Polityka i prawo

Spowiedź producenta Pegasusa. Grzechy zatajono [KOMENTARZ]

oko, niebieskie
Fot. Paul_Stachowiak/Pixabay

Parlament Europejski próbuje wyjaśnić aferę Pegasusa w Europie. Wiceprezes NSO Group w tym nie pomógł. Reprezentant producenta systemu szpiegowskiego zasłaniał się „informacjami niejawnymi” lub powtarzał wciąż te same wymijające i ogólnikowe odpowiedzi. Spowiedź przedstawiciela firmy przed PE nie była szczera. Wiele grzechów zatajono. 

We wtorek odbyło się kolejne posiedzenie komisji śledczej ds. Pegasusa w Parlamencie Europejskim. Stawił się na nim osobiście wiceprezes NSO Group (producent Pegasusa) Chaim Gelfand. 

Dla firmy, która w ostatnim czasie wywołała sporo kontrowersji był to idealny moment, aby publicznie, otwarcie, przed całym światem wyjaśnić palące problemy. Jednak przyglądając się spotkaniu, można było odnieść wrażenie, że przedstawiciel izraelskiego przedsiębiorstwa nie pomógł swojej spółce, a nawet pogorszył jej obraz. 

Stawiając się przed Europarlamentem, Chaim Gelfand musiał być świadomy, że nie będzie to łatwe posiedzenie ze względu na serię trudnych pytań, na które przyjdzie mu odpowiedzieć. Przecież zadaniem komisji śledczej jest wyjaśnienie afery Pegasusa w Unii Europejskiej, w tym Polsce, Hiszpanii, na Węgrzech i w ramach instytucji Wspólnoty. Nie może dziwić więc fakt, że jej członkowie byli aktywni i dociekliwi. Przecież chodzi o bezpieczeństwo i prywatność nas wszystkich. 

Czytaj też

Pegasus w UE

Wiceprezes NSO Group przekazał, że liczba celów Pegasusa to ok. 12-13 tys. w danym roku. „Mieliśmy łącznie ok. 60 klientów w 45 państwach. Obecnie jest to poniżej 50 klientów” – poinformował. Ilu z nich znajduje się na terenie UE? Takie pytanie zadali europosłowie. A odpowiedź? „Ponad 5, ale muszę sprawdzić”. 

Można odczuć, że to trochę dziwne, iż wiceprezes producenta Pegasusa, zaangażowany w proces sprzedaży i dochodzenia w przypadku nadużyć/niezgodnego z przeznaczeniem używania systemu szpiegowskiego nie wie dokładnie, ile unijnych państw posiada technologię firmy. Mówimy przecież o kilkudziesięciu podmiotach, a nie setkach, tysiącach itd.   

Czytaj też

„Nie potrafi” odpowiedzieć

Zaznaczył, że system szpiegowski powstał z myślą o walce z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną. Silnie podkreślał ten fakt, wielokrotnie powołując się na niego przy udzielaniu odpowiedzi. Mówił, że technologia firmy pozwoliła udaremnić zamachy, w tym te planowane przez zamachowców samobójców. 

Jednak, gdy został zapytany przez polską europosłankę Beatę Kempę o liczbę tego typu przypadków, odparł: „Nie jestem w stanie podać konkretnej liczby”. 

Kilkukrotnie można było usłyszeć, że system szpiegowski jest narzędziem do walki z przestępczością i terroryzmem, a nie do np. inwigilacji opozycji. John Scott-Railton z Citizen Lab (instytucja, która ujawniła aferę Pegasusa w m.in. Polsce) nie ma jednak wątpliwości, że NSO Group wie, że w „ogromnej liczbie przypadków" Pegasus jest używany do hakowania polityków.

„As I said...” to informacje niejawne

Uwagę komisji przykuł również wątek danych i dochodzenia. Chaim Gelfand stanowczo deklarował, że NSO Group nie ma dostępu do danych, które za pomocą Pegasusa pozyskuje rząd-klient. Po sprzedaży i instalacji systemu, firma już nim nie operuje. 

Niedługo później reprezentant przedsiębiorstwa mówił o podejmowanych na szczeblu wewnętrznym dochodzeniach, dotyczących nadużywania systemu szpiegowskiego przez klientów. 

Skąd NSO Group wie, że Pegasus jest wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem, skoro nie ma dostępu do danych i operuje narzędziem po sprzedaży? 

Początkowo Chaim Gelfand stosował taktykę powtarzania wcześniej wypowiedzianych słów. „As I said...” (ang. "tak, jak powiedziałem"), a dalej zapewniał, że firma nie ma dostępu do żadnych danych. 

To wiemy. Więc europosłowie, w tym Bartosz Arłukowicz, postanowili drążyć temat, zadając jednoznaczne pytanie: „Jak NSO sprawdza użycie Pegasusa przez agencje rządowe, skoro nie zbiera żadnych danych?".  Przedstawiciel firmy uciął wątek odpowiadając: „To informacje niejawne”. 

Pegasus na Węgrzech

Istotnym wątkiem posiedzenia była kwestia, kto może zostać klientem izraelskiej firmy. Reprezentant producenta technologii szpiegowskiej zapewniał, że do transakcji dochodzi po weryfikacji danego państwa pod kątem praworządności i przestrzegania praw człowieka. Potrzebna jest także zgoda izraelskiego rządu. W przypadku, gdy dany kraj nie spełnia warunków, nie ma mowy, aby Pegasus został mu sprzedany. 

Tutaj uaktywnili się europosłowie, którzy wskazali, że jeśli takie zasady wyznaje NSO Group, to dlaczego system szpiegowski trafił na Węgry, gdzie rząd był już wcześniej znany z nieprzestrzegania praworządności i reguł demokracji?  

Z ust Chaima Gelfanda padło „as I said...” i ponownie powiedział to, co kilka sekund wcześniej – opisał proces weryfikacji państwa pod kątem ewentualnej sprzedaży Pegasusa, nie odnosząc się w żaden sposób do przykładu węgierskiego. 

Słowa przedstawiciela izraelskiej firmy irytowały polityków, uczestniczących w obradach komisji śledczej. Pytali o to, czy reprezentant NSO Group ma w ogóle szacunek do Parlamentu Europejskiego i traktuje jego pracę poważnie, bo na zadane pytania udziela wymijających odpowiedzi. 

Trudno się z tym nie zgodzić. Można było odnieść wrażenie, że Chaim Gelfand powtarzał wciąż te same regułki, a gdy został przyparty do muru, zasłaniał się tajemnicą i „informacjami niejawnymi”. Obraz izraelskiej firmy nie wypadł dobrze.

Czytaj też

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu.Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze