Technologie

W internecie jest miejsce na wszystko. Nawet na domenę... Związku Radzieckiego

Fot. Vlad D/ Unsplash/ Domena publiczna

Walczymy z dezinformacją, fake newsami i nową, internetową odsłoną propagandy Kremla, zapominając, że w sieci jest miejsce na domeny takie, jak te z końcówką .su, przypisanej do... Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Duch socjalistycznej Rosji wciąż w sieci jest obecny, a strony rejestrowane pod tym adresem pokazują sentyment do dawnej potęgi.

Mimo formalnego rozpadu ZSRR ponad 30 lat temu, domena .su (z ang. Soviet Union) – przypisana do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich – istnieje, ma się dobrze i teraz przyciąga ludzi, którzy nie popierają wizji niepodległej Ukrainy. W czasie wojny gromadzą zwolenników silnej Rosji.

Dlaczego ostatni bastion Związku Radzieckiego w internecie nadal istnieje? Domena .su została utworzona 19 września 1990, niewiele później doszło do rozpadu ZSRR. Jednak Putin wiele razy określał – jak zaznacza „Wired” – że jego rozpad był „największą katastrofą geopolityczną stulecia”. Nostalgia za dawną potęgą nieco tłumaczy, dlaczego trzydzieści lat później w wyobraźni byłego oficera KGB i w internecie wciąż jest miejsce na domenę, która jest strefą skupiającą fanów komunizmu i która przyciąga przeciwników niepodległej Ukrainy. Tam też ukrywają się cyberprzestępcy, którym podoba się brak realnego nadzoru rządu.

Czytaj też

Dlaczego domena .su nie trafiła na „cyfrowy cmentarz”? Internet Corporation for Assigned Names and Numbers (ICANN) — międzynarodowa organizacja zarządzająca nazwami domen, w tym kodami krajów — prowadzi politykę szybkiego wycofywania nazw krajów, kiedy przestaną one istnieć. Jednak ICANN już wcześniej zderzył się z próbami zlikwidowania domeny .yu - byłej Jugosławii czy .dd - Niemiec Wschodnich.

Dlaczego nadal jest miejsce na .su?

Przejście w niebyt cyfrowy w przypadku .su miała utrudnić mieszanka putinowskich sentymentów i interesów handlowych. Arabia Saudyjska, Rosja, Chiny miały stwierdzić, że opracowywana jest nowa, kompleksowa polityka dotycząca wycofywania domen. W międzyczasie, rejestracja domeny .su przyniosła ICANN (i stron internetowych z tą końcówką) - jak zaznacza "Wired" - kilka milionów dolarów rocznego dochodu, który zniknie, jeśli domena ta zostanie wycofana. Czy to wystarczający powód, aby zadbać w sieci o ducha Związku Radzieckiego?

Dziwimy się, że Rosjanie są podatni na przekaz Kremla, śledząc informacje z oficjalnych, propaństwowych kanałów, zapominając jednak, że w sieci wciąż jest miejsce na oddolne inicjatywy, nieoficjalne strony internetowe, blogi i kanały, które pielęgnują dezinformacyjny przekaz o „specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie”. A ich liczba jest nawet trudna do określenia.

Czytaj też

O tym, że być może Ukraina wygrywa wojnę informacyjną w "zachodniej bańce", a w tej rosyjskiej - zwycięzcą jest Kreml, pisaliśmy między innymi w tym tekście.

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze

    Czytaj także