Biznes i Finanse

Google twierdzi, że odcięło rosyjskie strony propagandowe od swojej sieci reklamowej

Fot. Pixabay

Problem wyświetlania się reklam firm korzystających z sieci dystrybucji ogłoszeń reklamowych Google'a na państwowych stronach internetowych w Rosji do firmy zgłaszano już wielokrotnie. Teraz koncern obiecuje, że problem został trwale rozwiązany, a reklamy już nie będą wyświetlać się obok antyukraińskiej propagandy.

Google miało podjąć kroki zmierzające do wyeliminowania rosyjskich stron ze swojej sieci reklamowej w ubiegłym tygodniu. Powodem był wpis jednego z deweloperów, który wskazał, że reklamy znanych zachodnich marek wyświetlają się na stronach, zawierających antyukraińską i prowojenną propagandę – a przedsiębiorstwa korzystające z sieci reklamowej Google'a sobie tego nie życzą, bo np. opuściły rosyjski rynek w ramach bojkotu Federacji Rosyjskiej w związku z napaścią na Ukrainę.

Inżynier oprogramowania Braedon Vickers w swoich wpisach wskazał, że reklamy np. Adidasa pokazują się na stronach, których operatorem są podmioty powiązane z rosyjskim rządem i które regularnie zamieszczają treści dezinformujące na temat wojny.

Fundowanie propagandy

Według Vickersa, „dalsze dopuszczanie emisji reklam na tych stronach oznacza, że Google i marki, których reklamy są tam wyświetlane, fundują działalność witryn publikujących propagandę" – powiedział programista w rozmowie z serwisem Cyber Scoop .

„Nawet, jeśli strony te nie opierają swojego przetrwania na pozyskiwanych w ten sposób przychodach, reklamy znanych marek dają im wiarygodność, podobnie jak zamieszczanym tam treściom" – dodał.

Reklamy na rosyjskich stronach w ogniu krytyki

Reklamy z sieci dystrybucji Google'a pojawiały się na rosyjskich stronach od dawna. Potępiali to zarówno eksperci od dezinformacji, jak i liczni politycy – w ten sposób bowiem rosyjski rząd zarabia, a sankcje nałożone na kraj Władimira Putina mają słabsze oddziaływanie, w przeciwieństwie do antyukraińskiej propagandy, która dzięki pieniądzom z reklam na stronach internetowych może działać jeszcze sprawniej.

Reklamy Google'a, które zostały wykryte przez Vickersa na rosyjskich stronach, znalazły się tam w wyniku procesu sprzedaży powierzchni reklamowej przez specjalne algorytmy systemu dystrybucji reklam (programmatic advertising). Google - jak przypomina Cyber Scoop - jest największym dystrybutorem reklam w tym systemie na świecie.

Google nigdy do końca nie wycofało się z Rosji, o czym pisaliśmy wcześniej na łamach naszego serwisu .

Potępił to m.in. senator Mark Warner, który skierował list w tej sprawie do prezesa Google'a Sundara Pichai. Jak wskazał, „platformy Google'a ciągle są kluczowymi wektorami dla złych aktorów, w szczególności tych związanych z rosyjskim rządem – nie tylko dla rozprzestrzeniania dezinformacji, ale też czerpania z niej zysków".

Czytaj też

Google wciąż jednak wyświetlało reklamy m.in. na witrynach wymienionych wprost na amerykańskich listach sankcyjnych, na co wskazała firma analityczna Adalytics w swoim opracowaniu z czerwca.

Google twierdzi, że działa należycie

W odpowiedzi na doniesienia o reklamach pojawiających się na rosyjskich stronach, Google miało nie tylko zablokować możliwość ich emisji na tych witrynach, ale też wydało oświadczenie w związku ze sprawą.

Czytaj też

Jak stwierdził cytowany przez Cyber Scoop przedstawiciel koncernu, „krótko po wybuchu wojny" Google wstrzymało monetyzację na swoich platformach dla podmiotów medialnych sponsorowanych przez państwo, w tym – dla serwisu YouTube. Jak podkreśliła firma, nieustannie demonetyzuje kolejne rosyjskie strony mediowe powiązane z państwem – tak szybko, jak tylko zostaną wykryte.

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także