Reklama
Reklama
Reklama
  • WAŻNE
  • WIADOMOŚCI

Syreny, aplikacja i analizy bez końca — polski system ostrzegania po Tarnawie-Kolonii

Sygnał alarmowy po tym jak rosyjska rakieta wleciała w polską przestrzeń powietrzną.
Czy naprawdę Polska potrzebuje teraz dodatkowej aplikacji informującej o zagrożeniu?
Autor. Zdjęcie wygenerowane przy użyciu modelu ChatGPT

Sześć minut. Tyle minęło od wykrycia rosyjskiej rakiety do jej uderzenia w ziemię koło Tarnawy-Kolonii. W tym czasie syreny zawyły tylko w siedmiu z siedemnastu powiatów, Alert RCB nie dotarł do mieszkańców, a inne kanały ostrzegania milczały. MSWiA chce budować kolejną aplikację, podczas gdy system Cell Broadcast, który od lat działa w kilkunastu krajach Europy, wciąż jest w Polsce daleką perspektywą. 

W nocy 30 lipca rosyjska rakieta Ch-101 wleciała w polską przestrzeń powietrzną. O 3:40 została wykryta na radarach, sześć minut później zniknęła z ekranów — uderzyła w ziemię koło Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie. 

Alarm o zagrożeniu z powietrza ogłoszono dla siedemnastu powiatów. Syreny zawyły w siedmiu. W powiecie biłgorajskim polecenie dotarło po wybuchu. Alertu RCB nie wysłano — uruchomiono procedurę, ale odwołano ją po dwóch minutach. TVP nie nadała komunikatu. Radio także nie. Aplikacja RSO milczała.

Sześć tygodni później MSWiA przedstawiło nam stanowisko, podpisane bezimiennie przez Wydział Obsługi Mediów Departamentu Komunikacji Społecznej. Warto je przeczytać uważnie, bo jest jednocześnie ambitne i niepokojące.

Reklama

Co obiecuje ministerstwo?

Przesłane naszej redakcji stanowisko:

  •  wymienia modernizację syren w ramach Systemu Ostrzegania i Alarmowania (SOiA), finansowaną z Krajowego Planu Odbudowy (175 mln zł, ponad cztery tysiące lokalizacji), 
  • zapowiada nową aplikację SOiA „dedykowaną m.in. ostrzeganiu i alarmowaniu ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza",
  •  informuje o trwających uzgodnieniach między MSWiA, MON i RCB w sprawie zasad informowania o atakach powietrznych.

Do tego dochodzi deklaracja, że do końca roku zarządzanie syrenami przejmie Państwowa Straż Pożarna, której stanowiska kierowania pracują całodobowo. 

To ma rozwiązać problem sprzed sześciu tygodni, gdy urzędnicy powiatowych centrów zarządzania kryzysowego spali lub musieli dojechać do biura, żeby włączyć syreny. Trudno się z tym kierunkiem nie zgodzić.

Ministerstwo powołuje się też na korektę procedury SPO13 w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego. Po Tarnawie-Kolonii zmieniono zasadę: Alert RCB ma wychodzić, gdy rakiety zbliżają się do granicy, a nie gdy ją przekraczają

Jako dowód skuteczności resort wskazuje SMS wysłany 20 sierpnia o 4:14 rano do mieszkańców wschodniej Polski o treści: „Na obszarze zachodniej Ukrainy trwa zmasowany atak powietrzny. Śledź komunikaty”. To rzeczywiście postęp wobec 30 lipca, kiedy alert w ogóle nie wyszedł. 

Tyle że poprawiono moment wysłania, nie kanał. Alert RCB to wciąż SMS, z tymi samymi ograniczeniami: 

  • nie dociera do krajowych i zagranicznych turystów,
  • nie ma precyzji geograficznej na poziomie stacji bazowej,
  • konkuruje o przepustowość z ruchem komercyjnym,
  • zaleca również „śledzić komunikaty", ale nie podaje gdzie ich szukać.

Problem jednak zaczyna się, gdy zestawimy deklaracje z kalendarzem.

Dwa lata analiz

Ministerstwo twierdzi, że prace nad SOiA trwają „od połowy 2024 roku”. Mamy wrzesień 2026. Przez dwadzieścia sześć miesięcy resort nie wypracował odpowiedzi na pytania, które sam sobie stawia: w jakich sytuacjach ostrzegać, jaki powinien być zakres komunikatu, do jakiego obszaru go kierować, jaka forma byłaby właściwa. 

To pytania fundamentalne. Tyle że nie są nowe.

Unijna dyrektywa 2018/1972 zobowiązała państwa członkowskie do wdrożenia systemów ostrzegania do 21 czerwca 2022 roku. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej weszła w życie 1 stycznia 2025. 

Polska miała ponad cztery lata na ustalenie, jak chce ostrzegać obywateli. Fakt, że we wrześniu 2026 ministerstwo wciąż „analizuje przede wszystkim to, w jakich sytuacjach przekazywanie takich informacji byłoby uzasadnione”, nie świadczy o rozwadze, lecz o tym, że nikt jak dotąd nie podjął odpowiednich decyzji.

Reklama

Kolejna aplikacja. Tylko po co?

MSWiA zapowiada „aplikację SOiA” do ostrzegania przed atakami powietrznymi. Minister Marcin Kierwiński mówił pod koniec lipca o „kilkunastu tygodniach” do jej uruchomienia. Resort rozważa też wykorzystanie mObywatela.

Aplikacja RSO, promowana przez ministerstwo od lat, ma około 400 tysięcy użytkowników. Polska liczy 38 milionów mieszkańców. Pokrycie wynosi więc nieco ponad jeden procent populacji

Sam resort przyznaje, że RSO „w swoim założeniu nie była projektowana do informowania o zagrożeniu uderzeniami z powietrza” i „nie posiada takiej funkcjonalności, aby w sposób błyskawiczny informować o zagrożeniu”.

Resort rozważa też wykorzystanie mObywatela, który przebił granicę 13 milionów aktywnych użytkowników i notuje około 1,5 miliona logowań dziennie. To trzydzieści razy więcej niż RSO, ale wciąż niecała trzecia część populacji. 

Ministerstwo nie publikuje liczby aktywnych użytkowników miesięcznie, więc nie wiadomo, ilu z tych 12 milionów faktycznie otworzyłoby alert w sytuacji zagrożenia. A mObywatel wymaga logowania profilem zaufanym, czego nie zrobi ani turysta, ani osoba bez nowoczesnego smartfona. 

Jest też kwestia, o której resort nie wspomina: mObywatel to aplikacja powiązana z numerem PESEL i pełną tożsamością użytkownika. Wysyłanie alertów przez ten kanał oznacza, że państwo wie nie tylko komu wysłało ostrzeżenie, ale też kto je otworzył i kiedy. 

Budowanie systemu ostrzegania na bazie aplikacji wymagającej identyfikacji to nie tylko świadome ograniczenie zasięgu, ale także niepotrzebne przetwarzanie danych wrażliwych.

Reklama

Propozycja ministerstwa brzmi więc tak: aplikacja, którą zbudowaliśmy (RSO), nie działa w sytuacji zagrożenia dla życia. Zbudujemy następną od podstaw albo wykorzystamy istniejącą, która ma lepszy zasięg, ale wciąż nie dociera do dwóch trzecich populacji.

Pytanie, dlaczego ktokolwiek miałby wierzyć, że nowa aplikacja osiągnie zasięg, którego nie osiągnęła poprzednia?

Aplikacja wymaga pobrania, konfiguracji, zgody na powiadomienia, aktualizacji systemu. Turysta z litewską kartą SIM, robotnik sezonowy z Ukrainy, starszy człowiek z telefonem sprzed pięciu lat — żadna z tych osób nie pobierze aplikacji SOiA.

W poprzednim artykule pisaliśmy o Cell Broadcast, technologii transmisji punkt-wielopunkt, która nie wymaga aplikacji ani rejestracji. Komunikat dociera do każdego telefonu w zasięgu stacji bazowej, nawet wyciszonego. 

W stanowisku resortu mowa jest o tym, że „MSWiA przeprowadziło konsultacje z operatorami komórkowymi”, które „wykazały, że operatorzy potrzebują czasu na wdrożenie systemu”. 

„Ostateczna decyzja o wdrożeniu tej technologii będzie zależna od wyników prowadzonych analiz” – czytamy. Nie podano niestety żadnych terminów zarówno zakończenia analiz jak i ewentualnego wdrożenia.

Jak to robią inni?

Ukraina uruchomiła aplikację „Повітряна тривога” (Alarm Powietrzny) 1 marca 2022 roku, pięć dni po pełnoskalowej inwazji rosyjskiej. Stworzyły ją Ministerstwo Transformacji Cyfrowej i firmy Ajax Systems oraz Stfalcon. 

Po czterech latach codziennych testów w warunkach wojennych jest jednym z najlepiej sprawdzonych systemów ostrzegania na świecie. Nie wymaga rejestracji, nie zbiera danych geolokalizacyjnych, działa na zablokowanym i wyciszonym telefonie.

Ale Ukraina nie polega wyłącznie na aplikacji. Stosuje też syreny, Cell Broadcast i media. System jest wielokanałowy — awaria jednego elementu nie wyłącza całości.

Izrael po irańskich atakach rakietowych w czerwcu 2025 roku wdrożył czteroetapowy system: powiadomienie wyprzedzające przez aplikację (15–30 minut przed), SMS po potwierdzeniu startu, syreny 90 sekund przed uderzeniem, aktualizacja po incydencie. Żaden etap nie opiera się wyłącznie na aplikacji mobilnej.

W Unii Europejskiej Cell Broadcast działa w kilkunastu krajach, m.in.: Holandii (od 2012 roku), Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpanii, Grecji, Rumunii, Chorwacji, Austrii, Danii, Norwegii, Bułgarii, Słowenii, na Łotwie i Litwie. 

Żaden z tych krajów nie wynalazł technologii od nowa. Wszystkie wdrożyły istniejące standardy ETSI i 3GPP, dostępne na rynku od lat. Mamy więc skąd czerpać wzorce rozwiązań i wybrać najlepsze ich elementy.

Reklama

Syreny to za mało

Modernizacja syren to jedyny element stanowiska ministerstwa, który ma konkretny budżet (175 mln zł z KPO) i realizację w terenie. Ale sam SOiA w wymiarze syren nie rozwiąże problemu. 

22 600 syren w Polsce należy do różnych podmiotów, co trzecia jest nowoczesna, a niektóre przy remizach OSP potrafią nadać tylko sygnał zbiórki strażaków. Centralne sterowanie jeszcze nie istnieje. 

Przekazanie kompetencji PSP to krok we właściwym kierunku, ale syrena ostrzega tylko tych, którzy ją słyszą. W nocy, przy zamkniętych oknach, w dzień w hałaśliwym otoczeniu — zasięg syren jest jednak ograniczony.

Dlatego każdy poważny system ostrzegania łączy syreny z alertami na telefon i odpowiednimi kanałami informowania ludności. Pytanie nie brzmi „syreny czy Cell Broadcast”. Potrzebujemy „i syren i Cell Broadcast i aplikacji i mediów”. 

Kolejność priorytetów powinna wynikać z zasięgu: Cell Broadcast dociera do każdego telefonu w zasięgu stacji bazowej, syreny słychać na zewnątrz, aplikacja wymaga pobrania i konfiguracji, a media trafiają tylko do tych, którzy je włączyli.

Budowanie systemu od elementu o najniższym zasięgu — nowej aplikacji — i odkładanie elementu o najwyższym zasięgu — Cell Broadcast — jest odwróceniem powyższej logiki.

Wnioski

Stanowisko MSWiA o SOiA i Cell Broadcast tworzy spójny obraz, choć ministerstwo zapewne tego nie zamierzało. Niestety retoryka jest identyczna: „analizujemy”, „uzgadniamy”, „trwają prace”.

Brakuje terminów, brakuje decyzji — jest za to rozmowa z partnerami (operatorami, MON, RCB), która nie prowadzi do szybkiej konkluzji.

Tarnawa-Kolonia pokazała, co się dzieje, gdy system nie działa. Sześć minut od wykrycia do uderzenia. Syreny w siedmiu z siedemnastu powiatów. Żadnego alertu na telefon. Żadnego komunikatu w radiu i telewizji publicznej. Mieszkańcy Lubelszczyzny dowiedzieli się o rosyjskiej rakiecie przeważnie z mediów społecznościowych, rano.

Ministerstwo obiecuje, że następnym razem będzie lepiej. Aplikacja za kilkanaście tygodni. Syreny pod kontrolą PSP do końca roku. Cell Broadcast — kiedyś, po analizach.

W tym samym czasie Rosja prowadzi prawie każdej nocy masowe ataki rakietowe  i dronowe na Ukrainę, a polskie służby monitorowania przestrzeni powietrznej rejestrują kolejne naruszenia naszej granicy.

Czujemy się dumni i bezpieczni widząc nowoczesny sprzęt wojskowy, kolejne czołgi, helikoptery i przelatujące F-35. Ćzy i kiedy będziemy mogli polegać na systemach ostrzegania i informowania porównywalnych z wieloma innymi krajami?

Reklama
Zobacz również
CyberDefence24.pl - Digital EU Ambassador

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama