- WIADOMOŚCI
- WAŻNE
Rosyjska rakieta, dron lub inne zagrożenie. Dlaczego Polska wciąż nie posiada systemu, z którego korzysta Europa?
Autor. Policja Lubelska 🇵🇱 (@PolicjaLubelska)/X
Sytuacja z rosyjską rakietą, która spadła na pole w Tarnawie-Kolonii pokazała, jak kuleje w Polsce system informowania w czasie kryzysu. Syreny alarmowe zawyły, ale mieszkańcy nie otrzymali komunikatów o tym, co się dzieje. A można to zmienić, odpowiednio inwestując cześć środków z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Pytanie tylko, dlaczego technologia, z której korzysta cała Europa, wciąż u nas nie działa?
W nocy z 29 na 30 lipca 2026 roku rosyjski pocisk naruszył polską przestrzeń powietrzną nad Lubelszczyzną. Około godziny 3:40 systemy obrony powietrznej wykryły niezidentyfikowany obiekt, który uderzył w ziemię około pięciu minut później.
Szef MSWiA Marcin Kierwinski potwierdził natychmiastowe wdrożenie procedury SPO-13. Około godziny 3:50 uruchomiono syreny alarmowe w Lublinie i znacznej części województwa lubelskiego. Alarm odwołano po 13 minutach.
Mieszkańcy obudzeni syreną w środku nocy nie otrzymali jakiejkolwiek informacji o zaistniałej sytuacji w żadnej formie. Nie wiedzieli, czy to ćwiczenia, zagrożenie powietrzne, skażenie chemiczne czy inna katastrofa. Alertu RCB nie wysłano, również media milczały w tej materii – obecny był stały program nocny.
Ten incydent ujawnił poważną słabość w polskim systemie komunikacji kryzysowej: syrena bez kontekstu generuje dzisiaj panikę, a nie świadomą reakcję. Ludzie nie wiedzą, co robić – czy schodzić do piwnicy, czy uciekać z domu, czy zamykać okna. Zalecane w Poradniku bezpieczeństwa włączenie radia lub telewizora jedynie pogłębiało tą niepewność.
Czym jest cell broadcast?
Cell broadcast to technologia umożliwiająca jednoczesne wysłanie krótkiego komunikatu tekstowego i (opcjonalnie) dźwiękowego do wszystkich telefonów komórkowych znajdujących się w zasięgu danego nadajnika.
W odróżnieniu od SMS-a (Alert RCB) nie wymaga znajomości numeru telefonu odbiorcy, nie jest kolejkowany i nie obciąża sieci. Wiadomość dociera do wszystkich urządzeń w danej komórce sieci jednocześnie.
Liczba odbiorców nie ma znaczenia, a ryzyko przeciążenia sieci nie istnieje.
Cell broadcast nie wymaga połączenia internetowego, transmisji danych ani nawet aktywnego pakietu u operatora. Wystarczy, że telefon jest włączony i znajduje się w zasięgu stacji bazowej.
To sygnał nadawany przez samą stację, analogiczny w swojej logice do nadawania klasycznego radia: jeden nadajnik, wielu odbiorców. Komunikat wyświetla się automatycznie na ekranie telefonu, nawet jeśli urządzenie jest zablokowane, często z towarzyszącym sygnałem dźwiękowym.
Gdyby Polska dysponowała systemem cell broadcast w nocy z 29 na 30 lipca, każdy telefon komórkowy w województwie lubelskim wyświetliłby komunikat o charakterze zagrożenia i zalecanych działaniach, w ciągu sekund od uruchomienia alarmu.
Mieszkańcy wiedzieliby, że chodzi o obiekt w przestrzeni powietrznej, a nie np. o skażenie chemiczne czy radiologiczne.
Dyrektywa UE i europejskie wdrożenia
Dyrektywa UE z 2018 roku (Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej, art. 110) zobowiązała państwa członkowskie do uruchomienia publicznych systemów ostrzegania opartych na cell broadcast do czerwca 2022 roku.
Holandia wdrożyła swój system NL-Alert już w 2012 roku, będąc pionierem w Europie. Od tego czasu NL-Alert był wykorzystywany wielokrotnie: podczas awarii chemicznych, zjawisk pogodowych i zagrożeń terrorystycznych.
Francja uruchomiła FR-Alert, podobne systemy działają w Hiszpanii, Niemczech, Irlandii, Estonii, Chorwacji i na Malcie. Finlandia jest w końcowym etapie wdrożenia systemu.
Polska tego terminu nie dotrzymała, nie ma także informacji o toczących się pracach wdrożeniowych; na połowę 2026 roku cell broadcast nadal nie funkcjonuje.
Jest to o tyle zaskakujące, że Polska, kraj graniczący z Ukrainą ogarniętą wojną, powinna być żywotnie zainteresowana sprawnym systemem ostrzegania ludności.
Doświadczenia naszych wschodnich sąsiadów pokazują, że ataki rakietowe wymagają natychmiastowego powiadomienia społeczeństwa, a każda sekunda opóźnienia może kosztować ludzkie życie.
Co mamy zamiast tego?
Polska korzysta z systemu Alertów RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa), które są wysyłane jako wiadomości SMS.
System ten jest tani, ale ma istotne ograniczenia: wymaga indywidualnego adresowania (numer telefonu), jest kolejkowany i może docierać z opóźnieniem.
Problem nasila się, gdy sieć jest przeciążona, czyli wtedy, gdy alert jest najbardziej potrzebny. W sytuacji kryzysowej tysiące osób jednocześnie próbują dzwonić i wysyłać wiadomości, co powoduje zatory w sieci. SMS-y alarmowe trafiają do tej samej kolejki co zwykłe wiadomości.
Rząd rozważa uruchomienie specjalnej aplikacji mobilnej lub integrację alertów z aplikacją mObywatel, w której zrejestrowanych było w maju 2026 roku ponad 12 milionów użytkowników – mniej niż jedna trzecia populacji Polski i około 40% dorosłych.
Minister @MKierwinski w Sejmie: 💬 Planujemy także integrację z aplikacją @mObywatelGOV. Nad tymi zmianami pracujemy już od wielu miesięcy. Chcemy zrealizować to mądrze i solidnie, w pełnej integracji z systemami @MON_GOV_PL, aby cały mechanizm działał niezawodnie. pic.twitter.com/fPvfoOLwyK
— MSWiA 🇵🇱 (@MSWiA_GOV_PL) July 31, 2026
Pomijając kwestię ograniczonego zasięgu, każda aplikacja mobilna wymaga zainstalowania i działającego połączenia internetowego (Wi-Fi lub mobilnej transmisji danych).
W sytuacji kryzysowej, przy przeciążeniu sieci lub braku zasilania stacji bazowych, dostęp do internetu jest pierwszą funkcjonalnością, która ulega degradacji.
Cell broadcast, połączenia głosowe i SMS-y działają jeszcze, gdy internet mobilny już nie odpowiada.
Aplikacja mobilna nigdy nie zastąpi systemu masowego, jakim jest cell broadcast – może być jedynie jego uzupełnieniem dla tej części społeczeństwa, która ją zainstalowała, ma w danym momencie dostęp do internetu i otworzy aplikację.
Zobacz też

Ile to kosztuje?
Na podstawie danych z krajów, które cell broadcast wdrożyły – Mołdawia (3,6 mln EUR), Estonia (3,7 mln EUR), Irlandia (12,5–15 mln EUR), Tajlandia (~30 mln USD) – szacunkowy pełny koszt takiego wdrożenia w Polsce wynosi 12–25 mln EUR (52–108 mln PLN).
Na tę kwotę składają się trzy komponenty: rządowa platforma alertowa CAP Gateway (2–5 mln EUR), oprogramowanie Cell Broadcast Centre w sieciach każdego z czterech operatorów – Orange, T-Mobile, Play i Plus – po 1,5–3 mln EUR na operatora (łącznie 6–12 mln EUR), oraz aktualizacja oprogramowania infrastruktury – stacji bazowych Cellnex i Networks (3–8 mln EUR).
Koszty aktualizacji BTS mogą także ostatecznie obciążyć operatorów, a nie firmy wieżowe – zależy to od indywidualnych warunków kontraktów. Model scentralizowany (wspólny CBC) mógłby obniżyć koszty, ale wymaga współpracy wszystkich operatorów.
Dla porównania Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026, przyjęty przez Radę Ministrów, dysponuje budżetem 34 mld zł (16,7 mld zł w 2025 r. i 17,2 mld zł w 2026 r.). Wdrożenie cell broadcast to zaledwie 0,15–0,32% tych środków.
Program przewiduje m.in. budowę i modernizację infrastruktury niezbędnej do ochrony ludności: cell broadcast mieści się idealnie w tym obszarze.
Roaming kryzysowy – dobry krok, ale bez gwarancji
W marcu 2026 roku czterej polscy operatorzy zawarli porozumienie o uruchomieniu roamingu kryzysowego (roaming krajowy).
Od 1 kwietnia 2026 roku, gdy stacja bazowa jednego operatora przestaje działać, telefony jego abonentów automatycznie przełączają się na sieć innego operatora.
Katalizatorem była powódź z września 2024 roku, która masowo pozbawiła zasilania stacje bazowe na południu Polski i odcięła ludność od łączności w najgorszym możliwym momencie.
Problem polega na tym, że roaming kryzysowy opiera się wyłącznie na dobrowolnym porozumieniu czterech operatorów, nie na obowiązku ustawowym. Może zostać wypowiedziany, zmieniony lub ograniczony bez zgody regulatora.
Abonenci nie mają żadnej gwarancji prawnej. Prezes UKE może sformalizować roaming kryzysowy jako wymóg regulacyjny, tak jak obowiązek obsługi numeru 112.
Prawo komunikacji elektronicznej (PKE z 2024r.) daje mu takie narzędzia: przewiduje możliwość nałożenia obowiązku udostępniania infrastruktury między operatorami.
Dotychczas z tego instrumentu w kontekście roamingu kryzysowego jednak nie skorzystano.
W przypadku rozległego blackoutu, jak wielokrotnie miało to miejsce na Ukrainie po rosyjskich atakach na infrastrukturę energetyczną, wszystkie stacje bazowe na danym obszarze tracą zasilanie jednocześnie. Dlatego roaming kryzysowy i obowiązkowe zapasowe zasilanie stacji bazowych to rozwiązania komplementarne – oba niezbędne.
Zasilanie awaryjne – brakujące ogniwo
Większość polskich stacji bazowych posiada jedynie akumulatory buforowe zapewniające 1-2 godziny pracy po zaniku zasilania sieciowego.
W Polsce nie istnieje ustawowy obowiązek wyposażenia stacji bazowych w zapasowe źródła zasilania o określonej minimalnej autonomii.
Tymczasem Francja wymaga minimum 1 godziny dla wszystkich stacji i 6 godzin dla stacji priorytetowych. Finlandia i kraje bałtyckie, w kontekście zagrożenia ze strony Rosji, wprowadzają wymogi 4–8 godzin autonomii.
Koszt wyposażenia jednej stacji w akumulatory litowo-jonowe na 6 godzin autonomii to 5 000–15 000 EUR. Dla całej infrastruktury w Polsce (ok. 28 000 lokalizacji) daje to 140–410 mln EUR (600 mln – 1,8 mld PLN).
Łącznie z cell broadcast całkowita inwestycja wyniosłaby 150–435 mln EUR, co stanowi 1,8–5,3% budżetu Programu Ochrony Ludności – wciąż kwotę umiarkowaną wobec skali zagrożeń.
Radio DAB+ – zapomniana szansa
Jest jeszcze jeden temat, o którym decydenci zdają się zapominać od lat: radio cyfrowe DAB+.
Standard DAB+ posiada wbudowany mechanizm Emergency Warning System (EWS), opracowany przez WorldDAB.
System ten umożliwia automatyczne wybudzenie odbiornika ze stanu uśpienia i nadanie komunikatu alarmowego skierowanego do określonego obszaru geograficznego. Nie wymaga internetu, aplikacji ani działania słuchacza.
W Polsce radio DAB+ od ponad dekady tkwi w fazie eksperymentalnej. UKE nie rozstrzygnął konkursu na operatora ogólnopolskiego multipleksu DAB+, nie wpłynął ani jeden wniosek o rezerwację częstotliwości, a eksperymentalne multipleksy w kolejnych miastach kończą nadawanie.
Nowy Prezes UKE zapowiedział ostatnio priorytet dla częstotliwości telewizyjnych (MUX-5), po raz kolejny odsuwając radio cyfrowe na dalszy plan.
Tymczasem w kontekście komunikacji kryzysowej DAB+ z funkcją EWS mógłby stanowić trzeci, niezależny kanał ostrzegania – obok cell broadcast (sieć komórkowa) i radia analogowego AM/FM.
Odbiornik DAB+ z EWS włączyłby się sam w momencie zagrożenia, nawet jeśli stoi wyłączony na półce. To technologia, która istnieje, jest standaryzowana i wdrożona w wielu krajach europejskich. Wydaje się, że Polska ją po prostu ignoruje.
Może po incydencie z 30 lipca nadszedł czas, by odpowiednie instytucje krajowe (KRRiT, UKE, MC) potraktowały rozwój radia DAB+ nie jako kwestię rynkową, lecz jako istotny element bezpieczeństwa narodowego.
Zobacz też

Radio analogowe jako ostatnia linia obrony
Dopóki nie wdrożymy cell broadcast i DAB+ z EWS, radio analogowe AM (LW) i FM pozostają jedynym kanałem masowego ostrzegania zdolnym dotrzeć do całej populacji niezależnie od zasilania, stanu sieci GSM i internetu.
Radio nie wymaga internetu, aplikacji mobilnej ani smartfona. Działa na bateriach, w samochodzie, w domu i poza nim, u sąsiadów. Nadajniki radiowe dysponują własnymi generatorami awaryjnymi o znacznie dłuższej autonomii niż stacje bazowe GSM.
Jest jednak jeden warunek: jeżeli są częścią całego systemu ostrzegania, uruchamianą w pełnej koordynacji z innymi elementami tego systemu.
Nie chodzi o odrzucenie nowych technologii. Cell broadcast, DAB+ z EWS i analogowe radio AM/FM to trzy komplementarne kanały informowania, które powinny działać równolegle z innymi systemami ostrzegania, tworząc spójny, odporny system komunikacji kryzysowej.
Dziś w Polsce nie działa żaden z dwóch pierwszych, a trzeci nie jest formalnie włączony do procedur ostrzegania ludności. Cztery lata po unijnym terminie wdrożenia cell broadcast i ponad dekadę po rozpoczęciu krajowych testów DAB+ – może czas coś zmienić?





Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].