Reklama

CYBERMAGAZYN

#CyberMagazyn: Automatyzacja pracy spowodowała nierówności dochodowe. Czy AI je pogłębi?

Autor. Maximalfocus / Unsplash

Samoobsługowe kasy w hipermarketach, aplikacje bankowe zastępujące wizytę w placówce, a może automaty do odbioru przesyłek? Wszystko to przejaw automatyzacji, która według najnowszych badań, spowodowała nierówności dochodowe. Czy nowoczesne jej formy – takie jak np. ChatGPT – tylko je pogłębią?

Reklama

Jakie zalety mają wszystkie wymienione we wstępie do tego artykułu rozwiązania – automatyczne kasy samoobsługowe, aplikacje bankowości elektronicznej, a wreszcie automaty do odbioru przesyłek? Obniżają koszty działalności firm świadczących różne usługi.

Reklama

Sklep nie musi już utrzymywać pełnej obsady na kasach, ani nawet ułamka tego, do czego jeszcze niedawno zobowiązywały go długie kolejki. Wystarczy pięć kas samoobsługowych i dwie osoby siedzące przy tradycyjnych kasach z taśmami.

Bank nie musi utrzymywać licznych placówek pozwalających na załatwienie podstawowych czynności na koncie klienta – wystarczy jedna w jednym mieście powiatowym. Po poważniejsze czynności wiadomo powszechnie, że trzeba pojechać do placówki w mieście wojewódzkim, tak to w Polsce działa i nikt nie przewiduje, że w możliwej do wyobrażenia przyszłości się zmieni.

Reklama

Automaty przesyłkowe z kolei – kochane przez konsumentów i firmy obsługujące logistykę, znienawidzone przez kurierów, a także narodowego operatora pocztowego, któremu zrobiły niezłą konkurencję – to zmora aktywistów miejskich dbających o kształt naszej przestrzeni, ale przyznajmy, także znaczące ułatwienie. Nie trzeba już brać dnia urlopu, aby doczekać się kuriera, nie każdy również pracuje zdalnie, by móc sobie pozwolić na wielogodzinne przesiadywanie z nosem przy oknie i wypatrywanie, czy oto nadchodzi zamówiony z internetu towar. To dzięki nim eksplodowało e-commerce – co tylko przypieczętowała w Polsce pandemia.

Automatyzacja ma więc różne przejawy – dla konsumentów, często zniecierpliwionych długą obsługą przy kasach i dla przedsiębiorstw narzekających na to, że pracownicy domagają się umów o pracę oraz godziwych pensji, przede wszystkim pozytywne. Nie trzeba się męczyć, starać, walczyć. Problemy rozwiązują się same, nomen omen, automatycznie.

Czytaj też

Automatyzacja generuje nierówności

Najnowsze badania przeprowadzone przez naukowców z Massachusetts Institute of Technology (MIT) i Uniwersytetu w Bostonie dowodzą, że rozwiązania takie jak te opisane powyżej przekładają się bezpośrednio na powstawanie nierówności ekonomicznych i społecznych a w dłuższej perspektywie będą wywierały efekt niszczący dla naszych społeczeństw.

Zdaniem ekonomisty Darona Acemoglu, samoobsługowe kasy wcale nie wpływają dodatnio na produktywność w sklepie – jedynie obniżają koszty, prowadząc do tego, że źródło utrzymania tracą nisko wykwalifikowani pracownicy.

Urządzenia, które miały zatem pomóc w zwiększeniu produktywności, w rzeczywistości stają się narzędziami dystrybucji pracy – a częściej, deprywacji z pracy dla tych, którzy dziś paradoksalnie najbardziej jej potrzebują (bo to osoby o najniższych dochodach jednocześnie mają najmniej możliwości zmiany zatrudnienia oraz wpłynięcia na własną sytuację życiową).

Czytaj też

Robot zastąpi pracownika. Natychmiast

Automatyzacja pracy zwiększyła nierówności ekonomiczne i społeczne przede wszystkim przez to, że pracownicy zostali zastąpieni przez maszyny – wynika z badań.

Nomen omen, mitem jest zatem, że pracownicy i roboty mogą spokojnie koegzystować – gdyby tak było, systemy automatycznej obsługi call centres nie wypierałyby młodych pracowników (najczęściej dorabiających tam studentów), kasy automatyczne – kasjerów i kasjerek, a roboty montujące części np. w samochodach – odpowiedzialnych za to wcześniej pracowników zakładów przemysłu motoryzacyjnego.

W ciągu ostatnich czterech dekad nierówności spowodowane wzrostem automatyzacji pomiędzy mniej wykształconymi, a bardziej wykształconymi pracownikami osiągnęły nieznany wcześniej wymiar – a za połowę z nich odpowiada właśnie automatyzacja – twierdzą naukowcy.

Czytaj też

Nawet 70 proc.

Według cytowanego wcześniej Acemoglu, automatyzacja pracy odpowiada za 50, a nawet 70 proc. zmian w nierównościach pomiędzy tymi dwiema grupami w latach 1980-2016 (dane dla Stanów Zjednoczonych – red.).

Wśród innych przyczyn coraz gorszego losu osób niskowykwalifikowanych naukowcy wskazali malejącą liczbę związków zawodowych, koncentrację rynku nie pozwalającą na konkurencję na rynku pracy, a także inne zmiany technologiczne, które przekształciły pracę w taki sposób, iż stała się dobrem deficytowym bądź przestała się opłacać z punktu widzenia pracodawców.

W badaniu wykorzystano dane m.in. dotyczące wykorzystania robotów przez amerykańskie przedsiębiorstwa datowane na lata od 1993 do 2014. Same tylko roboty – jedne z wielu narzędzi automatyzacji pracy – przyczyniły się do wzrostu nierówności i zastąpienia szeregu pracowników przez maszyny, a także pozwoliły niektórym firmom zaburzyć równowagę konkurencji rynkowej i zdominować dany segment rynku.

Czytaj też

Automatyzacja a malejące wynagrodzenia

Naukowcy oceniają, że automatyzacja przyczyniła się również do zmniejszenia wynagrodzeń.

Spadły one (dla kobiet) o 8,8 proc. w przypadku osób bez wykształcenia wyższego, a o 2,3 proc. w przypadku tych, które edukację zakończyły na college'u.

Czytaj też

Nowe technologie automatyzacji pracy

W badaniach amerykańskich naukowców nie ujmuje się uważanych obecnie za przełomowe technologii, takich jak np. generatywna sztuczna inteligencja.

Zrobiło się o nich głośno w końcu ubiegłego roku za sprawą słynnego już produktu firmy OpenAI – ChatGPT – modelu językowego, który na podstawie dostarczanych mu zapytań generuje tekst w oparciu o algorytmy uczenia maszynowego.

ChatGPT budzi liczne kontrowersje, które opisaliśmy na łamach naszego serwisu np. uwzględniając problem moderacji treści, jakie posłużyły do szkolenia tego modelu.

Problemów jest jednak więcej. To np. kwestie praw autorskich w przypadku modeli takich jak Midjourney czy inne algorytmy zdolne do tworzenia obrazów w oparciu o zapytania od użytkownika i na podstawie przetworzonych materiałów graficznych, które posłużyły za materiał treningowy.

Coraz odważniej wybrzmiewają głosy przedstawicieli różnych branż obawiających się o to, że generatywna sztuczna inteligencja odbierze im pracę. W kontekście algorytmów generujących obrazy, mowa tu np. o fotografach robiących zdjęcia ilustracyjne, artystach wizualnych tworzących ilustracje do książek, gier komputerowych, animacje i liczne inne materiały spod znaku sztuki cyfrowej.

ChatGPT został już uznany przez Google jako zagrożenie dla głównego produktu tej spółki, jaką jest wyszukiwarka internetowa – bo koncern zrozumiał, że w przyszłości to właśnie czatboty takie jak ten mogą stać się nowym sposobem wyszukiwania treści przez osoby korzystające z internetu.

Uczelnie zakazują korzystania z niego podczas pisania prac zaliczeniowych, gdyż – co oczywiste – oceniają je jako niesamodzielne. Algorytmów generujących tekst obawiają się prawnicy, copywriterzy, a także dziennikarze – redakcja Associated Press korzysta ze sztucznej inteligencji do generowania prostych depesz informacyjnych, podobny eksperyment przeprowadziła redakcja serwisu technologicznego CNet.

Na razie o zwolnieniu kogokolwiek przez to, że zastąpiła go sztuczna inteligencja, nie słyszeliśmy – skąd jednak pewność, że w przyszłości tak się nie stanie?

Czytaj też

Pewności brak, ale do rewolucji daleko

ChatGPT nie jest „czarnym łabędziem", nie jest rewolucją, o której mówią niektórzy chcący zabłysnąć w mediach eksperci.

To technologia, której powstanie można było przewidzieć, analizując rozwój uczenia maszynowego i algorytmów w ostatnich latach. Postęp, ich coraz większa dokładność, zdolność lepszej analizy ogromnych zbiorów danych, którymi są karmione – to oczywistość.

ChatGPT na razie nie zagrozi miejscom pracy. Nie zastąpi wyszukiwarki. Nie zda wszystkich lat studiów za wszystkich studentów, choć podobno skończył już studia MBA. Dlaczego? Z prostej przyczyny – myli się. Jest niedoskonały, a język naturalny, którym na co dzień się posługujemy w pracach związanych z tworzeniem tekstu – jest niezwykle zniuansowany, zarówno pod względem semantycznym, jak i kulturowym. Dopóki tej bariery nie pokona uczenie maszynowe, dopóty nie będzie zdolne zastąpić człowieka w pracach kreatywnych.

Rewolucji zatem na razie nie ma – niewykluczone jednak, że w przyszłości ona nastąpi. To właśnie tu powinny paść pytania o rolę firm takich jak OpenAI i ich odpowiedzialność – za swoją postawę względem społeczeństwa i za zmiany, na które nikt się – jak to zwykle bywa w świecie nowych technologii – nie zdąży w porę przygotować.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama

Komentarze

    Reklama