Armia i Służby

Broń dla Ukrainy. Kto stoi za ofertami sprzedaży sprzętu USA i NATO?

Javelin
Fot. U.S. Army Alaska (USARAK)/Wikimedia Commons/CC2.0

Rosyjskie media nagłaśniały sprawę rzekomego handlu bronią przez Ukrainę. Chodzi o sprzęt pozyskany od USA i NATO w ramach programów wsparcia. Wskazywano na siatkę sprzedawców rozwijającą się w darknecie. W ich ofertach znajdowały się m.in. amerykańskie Javeliny i drony Switchblade 300. 

Zdaniem prorosyjskich podmiotów, Ukraińcy sprzedają broń w darknecie, którą dostarczają im Stany Zjednoczone oraz państwa NATO. Przykłady wymienia i opisuje w materiale BBC globalny zespół ds. dezinformacji - Maria Korenyuk, Lucy Swinnen i Jack Goodman.

Jednym z nich jest ASB Military News – anglojęzyczne konto na Twitterze (już zawieszone) i Telegramie (ponad 100 tys. obserwujących), z którego publikowane są prokremlowskie narracje. 

Wystarczy przytoczyć wpis z 2 czerwca br., gdzie wprost wskazano, że handel sprzętem wojskowym (konkretnie bronią przeciwpancerną) prowadzony jest przez Dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy. 

W tym samym dniu z innego konta opublikowano post ze stwierdzeniem w języku rosyjskim: „Dzięki Bidenowi i europejskim partnerom Ukrainy, karabiny, a nawet czołgi trafiają do rąk terrorystów i przestępców na całym świecie”. 

Wpis uzupełniała grafika, przedstawiająco reklamę rzekomo z ofertą sprzedaży amerykańskiego systemu Javelin za ok. 30 tys. dolarów. Produkt mógłby zostać dostarczony na polsko-ukraińską granicę lub do innego kraju. 

BBC zwraca uwagę, że tego typu „newsy” zostały szybko zauważone przez rosyjską telewizję państwową, która zaczęła nagłaśniać sprawę. Czy faktycznie handel bronią ma miejsce? Specjaliści postanowili zagłębić się w zakamarki darknetu i to sprawdzić. 

Czytaj też

Prześwietlenie ofert

Zespół ds. dezinformacji dotarł do kilku sprzedawców, o których wspominały rosyjskie media. Twierdzili, że sprzedają broń NATO, a ich lokalizacją miał być Kijów. 

„Jednak nazwa stolicy została błędnie napisana w języku ukraińskim” – wskazują specjaliści. Niespójności było znacznie więcej. 

Jeden z handlarzy wystawiał swoje oferty za pośrednictwem profilu „Weapons Ukraine”. Wskazał, że zawarł 32 transakcje dotyczące sprzedaży karabinów, pistoletów oraz innych rodzajów uzbrojenia, wyprodukowanych w USA. Sprzęt ten miał być dostarczony na Ukrainę w ramach programu wsparcia.

BBC ujawniło, że zdjęcia załączone do ofert zostały zmanipulowane. W rzeczywistości zrobiono je nie w 2022 r. a... 2014 r. 

W przypadku innych sprzedawców metody były podobne. Przykładowo, na koncie „Big Discounts On Weapons” publikowano posty ze zdjęciami dronów, które autor pobierał ze starych archiwów, a następnie umiejętnie wycinał/obrabiał, aby sprawiały wrażenie, że zostały wykonane przez niego w ostatnim czasie. 

Mowa o na przykład dronach Switchblade 300. W ofercie sprzedawcy znajdowało się zdjęcie, które w praktyce przedstawiało drony zestrzelone w Syrii w 2015 i 2016 roku (sprawdzono po numerach seryjnych).

Czytaj też

Problemy z językiem

Według rosyjskich mediów osoby stojące za wystawianiem ofert sprzedaży broni to Ukraińcy. W praktyce, gdy zespół ekspertów pod przykrywką skontaktował się (za pomocą jednego z komunikatorów) z nimi, okazało się, że popełniają całą masę błędów, mówiąc w języku ukraińskim. 

Specjaliści postanowili więc zapytać wprost o pochodzenie. W odpowiedzi usłyszeli: Polska. 

Zdaniem Darii Lewickiej, cytowanej przez BBC tłumaczki polsko-ukraińsko-rosyjskiej, konwersacja wskazuje, że stroną rozmowy były osoby rosyjskojęzyczne. Zwraca uwagę, że w wypowiedziach jest dużo stwierdzeń charakterystycznych dla rosyjskiego, które nie są używane w Ukrainie i przy tym nie mają swojego odpowiednika w języku polskim. 

Tłumaczka sugeruje, że prawdopodobnie wypowiedzi zostały przetłumaczone z rosyjskiego na ukraiński za pomocą translatora. 

Czytaj też

Żebyśmy nie czuli się bezpiecznie

Rosyjskim mediom to jednak nie przeszkadzało w nagłaśnianiu sprawy. RT przedstawiało oferty sprzedaży broni oraz twierdzenia handlarzy jako dowód na to, że ukraińscy przemytnicy mogli się już dogadać z polską Strażą Graniczną i przez to swobodnie przekraczać granicę. 

Rosyjski Kanał 1 mówił jednoznacznie: „Amerykańskie Stingery mogą wpaść w ręce terrorystów i stanowić zagrożenie dla europejskich lotnisk”. 

Propagowanie tego typu narracji ma na celu zmniejszenie zaufania do Ukrainy i tym samym przełożyć się na zmniejszenie dostaw broni do naszego wschodniego sąsiada. Kremlowi zależy również na sianiu strachu, paniki i niepewności. Moskwa chce podsyć obawy i poczucie, że nie jesteśmy w Europie bezpieczni. 

Czytaj też

Państwo upadłe

„Sama kwestia sprzedaży broni pozyskiwanej z Zachodu jest wątkiem, którego korzenie sięgają lat 2014-2015. Wówczas kreowano Ukrainę na państwo rzekomo wspierające terroryzm, które sprzedaje własną oraz pozyskiwaną broń strukturom takim jak ISIS” – podkreśla na łamach naszego portalu Michał Marek, założyciel Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, który na co dzień zajmuje się wschodnią propagandą i dezinformacją. 

Ekspert potwierdza, że celem rozpowszechniania fałszywych twierdzeń o handlu bronią było kreowanie skrajnie negatywnego obrazu Ukrainy oraz przedstawianie jej jako państwa upadłego.  

Czytaj też

W Rosji i poza nią

Należy mieć jednak na uwadze, że obecnie przekazy o sprzedawaniu przez Ukraińców broni pozyskiwanej od państw NATO nie są jednym z kluczowych wątków propagandowych, rozpowszechnianych przez Rosję na potrzeby rynku wewnętrznego. 

Aby starać się tłumaczyć swoje porażki w obwodzie charkowskim oraz konieczność sięgnięcia po częściową mobilizację, Kreml sięga po inne narracje niż te dotyczące handlu bronią przez Ukrainę. Rosja wskazuje teraz na m.in. skuteczność doposażania sił Zełenskiego przez Zachód, a więc koniczność przeciwstawienia się wrogowi, za którym stoi NATO. 

Inaczej wygląda sprawa, jeśli chodzi o potrzeby zewnętrzne. Tutaj Rosja wykorzystuje „newsy” o handlu bronią i prawdopodobnie nie przestanie tego robić. Wynika to z faktu, że zależy jej na powstaniu społecznego sprzeciwu w krajach niosących pomoc Ukrainie w postaci sprzętu wojskowego wobec takiej postawy ich rządów. 

„W ramach danych działań wykorzystywane są ośrodki propagandowe i kanały Telegram m.in. mające powiązania ze Służbą Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej” – zwraca uwagę Michał Marek.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także