Armia i Służby

Aktywność internautów zmienia podejście do wojny

ukraina
Fot. 72nd Mechanized Brigade of #UAarmy/Defense of Ukraine (@DefenceU)/Twitter

Aktywność użytkowników internetu ma wpływ na prowadzenie działań w ramach wojny. Zdaniem jednego z amerykańskich generałów, należy postawić na mniej liczebne, bardziej mobilne i przede wszystkim nie przykuwające uwagi jednostki. 

Gen. Mark Milley, szef Kolegium Połączonego Sztabów Sił Zbrojnych USA, podkreślił, że wojna w Ukrainie pokazuje, iż siły naszego wschodniego partnera potrafią prowadzić skuteczne operacje miejskie. Przykładem tego może być chociażby obrona Kijowa. 

Z kolei w odniesieniu do Rosji i jej działań w terenie zurbanizowanym, cytowany przez serwis Defense One generał zaznaczył, że siły Putina niewłaściwie postąpiły dokonując m.in. całkowitego zniszczenia Mariupola. 

Zdaniem amerykańskiego wojskowego, aby posiadać przewagę na przyszłym polu bitwy w miastach, niezbędne jest przejęcie kluczowych węzłów infrastruktury fizycznej oraz kontrola ludności

Generał tłumaczył, że w momencie zniszczenia obiektów i wymordowania lub wygnania mieszkańców atakujący pozbawia się tych elementów, które decydują o wygranej. 

Czytaj też

Nie liczą się hektary, a ludzie

Gen. Mark Milley przypomniał, że jeśli uznamy, iż wojna jest narzędziem prowadzenia polityki za pomocą przemocy w celu narzucenia swojej woli wrogowi, to należy mieć świadomość, że polityka dotyczy ludzi; z reguły największe ich skupisko jest w miastach. Z tego względu tak ważne będzie umiejętne prowadzenie działań w aglomeracjach. 

Jak dodał, skuteczniejsze realizowanie zadań w obszarach zurbanizowanych i zaludnionych zapewnia rosnąca precyzja i zasięg broni, a także większa liczba informacji pochodzących z różnego rodzaju czujników. 

To wszystko w połączeniu prowadzi do jednego: zamiast przejmować hektary terenu, siły zbrojne będą dążyć do kontrolowania kluczowej infrastruktury. 

Czytaj też

Aktywność cywili

Innym elementem zmieniającym wojny będzie technologia i jej użytkownicy. Informacja jest obecnie wszechobecna w internecie, co widać chociażby na przykładzie mediów społecznościowych. 

Przykładowo, przed inwazją Rosji wielu użytkowników rejestrowało (zdjęcia, filmiki) rosyjskie siły gromadzące się na granicy z Ukrainą. 

„To nie byli szpiedzy ukraińscy, amerykańscy, francuscy czy brytyjscy... To zwykli obywatele nagrywający własnym sprzętem filmiki z rosyjskimi pojazdami bojowymi" – zwrócił uwagę gen. Mark Milley, cytowany przez Defense One. 

Te wszystkie informacje pozwalały wnioskować, że inwazja rzeczywiście nadchodzi. Dzięki temu możliwa była także predykcja potencjalnego kierunku uderzenia i tras transportu wojsk. 

Amerykański generał podkreśla, że ze względu na aktywność cywilnych użytkowników i wszechobecność technologii do rejestracji (czujników, kamer itp.), siły zbrojne muszą odejść od kumulowania sił w dużych jednostkach na rzecz mniej liczebnych, ale bardziej mobilnych i nie przykuwających uwagi

Czytaj też

Nie pomagajmy wrogom

Przypomnijmy, że o ile rejestrowanie ruchów armii wroga może pomóc w ujawnieniu jej lokalizacji i zamiarów, o tyle nagrywanie czy robienie zdjęć naszym siłom (czyt. narodowemu, sojusznika, partnera) może w znaczący sposób utrudnić i zmniejszyć skuteczność ich działań, bowiem z tych materiałów z pewnością skorzysta adwersarz. 

W związku z tym szef MON Mariusz Błaszczak publicznie zaapelował do użytkowników o niepublikowaniemateriałów ukazujących transport naszych wojsk oraz wojsk sojuszników. 

„Tak, jak nie jest rozsądne publikowanie swoich prywatnych zdjęć, tak nie jest roztropne, a wręcz niebezpieczne, publikowanie zdjęć, na których pokazywane jest rozmieszczenie wojska" – tłumaczył minister.

Rząd stara się edukować Polaków i tłumaczyć, że tego typu aktywność w sieci nie pomaga, a wręcz przeciwnie – szkodzi i stwarza dodatkowe ryzyko.

Czytaj też

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także