- WIADOMOŚCI
- WAŻNE
„Shitposting” wchodzi do dyplomacji. Amerykańsko-irańska wojna na memy
Wojna z Iranem pokazała, że współczesny konflikt nie rozgrywa się już wyłącznie na polu bitwy, w gabinetach dyplomatycznych ani w klasycznych mediach. Równoległym frontem stały się platformy społecznościowe, gdzie trwa wojna na memy. Obecnie o znaczenie wydarzeń walczy się za pomocą humorystycznych obrazków, filmów generowanych przez sztuczną inteligencję, ironicznych ripost i popkulturowych odniesień. „Shitposting” pełni tu ważną rolę.
Autor. CyberDefence24/Canva
Jak pisze Center for Strategic and International Studies – CSIS, sukces militarny Stanów Zjednoczonych i Izraela nie przełożył się automatycznie na przewagę informacyjną, ponieważ Iran potrafił odpowiedzieć nie tylko rakietami i dronami, lecz także skoordynowaną kampanią narracyjną w internecie.
Najważniejsza zmiana polega na tym, że Teheran nie ograniczył się do tradycyjnej propagandy państwowej. Zamiast wyłącznie publikować oficjalne oświadczenia, komunikaty dyplomatyczne i materiały mediów państwowych, zaczął wykorzystywać język właściwy dla platform społecznościowych: skrótowy, ironiczny, memiczny i emocjonalny.
„Shitposting” z irańskich kont dyplomatycznych
Institute for Strategic Dialogue – ISD wskazuje, że irańskie konta dyplomatyczne na X przeszły od klasycznego przekazu do „shitpostingu”, czyli publikowania prowokacyjnych, absurdalnych lub humorystycznych treści zaprojektowanych tak, aby generować reakcje i zasięgi.
Ta strategia okazała się niezwykle skuteczna z racji, że przełożyła poważny konflikt geopolityczny na formaty zrozumiałe dla szerokiej publiczności internetowej. Według ISD, w pierwszych 50 dniach wojny posty irańskich ambasad i oficjalnych kont uzyskały około 900 milionów wyświetleń i 22 miliony polubień, co oznaczało trzydziestokrotny wzrost liczby polubień w porównaniu z poprzednimi 50 dniami.
W tym samym okresie liczba udostępnień wzrosła z 4,3 miliona do 76 milionów, a komentarzy ze 191 tysięcy do 870 tysięcy.
Okazało się, że w praktyce Iran zaczął wykorzystywać zachodnią popkulturę przeciwko Zachodowi. Konta ambasad publikowały materiały generowane przez AI, memy i żarty wymierzone przede wszystkim w Donalda Trumpa, amerykańską administrację i izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu.
Wśród najbardziej nośnych przykładów znalazły się filmy AI przedstawiające Trumpa policzkowanego przez Jezusa, parodie piosenek popowych oraz odniesienia do „Piratów z Karaibów”, „Spidermana”, „Forresta Gumpa” czy „Toma i Jerry’ego”.
Filmiki tworzone przez AI: proste, czytelne, dla każdego
Szczególnie ważnym elementem irańskiej kampanii informacyjnej stały się filmy generowane przez sztuczną inteligencję w estetyce Lego, ponieważ łączyły prostotę przekazu, rozpoznawalny język popkultury i zdolność do szybkiego rozprzestrzeniania się w mediach społecznościowych.
Jak pisze The Verge, grupa Explosive Media produkowała animacje AI przedstawiające amerykańskie operacje wojskowe jako kosztowne, chaotyczne i kompromitujące. W jednym z opisanych przykładów akcja ratunkowa amerykańskiego lotnika, którą Donald Trump prezentował jako sukces, została pokazana jako absurdalna porażka: amerykańskie samoloty i śmigłowce eksplodowały, zamieniając się w banknoty i monety.
Siła tych materiałów nie wynikała jednak z realizmu, lecz ich natychmiastowej czytelności. Estetyka Lego pozwalała mówić o wojnie w formie pozornie lekkiej, wizualnie atrakcyjnej i łatwej do udostępniania. Przedstawiciel Explosive Media określił ją w rozmowie z The Verge jako „uniwersalny język”, który pozwala przekazywać treści bez skrajnego realizmu, ale z dużą liczbą sugestywnych szczegółów.
Podobny mechanizm opisuje Time, wskazując, że w marcu 2026 roku wojna informacyjna wokół Iranu przybrała formę propagandy AI: internet zalały animacje, w których Donald Trump i Benjamin Netanjahu występowali jako figurki Lego, często w połączeniu z chwytliwymi piosenkami, prawdopodobnie również wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję.
Filmy te zestawiały dziecięcą estetykę z obrazami bombardowań, trumien, ofiar cywilnych i rzekomych klęsk USA. Część materiałów przypisywano irańskim ośrodkom propagandowym, inne grupie Explosive News Team, która przedstawiała się jako niezależna.
Amerykańsko-irańska walka o viralowe treści
Niezależnie od rzeczywistego autorstwa, ich znaczenie polegało na tym, że AI umożliwiła szybką, tanią i masową produkcję treści zaprojektowanych pod viralowy obieg.
Co istotne, podobną logikę stosował także Biały Dom, wykorzystując estetykę gier wideo, kina akcji i popkultury do promowania własnej narracji wojennej. Iran pokazywał upokorzenie Trumpa i grozę wojny, Stany Zjednoczone — siłę oraz dominację militarną.
Obie strony mówiły jednak tym samym językiem: memów, gier, zabawek, piosenek AI i spektaklu. Najważniejszy wniosek jest więc taki, że współczesna propaganda nie musi już przypominać oficjalnego komunikatu państwowego. Może przybrać formę animacji Lego, memu albo chwytliwej piosenki wygenerowanej przez AI, a jej celem nie zawsze jest bezpośrednie przekonanie odbiorcy, lecz przejęcie jego uwagi, wywołanie emocji i skłonienie użytkowników do samodzielnego rozpowszechniania przekazu.
Slopaganda – co to takiego?
To właśnie na tych przykładach widać różnicę między klasyczną propagandą a nową „slopagandą”, czyli masowo produkowaną, często AI-generowaną propagandą platformową.
Nie chodzi wyłącznie o przekazanie jednej oficjalnej wersji wydarzeń, lecz wytworzenie całego strumienia obrazów, żartów, piosenek, klipów i memów, które tworzą emocjonalne tło konfliktu.
Iran rozsiewa deepfake'i. Wie w co uderzyć
Jak zauważa Reuters Institute for the Study of Journalism, strona irańska w pełni przyjęła media generowane przez AI, publikując animacje w stylu Lego, jawnie sfabrykowane deepfake’i, stylizowane teledyski i stare, niezwiązane z konfliktem klipy humorystyczne.
Równocześnie Iran wykorzystywał technologię sztucznej inteligencji do produkcji bardziej klasycznych materiałów dezinformacyjnych. Cyabra wskazuje, że fałszywe konta na TikToku i Facebooku rozpowszechniały wygenerowane przez sztuczną inteligencję filmy przedstawiające masowe pogrzeby amerykańskich żołnierzy, zrozpaczonych wojskowych oraz rodziny opłakujące poległych.
Według Cyabry, 47 nieautentycznych kont odpowiadało za ponad 40 milionów wyświetleń takich treści. Celem kampanii nie było jedynie rozpowszechnianie fałszywych obrazów. Chodziło o stworzenie emocjonalnego wrażenia, że Stany Zjednoczone ponoszą ogromne straty; wojna wymyka się spod kontroli, a administracja ukrywa prawdziwe koszty konfliktu.
Wszystko opierało się na trzech narracjach:
- procesjach z trumnami przykrytymi flagami,
- żołnierzach w rozpaczy na polu bitwy,
- dzieciach opłakujących ojców wysłanych na misję lub rzekomo poległych.
W tym sensie irańska operacja informacyjna nie próbowała wyłącznie przekonać odbiorców, że Iran wygrywa militarnie. Jej głębszym celem było osłabienie zaufania do amerykańskich władz, wzmocnienie nastrojów antywojennych i wywarcie presji na politykę wewnętrzną USA.
Jak pisze CSIS, irańskie narracje wykorzystywały istniejące już obawy Amerykanów:
- zmęczenie wojnami na Bliskim Wschodzie,
- strach przed wzrostem cen energii,
- nieufność wobec elit,
- przekonanie, że zwykli obywatele ponoszą koszty decyzji politycznych podejmowanych przez wąskie grupy władzy.
Zobacz też

W Internecie liczy się zasięg
Najbardziej skuteczne okazały się więc nie tylko fałszywe obrazy rzekomych irańskich zwycięstw, ale narracje rezonujące z realnymi podziałami społecznymi w USA. Natomiast największe zaangażowanie generowały przekazy przedstawiające wojnę jako projekt skorumpowanych elit, prowadzony kosztem zwykłych Amerykanów, a nie komunikaty bezpośrednio gloryfikujące sukcesy Iranu na polu walki.
Oznacza to, że Teheran zrozumiał też, iż w epoce platform społecznościowych liczy się nie tylko treść, ale infrastruktura zasięgu. Proirańskie konta działały w skoordynowanych sieciach, wykorzystywały płatne oznaczenia Premium na X, wzajemnie wzmacniały swoje wpisy, a część treści była dalej rozpowszechniana przez zweryfikowane konta dyplomatyczne Iranu i Rosji.
Według CSIS dwie takie sieci na X wygenerowały ponad miliard wyświetleń w pierwszym miesiącu wojny.
Amerykanie postawili na gry
Nie oznacza to jednak, że tylko Iran memizował wojnę. Administracja USA również sięgnęła po estetykę platform społecznościowych, ale zrobiła to w sposób, który wywołał poważne kontrowersje.
Jak pisze agencja Reutera, Biały Dom i Pentagon publikowały materiały łączące nagrania wojskowe z odniesieniami do gier wideo, filmów akcji i popkultury, w tym „Call of Duty”, „Top Gun”, „Iron Man” czy „Gladiatora”. Krytycy określali tę strategię jako niesmaczną „grywalizację” wojny, w której ginęli amerykańscy żołnierze i irańscy cywile.
Iran okazał się skuteczniejszy?
Różnica polegała na tym, że irański przekaz, choć propagandowy, często przedstawiał siebie jako głos słabszej strony atakowanej przez potężniejsze państwa. Amerykańskie materiały były natomiast odbierane przez krytyków jako demonstracja siły, triumfalizmu i militarnego spektaklu.
Jak zauważa The Verge, treści Explosive Media wydawały się bardziej spójne i atrakcyjne niż część trollingowych materiałów Białego Domu, ponieważ nie tylko wyśmiewały przeciwnika, ale także zachęcały odbiorców do spojrzenia na Irańczyków jako ludzi z poczuciem humoru, kreatywnością i zdolnością do oporu.
To przesunięcie wizerunkowe jest jednym z najważniejszych efektów całej kampanii. Iran, dotąd kojarzony w zachodniej debacie głównie z represyjną teokracją, naruszeniami praw człowieka i autorytarną kontrolą społeczeństwa, zaczął być w części obiegu internetowego przedstawiany jako ironiczny, zuchwały outsider rzucający wyzwanie Stanom Zjednoczonym.
ISD zwraca uwagę, że zwiększone zaangażowanie wokół irańskich kont sugeruje częściowe przesunięcie percepcji kraju: od obrazu represyjnego reżimu ku obrazowi dowcipnego przeciwnika USA. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że ta narracja jest neutralna lub spontaniczna a wręcz przeciwnie jej skuteczność polega właśnie na połączeniu autentycznych emocji odbiorców, istniejących antywojennych nastrojów, niechęci do Trumpa, technologii AI i skoordynowanej amplifikacji.
Jak pisze The Verge, Explosive Media twierdzi, że działa niezależnie od irańskich mediów państwowych, ale tempo publikacji, aktualność komentarzy i profesjonalizm produkcji rodzą pytania o możliwe związki z większym aparatem propagandowym.
Problem o charakterze strategicznym
Najważniejszy wniosek jaki się nasuwa jest taki, że wojna informacyjna nie polega już wyłącznie na ukrywaniu prawdy lub rozpowszechnianiu pojedynczych kłamstw. Coraz częściej polega na produkcji atrakcyjnych, emocjonalnych i viralowych interpretacji rzeczywistości.
Fałszywe narracje nie muszą zostać w pełni uznane za prawdziwe, aby były skuteczne; wystarczy, że wytworzą sporne środowisko informacyjne, w którym rzeczywisty sukces militarny przestaje być jednoznaczny.
Dla państw demokratycznych jest to poważny problem strategiczny. Nie mogą one odpowiadać na autorytarną propagandę przez kopiowanie metod państw autorytarnych, czyli przez cenzurę, centralną kontrolę przekazu czy masową manipulację. Natomiast przewaga wolnych społeczeństw powinna opierać się na szybkości, wiarygodności, przejrzystości i koordynacji, a nie na próbie naśladowania przeciwnika.
Zobacz też

Komunikacja na miarę naszych czasów. Potrzebujemy zmian
Zasadniczym problem polega na tym, że tradycyjna komunikacja państwowa jest zbyt wolna wobec tempa platform społecznościowych. Konferencja prasowa, oficjalny komunikat czy późne dementi nie są w stanie skutecznie konkurować z filmem AI, który w kilka godzin zdobywa miliony wyświetleń.
Dlatego postuluje odbudowę dyplomacji publicznej, wzmocnienie cyfrowych zespołów ambasad, modernizację międzynarodowego nadawania oraz stworzenie stałych komórek koordynacji informacyjnej przy dowództwach wojskowych.
W pierwszych godzinach konfliktu liczy się bowiem nie perfekcyjna forma, lecz szybkość i wiarygodność. USA i ich sojusznicy powinni być gotowi do szybkiego publikowania zweryfikowanych obrazów, selektywnego odtajniania informacji wywiadowczych, ujawniania skoordynowanych sieci wpływu i prostego wyjaśniania politycznego celu działań wojskowych.
Iran staje się groźny
Wojna memów wokół Iranu pokazuje więc, że sztuczna inteligencja nie tylko zwiększa skalę dezinformacji, lecz także zmienia język polityki międzynarodowej. Państwa, grupy propagandowe i nieformalne sieci twórców mogą dziś produkować atrakcyjne wizualnie materiały szybciej niż redakcje są w stanie je zweryfikować, a administracje państwowe — skomentować.
Jak wskazuje Reuters Institute for the Study of Journalism, memy, deepfake’i i treści AI zagęszczają „mgłę wojny”, utrudniając odbiorcom odróżnienie faktu od manipulacji, satyry od propagandy i dokumentu od inscenizacji.
Z tej racji przypadek Iranu pokazuje, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej nie musi polegać na przekonaniu świata do pełnej wersji propagandowej. Wystarczy przesunąć emocje, podważyć zaufanie do przeciwnika, wykorzystać istniejące podziały i sprawić, że własna narracja stanie się bardziej atrakcyjna niż oficjalne komunikaty drugiej strony.
W tym sensie największym sukcesem irańskiej kampanii nie było stworzenie jednej wielkiej fałszywej opowieści, lecz przejęcie języka internetu: memu, żartu, piosenki AI, animacji Lego i deepfake’u. Tak więc Iran Teheran pokazał, że w epoce generatywnej sztucznej inteligencji propaganda nie musi wyglądać jak propaganda. Może wyglądać jak satyra, teledysk, mem, dziecięca animacja albo ironiczna odpowiedź ambasady na wpis prezydenta USA. I właśnie dlatego jest groźna — bo działa nie przez oficjalny przymus, lecz przez atrakcyjność, emocje, śmiech i pozorną spontaniczność.





Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].
Krajowy system e-Faktur - co musisz wiedzieć o KSEF?
Materiał sponsorowany