- WIADOMOŚCI
Modelka daje twarz, AI pisze wiadomości. Tajemnice wielomiliardowego biznesu randkowego
Autor. CyberDefence24/Canva
Setki tysięcy dolarów strat, opłaty za każdą wysłaną wiadomość i armia opłacanych operatorów lub sztuczna inteligencja odpisująca w zastępstwie pięknych modelek. Śledztwa dziennikarskie ujawniają kulisy bezwzględnego rynku portali randkowych, gdzie relacja staje się produktem rozliczanym na minuty, a klient ma nigdy nie doczekać się spotkania w realu. Do tego dochodzi aktywność obcych służb.
Dmitrij Wołkow, urodzony w Moskwie przedsiębiorca i właściciel Social Discovery Group, kontroluje ponad 60 marek randkowych, w tym Dating.com, AmoLatina, AnastasiaDate i DateMyAge. Jego firmy rozwinęły system, w którym użytkownicy płacą za każdą wiadomość, fotografię, film lub minutę rozmowy.
Jak ustaliło International Consortium of Investigative Journalists, kobiety z Europy, Ameryki Północnej, Ameryki Południowej i Australii straciły na powiązanych platformach od kilku do ponad 130 tys. dolarów. Serwisy nie pobierały jednej opłaty abonamentowej. Klientki płaciły za każdą kolejną interakcję z osobą, którą uważały za potencjalnego partnera.
Relacja jako produkt rozliczany na minuty
Model „pay-per-action” różni się od tradycyjnego abonamentu. Użytkownik kupuje kredyty, a następnie zużywa je na wysyłanie wiadomości, otwieranie fotografii, oglądanie nagrań, rozmowy wideo i przesyłanie wirtualnych prezentów.
Pojedyncza czynność może wydawać się niedroga, ale codzienna komunikacja prowadzona przez wiele miesięcy generuje rachunki liczone w dziesiątkach tysięcy dolarów.
Jedna z bohaterek śledztwa International Consortium of Investigative Journalists wydała 61 141 dolarów na rozmowy z trzema mężczyznami występującymi na platformie AmoLatina.
Inna zapłaciła około 50 tys. dolarów za sześcioletnią internetową relację, która nigdy nie doprowadziła nawet do rozmowy wideo na żywo. Z kolei Australijka Melanie twierdziła natomiast, że w ciągu siedmiu miesięcy przeznaczyła na komunikację około 136 tys. dolarów.
Istota systemu polega na tym, że pieniądze nie muszą być przekazywane bezpośrednio oszustowi. Użytkownik płaci legalnie zarejestrowanej platformie za formalnie wykonaną usługę komunikacyjną.
Znacznie trudniej jest zatem wykazać klasyczne wyłudzenie. Operator może twierdzić, że sprzedawał możliwość rozmowy, a nie gwarancję spotkania, związku lub małżeństwa.
W konsekwencji finansowy interes platformy może pozostawać sprzeczny z interesem klienta.
Dla użytkownika sukcesem jest przeniesienie relacji do rzeczywistego świata. Dla systemu rozliczanego według liczby interakcji najbardziej dochodowa jest znajomość, która trwa długo, generuje silne emocje, lecz nigdy nie wychodzi poza płatny serwis.
Użytkownik czy pracownik wykonujący normę?
Szczególne znaczenie mają oficjalne zasady dotyczące użytkowników korzystających bezpłatnie z części portali.
Oficjalny dokument Dating.com wymaga, aby taka osoba logowała się przynajmniej trzy razy w tygodniu, pozostawała online przez co najmniej osiem godzin, regularnie publikowała zdjęcia i filmy oraz odpowiadała na określoną część wiadomości.
Użytkownik bezpłatny powinien odpowiedzieć na minimum 60 proc. e-maili w ciągu 72 godzin oraz na 60 proc. czatów w ciągu dziesięciu minut. Ma również korzystać z funkcji masowego wysyłania wiadomości „Let’s Mingle”.
Użytkownicy bezpłatni nie mogą przy tym komunikować się między sobą — mogą prowadzić rozmowy wyłącznie z członkami płacącymi.
Niemal identyczne zasady publikuje AmoLatina. Również tam wymagane są trzy logowania i osiem godzin aktywności tygodniowo, regularne uzupełnianie profilu, szybkie odpowiadanie na wiadomości oraz komunikowanie się przede wszystkim z osobami kupującymi kredyty.
Nie dowodzi to samo w sobie, że każdy profil jest fikcyjny. Pokazuje jednak, że zachowanie części użytkowników jest mierzone za pomocą norm przypominających wskaźniki wydajności pracownika: czas obecności, szybkość odpowiedzi, liczba przesłanych materiałów i częstotliwość masowego kontaktu. Trudno uznać taki system za całkowicie spontaniczne środowisko osób szukających związku.
Modelka dostarcza twarz, operator prowadzi relację
Według International Consortium of Investigative Journalists, modelki i influencerzy mogą być pozyskiwani przez fotografów, marketerów, agencje oraz partnerów afiliacyjnych. Dostarczają zdjęcia, krótkie nagrania i dokumenty umożliwiające zweryfikowanie profilu. Nie zawsze oznacza to jednak, że osobiście prowadzą całą późniejszą korespondencję.
Jedna z kolumbijskich modelek powiedziała dziennikarzom, że otrzymała 300 tys. peso kolumbijskich za pierwszą sesję zdjęciową. Twierdziła, że sama nie rozmawiała z klientami. Gdy mężczyzna żądał aktualnego zdjęcia potwierdzającego autentyczność profilu, pośrednik mógł skontaktować się z modelką i zamówić fotografię odpowiadającą oczekiwaniom klienta. Powstawał w ten sposób materiał sprawiający wrażenie spontanicznej reakcji osoby uczestniczącej w rozmowie.
W takim modelu wizerunek, tożsamość i korespondencja mogą zostać rozdzielone. Jedna osoba dostarcza twarz, druga buduje biografię, trzecia prowadzi rozmowę, a kolejna tworzy nagranie głosowe lub tłumaczy wiadomości.
Klient ma wrażenie kontaktu z konkretnym człowiekiem, ale faktycznie może stykać się z produktem przygotowanym przez cały łańcuch wykonawców.
Social Discovery Group zaprzecza, aby zatrudniała modelki lub operatorów czatu do podszywania się pod użytkowników.
Według stanowiska spółki każdy profil powinien przedstawiać realną osobę, która samodzielnie korzysta z konta. Firma przyznaje jednak, że współpracuje z zewnętrznymi partnerami afiliacyjnymi pomagającymi pozyskiwać użytkowników, przygotowywać profile, organizować sesje fotograficzne i świadczyć usługi tłumaczeniowe.
Partnerom tym ma być zabronione płacenie użytkownikom bezpłatnym oraz komunikowanie się w ich imieniu.
Operatorzy pracujący na zmiany
Działanie zaplecza operatorskiego opisała rosyjskojęzyczna Wiorstka. Według rozmówców redakcji, firma Web Flex z Tbilisi miała prowadzić całodobową obsługę profili wykorzystywanych na Dating.com i AnastasiaDate.
Jedna postać mogła być obsługiwana podczas trzech kolejnych zmian przez różnych operatorów. Pracownicy dysponowali historią korespondencji, informacjami o kliencie i materiałami pozwalającymi zachować ciągłość fikcyjnej osobowości.
Operator nie musiał samodzielnie budować relacji od początku. Otrzymywał gotowy profil modelki, jej biografię oraz informacje o dotychczasowym przebiegu znajomości. Jego zadaniem było przejęcie roli na czas zmiany, wywołanie kolejnej płatnej reakcji i zapisanie nowych danych dla następnego pracownika.
Jak podaje Wiorstka, operator mógł obsługiwać od kilku do nawet 300 profili. Za jedną odpowiedź klienta otrzymywał około trzech centów, podczas gdy klient płacił za wiadomość około 30 centów.
Pracownicy twierdzili również, że najbardziej podatnych użytkowników nakłaniano do kupowania prezentów i dodatkowych usług, zanim zaczęli zdecydowanie domagać się spotkania.
Dating.com zaprzeczyło współpracy z Web Flex. Social Discovery Group poinformowała natomiast ICIJ, że kierownictwo tej firmy nigdy nie było zatrudnione przez grupę, lecz jednocześnie zleciła zewnętrzne postępowanie wyjaśniające i zawiesiła płatności na rzecz jednego z partnerów afiliacyjnych.
Są to więc ustalenia dziennikarskie i relacje pracowników, a nie prawomocne rozstrzygnięcie odpowiedzialności przedsiębiorstwa.
Catfishing na skalę przemysłową
Nie jest to przypadek ograniczony do jednej grupy platform.
WIRED opisał pracowników rekrutowanych formalnie do obsługi klienta, tłumaczeń lub moderowania treści. Po rozpoczęciu pracy mieli dowiadywać się, że ich faktycznym zadaniem jest prowadzenie rozmów pod fikcyjnymi tożsamościami określanymi jako „virtuals”.
Operatorzy korzystali z rozbudowanych biografii zawierających miejsce zamieszkania postaci, jej zawód, historię małżeństw, dane dzieci, rodziców, samochodu, zainteresowania i ulubione potrawy. Nie prowadzili stale jednej postaci. Przechodzili między kontami i na kilka minut wcielali się w kolejne fikcyjne osoby.
Według WIRED, celem operatora było przedłużanie płatnego etapu rozmowy. Prośby o spotkanie należało odkładać, a propozycje przejścia na bezpłatny komunikator odrzucać pod pretekstem bezpieczeństwa lub potrzeby lepszego poznania rozmówcy.
Pracownik otrzymywał wynagrodzenie wtedy, gdy jego odpowiedź skłoniła klienta do wysłania kolejnej płatnej wiadomości.
W materiale wymieniono m.in. cypryjską firmę vDesk oraz szwajcarską Cloudworkers. WIRED rozmawiał z byłymi operatorami, ale przedsiębiorstwa nie odpowiedziały na pytania redakcji.
Nie oznacza to prawomocnego uznania ich odpowiedzialności za oszustwo. Materiał pokazuje jednak istnienie międzynarodowego rynku outsourcingu fikcyjnych relacji, obejmującego pracowników z Europy, Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji.
Sztuczna inteligencja pozwala obsługiwać więcej ofiar
Generatywna sztuczna inteligencja nie stworzyła oszustw romantycznych, ale znacząco obniżyła koszt ich prowadzenia. Pozwala poprawiać język wiadomości, tłumaczyć rozmowy, generować fotografie, zmieniać głos i przygotowywać odpowiedzi dopasowane do informacji ujawnionych przez konkretną osobę.
Wiorstka zwraca uwagę, że na podstawie jednego zdjęcia można było przygotowywać kolejne fotografie przedstawiające modelkę w sytuacjach odpowiadających przebiegowi rozmowy. AI miała również służyć do tworzenia głosu, materiałów wideo i treści podtrzymujących wiarygodność profilu.
International Consortium of Investigative Journalists opisało ponadto narzędzia takie jak ChatOS, Sender.Services i Quick Simple Bot.
Oferowały one obsługę wielu kont w jednym panelu, gotowe odpowiedzi, automatyczne zaproszenia, analizę skuteczności rozmów oraz tryb autopilota wysyłający wiadomości podczas nieobecności operatora.
Social Discovery Group oświadczyła, że nie tworzy, nie sprzedaje i nie rozpowszechnia takiego oprogramowania oraz zabrania korzystania z botów i osób trzecich przy obsłudze profili.
Jeszcze bardziej rozbudowaną operację opisało OpenAI.
Firma zablokowała sieć kont powiązaną najprawdopodobniej z działającym w rejonie Poipet w Kambodży zapleczem oszustów. Operatorzy używali ChatGPT do tworzenia fikcyjnych postaci, przygotowywania i tłumaczenia wiadomości, opracowywania treści promujących fałszywe inwestycje oraz prowadzenia codziennej administracji operacji.
Sprawcy wykorzystywali profile randkowe do budowania zaufania, po czym przedstawiali ofiarom fikcyjne inwestycje w kryptowaluty lub złoto. Prowadzili również długotrwałe rozmowy romantyczne, podszywali się pod przedstawicieli platform hazardowych i funkcjonariuszy organów ścigania.
Firma odnalazła ponadto sygnały mogące wskazywać na pracę przymusową i handel ludźmi w zapleczu operacji. Pełna wartość strat nie jest znana, ale rozmowy operatorów sugerowały kontakt z setkami potencjalnych ofiar.
Na rosnące znaczenie AI zwróciło także FBI, wskazując, że generatywna AI pomaga zagranicznym sprawcom usuwać błędy językowe, tłumaczyć rozmowy i tworzyć zdjęcia mające przekonać ofiarę, iż kontaktuje się z prawdziwą osobą.
Tylko w 2025 roku ponad 550 ofiar z północnej Florydy zgłosiło straty wynoszące łącznie 22,2 mln dolarów.
Znaczenie AI polega więc nie tylko na tworzeniu fałszywych zdjęć. System może analizować dotychczasową rozmowę, zapamiętywać szczegóły dotyczące rodziny klienta, jego zdrowia, samotności i problemów emocjonalnych, a następnie proponować odpowiedź najlepiej podtrzymującą zaangażowanie.
Jeden operator może dzięki temu prowadzić znacznie więcej relacji i nie musi biegle znać języka rozmówcy.
Poza platformą: od płatnej rozmowy do klasycznego wyłudzenia
Model zarabiający na kredytach i płatnych wiadomościach należy odróżnić od klasycznego oszustwa romantycznego.
W pierwszym przypadku pieniądze trafiają do platformy za formalnie świadczoną usługę komunikacyjną. W drugim sprawca buduje relację po to, aby nakłonić ofiarę do przelewu, przekazania kryptowalut, opłacenia fikcyjnej przesyłki albo zainwestowania na podstawionej stronie internetowej.
Europol w swym poradniku wskazuje, że kontakt może rozpocząć się na portalu randkowym, ale również w mediach społecznościowych lub za pośrednictwem poczty elektronicznej.
Sprawca szybko rozwija relację, próbuje przenieść rozmowę na prywatny komunikator, unika spotkania, a następnie przedstawia historię wymagającą pilnego wsparcia finansowego.
Natomiast FBI podkreśla, że sprawcy tworzą fałszywe konta na portalach randkowych, w aplikacjach, pokojach rozmów i serwisach społecznościowych.
Po nawiązaniu kontaktu zasypują ofiarę uwagą i deklaracjami uczuć, ale unikają spotkania, powołując się na pracę za granicą, podróż lub obowiązki rodzinne. Dopiero później pojawiają się prośby o pieniądze na bilet lotniczy, nagłe wydatki zawodowe albo leczenie.
Afrykańskie siatki oszustw romantycznych
Portale randkowe są wykorzystywane również przez zorganizowane siatki przestępcze działające z części państw Afryki, przede wszystkim Afryki Zachodniej.
Nie oznacza to, że proceder można przypisywać mieszkańcom kontynentu jako grupie. Chodzi o wyspecjalizowane organizacje tworzące fałszywe profile kobiet i mężczyzn, zdobywające zaufanie osób poszukujących partnera, a następnie nakłaniające je do przekazywania pieniędzy.
Skalę zjawiska pokazał INTERPOL, gdy podczas operacji Contender 3.0 służby 14 państw zatrzymały 260 podejrzanych, zabezpieczyły 1235 urządzeń elektronicznych i zlikwidowały 81 elementów infrastruktury wykorzystywanej do cyberprzestępczości. Zidentyfikowano 1463 ofiary, których straty oszacowano na prawie 2,8 mln dolarów.
W Ghanie zatrzymano 68 osób, zabezpieczono 835 urządzeń i ustalono 108 poszkodowanych, którzy stracili około 450 tys. dolarów. Według INTERPOL-u sprawcy posługiwali się fałszywymi profilami, skradzionymi fotografiami i podrobionymi tożsamościami. Po zbudowaniu relacji żądali pieniędzy na rzekome opłaty kurierskie, przesyłki i należności celne.
W Senegalu rozbito natomiast sieć podszywającą się pod znane osoby i wykorzystującą media społecznościowe oraz platformy randkowe do oszukania 120 ofiar na około 34 tys. dolarów.
W Wybrzeżu Kości Słoniowej zatrzymano 24 osoby należące do grupy, która nakłaniała ofiary do przekazywania intymnych materiałów, a następnie używała ich do szantażu.
Fałszywa płeć i tożsamość profilu nie muszą odpowiadać rzeczywistej tożsamości operatora. Mężczyzna może prowadzić konto atrakcyjnej kobiety, podobnie jak operator może występować jako amerykański żołnierz, lekarz, inżynier lub przedsiębiorca.
Wyspecjalizowane role rozdziela się między osoby nawiązujące kontakt, prowadzące rozmowy, przygotowujące dokumenty, odbierające pieniądze i transferujące je przez kolejne rachunki.
Nie chodzi więc o samotnych oszustów improwizujących przed komputerem. Za atrakcyjnym profilem może stać cała struktura obejmująca twórców fikcyjnych tożsamości, operatorów rozmów, osoby prowadzące kontakty telefoniczne, fałszerzy dokumentów, właścicieli rachunków i muły finansowe.
Rozproszenie ról między kilka państw utrudnia identyfikację organizatorów oraz odzyskiwanie pieniędzy.
Od romansu do fikcyjnej inwestycji
Żądanie pieniędzy na leczenie, bilet lotniczy lub zatrzymaną przesyłkę nie jest już jedynym finałem oszustwa. Coraz częściej relacja romantyczna służy do wprowadzenia ofiary do fałszywego systemu inwestycyjnego.
Po kilku tygodniach lub miesiącach rozmów rzekomy partner przedstawia się jako skuteczny inwestor albo twierdzi, że ma dostęp do wyjątkowej okazji zarobkowej.
Ofiara początkowo wpłaca niewielką sumę i widzi na spreparowanej platformie fikcyjny zysk. Dopiero większe przelewy zostają zablokowane, a wypłata środków wymaga kolejnych „podatków”, „prowizji” i „opłat weryfikacyjnych”.
Brytyjska policja oraz Urząd ds. Postępowania Finansowego określa ten rodzaj przestępstwa również mianem „pig butchering”.
Sprawca tworzy fikcyjną relację, zdobywa zaufanie i wykorzystuje więź emocjonalną do finansowego eksploatowania ofiary. Kontakt jest prowadzony tak, aby prośba o pieniądze, konieczność zachowania tajemnicy lub presja czasu nie uruchomiły od razu sygnałów ostrzegawczych.
Mechanizm ten opisało także OpenAI, ujawniając sieć w Kambodży, która wykorzystywała postacie randkowe do budowania zaufania, po czym kierowała rozmówców do fikcyjnych inwestycji w kryptowaluty i złoto.
FBI ostrzega, że sprawca może przedstawiać inwestycję jako dochodową, lecz poufną okazję, a jednocześnie zabraniać konsultowania jej z rodziną lub znajomymi. Izolowanie ofiary jest elementem kontroli: ogranicza możliwość skonfrontowania historii oszusta z opinią osoby niezaangażowanej emocjonalnie.
Ofiara może zostać przekształcona w wykonawcę przestępstwa
Celem oszusta nie zawsze są oszczędności osoby poznanej na portalu. Przydatne mogą być również jej rachunek bankowy, dokumenty, adres, wiarygodna historia finansowa albo gotowość do podpisania określonych dokumentów.
Po zbudowaniu relacji sprawca może poprosić o przyjęcie i dalsze przekazanie pieniędzy, odebranie przesyłki, założenie konta lub wystąpienie jako świadek zdarzenia.
Ofiara staje się wtedy mułem finansowym albo nieświadomym uczestnikiem innego oszustwa. Emocjonalna więź służy do przedstawienia nielegalnego działania jako niewinnej przysługi lub dowodu lojalności.
Rozwinięty wariant tego procederu opisał „The Guardian”. Oszuści poznający ofiary na portalach randkowych mogą nakłaniać je do udziału w upozorowanych kolizjach i składania fałszywych roszczeń ubezpieczeniowych.
W jednym z opisanych przypadków mężczyzna manipulujący kobietami poznanymi w internecie został skazany na 20 miesięcy więzienia. Namawiał je do udziału w zaplanowanych kolizjach i składania roszczeń o odszkodowanie.
Poszkodowana osoba może przez takie działanie trafić do rejestru oszustw ubezpieczeniowych, mieć trudności z uzyskaniem kolejnej polisy, pogorszyć swoją zdolność kredytową, a nawet ponosić odpowiedzialność karną.
Granica między ofiarą a współuczestnikiem zostaje celowo zatarta. Oszust najpierw buduje zależność emocjonalną, a dopiero później przedstawia nielegalne działanie jako pomoc dla ukochanej osoby. W ten sposób nie musi zabierać pieniędzy bezpośrednio — może wykorzystać tożsamość, rachunek bankowy lub pozycję społeczną ofiary do zarabiania na innych przestępstwach.
Przemoc emocjonalna, nie tylko kradzież pieniędzy
Oszustwo romantyczne bywa przedstawiane jako nierozważne przekazanie pieniędzy nieznajomemu. Takie ujęcie pomija wielomiesięczny proces budowania zależności. Sprawca stosuje intensywną komunikację, szybkie deklaracje uczuć, izolowanie od rodziny, wzbudzanie poczucia winy, groźby zerwania kontaktu i naprzemienne okazywanie oraz wycofywanie bliskości.
Brytyjski Report Fraud podaje, że w przypadku niemal jednej trzeciej osób kontakt z oszustem trwa ponad rok, a niekiedy wiele lat. Ofiara traci nie tylko pieniądze, ale także partnera, system emocjonalnego wsparcia i przyszłość, w którą uwierzyła.
Stosowane przez sprawców techniki izolowania mogą niszczyć jej relacje z rodziną i przyjaciółmi, pozostawiając ją jeszcze bardziej zależną od osoby prowadzącej oszustwo.
Żeby podkreślić skalę zjawiska, warto przytoczyć brytyjskie dane: w 2025 roku zgłoszono 10 784 przypadki, a łączne straty przekroczyły 102 mln funtów.
Artykuł Delana Cole’a van der Lindego, opublikowany w południowoafrykańskim czasopiśmie „Obiter”, wskazuje, że osoby pokrzywdzone często doświadczają szoku, wstydu, lęku, stresu i długotrwałych urazów psychicznych.
Niektóre badania sugerują, że rozpad fikcyjnej relacji może być dla nich bardziej traumatyczny niż sama utrata pieniędzy.
Tak więc skutki procederu nie kończą się więc z chwilą zatrzymania przelewów. Ofiara musi zaakceptować, że relacja, wspólne plany i osoba, której ufała, nigdy nie istniały w przedstawionej formie.
Strata finansowa łączy się ze wstydem, żałobą po fikcyjnym związku, utratą zaufania do innych ludzi i konfliktem z bliskimi, którzy wcześniej próbowali ostrzegać przed oszustwem.
Mechanizm znany regulatorom od lat
Wykorzystywanie sztucznego zainteresowania romantycznego do sprzedaży płatnych usług nie rozpoczęło się wraz z generatywną AI.
Amerykańska Federal Trade Commission ustaliła w 2014 roku, że brytyjska JDI Dating Ltd. używała wygenerowanych komputerowo profili nazywanych „Virtual Cupids”.
Fałszywe konta wysyłały nowym użytkownikom wiadomości sugerujące romantyczne zainteresowanie. Aby odpowiedzieć, należało wykupić abonament.
Ugoda zobowiązywała spółkę do zapłaty 616 165 dolarów oraz zaprzestania tej praktyki. Ujawniła także, że operatorzy AshleyMadison.com tworzyli tak zwane „engager profiles”. Były to fałszywe profile kobiet przygotowywane przez pracowników i wykorzystywane do skłaniania mężczyzn posiadających bezpłatne konta do zakupu pełnego członkostwa.
Holenderski Urząd ds. Konsumentów i Rynków ustalił z kolei, że 17 serwisów wykorzystywało operatorów czatu podszywających się pod osoby widoczne na profilach.
Klienci płacili za każdą wiadomość, chociaż spotkanie z przedstawioną osobą było niemożliwe. Program rekompensat objął około 37 tys. poszkodowanych, a przedsiębiorstwa zarezerwowały na wypłaty ponad 9 mln euro.
Natomiast niemiecki Federalny Związek Organizacji Konsumenckich opisał prawomocny wyrok dotyczący wykorzystywania fikcyjnych profili na portalu randkowym.
Sąd ustalił, że płatne rozmowy prowadzili zawodowi operatorzy występujący pod fikcyjnymi tożsamościami, z którymi osobiste spotkanie było wykluczone.
Wskazano, że na portalu iCatched.de, prowadzonym przez Sllik GmbH, ponad 8 tys. profili było tworzonych i obsługiwanych przez pracowników. Informacja o tym została ukryta w regulaminie, co sąd uznał za niewystarczające.
Prawo próbuje uchwycić cyfrowe kłamstwo
Analiza opublikowana w czasopiśmie „Obiter” pokazuje, że podstawą odpowiedzialności nie jest wyłącznie użycie fałszywego nazwiska lub fotografii.
Zasadnicze znaczenie mają dwa powiązane kłamstwa:
- udawanie rzeczywistego uczucia,
- przedstawianie nieprawdziwego zamiaru zwrócenia pieniędzy lub wykorzystania ich zgodnie z deklarowanym celem.
Autor analizy, Delano Cole van der Linde, wskazuje, że wiadomości przesyłane przez aplikacje randkowe i komunikatory mogą stanowić dane użyte do popełnienia cyberoszustwa.
Problemem pozostaje jednak transgraniczny charakter działalności: ofiara, operator profilu, rachunek odbierający środki, serwer i organizator procederu mogą znajdować się w kilku różnych państwach.
Nawet jeżeli zachowanie odpowiada ustawowej definicji oszustwa, zebranie dowodów, ustalenie tożsamości sprawcy i doprowadzenie do jego ekstradycji pozostaje wyjątkowo trudne.
Ile ten przemysł może zarabiać?
Dokładnej skali zysków nie da się ustalić. Firmy są prywatne, a przepływy pieniędzy rozdzielają się między właścicieli platform, partnerów afiliacyjnych, agencje, operatorów czatu, dostawców płatności, twórców oprogramowania i podmioty pozyskujące ruch internetowy.
Brakuje audytowanych danych pozwalających oddzielić przychody z autentycznych rozmów od pieniędzy generowanych przez profile fikcyjne, automatyczne lub prowadzone przez osoby trzecie.
Pewien punkt odniesienia daje badanie Yangyu Hu i współautorów opublikowane w „IEEE Transactions on Dependable and Secure Computing”.
W jego trakcie zidentyfikowano 967 oszukańczych aplikacji randkowych, których łączną liczbę pobrań oceniono na około 2,4 mld. Autorzy oszacowali wartość badanego rynku na od 200 mln do 2 mld dolarów.
Badanie dotyczyło jednak głównie aplikacji na Androida i starszych danych, dlatego nie może być uznane za aktualną wartość całego światowego rynku.
Dane jednostkowe pokazują natomiast ogromną różnicę między ceną płaconą przez klienta a wynagrodzeniem osoby prowadzącej rozmowę.
Według WIRED, użytkownik płacił około dwóch euro za wiadomość wysyłaną do fikcyjnego profilu, podczas gdy operator otrzymywał około siedmiu centów. Pracownicy zarabiali niekiedy około 400 euro miesięcznie, mimo że ich aktywność mogła generować dla całego łańcucha wielokrotnie większe wpłaty.
Nie oznacza to, że różnica między ceną wiadomości a wynagrodzeniem operatora jest w całości zyskiem właściciela portalu. Z przychodu opłacane są reklamy, prowizje partnerów, infrastruktura techniczna, podatki, obsługa płatności i koszty pozyskania klientów.
Pokazuje to jednak, że działalność może być skalowana przy wykorzystaniu relatywnie taniej siły roboczej rekrutowanej w państwach o niższych wynagrodzeniach.
Na podstawie wcześniejszych badań, liczby platform, udokumentowanych strat pojedynczych klientów i kosztów jednej interakcji można mówić o światowym obrocie wynoszącym co najmniej setki milionów dolarów rocznie, a potencjalnie od jednego do kilku miliardów dolarów. Jest to jednak przedział analityczny, a nie wynik badania księgowego.
Przy modelowym założeniu, że uczestniczące w tym ekosystemie podmioty zachowują po pokryciu kosztów od 10 do 25 proc. przychodów, roczne zyski mogłyby wynosić od kilkudziesięciu milionów do kilkuset milionów dolarów. Przedział 150–500 mln dolarów rocznie można traktować wyłącznie jako hipotezę analityczną, a nie potwierdzoną wartość rynku.
Nie należy mieszać dwóch rodzajów strat
Przychodów platform zarabiających na płatnych rozmowach nie wolno automatycznie dodawać do strat wynikających z klasycznych oszustw romantycznych. W drugim przypadku sprawca zwykle nakłania ofiarę do bezpośredniego przelewu, przekazania kryptowalut albo zainwestowania pieniędzy na fałszywej platformie.
FBI w „2025 IC3 Annual Report” odnotowało w kategorii „Confidence/Romance” 23 159 zgłoszeń oraz straty wynoszące 929 287 469 dolarów.
International Consortium of Investigative Journalists podało natomiast, powołując się na dane Federal Trade Commission, że w 2025 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano ponad 70 tys. zgłoszeń dotyczących oszustw romantycznych, a deklarowane straty osiągnęły 1,47 mld dolarów.
Rozbieżność między danymi instytucji może wynikać z odmiennych systemów zgłaszania i sposobów klasyfikacji. Kwoty te pokazują rozmiar rynku manipulacji uczuciowej, ale nie są przychodami serwisów randkowych.
Część przestępstw rozpoczyna się na legalnych platformach, po czym rozmowa zostaje przeniesiona do komunikatora i przekształcona w oszustwo inwestycyjne. Model płatności za wiadomość działa odwrotnie: jego celem jest utrzymanie użytkownika wewnątrz systemu rozliczeń.
Prawo nadal pozostaje za mechanizmem
Brytyjski regulator komunikacji i bezpieczeństwa internetowego Ofcom zwraca uwagę, że obowiązki wynikające z Online Safety Act mogą obejmować także zagraniczne firmy świadczące usługi użytkownikom w Wielkiej Brytanii.
Platformy muszą analizować ryzyko, wdrażać mechanizmy zgłaszania oraz reagować na nielegalne treści i działalność oszukańczą.
Ofcom wskazuje, że 29 proc. dorosłych internautów zetknęło się z oszustwami romantycznymi lub randkowymi, a 6 proc. doświadczyło oszustwa na portalu albo w aplikacji randkowej. Regulator zalicza do istotnych zagrożeń również wykorzystywanie intymnych materiałów, sextortion, stalking i nękanie.
Przepisy nadal koncentrują się jednak przede wszystkim na zewnętrznych przestępcach korzystających z portalu. Znacznie trudniej stosować je wobec modelu, w którym sztuczna relacja jest elementem systemu afiliacyjnego, a platforma formalnie sprzedaje jedynie usługę komunikacji.
W Stanach Zjednoczonych projekt „Ustawy o zapobieganiu oszustwom romantycznym” przewiduje obowiązek ostrzegania użytkownika, jeżeli kontaktował się on z kontem usuniętym później z powodu oszustwa. Rozwiązanie dotyczy przede wszystkim zbanowanych profili, nie rozstrzyga natomiast problemu operatorów czatu, moderowanych kont i ekonomii płatnych wiadomości.
Portale randkowe jako środowisko działań wywiadowczych
Portale randkowe są również dogodnym środowiskiem dla służb specjalnych.
Wykorzystywanie flirtu, relacji romantycznej albo pozornie przypadkowej znajomości do rozpoznania i pozyskania źródła nie jest metodą charakterystyczną wyłącznie dla jednego państwa. Cyfrowe platformy przeniosły klasyczną „pułapkę romantyczną” do internetu, ograniczając koszty operacji i umożliwiając typowanie wielu potencjalnych kandydatów.
Aplikacja randkowa może służyć do ustalenia miejsca pracy, sytuacji rodzinnej, problemów finansowych, orientacji seksualnej, zainteresowań i potrzeb emocjonalnych rozmówcy.
Pierwszy kontakt zazwyczaj nie przypomina werbunku. Operator buduje relację, przenosi rozmowę na komunikator, zdobywa fotografie i dane osobowe, a dopiero później prosi o wykonanie pozornie niewinnego zadania: przesłanie zdjęcia budynku, sprawdzenie adresu, ustalenie obecności konkretnej osoby albo odebranie przesyłki.
Bezpośredni przykład wykorzystania portalu randkowego przez rosyjskie służby przedstawiła Narodowa Policja Ukrainy: mężczyzna poznał rzekomą dziewczynę przez randkowego czatbota w Telegramie, a po okresie budowania zaufania został wciągnięty w realizację zadania zleconego przez rosyjskich kuratorów.
Agencja Reutera opisała informacje komendanta ukraińskiej policji Iwana Wyhowskiego. Według niego, rosyjscy operatorzy werbowali młode kobiety przez komunikatory, a następnie polecali im wyszukiwanie ukraińskich wojskowych na portalach randkowych. Kobiety miały umawiać spotkania w wynajętych mieszkaniach i podawać żołnierzom metadon.
SBU wskazuje, że tylko od początku tego roku 2026 r. jej funkcjonariusze zapobiegli ponad 50 takim zdarzeniom.
Według raportów wywiadowczych, Rosjanie korzystają głównie z serwisów randkowych i tematycznych czatów w aplikacjach do przesyłania wiadomości. Agenci działają na tych platformach, używając fałszywych kont, aby składać żołnierzom propozycje seksualne.
Portale randkowe nie są jedynie samodzielną metodą werbunkową, lecz dogodnym środowiskiem realizowania klasycznego procesu wywiadowczego: typowania, oceny, rozwijania kontaktu, pozyskania i późniejszego prowadzenia źródła.
Ich wartość polega na tym, że użytkownicy dobrowolnie ujawniają informacje, których nie przekazaliby nieznajomemu w oficjalnej rozmowie — problemy rodzinne, samotność, finanse, miejsce pracy, codzienne zwyczaje i oczekiwania wobec przyszłego partnera.
Przemysłowa produkcja emocjonalnego zaangażowania
Najtrafniej można opisać ten system jako przemysłową produkcję bliskości. Jego podstawowym surowcem jest samotność, produktem — poczucie bycia kochanym, a jednostką rozliczeniową — kolejna wiadomość, film, fotografia lub prezent.
Nie musi istnieć jeden centralny oszust kontrolujący wszystkie elementy. Właściciel platformy może twierdzić, że nie zna praktyk partnera afiliacyjnego. Partner może przekonywać, że jedynie rekrutuje użytkowników. Modelka może utrzymywać, że sprzedała wyłącznie zdjęcia. Operator wykonuje zadanie otrzymane od pośrednika, a producent oprogramowania zapewnia, że stworzył tylko neutralne narzędzie do automatyzacji.
Odpowiedzialność zostaje rozproszona pomiędzy wiele spółek, wykonawców i jurysdykcji. Pieniądze płyną jednak w jednym kierunku — od osoby przekonanej, że buduje związek, do systemu, który zarabia tym więcej, im dłużej związek pozostaje wyłącznie obietnicą.
Najbardziej dochodowym elementem nie jest więc samo stworzenie fałszywego profilu. Jest nim utrzymywanie klienta w stanie kontrolowanej nadziei: wystarczająco silnej, aby nadal płacił, lecz nigdy niezweryfikowanej przez spotkanie, niezależną rozmowę na żywo albo przeniesienie relacji poza płatną platformę.









Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Wybrane okazje dla Ciebie