- WIADOMOŚCI
Żołnierze-roboty już w Ukrainie. Czy humanoidy są gotowe pójść na front?
Autor. CyberDefence24/Canva
Choć humanoidy kojarzą się nam głównie z filmami science fiction, amerykańskie maszyny bojowe Phantom są już testowane na Ukrainie. Twórcy zapowiadają, że sztuczna inteligencja wkrótce nauczy się obsługiwać każdy rodzaj ludzkiej broni. Za efektownymi zapowiedziami stoją jednak spore wyzwania technologiczne.
Roboty humanoidalne przedstawia się jako przyszłych pracowników szpitali, zakładów produkcyjnych, czy pomocników w codziennych obowiązkach domowych. Niektóre firmy idą jeszcze dalej, sugerując, że będą one mogły pełnić też rolę naszych emocjonalnych partnerów. Spośród tych futurystycznych wizji jedna wydaje się znacznie bliższa realizacji – wysłanie humanoidów na pole walki.
Ukraina stała się głównym poligonem doświadczalnym na świecie dla producentów broni, w tym zachodnich startupów. Amerykańska spółka Foundation Future Industries, od lutego przeprowadza tam próby dwóch swoich maszyn Phantom, po których zakończeniu rozpoczną się testy, w których roboty będą posługiwać się bronią.
W gronie inwestorów firmy znalazł się między innymi Eric Trump. Zaangażowanie osoby tak bliskiej prezydentowi Stanów Zjednoczonych może (ale nie musi) być dodatkowym sygnałem, że spółka ma potencjał i dobre perspektywy rozwoju.
Humanoidy jako wsparcie armii
Na polu walki humanoidy mogą wspierać logistykę, transportując wyposażenie między budynkami a otwartym terenem, a także prowadzić rozpoznanie, tworzyć mapy wnętrz oraz sprawdzać i zabezpieczać pomieszczenia.
Prezes firmy, Sankaet Pathak w wywiadzie dla Euronews przewiduje, że w przyszłości humanoidy będą wykonywać również coraz więcej misji bojowych, szczególnie tam, gdzie konieczne jest dokładne działanie bez niszczenia infrastruktury i narażania ludności cywilnej.
W jego ocenie mogą one zapewnić większą precyzję niż niektóre istniejące już rodzaje uzbrojenia, ograniczając potrzebę wysyłania żołnierzy w niebezpieczne miejsca. Mają stanowić swego rodzaju uzupełnienie operacji przeprowadzanych przy użyciu dronów.
Cyfrowy mózg robotycznego żołnierza
Foundation nie ujawnia, z jakimi dostawcami technologii współpracuje. Wiadomo jednak, że humanoidami firmy steruje sztuczna inteligencja oparta na opracowanych przez nią modelach świata.
Tak jak w komercyjnych modelach, systemy te uczą się z nagrań wideo, symulacji i innych danych przestrzennych, a następnie budują własne obrazy otoczenia, rozpoznają obiekty i przewidują ich ruch oraz rozwój kolejnych zdarzeń. Innymi słowy, tak jak LLMy prognozują następne słowa, modele świata odwzorowują fizyczną rzeczywistość i analizują, jak może ona zmieniać się w czasie, co wymaga jednak ogromnych zbiorów danych treningowych.
Współzałożyciel przedsiębiorstwa Mike LeBlanc, w rozmowie dla Militarnyi, przyznał że docelowo robot ma też umieć obsługiwać każdy rodzaj broni, którym może posługiwać się człowiek.
„Terminator" jeszcze nie nadszedł
Sztuczna inteligencja w metalowym ciele zbliżonym do tego ludzkiego, przywodzi więc na myśl scenariusz jednego z bardzo popularnych rozgrywanych w Los Angele blockbusterów. Antonio Guterres, Sekretarz generalny ONZ nazwał ją „robotami-zabójcami”.
Skojarzenia te dementuje Sankaet Pathak, odrzucając wizję armii robotów wysyłanej wyłącznie po to, by dokonywać masowych zniszczeń. Jego zdaniem byłoby to ekonomicznie nieracjonalne – ten sam cel można osiągnąć znacznie taniej za pomocą bomby.
Jeśli celem misji AI byłoby zniszczenie ludzkości, gwarantuję, że nie wysłałaby 100 tys. humanoidów. Wykorzystałaby po prostu drony albo arsenał nuklearny.
Sankaet Pathak, Prezes Foundation Future Industries
Za bardziej prawdopodobne i aktualne niebezpieczeństwo Pathak uznaje natomiast „terroryzm AI”, czyli wykorzystywanie powszechnie dostępnych modeli do przeprowadzania cyberataków, rozpowszechniania fałszywych informacji i przekształcania zwykłych dronów konsumenckich w uzbrojone urządzenia.
Obok obaw, że ludzie mogliby wykorzystywać roboty do popełniania masowych zbrodni, pojawia się również lęk, że maszyny same z siebie będą to robić, wymykając się spod ich kontroli. Według prezesa Foundation do wytworzenia systemu zdolnego samodzielnie zmieniać własne polecenia, doskonalić się i tworzyć swoje kopie, dzielą nas „trzy, cztery, a być może pięć etapów rozwoju”, – nie wyjaśnia on dokładnie, co ma przez to na myśli.
Zobacz też

Efektowne, ale niepraktyczne
Mimo efektownych zapowiedzi roboty humanoidalne na polu walki pozostają na razie raczej wizją przyszłości i narzędziem budowania rozgłosu niż faktycznie gotowym rozwiązaniem. Obraz człekokształtnej maszyny walczącej u boku żołnierzy, dobrze prezentuje się w materiałach promocyjnych, przyciągając uwagę mediów, inwestorów oraz potencjalnych klientów.
Największą przeszkodą okazuje się właśnie to, co stanowi sedno całej koncepcji, czyli humanoidalna sylwetka. Dwunożna konstrukcja sprawia, że robot ma wysoko położony środek ciężkości, a z podłożem styka się jedynie niewielką powierzchnią stóp. Musi więc bez przerwy korygować ustawienie całego ciała, a mimo to lekkie popchnięcie czy nierówny teren i tak mogą wytrącić go z równowagi.
Robot nie ma błędnika. Stabilność utrzymuje dzięki zestawowi czujników (żyroskopy, akcelerometry, kamery, sensory mierzące nacisk stóp na podłoże). Komputer analizuje te dane i na bieżąco steruje silnikami w stawach, przesuwając nogi, biodra, tułów tak, aby środek masy pozostawał nad powierzchnią podparcia. Każde opóźnienie czy błędny odczyt może zakończyć się upadkiem.
Firma deklaruje, że docelowo robot będzie mógł posługiwać się każdym rodzajem broni zaprojektowanej dla człowieka. W praktyce, mechaniczna dłoń musi odpowiednio ułożyć palec w kabłąku spustowym, precyzyjnie nacisnąć spust, pewnie utrzymać chwyt, a także obsługiwać niewielkie elementy, takie jak bezpiecznik, zamek czy przycisk zwalniający magazynek – które w każdej broni jest przecież inne.
Dodatkowo masa na przykład karabinu odciąża ramiona i zmienia rozkład ciężaru całej maszyny. Odrzut po oddaniu strzału przekazuje też robotowi nagły impuls, który musi zostać jednocześnie skompensowany przez dłonie, stawy, tułów oraz nogi.
Badacze wskazują, że do najważniejszych wyzwań w rozwoju takich maszyn wciąż należą stabilne poruszanie się, właściwe rozpoznawanie otoczenia, precyzyjne wykonywanie skomplikowanych czynności oraz bezpieczne działanie w nieprzewidywalnym środowisku.
Kolejną barierą jest zasilanie. Nowoczesne akumulatory wystarczają zwykle zaledwie na kilka godzin pracy. Firma Figure podaje około pięciu godzin działania swojego systemu, natomiast Boston Dynamics mówi o mniej więcej czterech godzinach typowej pracy Atlasa. Trudno zakładać, że robot wojskowy, dodatkowo obciążony uzbrojeniem, opancerzeniem, czujnikami i innym wyposażeniem, byłby w stanie funkcjonować dłużej.
Ładowanie takich maszyn na froncie, wiąże się z koniecznością tworzenia chronionych punktów zasilania, do których trzeba by dostarczać energię, generatory lub zapasowe akumulatory. Oznaczałoby to dodatkową logistykę, i także wzrost masy oraz objętości przewożonego wyposażenia. Same stacje mogłyby przy tym stać się łatwym do wykrycia celem ataku.
Pytanie brzmi więc, w jakim właściwie celu testuje się te roboty. Badania nad humanoidami mogą prowadzić do powstania innych, bardziej praktycznych rozwiązań. Same roboty już teraz stopniowo znajdują zastosowanie w logistyce, rozpoznaniu i działaniach bojowych – niektóre z nich są nawet niezawodnymi uczestnikami walki. Żaden z tych systemów nie przypomina jednak mechanicznej imitacji człowieka.



Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].