Reklama

Prywatność

#CyberMagazyn: Jak Chiny wykorzystują technologię do kształtowania polityki

Autor. Patrick Robert Doyle / Unsplash

Czy aktywista polityczny biorący udział w protestach przeciwko władzy może niezauważony kupić bilet na pociąg do stolicy Chin - Pekinu? Odpowiedź nie jest oczywista – szczególnie w Państwie Środka, które zarządzanie bieżącą polityką opiera na nowych technologiach i wykorzystaniu ich do inwigilacji obywateli.

Reklama

W Chinach policja na masową skalę skupuje rozwiązania technologiczne, które mogą pozwolić na jeszcze szczelniejsze domknięcie systemu inwigilacji – uchodzącego za najbardziej rozbudowany na świecie. Wszystko po to, aby na bieżąco prognozować przestępczość oraz przewidywać „zagrożenia" takie, jak m.in. protesty obywatelskie.

Reklama

Dziennik „New York Times" opisuje systemy oprogramowania stworzone wyłącznie w celu śledzenia osoby wykazującej określone cechy behawioralne bądź umieszczone wcześniej w specjalnych bazach danych z myślą o mapowaniu ich możliwych ruchów, decyzji i przebywanych tras.

Kogo śledzi Pekin?

Co każdemu wydaje się oczywiste, gdy pomyśli o tym, jak zbudowany jest system polityczno-społeczny w Chinach, w oku Wielkiego Brata leży zainteresowanie aktywistami działającymi na rzecz praw człowieka, osobami wyrażającymi niezgodę z bieżącą polityką władz, a także dziennikarzami mogącymi rozpowszechniać treści, sprzeczne z państwową propagandą np. w internecie.

Reklama

Czytaj też

Mało kto wie jednak, że oprócz nich system nadzoru nad obywatelami w Chinach w równym stopniu interesuje się osobami chorymi psychicznie bądź np. działającymi w ramach organizacji obywatelskich. Nawet, jeśli nie zrobiły one niczego złego, algorytm w każdej chwili może zwrócić na nie uwagę władz – pisze dziennik.

Jak działa Wielki Chiński Brat?

O tym, że chińska sieć nadzoru i inwigilacji społecznej nieustannie się rozrasta, pisaliśmy w serwisie CyberDefence24.pl m.in. tutaj, w kontekście rozwoju inwigilacji na kanwie pandemii koronawirusa i rozwiązań technologicznych stworzonych do walki z nią. 

System inwigilacji w Chinach obejmuje dziś ponad 1,4 mld osób, które żyją w tym kraju, a każdy ich krok jest rejestrowany przez kamery policyjne znajdujące się niemal w każdym miejscu publicznym: w metrze, hotelach, na narożnikach ulic, w recepcjach hoteli i budynków użyteczności publicznej, a nawet na parterach bloków mieszkalnych.

Kamery to jednak nie jedyny środek, jaki prezydent Chin Xi Jinping wykorzystuje, aby „czuwać" nad codziennym losem swoich obywateli. Śledzone są również telefony komórkowe, transakcje z kart płatniczych, a także aktywność Chińczyków w mediach społecznościowych, która mimo odcięcia kraju od zachodnich usług wciąż nie jest uznawana za bezpieczną i podlega ścisłej cenzurze. 

Czy można inwigilować... naszą przyszłość?

Technologia, która pozwala na zmapowanie naszych przyszłych zachowań przez wynajdywanie wzorców w tym, jak postępujemy na co dzień, już istnieje. Chiny z niej korzystają – pisze „NYT" i wskazuje, że głównym celem użycia tego rodzaju narzędzi są dysydenci polityczni, kryminaliści, mniejszości etniczne i migranci podejmujący w Chinach zatrudnienie, a także... osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne.

Czytaj też

Nawet podróż do chińskiej stolicy, jeśli zechce ją odbyć ktoś, kto nie powinien, jest w stanie zaalarmować władze w Pekinie i sprawić, że nie tylko nie kupimy biletu na pociąg, ale nawet, jeśli jakimś cudem nam się to uda, to na kolejnej stacji będzie na nas czekał patrol organów ścigania, które chętnie wyprowadzą nas z wagonu. 

„New York  Times" opisuje przypadek 74-letniego dziś mężczyzny – Zhanga Yuqiao, który przez zdecydowaną większość swojego życia wysyłał do administracji państwowej rozmaite pisma, będące wyrazem sprzeciwu wobec bieżącej polityki. Kiedyś, aby uniknąć konfrontacji z policjantami lub przedstawicielami innych służb, wystarczyło jedynie unikać głównych dróg, w tym autostrad – twierdzi Yuqiao.

Czytaj też

Dziś schowanie się przed okiem Wielkiego Chińskiego Brata jest w praktyce niemożliwe – 74-latek wyłącza wszystkie telefony, płaci wyłącznie gotówką, a jeśli chce gdzieś pojechać – kupuje wiele biletów kolejowych do miejsc, w których nigdy się nie znajdzie, wyłącznie po to, aby zmylić system nadzoru.

Inwigilacja w służbie spójności narodu

Dla Chin czasów Xi Jinpinga najważniejszym celem politycznym jest spójność społeczna – twierdzi „New York Times". W jej zapewnieniu mają służyć m.in. rozmaite sposoby wykorzystania nowych technologii, które pod płaszczykiem dbania o bezpieczeństwo publiczne zmieniły Chiny w państwo inwigilacyjne.

Narzędzia nadzoru są wykorzystywane m.in. do tłumienia niepokojów na tle etnicznym i wdrażania silnych restrykcji do walki z epidemią COVID-19 (całe Chiny przyjęły politykę „zero COVID"). Obserwatorzy polityki Xi na całym świecie zauważają, że przestrzeń do krytyki władzy – jeśli przez ostatnie lata w Chinach w ogóle istniała – właśnie gwałtownie znika, coraz bardziej ograniczona przez wszędobylski wzrok państwa.

Czytaj też

W 2019 roku prezydent Chin powiedział, że „big data powinny być traktowane jako koło zamachowe dla rozwoju innowacyjnego bezpieczeństwa publicznego i nowy punkt wyjścia, jeśli chodzi o rozwój możliwości na polu walki". 

Wypowiedź, która padła na jednym ze spotkań Komunistycznej Partii Chin poświęconych bezpieczeństwu, wśród międzynarodowej opinii publicznej odbiła się bez echa. 

Podejrzane małżeństwo i inne powody

Znany jest przypadek kobiety, której w 2020 roku władze w Chinach odmówiły możliwości przeprowadzki do Hongkongu, gdzie pracował jej mąż, dlatego, że - jak podano - para rzadko kiedy przebywała razem i ich małżeństwo było z punktu widzenia władz podejrzane. 

Czytaj też

Głównym powodem odmowy było to, że małżonkowie nie obchodzili razem wiosennych świąt, tylko przebywali w tym czasie oddzielnie – w dwóch różnych lokalizacjach. Według policji, małżeństwo ich zostało zawarte tylko po to, by jedna ze stron mogła otrzymać pozwolenie na migrację. 

Czy Chiny inwigilują z użyciem narzędzi z Europy?

Według dziennika, Chiny mogą inwigilować swoich obywateli w tak zaawansowany sposób również dzięki systemom i oprogramowaniu, które produkowane są w Europie oraz Stanach Zjednoczonych.

To rozwiązania informatyczne, jakich celem jest zapewnienie wsparcia w podejmowaniu decyzji politycznych opartych o dane, a – jak zwracają uwagę obrońcy praw człowieka – ich główny problem polega na tym, że mają zakodowany rasizm, algorytmy są nieobiektywne, a decyzje podejmowane w oparciu o ich obliczenia – po prostu złe.

Analizując to, w jaki sposób Chiny wykorzystują nowe technologie do budowania państwa opartego na nadzorze, można zadać pytanie o to, co się stanie, jeśli algorytm predyktywny odpowiedzialny za wykrywanie przestępców i zapobieganie nadużyciom w społeczeństwie przewidzi przyszłe zachowanie poszczególnych jednostek źle. 

Czytaj też

Według Mayi Wang, badaczki Chin związanej z organizacją Human Rights Watch, technologie to rodzaj niewidzialnej klatki, która służy do więzienia całego społeczeństwa, a zastosowanie algorytmów, które są obciążone licznymi błędami, może odbić się szczególnie negatywnie na grupach społecznych, już teraz dyskryminowanych i źle traktowanych przez chińskie władze (np. mniejszości etniczne czy religijne).

Czym grozi chiński technototalitaryzm?

Przede wszystkim ograniczeniem wolności obywatelskich i praw człowieka do tego stopnia, że realna stanie się koncepcja orwellowskiej „myślozbrodni".

Zastosowanie technologii do inwigilacji społeczeństwa tak rozbudowanej jak ta w Chinach i stworzenie warunków politycznych, w których służby mogą zatrzymywać obywateli na ulicy jedynie na podstawie przewidywań ich możliwych zachowań wynikających z pracy algorytmu bazującego na założeniach nt. ich cech charakteru, to prosta droga do technototalitaryzmu.

Czytaj też

Wdrożenie narzędzi technologicznych do tak daleko posuniętej inwigilacji nie służy bezpieczeństwu, ale umacnianiu tyranii państwa, które ze swojej natury dysponuje licznymi przewagami względem obywateli, którzy – obserwowani czujnym okiem kamery Wielkiego Chińskiego Brata – dziś nie mają szans schować się przed nim nawet na najgłębszej prowincji.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama

Komentarze

    Reklama