Polityka i prawo

Donald Trump naciska na Ukrainę: Gdzie jest źródło cyberataku?

Fot. Gage Skidmore/flickr
Fot. Gage Skidmore/flickr

W lipcu br. Donald Trump poprosił prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego o „przysługę”, aby ten pomógł w zlokalizowaniu źródła cyberataku wymierzonego w Stany Zjednoczone. Zapis rozmowy telefonicznej między szefami państw został opublikowany przez Biały Dom – informuje serwis CyberScoop.

„Chciałbym, abyś wyświadczył nam przysługę, ponieważ nasz kraj wiele przeszedł, a Ukraina dużo o tym wie. Chciałbym, żebyście dowiedzieli się, co się stało… Crowdstrike (przyp. red. amerykańska firma bezpieczeństwa) mówi, że u Was znajduje się serwer…” – miał powiedzieć Donald Trump, zgodnie z zapisem rozmowy udostępnionym przez Biały Dom. „Chciałbym, aby prokurator generalny (przyp. red. William Barr) zadzwonił do ciebie lub twojego przedstawiciela i chciałbym, żebyś doszedł do sedna sprawy”.

Jak wskazuje CyberScoop, prezydent USA poprosił Wołodymyra Zełeńskiego o rozpoczęcie poszukiwań serwera powiązanego z cyberatakiem na Democratic National Committee (DNC) z 2016 roku. Według Donalda Trumpa nadal brakuje konkretnego źródła incydentu, a oskarżenia rzucane w stronę CrowdStrike o zatuszowanie śladów są bezpodstawne.

W celu wyjaśnienia sytuacji firma opublikowała specjalne oświadczenie, w którym stwierdziła: „Jeśli chodzi o nasze dochodzenie w sprawie włamania do DNC w 2016 roku, przekazaliśmy FBI wszystkie dowody i analizy kryminalistyczne. Jak już powiedzieliśmy wcześniej, podtrzymujemy nasze ustalenia i wnioski, które zostały w pełni poparte przez społeczność wywiadu USA”.

Środowisko polityczne krytykuje zachowanie prezydenta Stanów Zjednoczonych. „To kompletny nonsens” – zaznaczył przedstawiciel DNS Xochitl Hinojosa. „Trump wciąż nie przyjmuje do wiadomości możliwej ingerencji Rosji w nasze wybory, a zamiast tego wzywa zagranicznych przywódców do forsowania teorii spiskowych. To surrealistyczne”.

Jedna z hipotez mówi, że CrowdStrike sfałszowała dowody dotyczące cyberataku na DNS w taki sposób, aby „przypiąć złośliwą działalność rosyjskim hakerom”. Co więcej, współzałożycielem firmy jest Ukrainiec, Dmitri Alperovitch. Urodził się w Rosji, ale obecnie posiada obywatelstwo Stanów Zjednoczonych.

Donald Trump poinformował, że jego osobisty adwokat Rudy Giuliani bada całą sprawę – podaje CyberScoop. „Rudy zajmuje się również działalnością ze strony Rosji, które okazuje się… fałszywym nonsensem… Gdzie rozpoczął się ten incydent?” – podkreślił prezydent USA podczas rozmowy z dziennikarzami po obradach Zgromadzenia Ogólnego ONZ. „To totalne bzdury. Zupełne oszustwo. Mistyfikacja”.

To nie pierwszy raz, kiedy Donald Trump porusza kwestię „brakujących serwerów” i źródła cyberataku. Podobne hasła głosił podczas konferencji prasowej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w lipcu ubiegłego roku. „Są grupy, które zastanawiają się, dlaczego FBI nigdy nie wzięło serwera” – stwierdził wówczas Trump.  „Dlaczego go nie wzięli? Gdzie on jest? Chcę wiedzieć, co się w nim znajduje!”.

Komentarze

    Czytaj także