Polityka i prawo

Wybory w Polsce. Sami zachęcamy Rosję do ingerencji

polska protest
Fot. Piotr Drabik/Flickr/CC BY 2.0

Polska nie jest przygotowana na ingerencję w wybory, która będzie mieć miejsce już za rok – wynika z debaty ekspertów, dotyczącej zagranicznych operacji, wymierzonych w krajowe procesy demokratyczne. W trakcie dyskusji stwierdzono, że metody, techniki, narzędzia wykorzystywane przez np. Rosję są używane także przez wewnętrzne podmioty, jak np. partie polityczne. To tylko sprzyja Kremlowi.

W trakcie seminarium „Zewnętrzna ingerencja w wybory”, eksperci z wielu dziedzin (m.in. prawnicy, analitycy, politolodzy, byli szefowie służb) dyskutowali o bezpieczeństwie procesów demokratycznych w Polsce i innych krajach. W trakcie debaty skupili się na problemie dezinformacji, fake newsów oraz sile social mediów w oddziaływaniu na nastroje społeczne. Czy jesteśmy gotowi stawić czoła wyzwaniu i chronić wybory?

Czytaj też

Wybory w USA

Marta Kowalska, prezes i współzałożycielka Fundacji Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji, podkreśliła, że 2016 rok, to ważny punkt na osi czasu dostrzeżenia powagi problemu. Wówczas, w trakcie kampanii wyborczej w USA (wybory prezydenckie) prowadzono operacje z zewnątrz, aby oddziaływać na amerykańskie społeczeństwo i procesy demokratyczne. 

Władze Stanów Zjednoczonych stwierdziły, że do ingerencji faktycznie wtedy doszło, lecz nie udzielono odpowiedzi, w jak dużym stopniu miało to wpływ na ostateczny wynik kampanii, którą wygrał Donald Trump. Niemniej jednak przykład USA zwrócił uwagę na zagrożenie i skłonił społeczeństwa do zmiany podejścia. O co chodzi?

Jak twierdzi Marta Kowalska, na podstawie tego, co działo się w Stanach Zjednoczonych wielu obywateli, również w Polsce, zastanawia się nad uczciwością całego procesu. Wśród nas pojawiła się świadomość, że ktoś (np. z Rosji czy Chin) może prowadzić operacje wymierzone w procesy demokratyczne i w ten sposób oddziaływać na sytuację w kraju. 

Do tego stanowiska Maia Mazurkiewicz z Alliance for Europe dodała, że to, co wydarzyło się w 2016 roku w USA, to nie pierwszy przykład prowadzenia operacji wpływu przez Rosję. Wskazała tu na doświadczenia Ukrainy czy chociażby działania w trakcie arabskiej wiosny. Zaznaczyła jednak, że amerykańskie wybory były pierwszymi, które zostały tak kompleksowo zbadane pod kątem zewnętrznej ingerencji. 

Czytaj też

Trudno komuś coś udowodnić

Marta Kowalska oceniła, że obecnie granica między ingerencją zewnętrzną a wewnętrzną coraz bardziej się zaciera. Z perspektywy wyborców nie ma to jednak większego znaczenia – inaczej wygląda sprawa z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. 

Pamiętajmy, że mówimy o zjawisku, z którym walka nie jest łatwa. Wynika to z faktu, że coraz trudniej jest udowodnić tego typu wrogie działania prowadzone zza granicy, a już z pewnością ich rzeczywistego wpływu na wyniki. 

Maile Dworczyka a wybory

Ingerencja w wybory to nie problem innych państw, lecz także Polski. „Tak, może to mieć miejsce w Polsce” – stwierdziła Marta Kowalska.

Operacje tego typu prowadzone są ciągle, przez dłuższy czas (przed, w trakcie i po wyborach) i mają na celu m.in. budowanie czy też zmianę świadomości polskiego społeczeństwa. 

Możemy się z nimi spotkać niemalże na każdym kroku. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć. Mówimy przecież o np. personalizowanych reklamach, armiach trolli, budowaniu baniek informacyjnych, podszywaniu się pod określone podmioty czy wzmacnianie polaryzacji społecznej.

Przedstawicielka Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji zwróciła także uwagę na stosowanie metody hack and leak, która również jest przydatna podczas prowadzenia operacji wpływu.

Polega na zhakowaniu m.in. skrzynki mailowej i publikacji znajdującej się tam korespondencji. Książkowym przykładem jest afera Dworczyka (Dworczyk leaks), która – zdaniem Marty Kowalskiej – jest jednym z elementów próby ingerencji w proces wyborczy w Polsce

Czytaj też

To nie "konstrukcja cepa"

Gen. Radosław Kujawa, były szef Służby Wywiadu Wojskowego, wyjaśnił, że jeśli chodzi o np. aktywność Rosji, to w operacje ingerencji zaangażowane są tamtejsze służby specjalne.

System Kremla bazuje na rozbudowanej wiedzy o manipulacji, propagandzie, oddziaływaniu na zewnątrz i wewnątrz, co sprawia, że mamy do czynienia z „bardzo poważnym przeciwnikiem”.

„Dezinformacja jest jedynie jednym z elementów” – wskazał były szef SWW podczas dyskusji, przytaczając przykład np. zhakowania skrzynek Republikanów w USA

Generał nie ma wątpliwości, że Polska jest jednym celów działań Moskwy. Wynika to z faktu, że pozostaje krajem demokratycznym, a to uznawane jest w Rosji za zagrożenie. Z tego względu Kremlowi zależy nie tyle na przejęciu władzy przez konkretnego kandydata, lecz zmniejszeniu społecznego poparcia dla podejmowanych działań, będących niekorzystnymi z perspektywy Moskwy. „Rosyjskie służby nie patrzą ideologicznie i partyjnie” – zwrócił uwagę gen. Radosław Kujawa.

Były ambasador RP w USA Ryszard Schnepf odniósł się do słów generała wskazując, że mamy tendencje do upraszczania, spłycania, a przez to deprecjonowania operacji, prowadzonych przez Rosję.  

Jego zdaniem wielu Polaków sądzi, że „wszystko, co pochodzi zza wschodniej granicy przypomina konstrukcję cepa". Ambasador zaznaczył, że to błąd, ponieważ materiały tworzone przez Kreml powstają często na bazie zaawansowanej analityki. Moskwa wie np. jaką grupę należy zmobilizować; którą zdemobilizować; a niezdecydowanych przekonać do określonych racji. 

YouTube źródłem ingerencji

W kontekście ingerencji w procesy demokratyczne należy podkreślić znaczenie mediów społecznościowych. To przestrzeń mająca istotne znaczenie dla obywateli, co potwierdzają dane przytoczone przez Martę Kowalską: 72 proc. Polaków korzysta z social mediów. 

Wielu obserwatorów skupia się na Twitterze. Jednak w ocenie ekspertki nie będzie to platforma o kluczowym znaczeniu dla wyborów w naszym kraju. Wynika to z faktu, że najczęściej zaglądamy do innych serwisów. Jakich?

Na szczycie znajduje się YouTube. „Ponad 20 mln użytkowników korzysta z YouTube'a” – przytoczyła dane przedstawicielka Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji. W związku z tym należy spodziewać się, że to właśnie ta platforma będzie najchętniej używana do ingerencji w wybory. 

Dalej znajduje się Facebook (w połączeniu z Instagramem odwiedzany przez 50 proc. użytkowników) i dopiero Twitter. Z tego względu koncern Elona Muska traci na znaczeniu w kontekście prowadzenia tam operacji wpływu. 

„Nie jesteśmy w stanie weryfikować wydatków”

Wyzwaniem jest także kwestia reklamy politycznej. Mówił o tym Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego. 

Ekspert zaznaczył, że stale rosną wydatki z budżetów kampanii na promocje w sieci, a działania tego typu prowadzone są ciągle. Obecnie trudno jest w naszym kraju kontrolować ten obszar. Wynika to z m.in. niedostosowanych do tego zasobów personalnych Państwowej Komisji Wyborczej. „Nie jesteśmy w stanie weryfikować wydatków z budżetów na reklamę polityczną w internecie” – zaznaczył Krzysztof Izdebski. 

Jak dodał, problemem zajmuje się obecnie Unia Europejska. Przed 2024 roku (czyli wyborami do Parlamentu Europejskiego) ma wejść w życie regulacja dotycząca reklamy politycznej. Przepisy mówią o m.in. przejrzystości finansowania i sankcjach. 

Techniki partii politycznych zaczerpnięte z Rosji

Marta Kowalska zaalarmowała: „Nie można uczulać społeczeństwa tylko na zewnętrzną ingerencję, lecz na cały proces”. Dlaczego? Jej zdaniem wynika to z faktu, że metody, techniki, narzędzia wykorzystywane przez np. Rosję są używane także przez krajowe podmioty, jak m.in. partie polityczne.

Z takim podejściem zgodził się Tomasz Chłoń, były dyrektor Biura Informacyjnego NATO w Moskwie, który jednoznacznie ocenił, że Polska nie jest przygotowana na ingerencję w wybory, ponieważ „trudno jest zapobiegać zagrożeniom, kiedy władza polaryzuje wyborców; kiedy stwarza takie warunki dla tego, który chce ingerować, aby czuł się dobrze".

Z kolei Krzysztof Bondaryk, były szef ABW, ocenił, że „zewnętrzna ingerencja ma mniejsze znaczenie dla procesu wyborczego niż wewnętrzna”. Zaznaczył, że obecnie w naszym kraju nie ma wystarczających zasobów, aby działania zza granicy w jakikolwiek sposób opanować lub przeciwdziałać. 

Podobnie skomentował sprawę prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego (a także były Przewodniczący PKW i RPO). 

„Musimy koncentrować się na wewnętrznej ingerencji” – podkreślił dodając, że nie jesteśmy w stanie zapobiec zewnętrznym operacjom. Wynika to z faktu, że „nie posiadamy takich instrumentów, aby osłabić działania np. Rosji czy Chin”. 

Co można zrobić?

Zdaniem Tomasza Chłonia rozwiązaniem może być systemowe przeciwdziałanie, bazujące na zapobieganiu, a w przypadku wystąpienia zagrożenia – wykrywaniu, przypisaniu, ukaraniu sprawców i edukacji społeczeństwa. 

Przykładem może być tutaj np. model nordycki (rozwijanie edukacji medialnej i szkolenia, instytucji zaufania publicznego oraz partnerstwa władzy i społeczeństwa) czy amerykański (opierający się na atrybucji, proaktywnej komunikacji strategicznej, ofensywności, sankcjach i regulacji lobbingu). 

Jak dodał Krzysztof Bondaryk, to wszystko wpisane jest w katalog obowiązków państwa. Władza powinna aktywizować obywateli i organizacje pozarządowe, aby systemowo walczyć z problemem. 

Inną propozycję przedstawiła Maia Mazurkiewicz. Jej zdaniem, aby walczyć ze zjawiskiem konieczne jest postawienie na edukację i budowanie społecznej wiedzy na ten temat. Ponadto, należy rozwijać komunikację strategiczną

Z kolei prof. Mirosław Wyrzykowski z Instytutu Spraw Publicznych zasugerował, aby obywatele, jeśli mają podejrzenia o ingerencji, zgłaszali po wyborach protesty obywatelskie do Sądu Najwyższego. Swoją propozycję tłumaczył w ten sposób, że według konstytucji wybory w naszym kraju są pięcioprzymiotnikowe: powszechne, równe, bezpośrednie, proporcjonalne, tajne. Na tej podstawie Sąd Najwyższy uznaje ważność kampanii. 

W Konstytucji RP nie widnieje zapis mówiący o uczciwości czy też rzetelności. Jednak zdaniem profesora przedmiotem protestu wyborczego może być argument o nieuczciwości wyborów w odniesieniu do działań ze strony innego państwa. 

Jest postęp

Niemniej jednak – według Marty Kowalskiej – po raz pierwszy od kilku lat rosyjskie działania okazały się słabe i nieskuteczne, przez co nie udało się Kremlowi w znaczący sposób wpłynąć na Polaków. 

„Polskie społeczeństwo nie zareagowało w sposób antyukraiński” – przywołała przykład Marta Kowalska. Jak wyjaśniła, to efekt zmian, jakie zaszły wśród nas – mowa o m.in. zwiększeniu świadomości na temat zagrożenia.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także