- WIADOMOŚCI
Niewidzialna wojna z Chinami. Stawką jest nasza przyszłość
Chiny realizują długofalową strategię a my jesteśmy jednym z jej elementów. Działania podejmowane przez Pekin przynoszą już efekty. Przykład? Słabnąca siła Stanów Zjednoczonych, przy rosnącym uznaniu dla Państwa Środka. Tu kluczowa jest nie tylko gospodarka, która napędza Chiny.
Autor. CyberDefence24/Canva
Chiny od lat traktują strategiczną narrację nie jako poboczny element polityki państwa, lecz jedno z narzędzi budowania wpływu, na co zwraca uwagę The Cipher Brief . Jak wskazano, analiza chińskiej polityki zagranicznej i informacyjnej prowadzi do wniosku, że rywalizacja o wpływy toczy się dziś nie tylko na poziomie gospodarki, technologii i siły militarnej, ale także na poziomie języka, symboli i ram interpretacyjnych. W jej ramach Chiny nie ograniczają się już do samego uczestnictwa, ale coraz wyraźniej starają się wpływać na sposób jej prowadzenia.
Chiny mają być wzmocnić siłę
Najlepiej widać to w oficjalnych wypowiedziach Xi Jinpinga. Jak podaje anglojęzyczne wydanie China Daily, przywódca Państwa Środka wezwał do wzmocnienia chińskiej komunikacji międzynarodowej tak, aby skuteczniej przedstawiać kraj jako państwo wiarygodne, budzące sympatię i szacunek.
Podkreślił, że „dobre opowiadanie historii Chin” ma służyć budowie większej siły dyskursu państwa, współmiernej do jego rosnącej pozycji i potencjału. W tym celu postulował stworzenie własnego systemu narracji i języka opisu świata, skuteczniejsze promowanie KPCh, chińskiej kultury i chińskich koncepcji rozwoju, a także stosowanie bardziej precyzyjnych, dostosowanych do odbiorców strategii komunikacyjnych.
Xi akcentował również potrzebę poszerzania międzynarodowego kręgu osób przychylnych Chinom, wzmacniania wymiany międzyludzkiej oraz budowy kadr zdolnych skutecznie prowadzić tę politykę informacyjną.
Zwrócił uwagę na potrzebę wzmacniania zdolności komunikacji międzynarodowej po to, by budować obraz Chin jako państwa godnego zaufania, budzącego sympatię i godnego szacunku.
W oficjalnym chińskim ujęciu narracja nie jest więc wyłącznie dodatkiem do polityki, lecz jednym z elementów projekcji siły państwowej.
Chińskie „prawo do mówienia"
Jak wyjaśnia DigiChina przy Stanford University w analizie „Lexicon: »Discourse Power« or the »Right to Speak« (话语权)”, pojęcie huàyǔ quán, tłumaczone jako „siła dyskursu” albo „prawo do mówienia”, stało się ważnym elementem chińskiego języka politycznego (zwłaszcza w epoce Xi Jinpinga) i jest ściśle związane z hasłem „dobrego opowiadania historii Chin” oraz dążeniem do wzmocnienia pozycji Państwa Środka w globalnym obiegu informacji.
Może ono oznaczać zarówno zdolność narzucania własnych ram interpretacji, jak i domaganie się większego prawa do zabierania głosu w świecie zdominowanym — w chińskim ujęciu — przez Zachód. Dlatego termin ten funkcjonuje jednocześnie w propagandzie, debacie o mediach, cyberbezpieczeństwie, technologii, internecie i nauce.
W praktyce odnosi się do sytuacji, w której państwo, instytucja lub firma nie tylko uczestniczy w debacie, ale także potrafi wpływać na standardy, język i kierunek dyskusji.
W chińskim dyskursie oznacza to zarówno walkę o większy wpływ w przestrzeni międzynarodowej, jak i próbę budowania przewagi w takich obszarach, jak internet, technologie, sztuczna inteligencja czy prestiż akademicki.
Znaczenie tego terminu zmieniało się w czasie i zależy od kontekstu. Najtrafniej rozumieć go nie jako jedno sztywne pojęcie, lecz jako połączenie prawa do głosu, wpływu na debatę i zdolności kształtowania reguł komunikacji.
Chiny: Zachód narzuca własną narrację
Natomiast Atlantic Council wskazuje, że chińska koncepcja „siły dyskursu” nie sprowadza się do samej propagandy, ale stanowi szerszą strategię służącą przekształcaniu globalnych norm, zasad i sposobów myślenia tak, by sprzyjały interesom Pekinu.
W chińskim ujęciu przewaga Zachodu, zwłaszcza USA, wynika nie tylko z siły militarnej czy gospodarczej, ale także z umiejętności narzucania własnych narracji i standardów. Dlatego KPCh uznała, że zdobycie podobnej zdolności jest kluczowe dla wzmocnienia pozycji Chin i osłabienia dominacji Zachodu.
Raport podkreśla, że Pekin szczególnie intensywnie realizuje tę strategię w sferze cyfrowej i na Globalnym Południu. Stara się wpływać na lokalne ekosystemy informacyjne, promować własne normy zarządzania internetem — zwłaszcza zasadę „cybersuwerenności” — a także oferować infrastrukturę cyfrową, standardy techniczne i technologie, które wzmacniają jego obecność i atrakcyjność.
W przekazie zewnętrznym działania te przedstawiane są jako wsparcie dla rozwoju i większej niezależności innych państw, ale raport ocenia, że w praktyce służą one przede wszystkim budowie przewagi politycznej i normatywnejChRL.
W efekcie chińska strategia jawi się jako spójna, długofalowa i dobrze skoordynowana, podczas gdy reakcja państw zachodnich pozostaje często rozproszona i reaktywna. Państwo Środka nie próbuje więc po prostu stworzyć alternatywnego, autorytarnego internetu, lecz raczej stopniowo przekształcać istniejące instytucje, standardy i mechanizmy globalnego zarządzania tak, by bardziej odpowiadały ich wizji porządku międzynarodowego.
Chińskie zwyczaje i styl życia przejmują Zachód?
Jednocześnie tygodnik Time pokazuje, że internetowy trend określany jako „chińska era” jest mieszanką humoru, fascynacji i społecznego niepokoju.
Coraz więcej niechińskich użytkowników mediów społecznościowych, głównie z USA, zaczyna przejmować wybrane elementy chińskich zwyczajów, estetyki i stylu życia — od praktyk wellness po obchody Chińskiego Nowego Roku — traktując to jako modny, a czasem ironiczny sposób wyrażania siebie.
Zjawisko to odzwierciedla nie tylko rosnącą widoczność Chin w globalnej kulturze cyfrowej, ale także narastające wśród części Amerykanów rozczarowanie własnym systemem społecznym i politycznym.
Państwo Środka zaczyna więc funkcjonować w wyobraźni części odbiorców jako symbol porządku, wspólnoty, sprawności i alternatywy wobec kryzysów kojarzonych z USA.
Zarazem trend ten wywołuje ambiwalentne reakcje wśród osób chińskiego i azjatyckiego pochodzenia. Z jednej strony pojawia się duma, że elementy chińskiej kultury przestają być obiektem kpin i stają się atrakcyjne. Z drugiej istnieje obawa, że kultura ta zostanie spłycona, skomercjalizowana i sprowadzona do internetowej mody oderwanej od historycznego i społecznego kontekstu.
„Chińska era": alternatywa dla USA
Natomiast China Observers zwraca uwagę, że trend określany jako „Chinamaxxing” dobrze pokazuje, jak w epoce mediów społecznościowych Chiny zaczynają funkcjonować w zachodniej wyobraźni nie tylko jako rywal geopolityczny, lecz także jako estetyczna i kulturowa alternatywa.
W krótkich filmach publikowanych na TikToku i Instagramie „chińskość” sprowadza się najczęściej do zestawu łatwo rozpoznawalnych obrazów i praktyk: picia gorącej wody, ćwiczeń w osiedlowych parkach, prostych rytuałów prozdrowotnych czy codzienności przedstawianej jako spokojniejsza, bardziej uporządkowana i mniej chaotyczna niż życie w Stanach Zjednoczonych.
Nie jest to zatem pogłębione odkrywanie chińskiej kultury, lecz raczej jej uproszczona, atrakcyjna wizualnie wersja, która dobrze wpisuje się w logikę algorytmów i internetowej mody.
Popularność tego zjawiska można odczytywać nie tylko jako efekt chwilowej fascynacji egzotyką, lecz także jako symptom głębszego rozczarowania kondycją Zachodu, przede wszystkim USA.
W oczach części młodych odbiorców Chiny zaczynają symbolizować to, czego coraz częściej brakuje w ich własnym otoczeniu: porządek, wspólnotę, sprawność infrastruktury, niższe koszty życia i większą codzienną stabilność.
W tym sensie „chińska era” mówi często mniej o samych Chinach, a więcej o słabnącej sile przyciągania amerykańskiego modelu życia. Fascynacja Pekinem nie musi więc oznaczać pełnego zaufania wobec chińskiego systemu politycznego; częściej jest wyrazem poszukiwania alternatywy wobec rzeczywistości, która przestała wydawać się atrakcyjna.
Chinamaxxing – internetowa projekcja pragnień
Jednocześnie taki obraz Chin pozostaje głęboko selektywny. Pomija bowiem to, że codzienność w ChRL nie sprowadza się do harmonii, estetyki i zdrowych rytuałów, lecz obejmuje także kryzys mieszkaniowy, bezrobocie młodych, ogromną presję społeczną i zawodową oraz strukturalne problemy gospodarcze.
Właśnie dlatego „Chinamaxxing” należy rozumieć raczej jako internetową projekcję pragnień niż wierny opis chińskiej rzeczywistości.
Nie zmienia to jednak faktu, że zjawisko to mimowolnie wzmacnia korzystny dla Pekinu obraz Chin jako państwa nowoczesnego, spokojnego i cywilizacyjnie atrakcyjnego.
Pokazuje też, że w walce o globalne wyobrażenia nie zawsze wygrywa ten, kto przedstawia najbardziej złożony obraz rzeczywistości, lecz ten, kto potrafi opowiedzieć go w formie prostszej, bardziej sugestywnej i lepiej dopasowanej do logiki współczesnych platform cyfrowych.
Co można mówić o Chinach
Zjawisko to opisuje również MERICS – Mercator Institute for China Studies, który stwierdza, że Chiny coraz intensywniej próbują kształtować debatę o sobie w Europie, łącząc promocję własnej narracji z tłumieniem głosów krytycznych.
Pekin wykorzystuje do tego propagandę, dezinformację, naciski polityczne i gospodarcze, selektywny dostęp do informacji, wpływ na media, środowiska akademickie, biznes i diasporę, a także coraz szerzej media społecznościowe i nowe technologie.
Celem tych działań nie jest jedynie poprawa wizerunku ChRL, lecz także narzucenie granic tego, co wolno o niej mówić oraz osłabienie krytycznej debaty. Autorzy raportu podkreślają, że Europa pozostaje ważnym polem tej rywalizacji narracyjnej, a odpowiedź UE powinna opierać się nie na izolacji, ale większej przejrzystości, lepszym rozpoznaniu zagrożeń, wsparciu dla niezależnych mediów i badań oraz skoordynowanej ochronie demokratycznej odporności.
Obecność Chin w naszym regionie
Jeszcze wyraźniej ujmuje to European Council on Foreign Relations, wskazując, że chińskie operacje wpływu informacyjnego w Europie stają się coraz bardziej rozbudowane i wyrafinowane.
Europa Środkowo-Wschodnia, niegdyś postrzegana jako obszar szczególnie podatny na wpływy Pekinu, stała się dziś raczej przestrzenią wczesnego rozpoznania tych działań i źródłem wiedzy o ich mechanizmach.
Chiny stosują już rozpoznawalny zestaw metod: wykorzystują lokalnych pośredników i influencerów, ukrywają pochodzenie własnych przekazów, wzmacniają przychylne narracje i próbują wprowadzać je do głównego obiegu bez wyraźnego chińskiego oznaczenia.
Najczęściej promowane są przy tym obrazy Państwa Środka jako nowoczesnej, rosnącej potęgi, a równocześnie rozpowszechniane są treści osłabiające zaufanie do Zachodu i wspierające część rosyjskich narracji.
Celem tych działań nie jest gwałtowna zmiana europejskich społeczeństw, lecz stopniowe przesuwanie granic tego, co wydaje się rozsądne, nowoczesne i politycznie opłacalne. Dlatego Europa powinna lepiej rozpoznawać chińskie techniki wpływu, wzmacniać przejrzystość, rozwijać kompetencje analityczne i budować własne, wiarygodne narracje, zamiast ograniczać się wyłącznie do reakcji na pojedyncze przypadki.
Zobacz też

Chiny wyprzedziły USA i innych wielkich
Siła tej strategii bierze się również z tego, że nie opiera się wyłącznie na słowach.
Według Brand Finance, Chiny umocniły w 2026 roku pozycję drugiego najważniejszego państwa w globalnym rankingu soft power, osiągając 73,5 punktu i zmniejszając dystans do Stanów Zjednoczonych do mniej niż 1,5 punktu.
Jednocześnie po raz pierwszy wyprzedziły USA pod względem reputacji, awansując w tej kategorii na 18. miejsce.
Raport podkreśla, że wzrost znaczenia Państwa Środka nie wynika już wyłącznie z narracji czy samej promocji wizerunkowej, lecz coraz bardziej z postrzeganych rezultatów: siły gospodarczej, rozwoju technologicznego, rozpoznawalności marek, większej otwartości i rosnącej obecności międzynarodowej.
Brand Finance opisuje chińską soft power jako efekt długofalowej, wielowymiarowej strategii łączącej polityczną spójność, ekspansję gospodarczą, innowacje i zaangażowanie kulturowe.
Najmocniejsze strony Chin w indeksie to przede wszystkim biznes, handel, nauka i technologia. Chiny zajęły 2. miejsce w kategorii Business & Trade i 1. miejsce w Education & Science.
Brand Finance wskazuje też, że Państwo Środka jest globalnym numerem jeden pod względem postrzeganej łatwości prowadzenia biznesu, potencjału przyszłego wzrostu, zaawansowania technologicznego i innowacyjności oraz zaawansowania naukowego.
W raporcie szczególnie mocno wybrzmiewa technologiczny wymiar chińskiej pozycji. W 2026 roku Chiny wyprzedziły Japonię i zajęły 1. miejsce na świecie w postrzeganiu jako kraj zaawansowany technologicznie i innowacyjny.
Brand Finance łączy to z rozmiarem chińskiego ekosystemu technologicznego, siłą sektora naukowego oraz globalną widocznością chińskich platform i marek. Jako przykład podaje TikTok/Douyin, który stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek technologicznych świata.
Równocześnie zauważa, że Chiny poprawiły wyniki także tam, gdzie wcześniej wypadały słabiej — w bardziej „miękkich” i społecznych wymiarach wizerunku. Brand Finance odnotowuje wzrost ocen dotyczących życzliwości, atrakcyjności stylu życia, komunikatywności, hojności i ogólnej przystępności Państwa Środka.
Odbiorcy coraz częściej postrzegają więc Chiny nie tylko jako potęgę strategiczną, ale także jako kraj oferujący bardziej namacalne doświadczenia społeczne i kulturowe.
Główny atut Chin
Z kolei w ujęciu raportu Lowy Institute, Chiny są dziś najważniejszym, ale niedominującym partnerem zewnętrznym Azji Południowo-Wschodniej. Są obecne w całym regionie i zajmują pierwsze miejsce pod względem ogólnego wpływu, nieznacznie wyprzedzając Stany Zjednoczone.
Najsilniejszym atutem Państwa Środka pozostaje gospodarka: są one kluczowym partnerem handlowym niemal wszystkich państw regionu, ważnym źródłem inwestycji i pożyczek rozwojowych oraz głównym rynkiem eksportowym i dostawcą importu dla Azji Południowo-Wschodniej.
Raport podkreśla jednak, że chińska przewaga nie przekłada się na pełną hegemonię. O ile Pekin bardzo skutecznie wykorzystuje swoje powiązania ekonomiczne i intensywną dyplomację, o tyle jego wpływy są znacznie słabsze w sferze obronnej.
Chiny nie zbudowały w regionie równie silnych sieci bezpieczeństwa jak USA, a ich obecność wojskowa i obronna jest wyraźniejsza głównie w kontynentalnej części Azji Południowo-Wschodniej. W efekcie są mocarstwem wszechobecnym, ale nie takim, które kontroluje region we wszystkich wymiarach.
Według raportu zależność od Chin jest też bardzo zróżnicowana. Żadne państwo Azji Południowo-Wschodniej nie znajduje się całkowicie w wyłącznej strefie wpływów Pekinu, ale w wielu krajach widać wyraźne kieszenie zależności — zwłaszcza w handlu, inwestycjach, turystyce czy edukacji.
Państwo Środka jest więc dla regionu partnerem nieodzownym, lecz nie jedynym: państwa Azji Południowo-Wschodniej starają się równoważyć relacje z Pekinem poprzez współpracę z innymi partnerami oraz przez wzmacnianie więzi wewnątrz samego regionu.
Chinom się nie ufa?
Podobnie ISEAS – Yusof Ishak Institute wskazuje, że Chiny są dziś w oczach elit Azji Południowo-Wschodniej państwem o najsilniejszej pozycji gospodarczej i polityczno-strategicznej w regionie: 59,5 proc. respondentów uznało je za najważniejszą potęgę ekonomiczną, a 43,9 proc. za główną siłę polityczno-strategiczną.
Jednocześnie przewaga ta nie przekłada się na zaufanie — 50,1 proc. badanych deklarowało małe lub zerowe zaufanie do Chin, a tylko 24,8 proc. wyrażało wobec nich zaufanie, najczęściej obawiając się, że rosnąca siła Pekinu może zostać użyta przeciw suwerenności i interesom państw regionu.
Stany Zjednoczone w tym samym badaniu wypadły słabiej jako potęga gospodarcza i strategiczna — uzyskały odpowiednio 14,3 proc. i 25,8 proc. wskazań — a gdy respondentów zapytano, po której stronie opowiedzieliby się w razie konieczności wyboru między Chinami a USA, 50,5 proc. wybrało Chiny, a 49,5 proc. Stany Zjednoczone.
Mimo to, jak pokazuje raport, USA nadal cieszą się wyraźnie większym zaufaniem niż Chiny: 42,4 proc. respondentów zadeklarowało zaufanie do Waszyngtonu, wobec 37,6 proc. deklarujących nieufność.
Obraz wyłaniający się z badania jest więc dość klarowny: Chiny są postrzegane jako silniejsze i bardziej wszechobecne, ale zarazem bardziej niepokojące, podczas gdy USA są słabsze niż wcześniej, lecz wciąż uchodzą za partnera bardziej wiarygodnego niż Pekin.
Chiny oskarżone o ingerencję w wybory
Nie zmienia to jednak faktu, że działania informacyjne Pekinu bywają postrzegane przez inne państwa nie tylko jako element miękkiej siły, lecz także jako potencjalne narzędzie ingerencji politycznej.
Jak podały agencja Reutera w artykule oraz The Diplomat Magazine, prezydent Filipin Ferdinand Marcos polecił wszcząć dochodzenie w sprawie możliwej zagranicznej ingerencji w majowe wybory po tym, jak przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego ostrzegł w Senacie o sygnałach wskazujących na działania informacyjne grup powiązanych z państwem chińskim.
Sprawa nabrała dodatkowego ciężaru po tym, jak senator Francis Tolentino zaprezentował materiały, które jego zdaniem łączą ambasadę Chin w Manili z finansowaniem lokalnej firmy marketingowej mającej prowadzić internetowe operacje wpływu i dezinformacji, w tym tzw. farmy trolli.
Władze w Manili uznały te doniesienia za poważne i zapowiedziały dokładne śledztwo. Tolentino przekonywał, że działania te miały nie tylko rozpowszechniać przekaz zgodny z linią Pekinu, lecz także potajemnie oddziaływać na filipińską opinię publiczną i proces polityczny, w tym sprzyjać kandydatom postrzeganym jako bardziej przychylni Chinom.
Pekin zdecydowanie odrzucił te zarzuty. Zarówno chińskie MSZ, jak i ambasada w Manili oświadczyły, że Państwo Środka kieruje się zasadą nieingerencji i nie mają interesu w wpływaniu na wybory na Filipinach. Ambasada oskarżyła przy tym część filipińskich polityków o instrumentalne wykorzystywanie „chińskiej karty” na użytek kampanii wyborczej.
Oskarżenia te pojawiły się w momencie silnych napięć w relacjach chińsko-filipińskich, zaostrzonych przez spory na Morzu Południowochińskim. W wyborach stawką jest obsada setek mandatów parlamentarnych i tysięcy stanowisk lokalnych, ale kluczowa walka toczy się o miejsca w Senacie, który odgrywa istotną rolę w kształtowaniu polityki państwa.
Zobacz też

Niewidzialna wojna z Pekinem
Z tej perspektywy największym błędem Zachodu byłoby uznanie chińskiego hasła „umiejętne opowiadanie historii Chin” za egzotyczną formułę propagandową, a nie za element długofalowej strategii państwowej.
Stąd też The Cipher Brief trafnie wskazuje kierunek interpretacji, ale dopiero zestawienie tego tekstu z oficjalnymi anglojęzycznymi wypowiedziami Xi, z analizami dotyczącymi „siły dyskusru” oraz danymi o miękkiej sile i regionalnych wpływach pokazuje pełniejszą skalę zjawiska.
Chiny nie dążą już tylko do poprawy własnego wizerunku. Dążą do budowania takiego środowiska komunikacyjnego, w którym ich opis świata będzie miał coraz większą siłę przyciągania i oddziaływania.
W tym sensie rywalizacja z Pekinem toczy się nie tylko o technologie, handel i bezpieczeństwo, lecz także o język, którym opisuje się przyszły porządek międzynarodowy.







Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Krajowy system e-Faktur - co musisz wiedzieć o KSEF?
Materiał sponsorowany