Polityka i prawo

#CyberMagazyn: Polska uwikłana w rosyjską grę o Ukrainę. „Podatność mediów to poważny problem”

Żołnierze rosyjskich Wojsk Rakietowych Przeznaczenia Strategicznego.
Fot. Минобороны России (@mod_russia)/Twitter

Podatność części środowisk medialnych w Polsce na przekaz dezinformacyjny płynący ze Wschodu stanowi poważny, nasilający się problem. To szczególnie niebezpieczne, ponieważ fake newsy stanowią jedną z broni Kremla wymierzoną w Ukrainę i dalej – Zachód.

Kryzys wokół Ukrainy pogłębia się. Niepewność związana z działaniami rosyjskich wojsk rośnie. Zachodnie państwa uruchomiły swoje zdolności i zasoby, aby odkryć plany Kremla. Europa (i nie tylko) szykuje się na najgorszy scenariusz eskalacji konfliktu. Stany Zjednoczone zwiększają swoją obecność na Starym Kontynencie. NATO mobilizuje się na wypadek konieczności zbiorowej obrony. 

Na granicy zaognienia konfliktu obserwujemy wzrost obecności treści dezinformacyjnych. Rosja, znana z prowadzenia operacji informacyjnych, rozpowszechnia wiadomości przepełnione komunikatami nawołującymi do wojny, usprawiedliwianiem swoich działań i wrogością. Biorąc pod uwagę cały kontekst, fake newsy są bardziej niebezpieczne niż kiedykolwiek. 

Czytaj też

Broń w arsenale Rosji

Dezinformacja dla Kremla to narzędzie walki przeciwko Ukrainie. Jej celem jest podważanie suwerenności rządu w Kijowie i dehumanizacja Ukraińców, a także kreowanie równoległej rzeczywistości dla Rosjan. Moskwie zależy, aby obywatele realnie myśleli o wojnie i byli na nią gotowi. Z kim? Oczywiście Ukrainą, NATO i szerzej – całym Zachodem. 

W rozmowie z naszym portalem Michał Marek, dyrektor Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, na co dzień zajmujący się analizą propagandy i dezinformacji płynącej ze Wschodu, jednoznacznie wskazuje, że fake newsy są jednym z narzędzi – „bronią” – stosowanych przez Moskwę w ramach wojny informacyjnej wymierzonej w Sojusz Północnoatlantycki, Polskę, USA czy oczywiście Ukrainę.  

„Rosyjskie działania propagandowe i dezinformacyjne rozwijane są równolegle na wielu kierunkach, np. polski, ukraiński, litewski. Każdy z kierunków odnosi się również do realizacji celów informacyjnych z zakresu polityki wewnętrznej – odpowiedniego formowania umysłów obywateli Federacji Rosyjskiej” – tłumaczy ekspert. 

Czytaj też

„Putin ma ocalić kraj”

Dodaje, że podstawowym celem przekazów odnoszących się do Zachodu, NATO i USA jest konsolidacja obywateli wokół silnej jednostki, jaką jest Władimir Putin. To on ma ocalić kraj stojący przed obliczem nasilających się „ukraińskich i amerykańskich prowokacji”, „zbliżającej się ofensywy USA na Rosję”. 

Przykłady materiałów stworzonych na potrzeby Rosji po serii spotkań liderów państw zachodnich. Ich treść dotyczy m.in. rzekomych planów wojska Ukrainy do przeprowadzenia ofensywy na Donbas.
Fot. CyberDefence24
Władimir Putin, wraz z Aleksandrem Łukaszenką, przeciwdziałają również „zagranicznej agenturze”, która „kolaborując” z NATO, pragnie zniszczyć Federację Rosyjską i Białoruś (chodzi o opozycję rosyjską i białoruską – red.).
Michał Marek, dyrektor Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa

Jego zdaniem, działalność dezinformacyjna Moskwy i Mińska służy również usprawiedliwianiu kroków podejmowanych przez władze, np. związanych z przerzutem wojsk na zachodnie rubieże tzw. Państwa Związkowego.

W tę machinę tworzenia fake newsów zaangażowani są najwyżsi urzędnicy w kraju. Fałszywe narracje na temat m.in. Ukrainy prowadzi np. prezydent Władimir Putin. To sprawia, że Rosjanie otrzymują gwarancję, że to co słyszą, rzeczywiście jest prawdą. W rzeczywistości jednak Kremlowi zależy na oswojeniu obywateli z wojną, a - w razie agresji - usprawiedliwienie swoich działań.

Czytaj też

Ukraina w rosyjskich „talk-show”

Jak wskazuje organizacja „Stop Fake" zajmująca się dezinformacją, rosyjskie media osiągnęły poziom nienawiści i nawoływania do wojny, który można zestawić z retoryką ośrodków informacyjnych w Rwandzie w 1994 r.(w przededniu ludobójstwa). Wówczas Radio Télévision Libre des Mille Collines nazwało Tutsi „karaluchami” i wezwało do pozbawiania ich życia tylko dlatego, że reprezentowali zantagonizowaną grupę etniczną. 

Szukając podobieństw, można przywołać przykład Antona Krasowskiego, dyrektora RT, który nazwał publicznie Ukraińców „zwierzętami”. Zadeklarował również, że spali ukraińską konstytucję na głównej ulicy Kijowa.

Co więcej, tego typu tematyka stała się jednym z wątków rosyjskich programów „talk-show”. W ich ramach omawia się plany agresji wobec Ukrainy. Aby nie być gołosłownym, wystarczy wskazać na program Olgi Skabeyeva, która nazwała zachodniego sąsiada Rosji „państwem terrorystycznym”, a jej gość Władimir Żyrinowski zasugerował, aby Kreml zdecydował się na użycie broni atomowej wobec Kijowa.

Czytaj też

Próba ingerencji w preferencje wyborcze Polaków

Warto jednak mieć na uwadze, że agresywne kampanie dezinformacyjne wymierzone są również w inne kraje. Wystarczy wskazać na np. państwa w regionie i/lub członków NATO (uznawanego przez Moskwę za sojusz przeciwko Rosji). Jednym z celów jest Polska.

„Rosyjskie przekazy powielane obecne w Polsce koncentrują się na podważaniu zaufania do państwa, Sił Zbrojnych RP oraz służb, a także na formowaniu antyukraińskich czy umiarkowanie prorosyjskich(antyamerykańskich i antyeuropejskich) nastrojów” – mówi w rozmowie z naszym portalem Michał Marek. Jak dodaje, wspólnym mianownikiem dla tego typu aktywności nad Wisłą jest próba ingerencji w preferencje wyborcze Polaków – próba zachęcenia nas do głosowania na struktury polityczne, postulujące zmianę kursu polityki zagranicznej (odrzucenie tzw. „poddańczości” względem USA i UE, a ukierunkowanie się na tzw. „konstruktywny dialog” z Rosją).

Ekspert tłumaczy, że w dłuższej perspektywie kampanie dezinformacyjne mają na celu uzyskanie przez Kreml poważnego wpływu na politykę naszego kraju (wewnętrzną i zagraniczną).

Czytaj też

Polskie media tubą rosyjskiej narracji?

Sytuacja nabiera jeszcze bardziej niepokojącego obrotu, gdy media w naszym kraju rozpowszechniają i/lub wpisują się narracje Kremla

Fot. Akademickie Centrum Komunikacji Strategicznej/Twitter

Zapytaliśmy Michała Marka o to, jak często, na podstawie twoich obserwacji i doświadczenia, dochodzi do sytuacji, gdy media podłapują i – świadomie lub nie – rozpowszechniają rosyjską dezinformację w Polsce. 

Jak wskazuje ekspert, zjawisko bezwiednego lub celowego (trudno to jednoznacznie określić) wprowadzania do polskiej infosfery rosyjskich przekazów przez część mediów w naszym kraju, w jego ocenie nasiliło się w obliczu kryzysu migracyjnego. „Operacją, która uwidoczniła podatność polskich mediów na przyswajanie treści dezinformacyjnych, była również aktywność strony rosyjskiej – przy prawdopodobnym wsparciu ze strony białoruskiej – dotycząca ataku na skrzynki mailowe polskich polityków” – podkreśla. 

Specjalista zwraca uwagę, że podatność części środowisk medialnych na przekaz dezinformacyjny płynący ze wschodu stanowi poważny, nasilający się problem

„Bywa tak, że część autorów tekstów spotykających się z krytyką, nadal uparcie kontynuuje swoją kontrowersyjną działalność. W sposób ograniczony pomagają również reakcje ekspertów na chroniczne szkodliwe działania niektórych redakcji. Poziom obecnej polaryzacji społecznej sprzyja niestety takiemu stanowi rzeczy. Warto przy tym pamiętać, że wzmacnianie polaryzacji, leży w interesie Federacji Rosyjskiej, która stara się ten proces stymulować” – wyjaśnia Michał Marek. 

Warto mieć na uwadze, że „klasyczne” ośrodki wpływu Moskwy, starające się oddziaływać na Polaków posiadają relatywnie ograniczone zasięgi. Jednak powielanie rosyjskich przekazów przez popularne polskie media oraz autorytety/znanych influencerów, w sposób zasadniczy wzmacnia zdolności Kremla z zakresu formowania opinii publicznej nad Wisłą.

Czytaj też

Przegląd fake'ów

„Stop Fake” dokonał przeglądu głównych narracji prowadzonych przez rosyjskie ośrodki (dez)informacyjne od 2014 roku, czyli od wybuchu konfliktu na zachodzie Ukrainy. Wiele z nich pozostaje aktualnych, pomimo upływu lat. 

  1. Delegitymizacja Ukrainy – rozpowszechniane przez Rosję treści wskazują, że Ukraina nie jest „prawdziwym państwem”, a jedynie „sztucznym tworem”. Z tego względu nie można mówić o ludności ukraińskiej, o czym wypowiada się sam prezydent Władimir Putin. 
  2. Ukraina jest administrowana przez USA – eskalacja napięć, jaka ma miejsce w ostatnim czasie w regionie – zdaniem Moskwy – to efekt „agresywnej polityki” Waszyngtonu i Londynu oraz dozbrojenia Ukrainy. Co więcej, niedawny cyberatak na ukraińskie strony rządowe przypisuje się USA i Wielkiej Brytanii, ponieważ miałoby to pomóc w oskarżeniu Rosji o wrogie działania. 
  3. Broń dostarczana Ukrainie zostanie wykorzystana do ofensywnych operacji – według rosyjskiej dezinformacji arsenał, który rozszerzył Kijów, również dzięki pomocy sojuszników, zostanie użyty do odbicia Donabasu i Krymu. Ponadto, broń ma także być dostarczana do Afryki, Europy oraz na Bliski Wschód w ramach handlu na czarnym rynku. 
  4. Ukraina zajmie Donbas siłą – fake newsy wypuszczone przez Kreml wskazują, że rząd w Kijowie i siły zbrojne tego kraju szykują się do agresji wobec ludności na zachodniej granicy z Rosją. Mówi się wprost: o ludobójstwie, które zostanie dokonane poprzez masowy ostrzał; wykorzystaniu zakazanej broni (m.in. odcięcie od wody i gazu) oraz innych niehumanitarnych środkach walki. 
  5. Ukraińcy to naziści – dezinformacyjne treści głoszą, że obywatele Ukrainy to naziści, żyjący w pronatowskim kraju, którego siły zbrojne zrzeszają skrajnie prawicowych radykałów. W związku z tym, nie można udzielać im wsparcia poprzez dostawy broni.
  6. Ukraińskie wojsko użyje w Donbasie broni masowego rażenia – wszystko ma się dokonać we współpracy z Amerykanami. Wykorzystana zostanie broń chemiczna lub biologiczna, a za jej użycie obwiniana będzie strona rosyjska. Narracja Kremla jest jasna: BMR pochodzić ma z jednego z tajnych laboratoriów USA, ulokowanych na Ukrainie. 
  7. Ukraina jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego Europy – fake newsy wypuszczane przez Moskwę mówią, że Kijów należy uznać za niewiarygodnego dostawcę surowców, w przeciwieństwie do Kremla i jego np. Nord Stream 2. 
Przykład materiałów propagandowych tworzących kontrast między "racjonalnymi Niemcami", wstrzymującymi się od dostaw broni dla Ukrainy a "prowokacyjnymi USA", które zwiększają obecność swoich żołnierzy w Polsce.
Fot. CyberDefence24

Stworzyć pretekst do ataku

W sytuacji eskalacji napięć wokół Ukrainy, fake newsy nabierają dodatkowego, niebezpiecznego wydźwięku. Budują podwaliny pod dalsze działania Rosji wymierzone w ten kraj. Co szczególnie ważne, nie należy wykluczać, że mogą stać się pretekstem do pogłębienia kryzysu, a wręcz bezpośredniej agresji.

Przypomnijmy, że amerykański wywiad miał trafić na rosyjskie plany sfabrykowania wideo, które stałoby się pretekstem do inwazji na Ukrainę. Jak informowaliśmy, chodzi o nagranie, jakie przedstawiałoby rzekomy atak ukraińskiego wojska na rosyjskie cele, w tym ludność cywilną. Według USA Kremlowi zależałoby, aby film przedstawiał eksplozję, atak żołnierzy ogromne zniszczenia i masę trupów. Oczywiście wszystko przy użyciu natowskiego sprzętu, w tym tureckich dronów. 

W tworzenie fikcyjnego wideo miał być już zaangażowany rosyjski wywiad wojskowy GRU. 

Czytaj też

Walka w ramach wojny informacyjnej. Nie będzie łatwo

Aby w jakiś sposób skutecznie walczyć w ramach wojny informacyjnej, należy podjąć działania mające na celu zneutralizowanie głównych ośrodków i autorytetów zaangażowanych w tworzenie fake newsów i ich rozpowszechnianie. 

Według „Stop Fake” trzeba zacząć od tego, by nie traktować podmioty nagłaśniające fałszywe narracje jako media. To „bojownicy informacyjni”, którzy razem z rosyjskim rządem oraz wojskiem są odpowiedzialni za agresywne kampanie w infosferze. 

Następnie, w związku z tym, że ośrodki te nie są mediami, należy je zdeplatformować, aby w ten sposób maksymalnie ograniczyć ich zasięgi. Pomocna w tym może być (i powinna) współpraca z mediami społecznościowymi. Przykładowo, w Niemczech doszło do wyłączenia niemieckojęzycznego kanału rosyjskiej RT – „RT Deutsch”, co nastąpiło kilka dni po jego uruchomieniu. 

Ważnym krokiem w walce z fake newsami jest także sankcjonowanie naczelnych osób i podmiotów zaangażowanych tworzenie oraz rozpowszechnianie dezinformacji. Stop Fake przypomina, że do tej pory jedyną osobą, którą ukarano za tego typu działania jest Dmitrij Kisielow, szef rządowej rosyjskiej agencji informacyjnej Rossija Siegodnia. Zdaniem badaczy ośrodka, na liście osób objętych sankcjami powinni znaleźć się:

  • RT: Alexey Nikolov, dyrektor zarządzający, szefowie usług językowych RT i biur krajowych (Anton Krasovsky);
  • Rossija Siegodnia: Margarita Simonyan, redaktor naczelny, Kiril Vyshynsky, dyrektor wykonawczy;
  • Sputnik: Anton Anisimov, redaktor naczelny, szefowie biur krajowych Sputnika (Andrey Blagodyrenko, ukraina.ru i Baltnews);
  • Ruptly: CEO Dinara Toktosunova;
  • Szefowie rosyjskich kanałów telewizyjnych Rossia, NTV, Pervy Kanal, Zvezda, Tsargrad;
  • Prezenterzy programów propagandowych Vladimir Solovyov, Olga Skabeeva, Evgeny Popov, Andrey Norkin, Artem Sheinin, Anatoliy Kuzichev, Olesya Loseva, Tigran Keosayan, Irada Zeynalova, Roman Babayan;
  • Osoby udające „dziennikarzy" – Aleksander Lots, Andriej Kondraszow, Kirill Kleymionow, Arkady Mamontow, Dmitrij Steshin.

Ważnym elementem jest również wycofanie finansowania przez firmy współpracujące z rosyjskimi mediami. Chodzi m.in. o wykupywanie reklam, z czego środki płyną na pokrycie kosztów związanych z prowadzeniem kampanii dezinformacyjnych. Badacze Stop Fake wskazują, że analiza listy naczelnych reklamodawców w rosyjskiej telewizji i internecie pokazała, iż są nimi głównie zachodnie firmy, taki jak np. Pepsi, McDonalds, Nestle, L'Oreal, Danon, Ferrero, Bayer czy Volkswagen. 

Tego typu działania mają już miejsce. Przykładem może być Białoruś, gdzie – według raportu Libereco Partnership for Human Rights – w 2021 roku nie pojawiły się reklamy m.in. Carlsberga i  L'Oreal.

Czytaj też

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze (5)

  1. Jato

    Czy taką dezinformacją idącą na rekę Kremlowi, nie było oskarżanie Ukrainy o blokowanie polskiego tranzytu, bez podania przyczyny tej blokady ? A to zarzucali Ukrainie rządzący polscy politycy i niektóre polskie media. A przyczyną był brak zgody polskich władz na zwiększenie limitu na wjazd ukraińskich ciężarówek do Polski. Nie można tu było odmówić Ukraińcom logiki - jeśli Polacy nie chcą naszego tranzytu na kołach, my nie chcemy ich tranzytu na szynach. Ale informacja poszła w Polskę, co obrodziło wieloma nieprzychylnymi Ukrainie komentarzami..

  2. Švejk

    Z jednej strony agentura wpływu Putina z drugiej pogrobowców Bandery. Putin kiedyś zemrze, banderyzm zostanie, szczególnie na dawnych terenach II RP.

  3. Marek

    Zważywszy kogo wielbią na Ukrainie akurat ten argument jest prawdziwy.

  4. fifi

    Nawet nikt nie chce tych tendencyjnych bzdur komentować. Tak jakby druga strona była lepsza.Zresztą, wystarczy pogrzebać w polskich mediach.

  5. były porucznik zmechu

    Zgadzam się z tytułem opracowania. Kiepsko to świadczy o naszych mediach, lecz ile ich jest tak naprawdę nasze? Poza tym, odnoszę wrażenie, że głównym celem wszystkich obecnych mediów jest walka ideologii, opierająca się na propagandzie, zniekształceniu i kłamstwie. Szczególnie było to widoczne, w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej w USA.. Tak więc przypadkowo mamy szczęście, że wieloletnia próba indoktrynacji komuną uodporniła nasz naród na nieczyste gry polityków,/tak jak i inne kraje byłego bloku "wschodniego"/. Dodam - wszystkich polityków, gdyż nie ma takiej opcji, czy reżimu, który nie chciałby wykorzystać siły mediów.

Czytaj także