięg wiadomości.

Dziennikarze Washington Post ustalili, że posty na Facebooku, które zawierały interakcje „super”, „haha”, „wow” przykro mi” i „wrr” były pięciokrotnie bardziej promowane niż posty ze zwykłym „lajkiem”. Emocjonalny przekaz sprawia, że jesteśmy silnie nim zainteresowani, zwiększając nasze zaangażowanie w social mediach.

Wspieranie antagonizujących treści stwarza idealne warunki dla szerzenia virali o dezinformacyjnym charakterze. W końcu posty zawierające negatywnie nacechowane interakcje nieproporcjonalnie częściej przemycają nieprawdziwe informacje. Koło kręci się dalej, a social media cieszą się większymi zyskami.

Czytaj też

Brak transparentności wyzwaniem w walce z dezinformacją

Facebook miał rzekomo zmienić zasady działania algorytmów w 2019 roku. Słowo-klucz to „rzekomo”. Mechanizmy regulujące działanie mediów społecznościowych wciąż pozostają w sferze tajemnic i domysłów niż transparentnych wyjaśnień.

Dobrze to oddaje wspomniany artykuł Washington Post. Informacja o sposobie funkcjonowania algorytmów pochodziła nie z publicznie dostępnego raportu, a z wewnętrznego dokumentu Facebooka, do którego udało się dotrzeć w toku dziennikarskiego śledztwa.

Aktualnie potencjał fake newsów na Facebooku udało się ograniczyć poprzez obniżenie zasięgów postów, które zostały poddane weryfikacji przez fact-checkerów. Na Facebooku zaczynają pojawiać się jednak nowe formy contentu (np. rolki), pozwalające rozpowszechniać nieprawdziwe informacje.

Czytaj też

Twitter i TikTok idealnym środowiskiem dla fake newsów

Facebook nie jest jedyną platformą, która sprzyja szerzeniu dezinformacji. Każde z mediów społecznościowych ma unikalne cechy, które wpływają na możliwości szerzenia nieprawdziwych informacji.

Niedawno przeprowadzona analiza Integrity Institute wskazuje, że niechlubnym liderem, sprzyjającym rozprzestrzenianiu wprowadzających w błąd treści jest Twitter. Dzieje się tak za sprawą łatwodostępnej opcji udostępnienia wpisów poprzez tzw. retweety, w połączeniu ze stosowaniem ogólnodostępnych hasztagów.

Zaraz za Twitterem plasuje się TikTok. Chiński gigant słynie przede wszystkim z wysokiej precyzji uczenia maszynowego, pozwalającego przewidywać zachowania użytkownika i profilować pod niego content wideo. Niestety algorytmy TikToka są w stanie podsunąć nieprawdziwe informacje już po 40 min od założenia konta. Wadliwie działa również jego wyszukiwarka, która promuje fake newsy.

Czytaj też

Instagram mniej przyjazny fake newsom

Instagram na tle pozostałych platform może pochwalić się, że w mniejszym stopniu sprzyja szerzeniu nieprawdziwych informacji. Potencjał virali jest słabszy ze względu, na to, że opcje udostępniania (np. na relacji) ograniczają się przeważnie do osób obserwujących. Wyjątkiem są treści, które pojawiają się w sekcji „polecane”.

Wprawdzie środowisko Instagrama nie jest aż tak przyjazne rozprzestrzenianiu nieprawdziwych informacji, ale możliwość kreacji sztucznych zasięgów pozostaje tam niezwykle tania. Na Instagramie zaledwie za 10 euro można wykupić 100 tys. wyświetleń, 25 tys. polubień, 1 tys. komentarzy oraz 15 tys. obserwujących.

Reklama i „trampolina” do dezinformacji

Nieprawdziwe informacje w mediach społecznościowych nie są przemycane wyłącznie we wpisach użytkowników oraz formatach video. Źródłem dezinformacji są również reklamy.

Z szerzenia dezinformacji przy pomocy reklam słynną koncerny energetyczne uprawiające greenwashing – wybielają swoją niszczycielską dla klimatu działalność, chwaląc się pozornymi inicjatywami na rzecz środowiska. Poza tym wpływy z reklam w mediach społecznościowych są wykorzystywane do budowania dezinformujących siatek.

Najpopularniejsze platformy (np. Facebook) są także traktowane jak „trampoliny”. Dezinformujący aktorzy najpierw budują zasięgi i pozyskują zaufanie społeczności, a następnie linkują na swoich profilach do alternatywnych mediów, które charakteryzują się słabszą moderacją treści (np. VKontakte czy BitChute). W ten sposób minimalizują ryzyko usunięcia konta lub ograniczenia jego zasięgów.

Zacznijmy od podstaw

Mediom społecznościowym w kontekście zwalczania dezinformacji można zarzucić wiele – nieefektywną i powolną moderację treści, ograniczoną transparentność, wzmacnianie treści polaryzujących czy brak demonetyzacji kont, które szerzą fake newsy.

Ponadto ograniczenie walki z dezinformacją do współpracy z organizacjami fact-checkingowymi to definitywnie za mało, ze względu na ograniczone zasoby fact-checkerów oraz fakt, że zweryfikowania informacja dociera do mniejszej liczby osób niż fake news. Dlatego należy wywierać presję na gigantów technologicznych w celu ustanowienia i wdrożenia efektywnych standardów w walce z dezinformacją.

Koniec końców, social media pozostają jedynie używanym przez nas narzędziem. Chcąc budować odporność na dezinformację, nie możemy wyłącznie zdawać się na innych. Piramidę trzeba budować od podstaw. Kluczem do sukcesu jest budowanie postaw proaktywnych, dzięki wdrożeniu edukacji medialnej.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja

Wzmocnienie kompetencji cyfrowych, krytycznego myślenia oraz umiejętności weryfikacji źródeł powinno być nieodłącznym punktem programu nauczania w szkołach. Niestety obecnie Polska znajduje się w ogonie państw europejskich pod względem umiejętności cyfrowych, a Polacy są skłonni do uwierzenia w fake newsy bardzo szybko.

To ważne, aby edukować społeczeństwo na szeroką skalę w zakresie potencjalnych technik manipulacji. Zgodnie z teorią inokulacji , tzw. zaszczepienie się przeciwko dezinformacji, w postaci zaznajomienia się z metodami wprowadzania w błąd, przynosi wysoce pozytywne efekty.

Pierwsze kampanie edukacyjne w Polsce już ruszyły i dotarły do znacznego grona odbiorców. Materiały poświęcone technice kozła ofiarnego i zastraszania zebrały w sumie blisko 13 mln wyświetleń.

Czytaj też

Autor: Adam Maternik, starszy analityk ds. dezinformacji w Stowarzyszeniu Demagog

Komentarze

    Czytaj także