Strona główna

Rosjanie ukradli maile Clinton na prośbę ludzi Trumpa?

fot. Hillary Clinton / Flickr / domena publiczna
fot. Hillary Clinton / Flickr / domena publiczna

Podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku, rosyjscy hakerzy zastanawiali się, w jaki sposób uzyskać dostęp do poczty elektronicznej kandydatki Partii Demokratycznej na prezydenta USA Hillary Clinton oraz jak przekazać skradzione dane Michaelowi Flynnowii, który doradzał Donaldowi Trumpowi w trakcie kampanii wyborczej.  

Z raportu, na który powołuje się amerykański serwis New York Magazine (nymag.com) wynika także, że wieloletni współpracownik Partii Republikańskiej, zorganizował kampanię w celu uzyskania dostępu do e-maili, które Hillary Clinton usunęła ze swojego serwera.

Peter W. Smith, współpracownik Partii Republikańskiej, którą reprezentuje nowy prezydent USA Donald Trump powiedział wielu osobom z otoczenia przyszłego prezydenta (Trumpa – red.), że współpracował z Flynnem nad kwestią e-maili Clinton.

Interesujące informacje w tej sprawie dostarczył także dziennikarz Shane Harris z „The Wall Street Journal”, który przesłuchiwał Smitha na kilka dni przed śmiercią tego 81 latka. Według Harrisa cały projekt Smitha rozpoczął się w weekend Święta Pracy w 2016 roku, kiedy Smith  działacz Partii Republikańskiej, powiedział, że zebrał grupę ekspertów ds. technologii, prawników i rosyjskojęzycznego badacza z Europy, aby ci pomogli mu uzyskać e-maile z serwera sztabu wyborczego Hillary Clinton. Skradziono jej z prywatnego serwera, którego Clinton używała jako sekretarz stanu USA.

Czytaj też: Rosja ingerowała w wybory w USA. Były szef FBI nie ma wątpliwości

W wywiadzie dla „The Wall Street Journal” Smith powiedział, że on i jego koledzy z pięciu grup hakerskich są w posiadaniu usuniętych z serwera wiadomości Hillary Clinton, w tym dwie grupy, to jego zdaniem hakerzy z Rosji.  Smith miał wyznać dziennikarzowi WSJ, że po sprawdzeniu partii e-maili zaoferowanych mu przez grupy hakerów jesienią 2016 roku, nie był pewien, czy są one autentyczne. - Powiedzieliśmy wszystkim grupom, aby przekazali je WikiLeaks – powiedział Smith. WikiLeaks jednak nigdy nie opublikował tych e-maili.

Smith powiedział, że pracuje niezależnie od kampanii Trumpa. Odmówił też zeznania, czy emerytowany generał zaangażował się w jego projekt. Jednak informacje rozpowszechniane przez Smitha sprawiły, że zyskał on wielu zwolenników, których przekonał, że ​​pracuje on jako dla starszy doradca Republikanów.

Doniesienia Harrisa stanowią najbardziej znaczący dowód w sprawie potencjalnej współpracy Trumpa z Rosjanami w celu wykradzenia e-maili Hillary Clinton.

Należy jednak podkreślić, że Smith nie uchodzi za najbardziej wiarygodne źródło informacji. Wielokrotnie zdarzało mu się formułować fałszywe oskarżenia. W przeszłości mówił m.in., że Bill Clinton jeszcze jako gubernator Arkansas kazał swojemu ochroniarzowi sprowadzić prostytutki.

 

 

Komentarze