Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY

Dlaczego samo prostowanie fake newsów nie wystarczy? Ekspert o walce z dezinformacją

Jakość debaty publicznej w Polsce coraz częściej podważana jest przez fałszywe i manipulacyjne przekazy, które osłabiają zaufanie do mediów i źródeł informacji. Nie wystarczy jedynie sama reakcja na pojawiające się fake newsy. Jak zatem realnie i systemowo podchodzić do walki z dezinformacją?

W rozmowie z prof. Sadurą przyglądamy się temu, jak dziś realnie i systemowo podchodzić do walki z dezinformacją.
W rozmowie z prof. Sadurą przyglądamy się temu, jak dziś realnie i systemowo podchodzić do walki z dezinformacją.
Autor. GDJ / Wikimedia Commons / Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication.
  • Chaos informacyjny trwale podkopuje zaufanie do mediów i czyni społeczeństwo bardziej podatnym na manipulację.
  • Skuteczna walka z fałszywymi przekazami wymaga połączenia szybkich interwencji z działaniami prewencyjnymi.
  • Kluczowe znaczenie ma myślenie systemowe, łączące edukację, instytucje publiczne, media i działania oddolne.

Jak wynika z raportu „Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję. Polacy w epoce dezinformacji”, fałszywe i sprzeczne przekazy nie tylko wzbudzają lęk i frustrację, lecz także systematycznie podkopują zaufanie do nauki, mediów oraz instytucji państwa.

Badanie przeprowadzone przez Fundację Pole Dialogu, we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Warszawskiego, objęło 1388 osób o umiarkowanych poglądach klimatycznych. Zastosowano zarówno metody ilościowe, jak i jakościowe, a eksperyment został rozłożony na cztery fale badawcze.

Jego celem było sprawdzenie, które podejście skuteczniej ogranicza wpływ dezinformacji: bieżące prostowanie fałszywych treści, czyli debunking, czy też wcześniejsze przygotowanie odbiorców na mechanizmy manipulacji, określane jako prebunking.

O tym, jak dziś skutecznie przeciwdziałać dezinformacji i jakie wnioski płyną z wyników badania, rozmawiamy z prof. UW dr hab. Przemysławem Sadurą, socjologiem, Szefem Katedry Socjologii Polityki na Wydziale Socjologii UW, kuratorem Instytutu Krytyki Politycznej oraz ekspertem ds. badań społecznych Fundacji Pole Dialogu, który kierował pracami nad raportem.

Reklama

Dezinformacja a chaos informacyjny

Mikołaj Rogalewicz, CyberDefence24: Na początek chciałbym zapytać o skalę zagrożeń. Często mówimy o dezinformacji jako o głównym problemie, ale czy chaos informacyjny może być jeszcze groźniejszy?

Prof. Przemysław Sadura: Chaos jest o tyle gorszy od dezinformacji, że nieprawdziwą informację da się - mówiąc kolokwialnie - odkręcić. Można podejmować interwencje i jeśli ludzie zostali wprowadzeni w błąd, to da się ich z tego błędu wyprowadzić. Oczywiście wymaga to mobilizacji środków, dobrego zaprogramowania i przygotowania przekazu, a następnie jego konsekwentnego przeprowadzenia, ale jest to możliwe.

Natomiast chaos informacyjny, który prowadzi do spadku zaufania do programów informacyjnych i generuje tzw. cynizm heurystyczny, czyli przekonanie, że nie ma sensu czytać czy słuchać informacji, skoro „wszyscy kłamią”, ma charakter trwały i jest bardzo trudny do zmiany. A to uderza bezpośrednio w odporność społeczeństwa.

Taki chaos może istotnie wpływać także na zaufanie do informacji…

Tak, a badania przeprowadzone w Unii Europejskiej pokazują, że w Polsce mamy najniższy  poziom zaufania do mediów informacyjnych. To są dane dramatyczne, które pokazują, że jesteśmy w coraz większym stopniu łatwym celem w wojnie informacyjnej.

Czy zatem kampanie dezinformacyjne są jednym z istotnych źródeł tego spadku zaufania?

Trudno nie uznać tego przynajmniej częściowo za efekt trwających kampanii dezinformacyjnych oraz stałej presji ze strony krajów nam wrogich, takich jak Rosja czy Białoruś. Ale to także efekt wewnętrznej polaryzacji części mediów informacyjnych, w tym mediów publicznych.

Debunking vs prebunking

Wasz raport analizuje m.in. dwa kluczowe podejścia: debunking, czyli reagowanie na fałszywe informacje już po ich rozpowszechnieniu, oraz prebunking - uprzedzanie odbiorców i przygotowywanie ich na możliwość kontaktu z dezinformacją. Jaką rolę odgrywają te dwa podejścia i kiedy każde z nich może być skuteczne?

Można o tym mówić na dwóch poziomach. Z jednej strony dysponujemy ugruntowaną wiedzą i literaturą naukową dotyczącą obu tych metod, z drugiej - wynikami naszego eksperymentu. I właśnie te wyniki okazały się dla nas pewnym zaskoczeniem, ponieważ były sprzeczne z pierwotnymi hipotezami.

W samym eksperymencie zadziałał debunking, natomiast prebunking nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Oznacza to, że nie dysponujemy prostą „szczepionką” na dezinformację. Prebunking miał pełnić właśnie taką funkcję - być przekazem uprzedzającym, który przygotowuje odbiorców na możliwość pojawienia się dezinformacji. Jego celem jest informowanie, że mogą pojawić się fałszywe treści, a także zachęcanie do większej czujności i weryfikowania źródeł.

Literatura generalnie wiąże większe nadzieje z prebunkingiem. Tymczasem nasz eksperyment pokazał, że samo uprzedzenie odbiorców nie wystarcza, by skutecznie ograniczyć podatność na dezinformację, przynajmniej w warunkach, które badaliśmy.

Jakie zatem wnioski płyną z badania w odniesieniu do debunkingu?

Debunking, rozumiany jako interwencje podejmowane bezpośrednio w odpowiedzi na dezinformację, jest skuteczniejszy w walce z dezinformacją, ale też bardziej kosztowny i obciążający. Kluczowy jest także czas reakcji. Najlepiej działa dobrze przygotowany debunking, podany jak najszybciej po pojawieniu się fałszywego przekazu.

Czy to oznacza, że w walce z dezinformacją powinniśmy postawić głównie na debunking, rezygnując z działań prebunkingowych?

Nie do końca. Nasz eksperyment pokazał, że nie da się ostatecznie „wygrać” walki z dezinformacją, opierając się wyłącznie na debunkingu. Owszem, dobrze przygotowane i szybko podane sprostowania mogą być skuteczne, ale ich stałe stosowanie ma swoje ograniczenia.

Jeśli odbiorcy są nieustannie wystawieni na powtarzający się cykl: wprowadzanie w błąd, następnie wyprowadzanie z błędu, po czym ponowne pojawianie się fałszywych narracji i kolejne sprostowania, prowadzi to do narastającego poczucia chaosu informacyjnego. Z czasem skutkiem jest także wypalenie informacyjne. Ludzie zaczynają odczuwać znużenie, obojętnieją, wycofują się z aktywnego śledzenia tematu i przestają interesować się danym problemem.

Można powiedzieć, że dobra propaganda bywa najskuteczniejszą odtrutką na złą, ale ta logika ma swoje granice. Tego rodzaju konfrontacji nie da się prowadzić w nieskończoność, ponieważ w dłuższej perspektywie powiększa ona grupę odbiorców, którzy przestają reagować na jakiekolwiek komunikaty. A to z punktu widzenia odporności informacyjnej społeczeństwa jest zjawiskiem szczególnie niebezpiecznym.

Skoro sam debunking nie wystarczy, to czy prebunking przynosi jakiekolwiek realne korzyści?

Tak. I choć prebunking nie zadziałał jako szczepionka na dezinformację, to okazał się zwiększać odporność na wypalenie informacyjne. Osoby, które zostały uprzedzone o istnieniu dezinformacji, dawały się wprawdzie wprowadzać w błąd równie łatwo, ale były znacznie mniej podatne na informacyjne zniechęcenie. To bardzo ciekawy wynik.

Nie wyciągałbym daleko idących wniosków z jednego eksperymentu, ale jest to bez wątpienia warte dalszych badań. Jeśli te zależności się potwierdzą, przestajemy błądzić po omacku w myśleniu o tym, jak najlepiej odpowiadać na wyzwania wojny informacyjnej.

Reklama

Przeciwdziałanie dezinformacji

Jak zatem powinniśmy podchodzić do walki z dezinformacją, żeby była rzeczywiście skuteczna?

Skłaniałbym się zdecydowanie ku myśleniu systemowemu. Staramy się to również wyraźnie pokazać w raporcie. Kluczowe jest stworzenie spójnego, długofalowego systemu działań, w którym poszczególne elementy nie funkcjonują w izolacji, lecz wzajemnie się uzupełniają i wzmacniają. Chodzi o to, aby reakcje na dezinformację nie były doraźne i fragmentaryczne, ale osadzone w jasno zaprojektowanej strategii, obejmującej zarówno reagowanie kryzysowe, jak i działania prewencyjne oraz edukacyjne.

Kto w takim systemie powinien odpowiadać za walkę z dezinformacją?

Należy rozdzielać zadania, bo żaden pojedynczy podmiot nie jest w stanie skutecznie udźwignąć tego wyzwania samodzielnie. Rząd oraz poszczególne ministerstwa i resorty mają do odegrania konkretne role. Bezpieczeństwo informacyjne w oczywisty sposób wiąże się z zadaniami Ministerstwa Obrony Narodowej, natomiast edukacja cyfrowa pozostaje domeną systemu edukacji.

Równie istotną rolę odgrywają jednak media, organizacje fact-checkingowe, organizacje pozarządowe, a także lokalne szkoły i lokalne autorytety, które cieszą się zaufaniem w swoich społecznościach. Dopiero współpraca tych wszystkich aktorów, oparta na jasnym podziale kompetencji i wspólnych celach, daje realną szansę na budowanie odporności społeczeństwa na dezinformację.

Istotnym elementem wydaje się także edukacja medialna…

Zgadza się, a punktem wyjścia powinien być dobrze zaprojektowany program edukacji cyfrowej - ciekawy, sensowny i jasno osadzony w realnych potrzebach. Z całą pewnością nie może on być wprowadzany w sposób podobny do wcześniejszych reform, bo to niemal gwarantowałoby porażkę. Musimy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, po co nam taki przedmiot i jakie kompetencje ma on realnie rozwijać.

Jego wprowadzenie powinno być poprzedzone ponadpartyjną zgodą polityczną oraz szerokimi konsultacjami ze środowiskiem nauczycielskim. Nauczyciele muszą być do tego odpowiednio przygotowani, zarówno merytorycznie, jak i organizacyjnie. W tym zakresie warto czerpać z doświadczeń krajów skandynawskich i bałtyckich, które w naszym regionie są liderami w przygotowaniu społeczeństw do funkcjonowania w warunkach wojny informacyjnej. Potrzebna jest przy tym zarówno edukacja formalna, jak i nieformalna, a także programy adresowane do dorosłych, często powiązane z innymi formami kształcenia.

Czyli edukacja dorosłych również powinna być brana pod uwagę?

Zdecydowanie. Myślenie o odporności na dezinformację nie może ograniczać się wyłącznie do systemu szkolnego, lecz powinno być częścią znacznie szerszego programu budowania odporności społecznej. Stoimy dziś przed wyzwaniami o charakterze parawojennym - nie tylko militarnymi, ale także związanymi z kryzysem klimatycznym, słabą polityką adaptacyjną czy potencjalnym sabotażem ze strony wrogich państw.

W takim kontekście odporność informacyjna staje się jednym z kluczowych elementów całej układanki. Bez niej nawet dobrze przygotowane społeczeństwo może okazać się podatne na destabilizację, dezinformację i utratę zaufania w momentach kryzysowych.

Jakie konkretne formy mogłaby przyjąć taka edukacja?

Można tworzyć krótkie, praktyczne kursy, w których podstawowe techniki funkcjonowania w trudnych warunkach łączą się z nauką szybkiej i świadomej weryfikacji informacji. Chodzi o rozwiązania użyteczne na co dzień, a nie wyłącznie teoretyczne. Można także przygotowywać poradniki, ale muszą one być dobrze przemyślane, wielokrotnie weryfikowane przez ekspertów i osadzone w szerszych kampaniach informacyjnych. Same ulotki czy broszury nie wystarczą.

Kluczowe jest stosowanie atrakcyjnych, interaktywnych form przekazu, obecnych również w internecie, dostosowanych do różnych grup wiekowych i poziomów kompetencji. Tylko w ten sposób można realnie zwiększać odporność informacyjną, zamiast ograniczać się do działań symbolicznych.

Na koniec chciałbym zapytać o środki przekazu. Jak skutecznie docierać z takim przekazem do społeczeństwa?

Musimy pamiętać, że dziś nie istnieje już jedno medium, które docierałoby do wszystkich odbiorców. Jedni korzystają głównie z telewizji, inni z mediów społecznościowych, platform internetowych czy podcastów. Każda z tych grup wymaga innego języka, innej formy i innego tempa komunikacji.

Skuteczny przekaz musi być więc zróżnicowany i dopasowany do odbiorcy, zarówno pod względem treści, jak i kanału dystrybucji. To złożone zagadnienie, o którym można by mówić znacznie dłużej, ale bez uwzględnienia tej różnorodności trudno dziś myśleć o realnie skutecznej komunikacji publicznej.

Dziękuję za rozmowę.

CyberDefence24.pl - Digital EU Ambassador

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama

Cyfrowy Senior. Jak walczy się z oszustami?