Polityka i prawo

Krótka historia Yandexu. Czy rosyjski cyfrowy gigant przetrwa wojnę z Ukrainą?

Fot. Ignat Kushanrev / Unsplash

Yandex to internetowy potentat Federacji Rosyjskiej, który dziś jest konglomeratem odpowiedników usług znanych na Zachodzie - wyszukiwarki Google'a i poczty Gmail, przejazdów Ubera czy szybkich zakupów Glovo lub Amazona.

Yandex przez ostatnie dwadzieścia lat nazywany był "Rosyjskim Google'em". Historia tej firmy rozpoczyna się od 1997 roku, kiedy Yandex był po prostu wyszukiwarką treści w internecie. Wcześniej jednak miał nazywać się "Index" i służyć do wyszukiwania wersetów z Biblii, patentów naukowych i fragmentów literatury klasycznej - właśnie takie założenia dla swojego dzieła przyjęli w 1993 roku dwaj pasjonaci internetu, od pracy których wszystko się zaczęło.

Podobnie jak swoje zachodnie odpowiedniki, spółka przez ostatnie lata rozwijała się w kierunku internetowego konglomeratu, dążącego do zajęcia jak najsilniejszej pozycji w życiu przeciętnego Rosjanina.

Dlatego właśnie dziś w Rosji są usługi takie jak Yandex Taxi (odpowiednik Ubera), Yandex Music (odpowiednik Spotify, Deezera czy Apple Music), Yandex Navigator (odpowiednik Google Maps), a także Yandex News (odpowiednik agregatora Google News) i Yandex Wallet (dziś Yoo Money - portfel cyfrowy).

Yandex - historia giganta

Yandex stworzył Arkady Jurijewicz Wołoż, który obecnie jest miliarderem i ma 58 lat. Przez dużą część swojej kariery zawodowej jako twórcy rosyjskiego internetowego giganta zależny był od Władimira Putina i humorów jego administracji - nie przeszkodziło to jednak Wołożowi stworzyć z Yandexu potentata.

Spółka warta jest dziś na indeksie Nasdaq ponad 16 mld dol., a 85 proc. jej akcji jest obracanych na rynku w USA. Tak, tak - rosyjski gigant prowadzi działalność w innych krajach. W ubiegłym tygodniu na łamach CyberDefence24.pl pisaliśmy o wątpliwościach brytyjskich polityków względem działalności spółki-córki Yandexu w Londynie , który jest jednym z ważnych rynków firmy dla jej usługi szybkich dostaw zakupów.

Wołoż to wizjoner, który dla Yandexu szuka od wielu lat dróg zbliżonych do tych, jakimi podążają zachodnie koncerny technologiczne. Autonomiczne samochody, rozwój sztucznej inteligencji, bliskie relacje ze społecznością maniaków technologicznych, którzy mają pomóc mu realizować jego marzenia o innowacyjnej firmie - wszystko to brzmi jak żywcem wyjęte z historii każdej z wielkich spółek technologicznych Doliny Krzemowej.

Wojna i cyfrowy kolos na glinianych nogach

Po inwazji Putina na Ukrainę zachodnie firmy współpracujące z Yandexem zaczęły zrywać kontrakty - jak Uber, który ogłosił, że natychmiast wycofuje swoich trzech członków zarządu z rady dyrektorów Yandex Taxi.

Również kraje poza Rosją, w których działały spółki zależne Yandexu, zaczęły zakazywać jego działalności biznesowej - jak wspomniana wyżej Wielka Brytania czy Litwa, która poprosiła, by Google i Apple usunęły aplikacje Yandexu ze swoich sklepów z oprogramowaniem w tym kraju.

Cyniczna gra rosyjskiego koncernu

Na stronach Yandexu nie pojawiły się żadne informacje na temat tego, co naprawdę dzieje się na Ukrainie.

Magazyn "Wired" opisuje historię Lwa Gerszenzona, który w przeszłości był szefem działu wiadomości w Yandeksie. 1 marca zamieścił na swoim profilu na Facebooku wpis, w którym czytamy: "Yandex jest dziś kluczowym elementem w ukrywaniu informacji na temat wojny".

Gerszenzon, który mieszka dziś w Berlinie, poinformował swoich odbiorców, że co najmniej 30 mln Rosjan ogląda stronę główną działu newsowego portalu, gdzie nie ma nic na temat strat ponoszonych na wojnie przez rosyjskie siły, nic o cierpieniu niewinnych cywilów na Ukrainie ginących pod rosyjskimi bombami. Wpisowi towarzyszył zrzut ekranu aktualnego wyglądu strony głównej, na której istotnie nie było o tym wszystkim słowa - a jedynie postać ministra obrony Siergieja Szojgu, który zapewniał, że "celem specjalnej operacji na Ukrainie jest obrona Rosji przed militarnym zagrożeniem stwarzanym przez Zachód".

"Nie jest za późno, byście przestali być współsprawcami tego przerażającego przestępstwa" - napisał Gerszenzon. "Jeśli nie możecie zrobić niczego innego, rzućcie tę robotę" - dodał.

"Wired" pisze, że według Gerszenzona za wygląd strony z aktualnościami Yandexu odpowiedzialny jest sam prezes tej spółki - Wołoż. Jak dodał były pracownik spółki, obecny szef nigdy nie podjął publicznej refleksji nad tym, jaką rolę odgrywa jego firma w tej wojnie i czym jest w tym kontekście współpraca z rosyjskim wojskiem.

Czy Yandex przetrwa wojnę w Ukrainie?

Sam prezes Yandexu nigdy nie był przeciwko Putinowi - a jak pisała w 2017 r. dziennikarka Elizawieta Osetinskaja, kultura jego firmy zmieniała się wraz z klimatem w Rosji, który w czasie kolejnej kadencji żelaznego prezydenta zaczął coraz bardziej zmierzać w kierunku ultranacjonalizmu i ultrakonserwatyzmu oraz izolacjonizmu.

Wołoż mierzył się m.in. z zarzutami o to, że strony informacyjne Yandexu ukrywają doniesienia o działalności opozycjonisty Aleksieja Nawalnego i tłumaczył się wtedy, że zawartość witryn jest generowana algorytmicznie, a on sam nie ma z tym nic wspólnego. W 2011 r. jednak oddał FSB dane o tym, kto wspierał działania Nawalnego finansowo z wykorzystaniem usługi cyfrowego portfela Yandexu.

Czy bliskość Yandexu do Kremla ochroni firmę przed upadkiem w związku z wojną? Według Gerszenzona, niekoniecznie. "Wszystko zależy od możliwości wydawania pieniędzy przez zwykłych Rosjan" - uważa były pracownik internetowego giganta. Jego zdaniem biznes Yandexu w Rosji jest "martwy, mniej lub bardziej".

Wołoż - jak twierdzi jego dawny podwładny - już nigdy nie spełni swojego marzenia o budowie biznesu technologicznego, który konkuruje z zachodnimi firmami. Jak wskazuje, 20 lat zajęło Wołożowi udowodnienie światu, że technologia światowej klasy może być tworzona w Rosji, która w powszechnym mniemaniu Zachodu ma jedynie gaz, ropę i "nic więcej".

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze

    Czytaj także