- WAŻNE
- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
Zapomnijcie o głosowaniu przez mObywatela. Oto główny powód
Polacy nie zagłosują przez internet w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. W kolejnych latach może być podobnie. Problemem nie jest technologia, lecz polityczne ryzyko rozgrywania takiej możliwości przez różnych polityków. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w rozmowie z CyberDefence24.pl obawia się podważania wyniku wyborów i wskazuje na brak wystarczającego zaufania do cyfrowych mechanizmów demokracji. Pierwszym krokiem do jego zbudowania mają być elektroniczne podpisy poparcia dla kandydatów.
Głosowanie w wyborach za pomocą telefonu nie jest dziś dla polskiego państwa problemem technologicznym – przekonuje wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Ten zaczyna się w miejscu, gdzie technologia spotyka się z polityką. W praktyce – według przedstawiciela rządu – oznacza to brak możliwości organizacji zdalnego głosowania nie tylko podczas przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, ale i w kolejnych latach.
Minister w rozmowie z CyberDefence24.pl studzi oczekiwania dotyczące w ogóle możliwości oddawania głosu przez internet. Technologicznie takie rozwiązanie jest już dziś możliwe. Politycznie może nie być przez najbliższych kilkanaście lat.
„Chciałbym głosować dzisiaj przez internet. Czy Ministerstwo Cyfryzacji jest w stanie technologicznie tym zarządzić? W polskim skłóconym systemie politycznym, gdzie jest inny prezydent z innego rozdania politycznego, gdzie inaczej wygląda opozycja, a inaczej koalicja… Żeby uniknąć podważania wyników takiego głosowania i dyskusji o fałszowaniu milion głosów, potrzebne jest nam przyzwyczajanie się do cyfrowej demokracji przez lata” – podkreśla wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Nie będzie można głosować jeszcze długo. Nie dlatego, że jest to technicznie niemożliwe. To jest politycznie niemożliwe.
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski
Według Gawkowskiego największym problemem jest zapewnienie, że elektroniczny sposób głosowania zostanie zaakceptowany przez wszystkie strony politycznego sporu.
Z powodu silnej polaryzacji społecznej i politycznej – jego zdaniem – możliwość głosowania przez mObywatela, z którego korzysta obecnie ponad 12 milionów użytkowników, nie będzie możliwa do wdrożenia nawet przez najbliższych kilkanaście lat.
W Polsce nie jest to do wprowadzenia w 2027 rok. Nawet nie wiem, czy w 2031 r. Podkreślam: cyfrowo, technicznie jest to możliwe. Więcej widzę tutaj zagrożeń politycznych.
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski
Przypomnijmy, że w Estonii taka możliwość obowiązuje od 2005 roku. System i-voting został tam wykorzystany po raz pierwszy podczas wyborów lokalnych. W wyborach parlamentarnych Estończycy mogli zagłosować przez internet po raz pierwszy w 2007 roku. Internetowe głosowanie jest od tego czasu stałym elementem tamtejszego systemu wyborczego.
mObywatel częścią wyborczej dezinformacji
Minister jako przykład wskazuje kampanię prezydencką z 2025 roku. mObywatel nie umożliwiał wtedy oddawania głosu, ale wyborcy mogli posługiwać się mDowodem do potwierdzania swojej tożsamości w lokalu wyborczym. W aplikacji można było również sprawdzić m.in. swoje prawa wyborcze oraz miejsce głosowania.
Przed wyborami pojawiły się jednak informacje kwestionujące bezpieczeństwo wykorzystania aplikacji. Państwowa Komisja Wyborcza wydała w maju 2025 roku specjalny komunikat w związku z „licznymi nieprawdziwymi informacjami” dotyczącymi wyborów.
PKW potwierdzała w nim możliwość identyfikacji wyborcy za pomocą mObywatela i wskazywała, że wdrożony mechanizm zapewniał wyższy poziom weryfikacji autentyczności mobilnego dokumentu.
Ministerstwo Cyfryzacji przed wyborami rekomendowało wykorzystanie kryptograficznej weryfikacji mDowodu za pomocą kodu QR. Resort przypominał także, że podrabianie dokumentu i posługiwanie się nim jako autentycznym jest przestępstwem.
„Pojawiły się wtedy informacje, że mObywatel będzie służył do fałszowania wyborów. Ta bańka urosła do milionów odsłon w internecie. Dostawaliśmy dziesiątki zapytań od dziennikarzy” – mówi w rozmowie z CyberDefence24.pl Krzysztof Gawkowski.
Resort konsekwentnie tłumaczył wówczas, że aplikacja jest bezpieczna.
Wicepremier podkreśla też, że ostatecznie służby nie zidentyfikowały ani jednego przypadku, w którym wykorzystanie fałszywego mObywatela miałoby umożliwić nieuprawnione odebranie karty wyborczej.
„Miliony odsłon, ludzie piszący artykuły, nagrywający rolki, że mObywatel to koniec demokracji. I co się okazało? Zero przypadków fałszerstwa” – zaznacza Gawkowski.
Technologia to jedno. Zaufanie to drugie
Doświadczenie z 2025 roku jest dla ministra argumentem za ostrożnym podejściem do dalszej cyfryzacji procesu wyborczego. Pytany przez nas, czy oznacza to, że Polska pozostaje niedojrzała cyfrowo, Gawkowski wskazuje na inny problem.
„Nie wiem, czy chodzi o niedojrzałość. Chodzi o brak zaufania” – odpowiada.
Jak podkreśla, najważniejsze jest zachowanie powszechnego przekonania, że wynik wyborów odzwierciedla rzeczywiście oddane głosy. Samo przeniesienie analogicznego rozwiązania jak w Estonii wymaga więc czegoś więcej niż skopiowania technologii.
Dlatego też zaufanie do rozwiązań cyfrowych w tak newralgicznym obszarze ma być budowane stopniowo. Pierwszym poważnym testem ma być możliwość elektronicznego udzielania poparcia kandydatom.
W czerwcu 2026 roku Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało, że mObywatel ma umożliwić elektroniczne popieranie kandydatów na posłów, senatorów, prezydenta RP oraz posłów do Parlamentu Europejskiego. Funkcja ma być uruchamiana po ogłoszeniu danych wyborów.
Cała rozmowa jest dostępna na naszym kanale YouTube lub po kliknięciu w okładkę artykułu.



Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Wybrane okazje dla Ciebie