- WIADOMOŚCI
Kontrola rodzicielska nie daje efektów? Meta przed sądem
Nadzór oraz narzędzia kontroli rodzicielskiej nie mają większego wpływu na korzystanie z mediów społecznościowych przez dzieci – wynika z wewnętrznego badania Mety, przeprowadzonego we współpracy z Uniwersytetem w Chicago. Istnienie analizy zostało ujawnione podczas procesu toczącego się w Los Angeles. Właściciel m.in. Facebooka twierdzi jednak, że wyniki nie zawierają informacji o wpływie nadzoru rodzicielskiego na zachowania małoletnich.
Autor. Shutter Speed/Unsplash
Od wielu lat trwają dyskusje wokół wpływu korzystania z Internetu na najmłodszych. Przez ten czas, oprócz dyskusji pojawiło się również wiele pomysłów dotyczących przepisów, które miałyby pomóc w walce ze szkodliwymi efektami przebywania dzieci w sieci.
Na naszych łamach informowaliśmy m.in. o wysuniętej w trakcie kampanii prezydenckiej propozycji zakazu smartfonów. Relacjonowaliśmy też sprawę wdrożenia Aktu o usługach cyfrowych – po wecie Prezydenta, ustawa została rozbita na dwa osobne projekty. Trwają także prace nad ustawą mającą ograniczyć dzieciom dostęp do mediów społecznościowych wzorem Australii.
Kontrola rodzicielska nie spełnia swojej roli?
Tymczasem w Kalifornii, przed sądem w Los Angeles toczy się sprawa dotycząca uzależnienia od platform i jego skutków wytoczona Mecie oraz YouTube’owi przez młodą użytkowniczkę wspólnie z matką.
Jak informuje serwis TechCrunch, adwokat reprezentujący powodów przedstawił wewnętrzną analizę przeprowadzoną przez właściciela Facebooka i Instagrama, która ma dowodzić wiedzy o zagrożeniach dla młodych użytkowników.
Przeprowadzone we współpracy z Uniwersytetem w Chicago badanie Meta and Youth Social Emotional Trends – w skrócie Project MYST – miało wykazać, że kontrola działań dzieci w sieci przez rodziców lub próby regulacji tychże przez zasady domowe miały nikły wpływ na czas, jaki poświęcali małoletni mediom społecznościowym. Z wynikiem mieli się zgodzić zarówno dorośli, jak i nastolatki.
Meta twierdzi nieco inaczej. Szef Instagrama Adam Mosseri podkreślił na sali sądowej, że nie miał wiedzy o Project MYST poza nazwą, pomimo poszlak, że zaakceptował jego przeprowadzenie. Z kolei samo przedsiębiorstwo stwierdziło w komunikacie dla TechCrunch, że „analiza nic nie wykazała o efektach nadzoru rodzicielskiego co do zachowania nastolatków”. Opiekunowie mają natomiast zwracać się z prośbami do Mety o dodatkowe narzędzia kontroli.
„Problematyczne korzystanie” zamiast uzależnienia
Mosseri miał jednak przyznać podczas rozprawy, że wnioski z badania MYST nie zostały opublikowane. Do rodziców oraz małoletnich nie skierowano również żadnych ostrzeżeń czy informacji związanych z analizą.
Częściowo zgodził się także z wnioskiem dotyczącym większego ryzyka uzależnienia dla dzieci, które zmagały się z przemocą w szkole czy domu.
„Często słyszę, że Instagram jest wykorzystywany przez użytkowników jako metoda ucieczki od trudnej rzeczywistości. Jest to jeden z powodów, których może być wiele” – wyjaśnił szef platformy w wypowiedzi cytowanej przez TechCrunch.
Jednocześnie, problem spędzania znacznej części czasu w mediach społecznościowych nie jest znany Mecie jako „uzależnienie”. Firma używa bowiem określenia „problematyczne korzystanie”.
Prawnicy przedsiębiorstwa tłumaczyli z kolei, że badanie skupiło się na opinii nastolatków w kwestii „zbyt często korzystania z mediów społecznościowych”, a nie uzależnienia. Zauważono również, że sama powódka mierzyła się z przemocą domową ze strony ojca, rozwodem rodziców i prześladowaniami w szkole – czynnikami, które - według badania - miały wpływ na uzależnienie od social mediów.


Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Cyfrowy Senior. Jak walczy się z oszustami?