CYBERMAGAZYN

#CyberMagazyn: W gospodarce cyfrowej najważniejsze jest uzależnienie od smartfona

Fot. Florian Schmetz / Unsplash

Ponad połowa osób z tzw. pokolenia Z korzysta ze swojego smartfona przez pięć godzin dziennie. 31 proc. z nich czuje się źle, jeśli nie ma dostępu do telefonu przez pół godziny, bądź nawet krócej. Uzależnienie od smartfona to fundament, na którym stoi dziś cała gospodarka cyfrowa.

Kiedy myślimy o gospodarce cyfrowej, zazwyczaj jednym z pierwszych skojarzeń, jakie przychodzą na myśl bądź pojawiają się w dyskusjach, są dane osobowe i ich wartość w ekonomii aplikacji mobilnych.

Tak, dane stały się siłą napędową dla Web 2.0 – świata mediów społecznościowych, w którym interakcje użytkowników coraz bardziej mobilnych platform z treściami tam zamieszczanymi, a także niezwykłe usieciowienie kontaktów, pozwoliły firmom internetowym zbudować model kapitalizmu opartego na gromadzeniu i przetwarzaniu informacji.

„Dane to nowa ropa naftowa" – to fraza, którą można było przez ostatnie lata usłyszeć właściwie na każdej konferencji poświęconej nowym technologiom i przeczytać w licznych publikacjach.

Na łamach naszego serwisu można jednak zapoznać się ze stanowiskiem odmiennym, które podczas tegorocznej konferencji Cyber24Day zaprezentował prof. Andrzej Zybertowicz; jego zdaniem, przypisujemy danym zbyt wielką wartość.

Czytaj też

Co jest ważniejsze – aplikacja czy smartfon?

O pozyskiwaniu danych myślimy przede wszystkim w kontekście aplikacji, które zaprojektowane są tak, abyśmy spędzali w nich jak najwięcej czasu.

Mechanizm nagrody, który aktywuje się za każdym razem, gdy widzimy ikonkę powiadomienia w mediach społecznościowych, potrafi nas do ulubionych (czy aby na pewno?) platform przykuć na długie godziny, choć wydawało nam się, że spędziliśmy na korzystaniu z nich zaledwie kilkanaście minut. Powiadomienia to jednak nie jedyny czynnik, który pozbawia nas kontroli nad czasem.

Innym chętnie stosowanym przez firmy internetowe trickiem jest tzw. endless feed, czyli nieskończony strumień treści, którymi użytkownik może się karmić przerzucając tabelę na ekranie telefonu. Niezależnie od tego, o której godzinie zalogujemy się na Facebooka, Instagrama czy Twittera, zawsze znajdzie się tam coś do obejrzenia lub przeczytania – zadba o to algorytm.

Nieskończony strumień nieustannie dostarczanych nam treści, powiadomienia o każdej interakcji, w którą ktoś wchodzi z treściami, jakie samodzielnie wygenerowaliśmy – to czynniki sprawiające, że korzystanie z platform społecznościowych staje się dla nas nawykiem, a dla firm internetowych ultymatywnym sposobem pozyskiwania danych na nasz temat.

Nawyku tego nie byłoby jednak można tak łatwo zbudować, gdyby nie smartfon – narzędzie, które pozwoliło nam zabrać uzależnienie ze sobą, niezależnie od tego, czy aktualnie siedzimy w pracy przy biurku, czy też jedziemy autobusem, a może leżymy już w łóżku i przygotowujemy się do snu. Gdyby korzystanie z mediów społecznościowych było ograniczone wyłącznie do ich wersji dostępnych w przeglądarkach internetowych na komputerze, nigdy nie byłyby w stanie wygenerować takiego spustoszenia, jak dzięki temu, że istnieją smartfony.

To właśnie one pozwoliły zabrać ze sobą media społecznościowe w każde możliwe miejsce, w którym dostępny jest internet. To smartfony pozwoliły na zbudowanie przyzwyczajeń, takich jak np. spoglądanie na powiadomienia widoczne na ekranie w ramach pierwszej czynności po przebudzeniu i ostatniej wykonywanej przed snem.

Czytaj też

Uzależnieni, ale od czego?

W dyskusjach nad problemami dotyczącymi uzależnienia od produktów i usług cyfrowych bardzo często zamiennie stosowane są terminy takie, jak uzależnienie od mediów społecznościowych oraz uzależnienie od smartfona.

Nie definiują jednak one tego samego problemu – kiedy mówimy o uzależnieniu od smartfona, to mamy na myśli problem znacznie wykraczający poza same platformy internetowe.

Smartfon to dziś narzędzie nie tylko do przeglądania Instagrama, Facebooka czy TikToka, ale także oglądania filmów i seriali, grania oraz robienia zakupów.

Ta ostatnia czynność posłużyła naukowcom z Włoch i Wielkiej Brytanii jako grunt dla przeprowadzenia badania, w którym sprawdzili, jak uzależnienie od smartfona wpływa na skłonność do kompulsywnego nabywania różnych, niekoniecznie potrzebnych towarów przez osoby należące do pokolenia Z.

Jak wykazali, zjawiska te są powiązane i w obu przypadkach wzmacniane przez nawyki, które mają na celu regulację nastroju użytkownika.

Uzależnienie od telefonu, a konkretnie od smartfona, zostało zdefiniowane jako niekontrolowane użycie tego urządzenia, przy jednoczesnym zaniedbywaniu codziennych czynności i pojawianiu się negatywnych skutków dla życia osoby uzależnionej. Nałóg ten wpływa na życie społeczne użytkownika, a wraz z nim – na stany psychiczne, zdolność do prawidłowego funkcjonowania i przebiegu procesów psychofizjologicznych, takich jak np. sen. Może też wiązać się z nieprawidłowościami takimi, jak ból w kciukach, czy ogólne osłabienie dłoni oraz chwytu palców wskazujących i kciuków.

Według danych firmy analitycznej AppAnnie z 2020 roku, pokolenie Z to grupa społeczna, która najchętniej do robienia zakupów wykorzystuje aplikacje mobilne, co uległo dalszemu wzmocnieniu przez pandemię koronawirusa.

Badacze z Włoch i Wielkiej Brytanii twierdzą zaś, że kompulsywne korzystanie z podłączonych do internetu telefonów może indukować kolejne kompulsywne zachowania – w tym wypadku zakupy, które stają się tym przyjemniejsze, im bardziej spersonalizowane i „wciągające" jest doświadczenie korzystania z aplikacji.

Czytaj też

Przymus doświadczania, przymus kupowania

Smartfony znacząco zmieniły sposób, w jaki osiągamy satysfakcję – oczekiwanie na nagrodę w postaci powiadomienia wiąże się ze znacznym przekształceniem procesów przeżywania emocji, które są płytsze i przemijają szybciej.

Aplikacje mobilne są zbudowane tak, by dawały nam szybką, lecz krótotrwałą satysfakcję – po to, abyśmy szybko wrócili po więcej, lub też „aktywnie oczekiwali" na kolejny strzał przyjemności wewnątrz danego środowiska.

Wykorzystuje to świat e-commerce, który uważnie przyjrzał się mechanizmom funkcjonowania swoich najmłodszych konsumentów w sieci. Dążenie do przyjemności w tych realiach przybiera ciekawą formę – kompulsywnych zakupów, które w naukach społecznych zdefiniowano już jako „niekontrolowany popęd do posiąścia, użycia, lub doświadczenia emocji, rzeczy lub aktywności". W definicji tej, przytaczanej przez zespół badawczy z Włoch i Wielkiej Brytanii, podkreślono, iż ostatecznie powtarzalne zachowania tego rodzaju prowadzą do szkody dla jednostki.

Podobnie jak uzależnienie od smartfona, kompulsywne kupowanie wiąże się ze szkodą, poczuciem winy, a jednocześnie – niepohamowaną chęcią nabywania kolejnych przedmiotów, często niedrogich, za to całkowicie niepotrzebnych.

Z racji, że kompulsywne zakupy to czynność wstydliwa, osoby dotknięte tym problemem najczęściej ukrywają się przed innymi z doświadczeniem go. Ułatwia to smartfon – zaprojektowany tak, by można było z niego korzystać w stanie całkowitej, jednostkowej samotności.

Czytaj też

Jak przerwać błędne koło?

Choć firmy technologiczne dostarczające systemy operacyjne na smartfony oficjalnie rozpoznały problem uzależnienia od telefonu i postanowiły dostarczyć użytkownikom narzędzia mające w teorii pozwalać je opanować, to... w praktyce to kolejny raz przerzucanie odpowiedzialności za szkodliwy produkt na osoby go używające.

Ucieczki od smartfonów dziś w praktyce nie ma – chyba, że jest się człowiekiem bardzo wykluczonym cyfrowo, z własnej woli (co często idzie w parze z bardzo wysokim statusem materialnym), bądź przymusowo (wówczas to wykluczenie jest w życiu przeszkodą, nie przywilejem). Przerzucanie na użytkowników odpowiedzialności za to, że uzależniają się od uzależniającego, bo specjalnie tak projektowanego produktu, to jak stwierdzenie, że skoro ktoś zażywa tytoń, to z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, iż może zachorować na raka i w wyniku tej choroby umrzeć. Brzmi logicznie? Tak, jak najbardziej – problem w tym, że w takim myśleniu całkowicie pomijamy uzależniającą siłę nikotyny (i ekranu).

Zacznijmy otwarcie domagać się projektowania cyfrowych produktów z myślą o człowieku – wówczas będziemy mogli być dla firm (nie tylko tych technologicznych) kimś więcej, niż jedynie konsumentem. Choć z drugiej strony, jaką możemy mieć pewność, że zapewnienie o tym nie stanie się kolejnym wytrychem do tego, by sprzedać nam jeszcze więcej i jeszcze bardziej przykuć nas do ekranów? Ostatecznie, gdyby nie uzależniająca moc smartfona, gospodarka cyfrowa w kształcie, jaki znamy, cienko by przędła.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także