Polityka i prawo

Prawo komunikacji elektronicznej. Opozycja w Sejmie: „Totalna inwigilacja”

Poseł Michał Gramatyka, Polska 2050 w czasie pierwszego czytania projektu Prawo Komunikacji Elektronicznej
Poseł Michał Gramatyka, Polska 2050 w czasie pierwszego czytania projektu Prawo Komunikacji Elektronicznej
Fot. CyberDefence24

W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy Prawo komunikacji elektronicznej. Obszerne regulacje zawierają m.in. przepisy zezwalające służbom na możliwość kontroli historii naszych komunikatorów/czatów/maili. Wywołało to protesty opozycji, która mówi o „totalnej inwigilacji”.

O procedowanych przepisach, które są niezgodne z prawem unijnym - a projekt ustawy jeszcze ma ten stan pogłębiać - pisaliśmy w poniższych materiałach.

Czytaj też

Czytaj też

W czasie pierwszego czytania w Sejmie projekt przedstawił podsekretarz stanu w KPRM Paweł Lewandowski. Zreferował najważniejsze założenia ustawy, nie wgłębił się natomiast w te kwestie, które wywołały później najwięcej komentarzy wśród posłów opozycji. Chodzi o wspomnianą już możliwość kontroli historii czatów/maili/komunikatorów; przepis dotyczący uprawnień prezesa UKE oraz tzw. Lex pilot (jak ochrzciły ten przepis media – red.), który dotyczy ustalania kolejności programów na liście kanałów.

Według Pawła Lewandowskiego projekt uwzględnia: „nowe realia rynkowe i inne podmioty niż tylko oferujące usługi telekomunikacyjne”, ma „chronić interesy obywateli” poprzez np. uproszczenie umów abonamentowych.

Przykładowo, klienci będą mogli zawrzeć umowę bez wychodzenia z domu; osoby starsze będą chronione przed sprzedażą telemarketerów, a umowy zawarte podczas wizyty akwizatora będą nieważne.

Dodatkowo, działać będą porównywarki cen, możliwe stanie automatyczne przedłużanie umów przy założeniu, że operator jest zobowiązany poinformować o warunkach nowej umowy. Polacy otrzymają zwrot środków z niewykorzystanych kart prepaid, a działalność UKE sfinansuje nie tylko budżet, ale i sam sektor. Wpływy z Funduszu Szerokopasmowego mają przyczynić się do walki z wykluczeniem cyfrowym i do likwidacji białych plam.

Pawła Lewandowskiego krótko wspomniał tylko, że retencja danych na wniosek ministra koordynatora służb specjalnych ma być odpowiedzią na rosnącą skalę cyberzagrożeń.

Natomiast poseł PiS Robert Gontarz - który w imieniu klubu rekomendował projekt - podkreślał, że partia chce „dołożyć wszelkich starań, aby obowiązywała transparentność zawieranej umowy, by klient miał możliwość weryfikacji, jaka oferta jest najlepsza spośród dostępnych na rynku”.

Dodał, że jeśli chodzi o „kolejność kanałów w telewizjach” chcą to uporządkować, aby każdy operator oferował odpowiednie kanały w ten sam sposób. Wedle tych zapisów, kanały TVP będą musiały być umieszczane na górze list sieci kablowych i na platformach satelitarnych.

Opozycja: „Totalna inwigilacja”

Grzegorz Napieralski z Koalicji Obywatelskiej w ramach wystąpienia klubu stwierdził, że „PiS dba o swoje partyjne interesy”, wprowadzając „złe przepisy, by wygrać wybory parlamentarne”. Zaznaczył, że eksperci ocenili, iż tym samym „zbliżamy się do systemów autorytarnych jak w Chinach, Iranie czy na Białorusi”.

Komentując zapisy dotyczące możliwości kontroli czatów przez służby, zaznaczył, że „skoro Pegasus nie zadziałał, albo raczej zadziałał, ale odkryto jego stosowanie”, to teraz „trzeba przyszykować ustawę, by inwigilować Polki i Polaków”.

Wskazał służby, które będą miały uprawnienia do kontroli, to: Policja, Służba Ochrony Państwa, Straż Graniczna, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Krajowa Administracja Skarbowa i Biuro Nadzoru Wewnętrznego MSWiA (chodzi o art. 43 – red.).

Kolejne kontrowersje wzbudza zdaniem Napieralskiego art. 53 projektu ustawy, który prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej daje uprawnienie, by „niezwłocznie nałożyć na przedsiębiorcę komunikacji elektronicznej, w drodze decyzji, obowiązek blokowania, nie później niż w terminie 6 godzin liczonych od otrzymania decyzji, połączeń lub komunikatów elektronicznych (...) jeżeli mogą one zagrażać obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Ta decyzja może być przekazana ustnie, a doręczona na piśmie w ciągu 14 dni od jej ogłoszenia.

Polityk zwrócił uwagę, że „tym samym, jeśli ktoś będzie chciał zablokować np. artykuły o prezesie Obajtku, to wtedy strona zostanie wyłączona”.

Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska mówiła z kolei o art. 10 dotyczącym rynku telewizyjnego i stwierdziła, że „to ciągoty do chińskich mundurków”.

Poseł Jacek Tomczak z Koalicji Polskiej wyraził zdanie, że to „zamach na niezależne media i otwieranie kolejnego frontu z Brukselą”, bo ten projekt stanie się kolejnym punktem sporu z UE. Dodał, że to oznacza „więcej inwigilacji i większą kontrolę obywateli”.

Z kolei Dobromir Sośnierz z Konfederacji stwierdził, że już obecnie retencja danych jest niezgodna z prawem UE i z polską Konstytucją, a projekt oznacza „jeszcze więcej podmiotów, jeszcze więcej danych, jednoznacznie identyfikujących użytkownika w sieci” przy czym nie do końca wiadomo, co to oznacza.

Na tę samą sprawę zwrócił uwagę Krzysztof Bosak, który ocenił, że to „cenzurowanie obywateli, pranie mózgów i inwigilacja”.

Natomiast Michał Gramatyka z Polska 2050 powiedział, że dzisiaj służby muszą „hakować urządzenia”, aby otrzymać dostęp do danych z komunikatorów, a „jutro te same służby będą miały zapewniony dostęp do treści naszych komunikatorów”.

„Proszę nie wierzyć w bajki: sprawdziłem i w ciągu jednego półrocza złożono ponad 5 tys. wniosków o dostęp do danych do właścicieli komunikatorów. 80 proc. wniosków było załatwionych po myśli sądów, policji. To był 10-krotny wzrost próśb o dostęp do danych; zapadło 6 wyroków UE, że jest to niezgodne z prawem Unii” – powiedział.

Polityk zwrócił uwagę, że w projekcie wskazano obowiązek retencji danych na terytorium RP, przy czym rząd wcześniej wspierał wolną wymianę danych w Unii Europejskiej.

„Podsumowując, chcesz skasować maila? Kasuj, ale przez 12 miesięcy dostęp do niego będą mieli panowie pokroju Wąsika czy Kamińskiego” – podsumował poseł Michał Gramatyka.

O tym samym problemie przechowywania danych mówił Robert Kwiatkowski z PPS: „Przepis wskazuje na retencję danych na terenie RP. Piszecie tak, jakby nie istniały usługi chmurowe. Obecnie to nie nadaje się do poparcia” – podkreślił.

Opozycja: „Każdy miałby być podejrzanym”

Posłowie opozycji wskazywali, że projekt „z każdego obywatela czyni podejrzanego”. Ich zdaniem regulacja w obecnym kształcie zakłada, że „każda dyskusja w sieci będzie inwigilowana bez żadnych zasad”.

Posłanka Agnieszka Hajczyk zaznaczyła, że ten projekt to „Pegasus Plus” i dodała: „z internautami nie wygracie”.

Natomiast poseł Arkadiusz Marchewka ocenił, że „pisowscy inwigilatorzy chcą podglądać życie Polaków”. „Chcecie kolejne narzędzie, by mieć totalną kontrolę tego, o czym piszą obywatele, totalną inwigilację. Zbliżacie Polskę do standardów krajów autorytarnych” – zakończył.

Poseł Jacek Tomczak zauważył, że projekt to również „narażenie Polski na kolejny spór z UE”, a procedowanie i walka o środki z Krajowego Planu Odbudowy nie ma sensu, jeśli „pcha się kolejne zmiany, które zwiększą inwigilację obywateli, które pchają Polskę w stronę autorytarnego państwa”.

Lewandowski: Posłowie opozycji nie znają przepisów

W odpowiedzi na zarzuty dotyczące ustawy minister Paweł Lewandowski stwierdził, że jeśli chodzi o art. 53 („Prezes UKE, na uzasadnione żądanie uprawnionego podmiotu, niezwłocznie nakłada na przedsiębiorcę komunikacji elektronicznej obowiązek blokowania, nie później niż w terminie 6 godzin liczonych od otrzymania decyzji, połączeń lub komunikatów elektronicznych...”) to przeniesienie obowiązujących od 2004 roku przepisów i unowocześnienie ich, podobnie jak się to ma do art. 43.

„Przepisy dotyczą też innych form komunikowania się; poprzednio na wniosek służb należało udostępnić takie dane, ale teraz rozszerzamy ten zakres także poza dostawców usług telekomunikacyjnych. To nie jest tak, że każdy i każda służba może sobie takie dane brać. Do tego każda służba ma określone kompetencje, procedura jest określona poszczególnymi przepisami. Musi być zgoda prokuratury albo sądu, albo musi to być sprawa niecierpiąca zwłoki – np. osoby zagrożonej. Chodzi o informacje, gdzie może znajdować się osoba potencjalnie poszukiwana, o te informacje służby już pytają. Rozszerzamy te dane o katalog usług internetowych. Na naszym terenie nadal działają obce agencje wpływu. Służby powinny iść z duchem czasu i korzystać z nowych technologii” – argumentował Lewandowski.

Dodał, że jeśli chodzi o kwestię „zablokowania komuś transmisji czy możliwości wysyłania SMS-ów” to teraz ma być zabezpieczenie od takiej decyzji w postaci odwołania się.

Co do potencjalnego sprzeciwu Unii Europejskiej wobec procedowanych przepisów minister wskazał, że obecnie w UE trwają prace nad regulacjami, które idą dużo dalej, jeśli chodzi o możliwości korzystania z danych przez służby.

Czytaj też

„Tutaj nie ma niezgodności, dzisiaj zapisane jest to w ustawach na podstawie których działają poszczególne służby, a przepis w tej ustawie (PKE – red.) tylko określa zakres tej kontroli i tu się nic nie zmienia. Nie ma więcej uprawnień dla służb, jest szerszy katalog dostępu do technologii, aby dbać o bezpieczeństwo Polek i Polaków” – zaznaczył.

Podsumował, że posłowie nie znajdą obowiązujących przepisów, bo „70 proc. z nich już funkcjonuje od 2004 roku”, a teraz są jedynie unowocześniane.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także