Social media

Zaskakujące wnioski z badania o Twitterze. Polityczne elity dla większości są obojętne

Fot. Juliana Malta/ Unsplash/ Domena publiczna

Dyskusje elit politycznych na Twitterze są istotne, bo wywierają wpływ na politykę. Masowy odbiorca jednak ich nie obserwuje. Zwykli użytkownicy tego serwisu nie przebywają również najczęściej w bańkach informacyjnych, bo... wirtualna debata nie interesuje ich na tyle, aby angażowali się w ich budowę.

Większość osób nie traktuje Twittera jak miejsca, w którym są kreowane i ujawniane ważne informacje ze świata polityki, nie czerpie też informacji z wielu źródeł jednocześnie i nie płaci za różne abonamenty mediowe – twierdzą naukowcy z Niderlandów i USA, którzy w swoim najnowszym opracowaniu naukowym opartym na wynikach własnych badań burzą popularne mity na temat konsumpcji mediów online.

Metodologia badawcza

Opierając się na danych z ostatnich 4 lat (2016-2019), zespół przeanalizował losowo wybraną próbkę 1,5 mln użytkowników Twittera i ich zachowania.

Te ostatnie podzielono na trzy grupy: zachowanie względem elit występujących w ramach własnej społeczności, jak i tych spoza niej, dzielenie się informacjami wewnątrz społeczności i tymi spoza niej, jak i komentowanie informacji, którymi dzielą się inne osoby.

Czytaj też

Polityczne elity dla większości są obojętne

Z badania wynika, że większość użytkowników Twittera – 60 proc. – nie obserwuje żadnych osób powiązanych z elitami politycznymi.

Wśród osób, które jednak osoby z tych kręgów obserwują, w przypadku użytkowników śledzących wpisy przedstawicieli elit „z własnego środowiska" (światopoglądowego, partyjnego, etc.), skłonność do dzielenia się generowanymi przez nich informacjami jest o 13 razy wyższa, niż względem informacji generowanych przez przedstawicieli elit z innych kręgów środowiskowych.

Osoby zaangażowane w śledzenie elit związanych z własną bańką informacyjną mają również tendencję do pisania negatywnych komentarzy pod informacjami „spoza bańki", kiedy te zdołają się do niej przebić.

Z badania ponadto wynika, że do dzielenia się treściami pochodzącymi wyłącznie od „własnych elit" znacznie bardziej skłonni są konserwatyści, którzy robią to dwa razy chętniej niż osoby o liberalnym światopoglądzie.

Czytaj też

Lubimy się ze sobą zgadzać

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Niderlandów i USA wskazuje zatem, że jako użytkownicy sieci przede wszystkim lubimy się ze sobą zgadzać – dlatego, jeśli już śledzimy jakieś elity – w Polsce w tym wypadku to dziennikarze, politycy, przedstawiciele tzw. komentariatu – to wybieramy te persony, z którymi współdzielimy światopogląd i nie wykraczamy poza „własne środowisko".

Nie tylko chetniej obserwujemy osoby, z którymi się zgadzamy, ale również chętnie udostępniamy generowane przez nie informacje – w opracowaniu zespołu ujęto to w kategorii "podawania dalej" wpisów na Twitterze. Jak stwierdzili naukowcy, znacznie chętniej retweetujemy te wpisy, z którymi się zgadzamy, niż te, które pochodzą od osób, z którymi coś nas dzieli.

Kiedy już zdecydujemy się „podać dalej tweet wroga", najczęściej towarzyszy temu zgryźliwy komentarz.

Czytaj też

Angażujący się w debatę elit sami stanowią swego rodzaju elitę

Warto pamiętać, że osoby angażujące się w debatę polityczną na Twitterze to jednak mniejszość. Według badania – to około 40 proc. użytkowników. Większość osób przebywających na tej platformie społecznościowej w ogóle nie poświęca czasu na obserwację żadnych kont osób należących do elit. Interesuje ich kto inny – celebryci.

Czytaj też

Celebryci ważniejsi niż dziennikarze

Z opracowania wynika, że dla „zwykłego użytkownika" celebryci są dużo ważniejsi niż elity definiowane jako dziennikarze, komentatorzy i organizacje medialne. Badanie wskazuje, że stosunek obserwowanych celebrytów do dziennikarzy wynosi ok. 10:3, w przypadku polityków to już jest 10:1,5, a względem kont mediów, proporcja ta wynosi 10:1,1.

Wykres przedstawiający popularność obserwacji kont celebrytów względem kont innego typu elit
Fot. Science Advances / Most users do not follow political elites on Twitter; those who do show overwhelming preferences for ideological congruity

Kto śledzi ważne dyskusje w social mediach?

Na pewno nie wszyscy, jak to się może powszechnie wydawać. Badanie rzuca nowe światło na to, jak w rzeczywistości kształtuje się popularność politycznych dyskusji na Twitterze. Większość użytkowników tej platformy ich nie śledzi, koncentrując się na innych zainteresowaniach.

Debatą polityczną na Twitterze zajmują się zatem przede wszystkim jej uczestnicy – politycy, media i komentatorzy. Oczywiście, dyskusja ta ma znaczenie bo bardzo często realnie oddziałuje na to, co dzieje się w polityce krajowej jak i nawet zagranicznej, nie zmienia to jednak faktu, że zainteresowanie tą debatą nie wykracza poza uczestniczące w niej kręgi.

Jak wykazali badacze, 59,6 proc. użytkowników z losowo wybranej próby (w ramach USA) było zbyt mało zainteresowanych polityką, by obserwować konto nawet tak znanych osób, jak prezydent ich kraju, kluczowi senatorowie czy też organizacje z branży medialnej.

Czytaj też

Obserwacja ta zbiega się z innym wnioskiem – dotyczącym niskiego poziomu konsumpcji mediów online, który wcale nie jest tak wysoki, jak się to powszechnie zakłada.

Bańki informacyjne nie tak powszechne jak się wydawało

Ostatecznie, naukowcy oceniają, że większość użytkowników nie przebywa w bańkach informacyjnych, bo interesują się polityką zbyt mało i zbyt niewiele konsumują informacji online, aby taką bańkę stworzyć.

Mieszkańcami baniek informacyjnych są użytkownicy zaangażowani w debatę polityczną, których – przypomnijmy – jest mniejszość. I, jak dodają eksperci, im przebywanie w komnatach pogłosowych i kręgach powtarzających do siebie te same tezy wcale nie przeszkadza.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także