Reklama
  • WIADOMOŚCI

Zaczyna się w internecie, kończy na ulicach. Niebezpieczny mechanizm w Europie

Październikowe zamieszki we Francji.
Październikowe zamieszki we Francji.
Autor. JJxFile, Jorge Jaramillo, [email protected]/Wikimedia Commons/CC4.0

Protesty, internetowe wezwania do konfrontacji i nagrania przemocy mogą tworzyć niebezpieczny mechanizm eskalacji, w którym konflikt z mediów społecznościowych przenosi się na ulice. Październikowe wydarzenia we Francji, Włoszech i Hiszpanii ponownie zwróciły uwagę na rolę platform w mobilizowaniu tłumów i podsycaniu napięć. W tle pojawia się akceleracjonizm – zjawisko, w którym zaostrzanie konfliktów i destabilizacja mogą być świadomie wykorzystywane do przyspieszenia kryzysu politycznego lub społecznego.

Reklama

Mira Das i Tim Pappa w eseju „Akceleracjonizm i algorytmy przemocy: uwaga na zatargi”, opublikowanym przez Small Wars Journal 26 października 2026 r., stawiają tezę, że mechanizmy platform mogą przyspieszać przejście od internetowych zaczepek do przemocy fizycznej wśród młodzieży z grup szczególnie narażonych na przemoc, w tym osób związanych z gangami. 

Autorzy nazywają tę ścieżkę przejściem od reakcji „afektywnej” — obelgi, zniewagi, publicznego upokorzenia — do reakcji „fizycznej”, czyli przemocy w świecie rzeczywistym. Uważają, że powtarzające się konflikty mogą też osłabiać zdolność społeczności do powstrzymywania agresji.

Co się zadziało w Europie?

Październikowe protesty i zamieszki we Francji, Włoszech i Hiszpanii ponownie skierowały uwagę na rolę mediów społecznościowych w mobilizacji, koordynowaniu działań i rozpowszechnianiu nagrań przemocy. 

Reklama

W części przypadków pojawiły się wezwania do konfrontacji, stałej mobilizacji lub naśladowania wydarzeń z innych krajów. Takie działania mogą przypominać taktykę akceleracjonistyczną, ale samo wystąpienie zamieszek nie dowodzi, że ich uczestnicy chcieli przyspieszyć rozpad istniejącego porządku.

Akceleracjonizm obejmuje różne nurty, także lewicowe i prawicowe. Ich cele i stosunek do przemocy nie są jednakowe. 

Żeby uznać konkretne działania za akceleracjonistyczne, trzeba ustalić, czy ich autorzy świadomie chcieli pogłębić kryzys i wykorzystać go do przyspieszenia zasadniczej zmiany politycznej, społecznej lub gospodarczej. Sama radykalna retoryka, udział w demonstracji, starcie z policją czy publikowanie nagrań nie wystarczają do takiej kwalifikacji.

Akceleracjonizm nie ogranicza się do odrzucenia demokracji

Akceleracjonizm nie jest jedną ideologią ani programem jednej organizacji. To rodzina koncepcji, które różnią się tym, jakie procesy chcą przyspieszyć i jaki porządek ma powstać w wyniku kryzysu lub transformacji. 

Reklama

Zależnie od nurtu celem może być np.:

  • przekroczenie kapitalizmu,
  • przyspieszenie jego rozwoju technologicznego, 
  • zaostrzenie konfliktu klasowego, 
  • osłabienie państwa,
  • rozpad instytucji liberalno-demokratycznych. 

W związku z tym utożsamianie całego akceleracjonizmu wyłącznie z dążeniem do upadku demokracji jest zbyt wąskie.

Lewicową odmianę ilustruje manifest Alexa Williamsa i Nicka Srniceka z 2013 r.  Autorzy przekonują, że lewica powinna zdobyć zdolność do kształtowania nowoczesnych technologii, gospodarki i instytucji, zamiast ograniczać się do przeciwstawiania się ich skutkom. 

Celem jest wykorzystanie współczesnych możliwości organizacyjnych i technicznych do stworzenia porządku postkapitalistycznego. Sam manifest nie przedstawia ulicznej przemocy jako metody działania ani nie wzywa do wywoływania zamieszek. 

Prawicowe koncepcje akceleracjonizmu także są zróżnicowane. Cambridge University Press w książce Prometheus and Gaia” zestawia część prawicowych stanowisk, które chcą przyspieszać dynamikę kapitalizmu i technologii, z lewicowymi projektami zmierzającymi do wykorzystania technologii w celu przekroczenia kapitalizmu. 

Reklama

Przypisanie koncepcji do prawicy samo w sobie nie dowodzi poparcia dla przemocy. O konkretnym stanowisku trzeba wnioskować na podstawie jego programu i praktyki.

Akceleracjonizm bojowy. Zjawisko, które przyciąga

Osobnym zjawiskiem jest akceleracjonizm bojowy. W jego ramach przemoc, zastraszanie lub sabotaż mają zaostrzać istniejące podziały i przyspieszyć kryzys systemowy.

Accelerationism Research Consortium w swoim raporcie opisuje współczesne sieci bojowe jako w przeważającej mierze neofaszystowskie i transnarodowe. Z kolei unijny Radicalisation Awareness Network w opracowaniu określa bojowy akceleracjonizm jako zjawisko przyciągające skrajnych aktorów z prawej i lewej strony. 

Raport jest dokumentem wniosków ze spotkania eksperckiego, a nie spisem wszystkich istniejących środowisk. Jego konkretne przykłady działalności sieci bojowych skupiają się przede wszystkim na skrajnej prawicy. Nie stanowi więc dowodu, że lewicowe i prawicowe formy przemocy akceleracjonistycznej są równie liczne lub równie dobrze udokumentowane. 

Reklama

W badaniach Johna Hardy’ego i Adama Henschke’a z 2024 r przeanalizowano 367 tys. wpisów z białonacjonalistycznego forum Stormfront, obejmujących okres dwudziestu lat. 

Autorzy wyróżnili w badanym materiale dwa sposoby uzasadniania przemocy: jako pożądane narzędzie zmiany politycznej oraz rzekomo obronną reakcję na niechciane zmiany społeczne. Wyniki odnoszą się do konkretnej społeczności skrajnie prawicowej, a nie do wszystkich nurtów akceleracjonizmu. 

Natomiast Brian Hughes i Cynthia Miller-Idriss w swojej analizie szturmu na Kapitol z 6 stycznia 2021 r.wskazują, że idea obalenia istniejącego porządku może łączyć rozbieżne środowiska skrajnej prawicy. 

Reklama

Akceleracjonizm może w takim przypadku działać jako wspólny cel lub taktyka, a nie jako szczegółowy, jednolity program podzielany przez każdego uczestnika. 

„Beef” to zatarg, nie „wołowina”

W badaniach nad konfliktami online pojawia się termin „internet banging”. Desmond Upton Patton, Robert D. Eschmann i Dirk A. Butler już w publikacji z 2013 r. użyli go do opisu internetowych zaczepek, gróźb i sporów wśród osób powiązanych z gangami lub lokalnymi grupami w Stanach Zjednoczonych. 

W tym kontekście slangowe „beef” oznacza zatarg, konflikt albo wzajemne zaczepki. Przekład „wołowina” byłby dosłowny, ale błędny. Trafniejsze są określenia „internetowy zatarg”, „internetowy konflikt” lub „publiczna wymiana gróźb i obelg”.

Praca Pattona, Eschmanna i Butlera była wczesną analizą koncepcyjną konkretnego zjawiska w Stanach Zjednoczonych, a nie ogólną teorią wszystkich konfliktów w mediach społecznościowych. 

Patton i współautorzy w przeglądzie literatury z 2014 r. omawiali związki między mediami społecznościowymi a przemocą młodzieżową. Wskazywali jednocześnie na ograniczenia ówczesnych badań empirycznych, w tym niejednolite definicje przemocy online i nadmierne poleganie na danych opisowych. Widoczność gróźb w internecie nie pozwala sama w sobie przewidzieć, które z nich doprowadzą do przemocy fizycznej.

Reklama

W badaniu zatytułowanym „Tweety, gangi i broń: przegląd komunikacji gangów w Detroit” z 2017 r. przeanalizowano 8,5 mln publicznych tweetów przypisanych użytkownikom związanym ze środowiskami gangowymi w Detroit. W 4,7 proc. wpisów znaleziono słownictwo dotyczące przemocy lub przestępczości. 

Wyróżnione kategorie obejmowały zatargi między grupami, wpisy związane z żałobą, broń oraz używanie lub dystrybucję narkotyków. Wynik dotyczy badanej próbki i przyjętych kategorii językowych. 

Nie oznacza, że 4,7 proc. wpisów doprowadziło do aktów przemocy ani że taki odsetek występuje wśród wszystkich użytkowników mediów społecznościowych. 

Caitlin Elsaesser, Desmond Upton Patton i współautorzy przedstawili rozmowy grupowe z 41 nastolatkami uczestniczącymi w programie przeciwdziałania przemocy. 

Uczestnicy opisywali, jak komentarze, oznaczanie konkretnych osób, zdjęcia i transmisje mogą zwiększać widoczność oraz intensywność konfliktu. Badanie pokazuje perspektywę tej grupy; nie jest eksperymentalnym dowodem, że każda z wymienionych funkcji platformy powoduje eskalację. 

Reklama

Wspólny wniosek z tych prac sprowadza się do stwierdzenia, że internet może zwiększyć zasięg i tempo obiegu konfliktu, zapewnić mu większą publiczność oraz umożliwić uczestnikom śledzenie reakcji innych. Nie wyjaśnia jednak samodzielnie motywów sprawców ani lokalnego podłoża przemocy. Trzeba uwzględniać wcześniejsze spory, napięcia społeczne, relacje między uczestnikami, działania organizatorów i reakcje instytucji.

Reakcje użytkowników i algorytmy platform

Z kolei William J. Brady i współautorzy w innym badaniu dokonali analizy 12,7 mln tweetów 7331 użytkowników oraz przeprowadzili eksperymenty z udziałem 240 osób. Wykazali, że pozytywne reakcje innych użytkowników i normy panujące w danej sieci mogą zwiększać prawdopodobieństwo dalszego wyrażania oburzenia.

Badanie dotyczyło komunikacji online, a nie przemocy ulicznej. Pokazuje wpływ informacji zwrotnej i norm grupowych na ekspresję oburzenia; nie dowodzi, że algorytm doprowadził do ataku lub zamieszek. 

Reklama

Algorytmy rekomendacji mogą zatem wpływać na to, które materiały użytkownicy zobaczą i jak szybko treści rozprzestrzenią się w sieci. Ich rolę trzeba odróżniać od decyzji ludzi, którzy przygotowują, publikują i realizują wezwania do przemocy. 

Oceniając wpływ platform, należy badać konkretne mechanizmy: selekcję i rekomendowanie treści, tempo ich obiegu, moderację oraz przechodzenie użytkowników między otwartymi serwisami a zamkniętymi grupami.

Przypadkiem, w którym rolę platform szerzej omawiano, były zamieszki w Wielkiej Brytanii po ataku w Southport w 2024 r. 

Science, Innovation and Technology Committee Izby Gmin w raporcie z sesji 2024–2025 opisała szybkie rozchodzenie się fałszywych informacji o sprawcy i ich wzmacnianie przez funkcje rekomendacji. Komisja uznała aktywność online za istotny element kryzysu i odnotowała wykorzystanie platform do organizowania protestów i zamieszek. 

Reklama

To ustalenia raportu parlamentarnego o konkretnym kryzysie; nie oznaczają, że algorytmy były jedyną przyczyną przemocy ani że ich rola w każdym innym kraju była taka sama. 

Badania sieci skrajnie prawicowych pokazują także, jak propaganda, wzajemne promowanie kanałów i kult sprawców mogą podtrzymywać wspólnotę bez tradycyjnej struktury organizacyjnej. 

Center on Terrorism, Extremism, and Counterterrorism oraz Tech Against Terrorism w raporcie z 2022 r.analizowały sieci Telegramu związane z ruchem Terrorgram. Autorzy opisali budowanie koalicji, rozpowszechnianie propagandy i promowanie sprzymierzonych kanałów. 

Francja: masowe protesty i grupy konfrontacyjne

Demonstracje we Francji, które rozpoczęły się 17 października br. początkowo dotyczyły m.in. kosztów życia, sytuacji w szkołach i sprzeciwu wobec polityki rządu, niedługo później przekształciły się w masowe akty przemocy i grabieży. 

W relacji Associated Press minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez określił sprawców przemocy jako „skrajnie brutalne, radykalne grupy skrajnej lewicy” i powiedział, że do części z nich dołączyli ludzie dokonujący grabieży. 

Reklama

To przypisana ministrowi charakterystyka, a nie ustalenie, że wszystkie osoby biorące udział w starciach należały do jednej organizacji ani że działały według wspólnego programu akceleracjonistycznego. Warto ją przytaczać, zachowując to rozróżnienie. 

Media społecznościowe pomogły rozpowszechniać wezwania do protestów i relacje z wydarzeń. 

Le Monde przed demonstracją opisał internetowe wezwania łączące protesty uczniowskie z ruchem „żółtych kamizelek”. W późniejszym materiale gazeta przedstawiła sposób wykorzystywania platform do przekazywania postulatów, organizowania blokad i obiegu nagrań. Pokazała też, jak obrazy grabieży i starć zdobywały dużą widownię oraz przesłaniały pokojowy przebieg większości demonstracji. 

Materiały potwierdzają znaczenie platform dla mobilizacji i obiegu treści. Nie dowodzą, że wszystkie wezwania były częścią jednego planu przemocy. 

Po protestach fałszywe i mylące materiały wykorzystywano do politycznego przedstawiania wydarzeń jako wywołana przez zewnętrzne podmioty.

Alliance4Europe w swym raporcie stwierdził, że nie znalazł dowodów, by podmiot zagraniczny zorganizował protesty, choć opisał próby wzmacniania gniewu i polaryzowania debaty. 

Reklama

Także Euronews w swej analizie rozróżnił wykorzystywanie niepokojów w przekazach informacyjnych od dowodu, że zewnętrzne podmioty je wywołały. 

Z tej racjo francuski przypadek wymaga więc osobnego opisu masowych protestów, przemocy części grup oraz późniejszych operacji i przekazów informacyjnych. 

Włochy: wezwania do stałej mobilizacji

Po starciach w Mediolanie 17 października powstało internetowe „Movimento 17 ottobre”. 

SkyTG24 opisało wezwania do demonstracji w kolejne soboty aż do upadku rządu oraz zachęcanie użytkowników do dołączenia do grupy na Telegramie. W komunikatach pojawiały się hasła rewolucyjne i odwołania do „esproprio proletario”. Świadczy to o radykalnej retoryce i próbie utrzymywania mobilizacji; same hasła nie wystarczają do uznania całego ruchu za akceleracjonistyczny. 

ANSA zwróciła uwagę na postanowienie mediolańskiego sędziego śledczego Fabrizia Filicego dotyczące zatrzymanych po zamieszkach. 

Reklama

Sędzia uznał, że wezwania rozpowszechniane przez konta „Italia in piazza” i „Movimento 17 ottobre” wskazują na działania o „zdecydowanie przemocowym i powstańczym charakterze”. Odniósł się też do planu destabilizacji porządku publicznego. W tym samym materiale ANSA podaje, że konta były wówczas objęte śledztwem. 

To jednak ocena sędziego zawarta w postanowieniu na etapie postępowania, a nie prawomocny wyrok ani dowód, że wszyscy uczestnicy protestów podzielali taki cel. 

Spośród trzech omawianych krajów włoskie materiały najczytelniej dokumentują wezwania do przedłużania mobilizacji i destabilizacji. Dają podstawę do mówienia o taktyce przypominającej logikę akceleracjonistyczną, ale nie wystarczają do stwierdzenia, że istniał spójny, wspólny program akceleracjonistyczny.

Hiszpania: sieć Blocus i zmieniający się obraz organizatorów

W Barcelonie 24 października doszło do zamieszek, zniszczeń i grabieży po wezwaniach rozpowszechnianych pod nazwą Blocus. 

EFE Verifica opisała sieć profili na TikToku, Telegramie i WhatsAppie oraz wezwania do powtórzenia zamieszek we Francji i Barcelonie. 

Także El País informował o śladach aktywności sieci w 18 miejscowościach i 11 wspólnotach autonomicznych. Według ustaleń przytoczonych przez gazetę, Blocus działał wówczas jako marka i sieć kont; tożsamość głównych operatorów nie była jeszcze ustalona. 

Reklama

Obraz zmienił się po kolejnych zatrzymaniach. Agencja Reutera 30 października podał, że hiszpańska policja zatrzymała podejrzanego założyciela i głównego promotora lokalnej odsłony Blocus, oskarżanego o tworzenie grup na Telegramie i koordynowanie działań. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało również o sześciu innych zatrzymanych w związku z grupą. 

Lokalna agencja informacyjna EFE tego samego dnia wskazała, że w ciągu 24 godzin zatrzymano dziesięciu młodych ludzi w kilku regionach, w tym czterech nieletnich; trzech z nich przedstawiało się jako liderzy Blocus.

Wczesne doniesienia o zatrzymaniach uczestników zamieszek w Barcelonie podawały 128 osób, późniejsze około 130, a kolejne relacje 132 i 133. To kolejne bilanse publikowane w miarę aktualizowania danych, nie liczby, które należy dodawać do siebie. 

Reklama

W materiale RTVE z 1 listopada podano, że w ramach operacji przeciw Blokus tylko w Barcelonie zatrzymano trzy osoby i zidentyfikowano 1400 osób.

Według EFE, źródła policyjne nie stwierdziły, by za Blocus stała konkretna ideologia lub organizacja ekstremistyczna; rozważano efekt naśladowania protestów we Francji, FOMO i rolę algorytmów w rozpowszechnianiu wezwań. 

Z kolei El País odnotował osobne, skrajnie prawicowe wezwania do odwetu na migrantach i uczestnikach zamieszek. Ich obecność wskazuje na próbę politycznego wykorzystania wydarzeń, ale nie dowodzi współpracy autorów z Blocus. 

Reklama

Hiszpański przypadek dokumentuje więc zarówno internetową koordynację, jak i wezwania do naśladowania przemocy.

Kiedy można mówić o akceleracjonizmie?

Sama przemoc, radykalne hasła ani próba wywołania starć nie wystarczają do zakwalifikowania działań jako akceleracjonistycznych. W analizie znaczenie mają przede wszystkim cztery kwestie:

  • Cel polityczny: czy sprawcy chcą wymusić konkretną zmianę, czy przyspieszyć szerszy kryzys i doprowadzić do rozpadu lub zasadniczej przebudowy istniejącego porządku.
  • Sposób działania: czy podsycanie konfliktów, destabilizacja i przemoc są przedstawiane jako zamierzona droga do zmiany systemowej.
  • Dowody ideologiczne i organizacyjne: deklaracje, komunikaty, plan działania i powiązania między sprawcami. Sama etykieta nadana im przez przeciwników politycznych nie wystarcza.
  • Kontekst: wcześniejsze napięcia społeczne, przebieg mobilizacji, działania organizatorów i służb oraz rola platform w rozpowszechnianiu treści.

Akceleracjonistyczny cel może dotyczyć kapitalizmu, państwa, relacji klasowych albo instytucji liberalno-demokratycznych — zależnie od konkretnego nurtu. Dążenie do rozpadu demokracji liberalnej jest celem części bojowych grup, a nie uniwersalną definicją całego akceleracjonizmu.

W październiku 2026 r. sieci społecznościowe we Francji, Włoszech i Hiszpanii służyły do rozpowszechniania wezwań, koordynowania części działań oraz obiegu nagrań. 

  • W Hiszpanii udokumentowano sieć Blocus, a późniejsze zatrzymania wskazały na podejrzanego założyciela i osoby przedstawiające się jako jej liderzy. 
  • We Włoszech pojawiły się wezwania do stałej mobilizacji, a sędzia śledczy ocenił, że kampania może mieć charakter destabilizacyjny. 
  • We Francji masowe protesty obejmowały zarówno pokojowe demonstracje, jak i przemoc części grup; minister spraw wewnętrznych przypisał sprawców niektórych aktów przemocy radykalnej skrajnej lewicy. 

Każda z tych informacji wymaga przypisania konkretnemu źródłu i uwzględnienia jego statusu. Przytoczone materiały uzasadniają mówienie o mobilizacji internetowej, eskalacji i taktykach przypominających logikę akceleracjonistyczną w części środowisk. Nie dowodzą, że algorytmy same wywołały przemoc ani że wydarzenia w trzech krajach należały do jednego ruchu.

Reklama
Zobacz również
CyberDefence24.pl - Digital EU Ambassador

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama