- WIADOMOŚCI
#CyberMagazyn: Wojna o umysł: najnowsze oblicze globalnej rywalizacji poznawczej
Współczesne konflikty zbrojne opuszczają okopy i serwerownie, by przenieść się bezpośrednio do ludzkich umysłów. Wojna poznawcza przestaje być akademickim pojęciem, stając się nowym, kluczowym wymiarem globalnej rywalizacji mocarstw. Podczas gdy Zachód skupia się na ochronie procesów decyzyjnych i bezpieczeństwie percepcyjnym, Chiny integrują operacje poznawcze z presją militarną, a Rosja narzędziem walki czyni historię, wartości i „kod kulturowy” w ramach tzw. wojny mentalnej. W tym starciu celem nie jest już zmiana naszych poglądów, lecz całkowite zniszczenie zdolności do odróżniania faktów od manipulacji. Czy państwa demokratyczne, opierające obronę na tradycyjnym podziale instytucjonalnym, są w stanie obronić przed nowoczesną dezinformacją i neurotechnologiami swoje najgłębsze spoiwo – społeczne zaufanie?
Autor. Canva
Wojna poznawcza przestaje być pojęciem z pogranicza publicystyki, psychologii społecznej i operacji informacyjnych. W najnowszych publikacjach amerykańskich, NATO-wskich, europejskich, rosyjskich i chińskich coraz wyraźniej widać, że chodzi o próbę opisania nowej warstwy konfliktu: nie walki o samo terytorium, nie wyłącznie o infrastrukturę, nie tylko o sieci teleinformatyczne, lecz o zdolność człowieka i całych społeczeństw do rozumienia rzeczywistości, porządkowania informacji, odróżniania faktów od manipulacji, zachowania zaufania i podejmowania decyzji pod presją. Robert Schmidle i James Giordano w eseju opublikowanym w Small Wars Journal, traktują wojnę poznawczą nie jako technicznie ulepszoną wersję PSYOPS (operacji psychologicznych), ale jako złożoną kampanię prowadzoną jednocześnie w wymiarze biologicznym, psychologicznym i społecznym.
Najważniejsza zmiana polega na tym, że współczesna rywalizacja informacyjna coraz rzadziej polega wyłącznie na przekonywaniu odbiorcy do jednej narracji. Coraz częściej jej celem jest zniszczenie warunków, w których odbiorca może samodzielnie ocenić sytuację. Dezinformacja jest więc tylko jednym z narzędzi. Właściwym celem staje się percepcja: to, co człowiek uznaje za ważne, wiarygodne, groźne, moralnie dopuszczalne albo politycznie konieczne. W tym sensie wojna poznawcza nie ogranicza się do produkcji fałszywych treści. Obejmuje przeciążenie informacyjne, manipulację emocjami, rozbijanie zaufania, wzmacnianie polaryzacji, zarządzanie strachem, podważanie autorytetu instytucji i takie aranżowanie bodźców, aby przeciwnik sam podjął decyzję korzystną dla strony oddziałującej.
Od wojny informacyjnej do wojny o decyzję
Najbardziej wyraźny przełom widać w amerykańskiej debacie doktrynalnej. Senacka Komisja Sił Zbrojnych wskazała, że w amerykańskim systemie obronnym nadal mieszają się pojęcia takie jak information warfare (wojna informacyjna), information operations (operacje informacyjne), cyberwarfare (wojna cybernetyczna), cognitive warfare (wojna poznawcza) i influence operations (operacje wpływu). Komisja uznała, że ta niejasność definicyjna przekłada się na brak strategicznej przejrzystości, dlatego zobowiązała sekretarza obrony do przygotowania raportu definiującego wojnę poznawczą oraz wyjaśniającego jej związek z operacjami informacyjnymi, psychologicznymi i Military Information Support Operations (wojskowymi operacjami wsparcia informacyjnego).
Ma to zasadnicze znaczenie ponieważ pokazuje, że problem ten nie jest jedynie przedmiotem dysputy akademickiej. Jeżeli państwo nie potrafi jasno odróżnić wojny poznawczej od propagandy, cyberoperacji, działań wpływu i komunikacji strategicznej, nie potrafi też wskazać, kto ma za nią odpowiadać. Czy jest to zadanie wywiadu, wojska, cyberdowództwa, struktur komunikacji strategicznej, kontrwywiadu, resortów edukacji, regulatorów platform cyfrowych, czy administracji odpowiedzialnej za odporność społeczną?
Najnowsze teksty amerykańskie próbują rozwiązać ten problem przez przesunięcie definicji z poziomu przekazu na poziom decyzji. Dlatego też Small Wars Journal proponuje ujęcie decision-centric (skoncentrowane na decyzji), w którym istotą wojny poznawczej jest zakłócenie zdolności przeciwnika do obserwowania, orientowania się, decydowania i działania.
Z tego punktu widzenia wojna poznawcza nie jest mierzona liczbą wpisów w mediach społecznościowych, zasięgiem kampanii, liczbą botów ani samą obecnością fałszywych informacji. Jej skuteczność mierzy się tym, czy przeciwnik zaczyna mylić priorytety, traci zaufanie do własnych danych, reaguje zbyt późno, reaguje zbyt gwałtownie albo podejmuje działania sprzeczne z własnym interesem. Dlatego w debacie pojawia się pojęcie narrative intelligence (wywiad narracyjny), które Senacka Komisja Sił Zbrojnych definiuje jako rozpoznanie historii lub narracji, którą przeciwnik próbuje zbudować. Chodzi więc nie tylko o ustalenie, czy dana informacja jest prawdziwa, lecz o zrozumienie, do jakiej większej opowieści ma zostać włączona i jakie decyzje ma wywołać.
To przesunięcie ma bardzo konkretne konsekwencje. Klasyczna walka z dezinformacją działa często reaktywnie: pojawia się fałszywa teza, następnie fact-checking (sprawdzanie faktów) próbuje ją obalić. W logice wojny poznawczej jest to za mało. Przeciwnik nie musi bowiem wygrać sporu o prawdę. Wystarczy, że zmusi instytucje do spóźnionej reakcji, rozproszy uwagę społeczną, zaszczepi podejrzenie, wywoła poczucie chaosu i sprawi, że odbiorca przestanie wierzyć, iż jakakolwiek wersja wydarzeń jest wiarygodna. Wtedy nawet prawidłowo sprostowana informacja może nie odbudować zaufania, bo uszkodzony został nie pojedynczy fakt, lecz mechanizm poznawczy, który pozwala społeczeństwu fakty porządkować.
NATO: mózg jako cel i narzędzie walki
NATO idzie jeszcze dalej, nadając pojęciu wojny poznawczej wymiar strategiczny. NATO Allied Command Transformation, stwierdza, że wojna poznawcza nie jest tylko sposobem prowadzenia walki, ale samą walką; mózg jest zarazem celem i narzędziem w zmaganiu o przewagę poznawczą. Według NATO działania w tej przestrzeni obejmują zsynchronizowane aktywności wojskowe i niewojskowe prowadzone w całym kontinuum rywalizacji, a ich celem jest zdobycie, utrzymanie i ochrona przewagi poznawczej.
To ujęcie ma znaczenie, ponieważ przekracza tradycyjny podział na czas pokoju i czas wojny. Operacja poznawcza może być prowadzona długo przed konfliktem zbrojnym, w czasie kryzysu dyplomatycznego, podczas wojny i po zakończeniu działań kinetycznych. Może być wymierzona w żołnierzy, decydentów, ekspertów, społeczeństwa, mniejszości, diasporę, media, środowiska akademickie, organizacje pozarządowe albo konkretne grupy zawodowe. Może dotyczyć morale armii, zaufania do rządu, poczucia sprawczości obywateli, gotowości do ponoszenia kosztów wojny albo przekonania, że obrona sojusznika jest moralnie i politycznie uzasadniona.
Natomiast James Giordano, zwraca uwagę, że współczesny konflikt staje się coraz bardziej behavior-centric (skoncentrowany na zachowaniu). Decydującym terenem nie zawsze jest geografia, lecz sposób, w jaki jednostki i grupy postrzegają sytuację, interpretują ją, podejmują decyzje i działają.
W tym sensie wojna poznawcza staje się pomostem między operacjami informacyjnymi, cyberprzestrzenią, psychologią, neurobiologią, socjologią, kulturą strategiczną i klasycznymi działaniami wojskowymi. Jeżeli przeciwnik jest w stanie zmienić sposób, w jaki dowódca odczytuje sytuację operacyjną, albo sposób, w jaki społeczeństwo interpretuje koszty wojny, może osiągnąć efekt strategiczny bez proporcjonalnego użycia siły. Może też wymusić na państwie działania, które formalnie wyglądają jak suwerenna decyzja, ale w rzeczywistości są rezultatem uprzednio ukształtowanego środowiska poznawczego.
Biologizacja konfliktu: neurotechnologie, stres i podatności człowieka
Jedną z najnowszych i najbardziej kontrowersyjnych tendencji jest biologizacja pojęcia wojny poznawczej. Schmidle i Giordano zwracają uwagę że wymiar biologiczny obejmuje mózg, układy neurochemiczne, procesy percepcji, emocji, uwagi, pamięci i podejmowania decyzji. W ich ujęciu przyszłe lub rozwijające się narzędzia wojny poznawczej mogą obejmować farmakologię, neuromodulację elektromagnetyczną, interfejsy mózg–maszyna, technologie energii skierowanej, syntetyczną biologię i ochronę danych neuronowych. Nie oznacza to, że wszystkie te środki są już rutynowo stosowane operacyjnie. Oznacza raczej, że zachodnia debata zaczyna traktować człowieka jako system podatności biologicznych, psychologicznych i społecznych, które mogą być wzmacniane, chronione albo atakowane.
Dlatego też ważne jest zachowanie proporcji. Wokół „broni neurokognitywnej” łatwo tworzą się sensacyjne narracje. Część technologii pozostaje eksperymentalna, część ma charakter podwójnego zastosowania, część jest bardziej problemem etycznym i regulacyjnym niż gotową zdolnością bojową. Jednak sama logika jest istotna. Jeżeli dane biometryczne, dane o stanie psychicznym, śnie, stresie, koncentracji, emocjach czy podatnościach behawioralnych są gromadzone przez urządzenia cywilne i wojskowe, mogą stać się materiałem wywiadowczym. Jeżeli sztuczna inteligencja potrafi analizować reakcje grup na określone bodźce, możliwe staje się precyzyjniejsze targetowanie narracji, obrazów, lęków i konfliktów tożsamościowych.
Instytut Unii Europejskiej Studiów nad Bezpieczeństwem wskazuje, że NATO zaczęło ujmować manipulację psychologiczną jako pole walki, a zaniedbywane dotąd podatności poznawcze obejmują między innymi emocjonalne zarażanie w ekosystemach cyfrowych i strategiczne wykorzystywanie tożsamości personelu podczas operacji. Raport podkreśla, że cognitive security (bezpieczeństwo poznawcze) wykracza poza samo zwalczanie dezinformacji, bo dotyczy podatności percepcyjnych i behawioralnych, które czynią manipulację możliwą.
Ta perspektywa wymaga przesunięcia myślenia o bezpieczeństwie. Ochrona państwa nie może kończyć się na zabezpieczeniu sieci, infrastruktury i tajemnic. Musi obejmować odporność poznawczą ludzi, którzy tę infrastrukturę obsługują, podejmują decyzje i interpretują dane. Żołnierz pozbawiony snu, dowódca przeciążony sprzecznymi informacjami, polityk bombardowany presją społeczną, społeczeństwo zanurzone w atmosferze stałego zagrożenia — wszyscy stają się elementami pola walki. W takim środowisku przeciwnik nie musi niszczyć systemu dowodzenia fizycznie. Wystarczy, że zdegraduje zaufanie do danych, osłabi odporność psychiczną personelu albo wywoła taki poziom niepewności, przy którym decyzje będą podejmowane defensywnie, chaotycznie lub z opóźnieniem.
Zobacz też

Sztuczna inteligencja i przemysłowe skalowanie manipulacji
Kolejną tendencją jest gwałtowny wzrost znaczenia sztucznej inteligencji. Dawniej operacje wpływu wymagały dużego aparatu propagandowego, ludzi znających języki, lokalne kody kulturowe, media i nastroje społeczne. Obecnie generatywna sztuczna inteligencja obniża koszt produkcji manipulacyjnych treści, pozwala je lokalizować językowo i kulturowo, tworzyć obrazy, nagrania, deepfake’i (głębokie fałszerstwa audiowizualne), fałszywe konta, komentarze i pozornie spontaniczne reakcje społeczne. Europejska Rada Spraw Zagranicznych wskazuje, że generatywna sztuczna inteligencja radykalnie obniżyła koszt produkcji i lokalizacji manipulacyjnych treści na dużą skalę.
Zasadniczy problem polega na tym, że AI nie tylko produkuje fałszywe treści. Może również testować, które treści są skuteczniejsze, automatycznie dopasowywać przekaz do grup odbiorców, wzmacniać emocje, imitować wiarygodne źródła i zasilać dalsze modele sztucznej inteligencji skażonymi danymi. W ten sposób powstaje sprzężenie zwrotne: manipulacyjna treść trafia do obiegu, jest wzmacniana przez algorytmy platform, staje się częścią danych treningowych i później wraca jako pozornie neutralna odpowiedź systemu. To prowadzi do sytuacji, w której przestrzeń poznawcza zostaje stopniowo zatruwana nie jednym fałszem, lecz całym środowiskiem półprawd, skojarzeń, emocjonalnych skrótów i automatycznie powielanych narracji. Dlatego Instytut Unii Europejskiej Studiów nad Bezpieczeństwem stwierdza że również boty mogą nasycać przestrzeń informacyjną treściami, zmuszając użytkowników do korzystania z uproszczonych skrótów poznawczych, a duże modele językowe mogą generować szum informacyjny i subtelnie przekształcać legalne treści medialne.
Właśnie dlatego wojna poznawcza nie jest zwykłą kontynuacją propagandy w internecie. Propaganda XX wieku miała zwykle centrum nadawcze i względnie czytelną linię przekazu. Współczesna manipulacja poznawcza jest rozproszona, adaptacyjna, zautomatyzowana i testowana na żywo. Nie musi mówić wszystkim tego samego. Może kierować do różnych grup różne wersje rzeczywistości: jednych demobilizować, drugich radykalizować, trzecich przekonywać, że nic nie da się ustalić, czwartych skłaniać do presji na instytucje, a piątych do wycofania się z debaty publicznej.
Europa: od fact-checkingu do bezpieczeństwa poznawczego
Europejska debata przesuwa się obecnie od klasycznej walki z dezinformacją do szerszego pojęcia bezpieczeństwa poznawczego. Europejska Rada Spraw Zagranicznych podkreśla, że granice, przestrzeń powietrzna i infosfera nie są jedynymi polami walki. Celem przeciwnika mogą być umysły obywateli, a narzędzia obejmują propagandę, dezinformację, groźby fizyczne i cybernetyczne, które razem mają zmieniać percepcję, emocje i zachowania oraz siać chaos.
To ujęcie ma szczególne znaczenie dla państw europejskich, ponieważ ich systemy reagowania są często zbudowane wokół odrębnych kategorii: cyberatak, incydent graniczny, naruszenie przestrzeni powietrznej, kampania dezinformacyjna, prowokacja dyplomatyczna, sabotaż, presja migracyjna, atak na infrastrukturę. Wojna poznawcza łączy te elementy. Incydent fizyczny może być zaprojektowany po to, by wywołać narrację. Narracja może być przygotowana wcześniej i aktywowana natychmiast po zdarzeniu. Cyberatak może nie mieć dużego znaczenia technicznego, ale może wywołać wrażenie, że państwo nie działa. Dron nad lotniskiem może sparaliżować ruch, ale jeszcze ważniejszy może być spór o to, czy państwo zareagowało zbyt ostro, zbyt słabo, zbyt późno albo niekompetentnie.
ECFR zwraca uwagę na kluczową rolę czasu. W analizie Nelsona i Romero opisano mechanizm, w którym narracje powiązane z rosyjskimi interesami zaczynają krążyć w kanałach proxy i komunikatorach w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu minut od incydentu, zanim władze zdążą go sklasyfikować i przypisać odpowiedzialność. Oznacza to, że państwo przegrywa nie dlatego, że nie ma racji, ale dlatego, że zbyt późno wchodzi do walki o pierwszą interpretację.
W odpowiedzi Unia Europejska zaczyna budować nowe instrumenty instytucjonalne. Komisja Europejska na stronie wskazuje, że centrum ma zwiększać zdolność do przewidywania, wykrywania i reagowania na zagrożenia dla demokracji, w tym FIMI — Foreign Information Manipulation and Interference (zagraniczną manipulację informacyjną i ingerencję) oraz dezinformację.
Centrum ma też wzmacniać świadomość sytuacyjną, wczesne ostrzeganie, szybkie reagowanie i odporność społeczeństwa. To pokazuje wyraźną zmianę: Europa zaczyna rozumieć, że fact-checking sprawdzanie faktów) jest potrzebny, ale niewystarczający. Jeżeli celem przeciwnika jest zmiana percepcji, nie wystarczy poprawić nieprawdziwe zdanie. Trzeba zrozumieć, jak działa cała kampania: jakie emocje wywołuje, jakie grupy aktywizuje, jakie podziały wzmacnia, jakie instytucje kompromituje i jakie decyzje polityczne chce wymusić. Bez tego państwo będzie prostować pojedyncze kłamstwa, podczas gdy przeciwnik będzie przekształcał cały krajobraz zaufania.
Chiny: operacje w domenie poznawczej jako element rywalizacji mocarstw
Osobne miejsce zajmuje chińska koncepcja Cognitive Domain Operations operacji w domenie poznawczej). Departament Obrony USA wskazuje, że koncepcja ta łączy wojnę psychologiczną z cyberoperacjami w celu kształtowania zachowania i procesu decyzyjnego przeciwnika. Pentagon ocenia, że Chiny mogą wykorzystywać operacje w domenie poznawczej jako zdolność asymetryczną służącą odstraszaniu Stanów Zjednoczonych lub państw trzecich przed wejściem w przyszły konflikt, a także jako narzędzie ofensywne do kształtowania percepcji lub polaryzowania społeczeństwa.
Z kolei raport Departament Obrony USA z roku 2025 wskazuje już bezpośrednio na znaczenie tych operacji w presji wobec Tajwanu. Według raportu Pekin prawie na pewno traktuje operacje w domenie poznawczej jako element kampanii presji mającej osłabić wolę oporu Tajwanu i pogłębiać podziały społeczne.
W chińskim ujęciu szczególne znaczenie ma połączenie cyberprzestrzeni, psychologii, prawa, opinii publicznej i wojskowej strategii zwyciężania bez pełnoskalowego starcia. RAND Corporation wskazuje, że Chiny postrzegają wojnę psychologiczną jako manipulowanie informacją w celu wpływania na decyzje i zachowania przeciwnika. Raport pokazuje również zainteresowanie chińskich środowisk wojskowych nowymi technologiami, big data dużymi zbiorami danych), naukami o mózgu i modelowaniem poznawczym.
Chińskie podejście różni się od rosyjskiego. Rosja częściej mówi językiem wojny cywilizacyjnej, pamięci historycznej i tożsamości. Chiny częściej ujmują domenę poznawczą jako część nowoczesnej, zintegrowanej rywalizacji państwowej, w której partia, wojsko, cyberprzestrzeń, media, prawo i technologia mają działać w sposób skoordynowany. Celem jest nie tylko przekonanie odbiorcy, ale uzyskanie przewagi przez wcześniejsze ukształtowanie jego wyobrażeń, lęków, kalkulacji i granic akceptowalnego działania.
Rosja: od wojny informacyjnej do wojny mentalnej
Rosyjska debata o wojnie poznawczej ma odmienny charakter. W rosyjskich publikacjach z lat 2025–2026 coraz częściej pojawiają się pojęcia „когнитивная война” (wojna poznawcza), „ментальная война” (wojna mentalna), „когнитивная безопасность” (bezpieczeństwo poznawcze) i „когнитивно-технологический суверенитет” (suwerenność poznawczo-technologiczna). Wiele z tych pojęć koresponduje z wcześniejszą rosyjską debatą o wojnie mentalnej, której jednym z najbardziej znanych tekstów był sygnowanym przez Ministerstwo Obrony artykuł Andrieja Ilnickiego – „Wojna mentalna Rosji”.
Ówczesny doradca pełniącego w tym czasie funkcje ministra obrony Siergieja Szojgu pisał m.in. że ;w klasycznych wojnach celem jest zniszczenie zasobów ludzkich wroga, a w nowoczesnych cyberwojnach zniszczenie infrastruktury wroga, to celem nowej wojny jest zniszczenie samoświadomości mentalno-cywilizacyjnej – podstawy społeczeństwa wroga. Nazwałbym ten rodzaj wojny mentalnym” Rosyjscy autorzy nie ograniczają tego zjawiska do technologii, cyberprzestrzeni i operacji psychologicznych. Przeciwnie, wpisują je w walkę o historię, edukację, wartości, kulturę, pamięć zbiorową, tożsamość narodową i lojalność wobec państwa.
Dobrym przykładem jest artykuł T. S. Olenicz i R. I. Francuzowa „Философско-антропологические основания когнитивной войны: механизмы воздействия, стратегические цели и социокультурные последствия” („Filozoficzno-antropologiczne podstawy wojny poznawczej: mechanizmy oddziaływania, cele strategiczne i skutki społeczno-kulturowe”). Autorzy opisują wojnę poznawczą jako nową, niekonwencjonalną formę oddziaływania, która dotyczy nie tylko informacji, ale także sposobów interpretacji rzeczywistości i społeczno-kulturowych skutków manipulacji.
Jeszcze wyraźniejszy jest tekst Aleksandry Matwiejewej w czasopiśmie Via in tempore. История. Политология „Via in tempore. Historia. Politologia”) zatytułowany „Когнитивно-ментальная война и русский культурный код” „Wojna poznawczo-mentalna i rosyjski kod kulturowy”). Autorka przedstawia wojnę poznawczo-mentalną jako kierunek wojny hybrydowej przeciwko Rosji. W abstrakcie wskazuje, że chodzi o połączenie pojęć wojny poznawczej i mentalnej, analizę rosyjskiego kodu kulturowego, rolę rusofobii oraz zasady oddziaływania mającego prowadzić do przeprogramowania kulturowego kodu narodu.
Tak więc w rosyjskim ujęciu wojna poznawcza nie polega wyłącznie na tym, że przeciwnik kłamie. Polega na tym, że przeciwnik ma próbować zmienić samą strukturę sensu: to, jak społeczeństwo rozumie własną historię, kim się czuje, komu ufa, jakie wartości uznaje za swoje i jakie miejsce przypisuje państwu. Dlatego rosyjskie teksty często łączą wojnę poznawczą z edukacją historyczną, polityką pamięci, ochroną tradycyjnych wartości, suwerennością informacyjną i walką z „przeprogramowaniem” społeczeństwa.
Bardzo charakterystyczny jest także artykuł D. N. Szkariewskiego i A. W. Jakuszina „Ментальное оружие: к вопросу о постановке проблемы” („Broń mentalna: przyczynek do postawienia problemu”). Autorzy piszą o „ментальное оружие” broni mentalnej) jako zestawie technik psychologicznego, informacyjnego i mentalnego oddziaływania na człowieka lub grupy ludzi w celu zmiany ich percepcji, mentalności, zachowania i stanu emocjonalnego bez jawnego oddziaływania fizycznego. W tekście pojawiają się jako formy takiego oddziaływania psychologiczne urabianie, dezinformacja, technologie neuropsychologiczne, środki psychotropowe, wpływ przez środowisko cyfrowe, algorytmy rekomendacyjne i sztuczna inteligencja.
To rosyjskie ujęcie jest zarazem defensywne i ofensywne. Defensywne, ponieważ opisuje Rosję jako obiekt zachodniego oddziaływania mentalnego. Ofensywne, ponieważ normalizuje myślenie o kulturze, historii, pamięci i emocjach jako narzędziach walki. Jeżeli „broń mentalna” może być traktowana jako środek masowego oddziaływania, to spór o podręcznik, film, serial, grę komputerową, pomnik, symbol, nazwę ulicy czy interpretację historii staje się potencjalnie częścią konfliktu strategicznego.
Suwerenność poznawcza jako rosyjski projekt państwowy
W rosyjskiej debacie pojawia się również pojęcie „когнитивно-технологический суверенитет” (suwerenność poznawczo-technologiczna). Rusłan Nersesjan w tekście „Доктрина когнитивно-технологического суверенитета России в цифровую эпоху” („Doktryna poznawczo-technologicznego suwerenitetu Rosji w epoce cyfrowej”) rozwija koncepcję, w której bezpieczeństwo narodowe obejmuje nie tylko terytorium, instytucje i technologię, ale także zdolność państwa do ochrony przestrzeni poznawczej, tożsamości i sposobu interpretowania rzeczywistości.
W takim rozumieniu państwo ma być nie tylko administratorem infrastruktury i gwarantem bezpieczeństwa fizycznego, ale także strażnikiem przestrzeni znaczeń. To bardzo szerokie rozumienie bezpieczeństwa. Może służyć realnej refleksji nad odpornością społeczną, ale może też legitymizować kontrolę informacyjną, cenzurę, ideologizację edukacji i uznawanie krytyki państwa za element obcej operacji poznawczej. Dlatego rosyjska koncepcja wojny poznawczej wymaga szczególnej ostrożności analitycznej: nie jest tylko neutralną teorią bezpieczeństwa, lecz częścią szerszego języka legitymizującego mobilizację społeczeństwa przeciwko Zachodowi.
Zewnętrzne analizy potwierdzają, że rosyjska wojna mentalna jest czymś więcej niż prostym odpowiednikiem zachodniego cognitive warfare (wojny poznawczej). EPIK w raporcie Eleny Davlikanovej wskazuje, że rosyjska koncepcja wojny mentalnej celuje w światopogląd, tożsamość, pamięć historyczną i percepcję zagrożenia poprzez manipulowanie ekosystemami informacyjnymi i narracjami kulturowymi. Autorzy raportu oceniają, że celem Kremla nie jest wyłącznie okupacja terytorium, ale „podbój umysłów” i osłabienie fundamentów europejskiej tożsamości zbiorowej.
Ta analiza dobrze wyjaśnia różnicę między rosyjskim a zachodnim językiem. Zachód mówi częściej o ochronie procesu decyzyjnego, przeciwdziałaniu manipulacji, odporności poznawczej i regulacji technologii. Rosja mówi o wojnie cywilizacyjnej, wartościach, kodzie kulturowym i suwerenności świadomości. Chiny mówią o domenie poznawczej jako części zintegrowanej strategii państwowo-wojskowej. Te trzy słowniki opisują częściowo podobne zjawisko, ale służą różnym celom politycznym.
Rosyjska praktyka: destabilizacja, polaryzacja i kontrola refleksyjn
W rosyjskim przypadku najważniejsze jest połączenie najnowszego języka wojny poznawczej ze starszą tradycją działań aktywnych, dezinformacji, maskirowki i reflexive control (kontroli refleksyjnej). Militaire Spectator w artykule Jelmara de Kievita zwraca uwagę , że istotą kontroli refleksyjnej jest oddziaływanie na proces decyzyjny przeciwnika tak, aby sam podjął decyzję korzystną dla strony oddziałującej.
To bardzo bliskie współczesnemu rozumieniu wojny poznawczej. Przeciwnik nie musi zostać do czegoś zmuszony wprost. Wystarczy, że otrzyma tak ukształtowany obraz sytuacji, iż uzna określoną decyzję za własną, racjonalną i nieuchronną. Może to być decyzja o zaniechaniu wsparcia sojusznika, opóźnieniu dostaw broni, nadmiernej eskalacji retorycznej, ograniczeniu działań kontrwywiadowczych z obawy przed „polowaniem na czarownice”, wycofaniu się z debaty publicznej albo uznaniu, że „wszyscy kłamią” i żadna instytucja nie zasługuje na zaufanie.
Small Wars Journal w tekście Jerry’ego Landruma przedstawia rosyjską strategię jako próbę osłabienia europejskiego poparcia dla Ukrainy przez wysokonakładową, wielokanałową dezinformację w modelu firehose of falsehood strumienia fałszu). Według autora celem jest wprowadzanie prorosyjskich tez do demokratycznego dyskursu i wpływanie na grupy wyborców oraz decydentów tak, aby ograniczyć gotowość do dalszego wsparcia Ukrainy.
W tym modelu nie chodzi o to, by wszyscy uwierzyli w rosyjską wersję wydarzeń. Wystarczy, że część społeczeństwa zacznie uznawać koszty wsparcia Ukrainy za zbyt wysokie, część uwierzy w ryzyko nieuchronnej eskalacji, część uzna, że elity ukrywają prawdę, a część zacznie domagać się „pokoju” bez analizy warunków politycznych. Wojna poznawcza jest skuteczna nie wtedy, gdy narzuca jedną opinię, ale wtedy, gdy rozbija wspólne pole oceny rzeczywistości.
Kinetyka i poznanie: fizyczny incydent jako bodziec narracyjny
Jedną z najbardziej praktycznych tendencji jest zacieranie granicy między działaniami kinetycznymi i niekinetycznymi. W tradycyjnym ujęciu cyberatak, sabotaż, naruszenie przestrzeni powietrznej, prowokacja graniczna, kampania dezinformacyjna i atak propagandowy byłyby analizowane osobno. W logice wojny poznawczej mogą być elementami jednej sekwencji. Fizyczny incydent wywołuje niepewność, niepewność otwiera okno narracyjne, w tym oknie przeciwnik narzuca interpretację, a interpretacja wpływa na decyzje polityczne i społeczne.
Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Unii Europejskiej wskazuje, że naruszenia przestrzeni powietrznej Polski, Rumunii i Estonii pokazują, jak Rosja wykorzystuje operacje psychologiczne do zniekształcania percepcji i manipulowania zachowaniem.
Raport mówi wręcz o „pułapce poznawczej”, w której zarówno zbyt słaba, jak i przesadna reakcja może zostać wykorzystana przez przeciwnika. To niezwykle ważny mechanizm. Państwo atakowane poznawczo musi reagować, ale każda reakcja może stać się elementem operacji przeciwnika. Brak reakcji zostanie przedstawiony jako słabość. Nadmierna reakcja — jako panika lub agresywność. Opóźniona reakcja — jako niekompetencja. Niejednolita reakcja różnych instytucji — jako dowód chaosu. W takim środowisku odporność państwa polega nie tylko na tym, że potrafi wykryć incydent, lecz także na tym, że potrafi szybko, spójnie i wiarygodnie wyjaśnić społeczeństwu, z jakim typem działania ma do czynienia.
Wojna poznawcza jako problem instytucjonalny państwa
Z tej perspektywy wojna poznawcza ujawnia słabość tradycyjnych struktur państwowych, które często działa sektorowo: cyberbezpieczeństwo zajmuje się cyberincydentami, policja — bezpieczeństwem publicznym, wojsko — przestrzenią militarną, dyplomacja — komunikacją międzynarodową, służby — atrybucją, regulatorzy — platformami, edukacja — odpornością społeczną. Przeciwnik działa natomiast poprzecznie. Łączy cyber, narrację, emocje, presję społeczną, prowokacje i efekt medialny. W efekcie państwo może posiadać wszystkie potrzebne instytucje, a jednocześnie nie mieć jednego mechanizmu rozpoznawania wzorca.
Dlatego najnowsze publikacje europejskie i amerykańskie coraz częściej mówią o potrzebie integracji. Chodzi o wspólną świadomość sytuacyjną, analizę narracji, szybką komunikację kryzysową, współpracę z platformami cyfrowymi, edukację obywatelską, odporność psychologiczną i zdolność do atrybucji. European Centre for Democratic Resilienc Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej) wskazuje na potrzebę wymiany wiedzy, operacyjnej współpracy, koordynacji, wczesnego ostrzegania i szybkiego reagowania na FIMI (zagraniczną manipulację informacyjną i ingerencję) oraz dezinformację.
To pokazuje, że wojna poznawcza staje się problemem całego państwa. Nie da się jej powierzyć wyłącznie wojsku ani wyłącznie ekspertom od dezinformacji. Jej skutki dotykają wyborów, debaty publicznej, bezpieczeństwa infrastruktury, morale armii, zaufania do mediów, legitymacji rządu, odporności psychicznej obywateli i zdolności społeczeństwa do ponoszenia kosztów długotrwałego kryzysu.
Najnowsze tendencje: wspólny mianownik i różne szkoły myślenia
Zachodnia, rosyjska i chińska debata prowadzą do wspólnego wniosku: człowiek stał się centralnym polem konfliktu. Różnice dotyczą jednak tego, jak poszczególni aktorzy definiują cel i legitymizują działania. Zachód koncentruje się na ochronie procesu decyzyjnego, odporności poznawczej, etyce neurotechnologii, przeciwdziałaniu manipulacji i utrzymaniu zaufania do demokracji. NATO mówi o mózgu jako celu i narzędziu walki o przewagę poznawczą. Stany Zjednoczone próbują uporządkować definicje i przypisać odpowiedzialność instytucjonalną. Europa przesuwa się od fact-checkingu (sprawdzania faktów) do bezpieczeństwa poznawczego i odporności demokratycznej.
Chiny traktują domenę poznawczą jako element zintegrowanej rywalizacji mocarstwowej, łącząc cyberoperacje, psychologię, opinię publiczną, prawo, dane i działania wojskowe. W chińskim ujęciu istotne jest wpływanie na wolę przeciwnika, zwłaszcza w scenariuszach kryzysowych wokół Tajwanu i potencjalnej interwencji państw trzecich. Rosja natomiast rozwija język wojny mentalnej, kodu kulturowego, pamięci historycznej i suwerenności poznawczej. W tym ujęciu wojna poznawcza jest nie tylko instrumentem operacyjnym, ale częścią opowieści o starciu cywilizacyjnym z Zachodem.
W aktualnej literaturze przedmiotu wojna poznawcza ma kilka cech charakterystycznych. Jest długotrwała, ponieważ przygotowanie podatności społecznych trwa latami. Jest wielokanałowa, ponieważ łączy media, komunikatory, kulturę popularną, cyberprzestrzeń, edukację, symbole i fizyczne incydenty. Jest adaptacyjna, ponieważ sztuczna inteligencja i platformy cyfrowe pozwalają testować przekaz w czasie rzeczywistym. Jest rozproszona, ponieważ uczestniczą w niej państwa, służby, media proxy, influencerzy, boty, grupy przestępcze, aktywiści i komercyjne platformy. Jest też trudna do atrybucji, ponieważ między inspiracją, wzmocnieniem, koordynacją i bezpośrednim sterowaniem istnieje wiele odcieni pośrednich.
Z tej racji można stwierdzić że najważniejszy wniosek to: wojna poznawcza przesuwa konflikt z poziomu informacji na poziom sensu. Nie chodzi już tylko o to, kto poda prawdziwy lub fałszywy fakt. Chodzi o to, kto narzuci ramę, w której fakty będą interpretowane. Kto zdefiniuje, co jest zagrożeniem. Kto przekona społeczeństwo, że instytucje są niekompetentne albo skorumpowane. Kto sprawi, że sojusznik zostanie uznany za ciężar. Kto wywoła przekonanie, że opór nie ma sensu. Kto zdoła sprawić, że decyzja podjęta pod wpływem manipulacji będzie wyglądała jak autonomiczny wybór.
Dlatego wojny poznawczej nie można sprowadzić w czym celują niektórzy polscy publicyści do walki z fake newsami (fałszywymi wiadomościami). To walka o zdolność rozumienia rzeczywistości. Państwo odporne poznawczo to nie takie, które nigdy nie zostanie zaatakowane informacyjnie. To takie, które potrafi szybko rozpoznać wzorzec działania, nazwać go, wyjaśnić społeczeństwu, skoordynować instytucje, utrzymać zaufanie i nie dać się wepchnąć ani w bierność, ani w reakcję dokładnie zaprojektowaną przez przeciwnika.






Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Krajowy system e-Faktur - co musisz wiedzieć o KSEF?
Materiał sponsorowany