Biznes i Finanse

Mity rynku kryptowalutowego. Autor książki „Kryptowaluty dla zabieganych” rozwiewa wątpliwości

Michał Zajda, autor książki "Kryptowaluty dla zabieganych"
Michał Zajda, autor książki "Kryptowaluty dla zabieganych"
Fot. archiwum prywatne autora

"Ludzie traktują kryptowaluty jak loterię, a to zły pomysł. Na rynku mamy wielu spekulantów, >>naganiaczy<<, którzy zarabiają na szumie miedialnym wokół giełd kryptowalutowych. Dość popularne były historie o gigantycznych zwrotach z inwestycji, które działają na wyobraźnię osób, które chciałyby się bardzo szybko wzbogacić. Uważam, że nie jest to już możliwe" - ocenia Michał Zajda, autor książki „Kryptowaluty dla zabieganych”.

CyberDefence24.pl: Słowem wstępu wytłumaczmy, czym są kryptowaluty, a czym blockchain?

Michał Zajda, autor książki „Kryptowaluty dla zabieganych”: Kryptowaluty mogą być traktowane jako elektroniczna waluta, cyfrowe pieniądze. Jednak to dość powierzchowne pojmowanie tego zagadnienia. Zasadniczo kryptowaluty i blockchain to oprogramowanie, takie samo, jak w naszych telefonach czy na laptopach. Ma bardzo ciekawe właściwości: kiedy je uruchamiamy, odszukuje w internecie swoje odpowiedniki, uruchomione przez innych ludzi. Nie znamy ich lokalizacji, tożsamości, ale możemy się z nimi porozumieć za pomocą transakcji. Właśnie ta sieć, historia transakcji, jaka w niej zaszła, to blockchain. Kryptowaluty są transakcjami, wyrażają ich wartość. Mają cechy innowacji walutowej, są odporne na podrobienie, zniszczenie, precyzyjnie dzielone na mniejsze jednostki. Głównie chodzi tu o sieć do rozpowszechniania transakcji. W tej sieci wszyscy są równi sobie, nie ma centralnego zarządzania i „strażnika” zasad. Dlatego pojęcie, które łączy się z kryptowalutami to decentralizacja. To duży przełom.

Po lekturze książki można stwierdzić, że jest pan entuzjastą kryptowalut. Fakt, że w tym systemie nie ma odgórnie zarządzanego systemu bankowego, pewnego rodzaju „strażnika”, to pana zdaniem zaleta?

Nie jestem psychofanem kryptowalut, raczej pragmatykiem. Odnajduję także wady i błędy systemu kryptowalutowego. Zamiast tradycyjnego banku i urzędu, w świecie blockchain to użytkownicy dostali narzędzia do systemu, aby każdy mógł szybko i wydajnie sprawdzić, czy komunikacja między nimi jest poprawna. To nie jest tak, że zabraniamy, aby taki strażnik istniał, aby była jakaś centralna władza. Ona staje się jednak niepotrzebna, choć może działać na tych samych zasadach, jak wszyscy i być częścią tego ekosystemu. Właściwie taką drogę przewiduję w przyszłości, kiedy elementem systemu - poprzez prawo i legislację - będą także przedstawiciele „tradycyjnej władzy”. Użytkownicy, jak i obywatele będą jednak mieli wiecej narzędzi do weryfikacji całości. Więcej narzędzi, to więcej praw użytkowników.

Skąd wynikają tak duże wahania na rynku kryptowalutowym i ich ogromna podatność na informacje medialne?

Wracamy do monetarnej i finansowej strony kryptowalut. Po pierwsze, to mały rynek. Giełdy odnotowujące sukces mają po kilkaście lat. Ostatnie pół roku to czas, kiedy największe giełdy kryptowalutowe zachowywały się dość stabilnie w porównaniu do na przykład rynku akcji amerykańskich spółek technologicznych. Jestem jednak przeciwny porównywaniu kryptowalut do rynku kapitałowego. Uważam, że wprowadza to w błąd, bo mówimy o wiele większym ryzyku. Co prawda istnieją licencjonowane giełdy kryptowalutowe, ale to ciągle niewspółmierne ryzyko, inny instrument działania. Moim zdaniem bardzo niewielu z nas jest przygotowanych do operowania na tradycyjnym rynku, a tym bardziej na rynku kryptowalutowym. Tak naprawdę inwestując, powinno budować się portfolio i ono jest bardzo indywidualne dla każdego z nas. Co do zasady nie popieram i nie propaguję kryptowalut jako „coś ciekawego do inwestowania”. Więcej możemy zarabiać na amerykańskiej giełdzie. O wiele ciekawsze w kryptowalutach są uniwersalne zasady, które je napędzają: budowanie kryptoekonomii czy start-upów. To zupełnie nowe możliwości, które dostaliśmy dzięki kryptowalutom.

Skąd wynika popularność kryptowalut? To głównie chęć szybkiego wzbogacenia się?

Jest coraz więcej badań na ten temat. Ludzie traktują kryptowaluty jak loterię, a to zły pomysł. Na rynku mamy wielu spekulantów, „naganiaczy”, którzy zarabiają na szumie miedialnym wokół giełd kryptowalutowych. Dość popularne były historie o gigantycznych zwrotach z inwestycji, które działają na wyobraźnię osób, które chciałyby się bardzo szybko wzbogacić. Uważam, że nie jest to już możliwe. Profesjonalnym inwestowaniem w start-upy zajmują się podmioty z rynku venture capitals, dysponując dużymi zespołami analityków i typując jedną firmę z tysięcy możliwości, której historia zakończy się sukcesem. Zyski z jednej z nich pokrywają wiele nieudanych inwestycji. Możemy zatem porównać tu człowieka z ograniczonym budżetem i możliwościami do VC – na rynku krytpowalutowym to loteria. Tym bardziej warto podkreślić, że kryptowalutowe przedsięwzięcia, często są w fazie prototypu lub nawet pomysłu, co nawet dla funduszy VC mogłoby być zbyt wczesnym etapem wejścia.

W takim razie czy odradzałby pan osobom, które są zupełnymi świeżakami inwestowania w kryptowaluty? Czy miałby pan jakieś rekomendacje, rady?

Uważam, że najlepiej inwestować w swoją edukację. Jej częścią jest stworzenie swojego portfela kryptowalutowego, odkrycie czym różni się portfel zcentralizowany należący do giełdy, a czym jest portfel zdecentralizowany. Warto dokonać kilku transakcji - to bezcenna wiedza, która może nas odpowiednio przygotować. Inwestycja w swoją edukację będzie zawsze najlepsza. Jeśli ktoś zdecyduje się przenosić swoje większe oszczędności do świata kryptowalut, niech będzie to indywidualna decyzja. Zdecydowanie będzie lepsza z doświadczeniem, które nabierzemy na „zabawie” systemami krypto i poznawaniu kryptoekonomii. Jeżeli chodzi o zarabianie na szybko, to kryptowaluty są częścią świata IT, więc warto poszukać gdzie indziej dochodowych gałęzi przemysłu. Dziesiątki tysiecy start-upów kryptowalutowych szukają testerów, opiekunów społeczności. Tak również można wejść w ten świat i budować wiedzę na temat danej firmy czy kryptowaluty. Każdą z nich trzeba poznać, dowiedzieć się czy nie stoi za nią przysłowiowa „firma krzak” czy zespół badaczy z prestiżowego uniwersytetu. To bezcenna wiedza.

Jaką szansę dają kryptowaluty?

Kryptowaluty pokazują również aspekt technologii, który nam szkodzi. Przykładowo demokracja jest niszczona przez media społecznościowe. Kryptowaluty to audytowalne bazy danych. Jeśli blockchain będzie zintegrowany z siecią społecznościową, to fałszywi użytkownicy, farmy trolli, boty byłyby bardzo łatwe do wykrycia. Można by było w prosty sposób zobaczyć, kto buduje określoną grupę np. 10 tys. użytkowników i promuje określoną ideę polityczną. Łatwo byłoby zweryfikować czy np. 9 tys. profili w tej grupie to fałszywki. Mechanizmy - w oparciu, o które działają kryptowaluty jako pieniądze, czyli niepodrabialność, audytowalność - są dobre dla naszego codziennego życia. Jak z nich skorzystać? Możemy więcej wymagać od dostawców oprogramowania, od urzędów, a jako obywatele – od państwa.

Przykładem państwa, które bazuje na kryptowalutach, na blockchainie jest Ukraina. Proponuje na przykład wspieranie jej w kryptowalutach, ukraiński rząd uruchomił też muzeum NFT. Czy to będzie nowy trend w rozwoju państw?

To pragmatyczne podejście. Moim zdaniem kryptowaluty – jako innowacje monetarne – dały narzędzia, z których Ukraina mogła skorzystać i to zrobiła. Mogła zorganizować niezależny od światowych finansów system wparcia i zapewniła tym samym m.in. niezależność w finansowaniu swojej armii. Tu można też podać przypadek sieci Starlink, która właściwie przesądziła na tę chwilę o zwycięstwie na rzecz Ukrainy. Okazało się, że Elon Musk chciał w ostatnich dniach odciąć Ukrainę od Starlinków, co de facto przesądziłoby o rozstrzygnięciu tej wojny w drugą stronę. To obrazuje czym jest system z scentralizowany. Musk, właściciel prywatnej firmy, może arbitralnie, w każdej chwili, może sterować działalnością firmy. Stwarza to pewne ryzyko i jest tu miejsce dla konkurencji wspartej blockchainem. Gdyby Starlinki operowały w oparciu o zdecentralizowany system, nie musielibyśmy się zastanawiać czy właściciel produktu, który kupujemy zmieni poglądy polityczne. To uderzająca mnie w ostatnich dniach przewaga systemów zdecentralizowanych nad zcentralizowanymi. Tu chodzi o ludzkie życie. W kwestii pomocy dla Ukrainy, to nie był pojedynczy przypadek. Kryptowaluty były bardzo podobnie wykorzystywane w Ameryce Południowej, gdzie niedemokratyczne państwa zostały odcięte od systemów bankowych. Junty wojskowe przejmowały urzędy, a ludzie zostali pozostawieni sami sobie. Organizacje pomocowe nie miały możliwości przetransferowania środków do potrzebujących, lokalnych działaczy. Wykorzystywano do tego kryptowaluty. To żadna nowość w pomocy humanitarnej.

Z naszego punktu widzenia jako portalu piszącego o cyberbezpieczeństwie ciągle słyszy się o oszustwach na kryptowaluty. Jak w takim razie wytłumaczyć aspekt bezpieczeństwa lub braku bezpieczeństwa systemu kryptowalutowego?

Znakomita większość problemów, jeśli chodzi o „wielkie skoki hakerów” dzieje się na najmłodszych giełdach kryptowalut i blockchainów, czyli w systemach decentralized finance (DeFi). Nie jest jednak tak źle, jak nam się wydaje, na podstawie nagłówków artykułów. Blockchain to publiczna, audytowalna baza danych i jest jednym z gorszych miejsc do popełniania przestępstw. Wszystkie zdarzenia są rejestrowane. Było szereg kradzieży na miliony dolarów, które nie zostały wypłacone. Na blockchainie ciężko o anonimowość. Często finansowe skandale dzieją się tak na prawdę poza granicami zdecentralizowanych systemów, jak to miało miejsce w sprawie bankructwa giełdy FTX w ostatnich dniach. Giełda nielegalnie wyprowadziła środki swoich klientów do partnerskiego funduszu inwestycyjnego Alameda, które je stracił spekulując na dużej dźwigni. Zawiodły audyty wielkich inwestorów w FTX jak Softbank czy Sequoia Capital. Warto być częścią tego ekosystemu, by skorzystać z narzędzi takich jak zdecentralizowane portfele (w odróżnieniu od scentralizowanych na giełdach jak FTX). Nasze środki są wtedy bezpieczne, nawet gdy bankrutuje giełda, na której je kupliśmy.

Czytaj też

Czym różni się tradycyjny przelew od przelewu w kryptowalutach? Jak w tym przypadku chronione są nasze środki?

Kiedy w banku robimy przelew, to jest to proces dwuetapowy: najpierw udzielamy bankowi zgodę na dostęp do naszego konta, a następnie informujemy, że nasza potrzeba dotyczy na przykład przelania kwoty 100 złotych z konta A do B. Przestępca ma wiele okazji do przechwycenia dostępu do naszego konta. Gdy już to zrobi, ma wolną rękę w dysponowaniu naszymi oszczędnościami. Kryptowaluty działają inaczej: dokładnie definiujemy, co mamy zrobić, czyli np. przelać 100 zł z konta A do B; ta nierozdzielna operacja, transakcja, jest chroniona naszym kluczem prywatnym i może być stworzona nawet na komputerze bez dostępu do internetu. Następnie rozgłaszamy ją w publicznej sieci. Taki schemat znacznie utrudnia przejęcie naszych środków.

Co by pan poradził osobie, która zainwestowała sporą sumę w kryptowaluty i ją straciła?

Standardowe zasady rynku kapitałowego mają tu zastosowanie. Z tym, że wtedy myślimy o kryptowalutach jako o najbardziej ryzykownym elemencie naszego portfela. Nie jestem specjalistą od ekonomii i tradingu, więc nie chciałbym udzielać konkretnych rad. Jeżeli ktoś chce inwestować w kryptowaluty, to musi rozszerzyć swoją wiedzę także o inwestycje i finanse. Tak samo jak z inwestycjami w sztukę - to bardzo znane i lubiane segmenty rynku inwestycji, ale trzeba wiedzieć, jak na nim operować. Zdecydowanie edukacja, edukacja, edukacja.

Najpopularniejszy mit, jaki pan słyszał na temat rynku kryptowalut to...?

Niezrozumienie pojęcia przestępczości na rynku kryptowalutowym byłoby wysoko. Rozmawianie o finansach, podczas gdy to bardziej decentralizacja i nadanie większej władzy użytkownikom ma znaczenie podczas tej cyfrowej rewolucji. Najbardziej szokującym mitem jest powiązanie kryptowalut i ekologii.

To często argument na „nie” - kopanie kryptowalut jest nieekologiczne. Pan szybko go w swojej książce obala.

Na początek trzeba zauważyć, że problemy ekologiczne wiążą się z kopaniem, które jest częścią sukcesu bitcoina, a to tylko fragment rynku. Większość innowacji dzieje się na innych platformach nie wymagających energochłonnego kopania. Znakomita część innowacji finansowych ma miejsce na ekologicznych platformach. Bitcoin stanowi tylko 30-40 proc. rynku i ten udział będzie malał. Bitcoin ma całkiem przyzwoity miks energetyczny, większość energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. Warto tu podać przykład Norwegii, która ma zaskakująco dużą część udziałów w zabezpieczaniu sieci bitcoin - w 100 proc. energia pochodzi ze źródeł odnawialnych. Co więcej, nawet ciepło, które jest wydzielane przez koparki bitcoinowe, jest używane do osuszania drewna. Kryptowaluty mogą być podstawowym biznesplanem do produkcji urządzeń do energii odnawialnej, do ekologicznych technologii. Na przykład w USA 90 proc. zapór wodnych jest przystosowanych do założenia turbin, które generowałyby ekologiczny prąd. W rezultacie nikła ich część wyposażona w turbiny, bo nie miałby kto „odebrać tego prądu”. Bitcoin funduje rozwój ekologiczych źródeł energii.

Wierzy pan, że dojdzie do momentu, kiedy kryptowaluty zastąpią tradycyjną walutę?

Kryptowaluty nie zastąpią tradycyjnych pieniędzy. Będą rosnąć obok tradycyjnego systemu i powiększać naszą ekonomię, tworzyć niezależne start-upy, przedsięwzięcia. Będą prawdopodobnie podstawą metawersum, które jest kolejnym krokiem w rozwoju IT. Te dwa światy będą ze sobą koegzystować, wzbogacać się. Narzędzia ze świata kryptowalut usprawnią stare systemy ze sfery przemysłowej, dostosowując je do ery cyfrowej. Tradycyjne systemy, które szanują praworządność będą pilnować kryptowalut. Paradoksalnie czekamy na tę legislację i jasne zasady operowania kryptowalutami. Dużo instytucjonalnych pieniędzy nie jest inwestowana w kryptowaluty właśnie z uwagi na brak jasnego prawa.

Słowem podsumowania, jaką radę miałby pan dla osób, które chcą spróbować swoich sił w tym świecie, a nie wiedzą od czego zacząć?

Zachęcam do lektury książki i wyrobienia sobie intuicji o kryptowalutach. Początek edukacji to stworzenie portfela kryptowalutowego, odróżenienie czym jest portfel zcentralizowany, a czym nie; zainwestowanie kilkuset złotych i prawdopodobnie ich stracenie. Jako nowi użytkownicy pewnie dokonamy złych zakupów, kilka razy się pomylimy. Będzie to jednak cenna lekcja.

Dziękuję za rozmowę.

Czytaj też

Wywiad powstał we współpracy z wydawnictwem Insignis.

Komentarze

    Czytaj także