Social media

Przed wyborami w Kenii dezinformacja i mowa nienawiści zalewają TikToka

Fot. Peter Okwara/ Unsplash/ Domena publiczna

Platformy społecznościowe zmagają się z problemem rozpowszechniania dezinformacji, która – szczególnie w czasie kryzysów czy wyborów – nasila się, realnie wpływając na decyzje polityczne. Szybka reakcja moderatorów w tym przypadku jest konieczna. TikTok, tuż przed wyborami w Kenii, ma reagować zbyt wolno na tyle, że treści dezinformacyjne i mowa nienawiści zdążyły zyskać miliony wyświetleń.

W sierpniu w Kenii odbędą się wybory parlamentarne (dokładnie 9 sierpnia 2022 roku). Jak pokazała historia, czas kampanii przedwyborczej to idealna okazja do dezinformacji i realnego wpływania na wyniki wyborów poprzez propagowanie odpowiednich (często nieprawdziwych narracji) o kontrkandydacie.

Najlepszym przykładem rzeczywistego wpływu dezinformacji na decyzje polityczne - za pośrednictwem mediów społecznościowych - są wybory prezydenckie w USA w 2016 roku czy referendum w Wielkiej Brytanii w 2016 roku, które de facto doprowadziło do Brexitu.

Serwis Wired podaje przykład kont, rozpowszechniających dezinformację tuż przed kenijskimi wyborami, wspomina m.in. o zmontowanych wideo ze scen z filmów dokumentalnych Netflixa i zestawia je z wiceprezydentem i kandydatem na prezydenta Williama Ruto z podpisem: „Czy Ruto jest tyranem?”.

Czytaj też

Filmy wprowadzjące w błąd

Członek Fundacji Mozilla zidentyfikował w sumie 130 wprowadzających w błąd filmów na TikToku, które zawierały dezinformację lub mowę nienawiści, a zyskały ogółem ponad 4 miliony wyświetleń po tym, jak udostępniły je 33 konta.

Odang Madung, członek Fundacji Mozilla, stwierdził w rozmowie z Wired, że konta mogły mieć tylko około 5 tys. obserwujących, ale ich publikacje zyskiwały do 500 tys. wyświetleń, ponieważ „były wspomagane (algorytmem) przez samą platformę”.

W Kenii TikTok staje się coraz popularniejszym medium, choć prym nadal wiedzie Facebook, WhatsApp czy Instagram.

Aktywista zwraca uwagę, że dezinformacja w tym przypadku może skończyć się naprawdę źle: w 2007 roku wybory prezydenckie doprowadziły do przemocy w efekcie której zginęło ponad 1 tys. osób, a 600 tys. zostało przesiedlonych.

Uhuru Kenyatta, prezydent Kenii, został wybrany w 2013 roku na stanowisko i ponownie – w 2017 roku. Wywołało to protesty, które zostały stłumione przez policję. Organizacja Human Rights Watch informowała, że w efekcie działań służb zostały zabite 42 osoby.

Ostrzeżenie: mowa nienawiści powoduje przemoc

Serwis Wired zwraca uwagę, że na początku tego roku Krajowa Komisja Spójności i Integracji (utworzona po aktach przemocy w 2007 roku) ostrzegała przed wpływem mediów społecznościowych i ich nadużywaniem „do etnicznej mowy nienawiści i podżeganiem do przemocy”. Jej zdaniem tegoroczne wybory mogą być burzliwe.

Członek Fundacji Mozilla podkreśla, że doświadczenia wyniesione z wydarzeń z 2007 roku i emocje temu towarzyszące mogą zostać użyte do tego, by poruszyć wyborców, również przy pomocy TikToka, który „nie bierze tego pod uwagę”.

Jak wylgąda walka z dezinformacją?

Głównym powodem ma być m.in. algorytm platformy, który działa według zainteresowań użytkownika, co z kolei badaczom zajmującym się śledzeniem mowy nienawiści może utrudnić ustalenie, do kogo i w jaki sposób rozpowszechniane są treści.

Pracy ma też nie ułatwiać fakt, że TikTok jest trudniejszy do moderowania niż pozostałe platformy – by ocenić materiał, potrzebna jest głównie ingerencja człowieka, a nie algorytm, działający w oparciu o sztuczną inteligencję. Dodatkowo trudniejsza ma być moderacja w innym języku, niż angielski – kiedy nie zna się nie tylko języka, ale i kontekstu np. kulturowego czy historycznego publikacji. Wiele filmów ma być też zmontowanych z autentycznych źródeł, ale w taki sposób, że jest to forma dezinformacji.

Rzecznik TikToka stwierdził w rozmowie z Wired, że platforma zakazuje dezinformacji wyborczej i promowania przemocy, „jest zaangażowana w ochronę integralności platformy i ma specjalnie oddelegowany zespół, który zajmuje się treściami w czasie kampanii i będzie zajmował – w czasie nadchodzących wyborów w Kenii”. Dodatkowo zapewnił, że współpracuje z fact-checkerami, m.in. z tamtejszym oddziałem Agence France-Presse i planuje wprowadzić funkcję „wiarygodnych informacji o wyborach w Kenii” (taka informacja pojawiała się m.in. w przypadku tresci o pandemii COVID-19).

Kilka ze 130 filmów zostało usuniętych z platformy, jednak nie wiadomo, co stało się z pozostałymi.

Czytaj też

/NB

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze

    Czytaj także