Polityka i prawo

Prawo komunikacji elektronicznej. Mniej prywatności Polaków i efekt mrożący dla aktywistów

Fot. Robin Worral / Unsplash

Zmiany w Prawie komunikacji elektronicznej zaproponowane przez rząd to mniej prywatności dla wszystkich Polaków oraz efekt mrożący dla aktywistów angażujących się w działania obywatelskie, w tym – krytykę władzy – oceniają eksperci.

W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie proponowanej przez rząd ustawy Prawo komunikacji elektronicznej. Niestety, nie przyciągnęło ono zbyt wielkiej uwagi polskich parlamentarzystów – sala plenarna Sejmu świeciła pustkami.

Proponowane przez rząd zmiany, które według licznych ekspertów pozostają w sprzeczności z prawem unijnym, spisano na 3,5 tys. stron druku. Wśród nich znajdują się przepisy budzące duże kontrowersje – jak te, które zezwalają służbom na dostęp do jeszcze większej ilości danych o Polkach i Polakach, niż to ma miejsce obecnie.

Czytaj też

Jakie zmiany przewiduje nowa wersja PKE?

Po zmianach zaprojektowanych w rządowej propozycji nowelizacji ustawy PKE , dostawcy usług internetowych takich, jak m.in. komunikatory czy serwisy społecznościowe zobowiązani będą do przechowywania przez okres 12 miesięcy danych użytkowników – takich jak np. historia czatów czy przeglądanych stron – oraz udostępniania ich na żądanie polskim służbom.

Dostęp do tak szerokich informacji o obywatelach będą miały m.in. ABW, CBA, Straż Graniczna, Służba Ochrony Państwa czy Policja.

Dodatkowo, w mocy pozostają przepisy, które już teraz dają polskim służbom szeroki wgląd w nasze dane telekomunikacyjne, zobowiązujące operatorów telefonii komórkowej do przechowywania historii naszych połączeń telefonicznych (służby mają zatem wgląd w billingi).

Retencja danych o komunikacji elektronicznej Polek i Polaków ma odbywać się na wniosek ministra koordynatora służb specjalnych – i według niego ma być odpowiedzią na rosnącą skalę cyberzagrożeń. Zatem – w uzasadnieniu kontrowersyjnych przepisów znów pada słowo „bezpieczeństwo".

Krytycy proponowanych przez rząd rozwiązań zwracają uwagę, że realne oddziaływanie ustawy może mieć zgoła inny charakter.

Czytaj też

Mniej prywatności – dla wszystkich

Mecenas Paweł Litwiński specjalizujący się w kwestiach ochrony danych osobowych i prywatności ocenia, że PKE przełoży się na zmniejszenie prywatności dla wszystkich obywateli. „Co może być nieco zaskakujące, ubędzie jej w relacji do naszego państwa, a niekoniecznie do sektora prywatnego" – komentuje adwokat, podkreślając, iż to z reguły sektor prywatny kojarzy nam się z naruszeniami prywatności i ogromnym apetytem na dane cyfrowe.

PKE znacząco zwiększy zakres dostępu do naszych danych ze strony służb, ale nie zmieni niczego, jeśli idzie o nasze relacje z dostawcami usług" – zaznacza Litwiński, wskazując, iż proponowana ustawa dyktuje nowe obowiązki właśnie dla tych ostatnich – to oni będą zobowiązani przez 12 miesięcy przechowywać nasze dane.

Zdaniem Litwińskiego, dopiero dyrektywa ePrivacy w nowej wersji ma szansę zmienić sytuację; jej przepisy, kiedy już zostaną dopracowane i przyjęte przez UE, w znaczący sposób zwiększą kontrolę użytkowników nad danymi i ograniczą zakres danych, które na ich temat mogą zbierać usługodawcy.

Czytaj też

Efekt mrożący dla społeczeństwa obywatelskiego

Zdaniem prawnika związanego z Fundacją Batorego Krzysztofa Izdebskiego, przepisy proponowane przez rząd w ramach nowelizacji PKE „w sposób oczywisty wywołują efekt mrożący".

Ekspert w rozmowie z nami ocenił, że „będzie istniała obawa przed podjęciem w pełni legalnych, ale może czasem kontrowersyjnych dla władzy działań aktywistów i organizacji społecznych".

„Sama świadomość, że ktoś – bez należytej kontroli zewnętrznej – może teraz lub za kilka miesięcy mieć dostęp do naszej, często też wyrwanej z kontekstu korespondencji wystarczy, by powstrzymać się przed podjęciem działań, które mogą np. chronić prawa człowieka czy interes publiczny" – mówi Izdebski.

Jak dodaje, w Polsce były już przypadki, w których informacje o życiu prywatnym osób, które krytykowały władzę, znajdowały się na antenie mediów publicznych. „Nie jest też tak, że – jak mówią często zwolennicy podobnych przepisów – tylko winny powinien się bać" – podkreśla prawnik. „Bać mogą się również dziennikarze poszukujący informacji o przekrętach polityków, organizacje wykrywające przypadki nadużycia uprawnień przez Straż Graniczną, czy sędziowie, wobec których partyjni koledzy Ministra Sprawiedliwości organizują codzienne nagonki" – dodaje Krzysztof Izdebski.

W jego opinii, „organizacje społeczne i aktywiści mają wiele dowodów, że władzom trudno ufać". Jak dodał, „forsowanie niezgodnych z prawem UE przepisów pozwalających sięgnąć do każdej formy korespondencji może tylko to potwierdzić".

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także