Polityka i prawo

#CyberMagazyn: Chińskie narracje o wojnie na Ukrainie coraz częściej brzmią jak echo Moskwy

Fot. @wind_knight / Unsplash

Chińskie media państwowe i urzędnicy coraz chętniej powielają narracje Moskwy na temat wojny w Ukrainie, podważając tym samym wysiłki dyplomatyczne Europy i USA zmierzające w kierunku zatrzymania rozlewu krwi spowodowanego inwazją wojsk Putina. Czy Państwo Środka tym samym zajmuje wreszcie jasne stanowisko w sprawie konfliktu? Analiza chińskiej propagandy dowodzi, że tak.

Kiedy świat obiegły zdjęcia obrazujące masakrę w Buczy, Rosja bardzo szybko obrała strategię popisowego zaprzeczania tym krwawym wydarzeniom, nazywając materiały "sfabrykowanymi" i twierdząc, że to fake newsy ukierunkowane na zniszczenie dobrego wizerunku Moskwy.

Chiny szybko podchwyciły narrację Kremla na temat Buczy, która w oczywisty sposób nie miała nic wspólnego z prawdą, broniąc tez rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych w ściśle kontrolowanej przez państwo prasie.

Jedna z gazet, będąca organem Komunistycznej Partii Chin, stwierdziła nawet, że Rosjanie przedstawili dostatecznie dużo dowodów, aby uznać, iż zdjęcia z Buczy są fałszywe.

Dziennik "New York Times" cytuje również telewizję z Szanghaju, według której dowody na to, że Bucza to fake news, "oczywiście nie mogłyby zostać uznane przez sąd" ze względu na prozachodnie skrzywienie wymiaru sprawiedliwości.

USA próbują wpłynąć na postawę Chin względem wojny

Miesiąc temu - pisze nowojorska gazeta - Biały Dom próbował wpłynąć na Chiny przekonując administrację prezydenta Xi, by zaprzestano amplifikacji rosyjskiej propagandy w sprawie wojny na Ukrainie.

Chiny tymczasem jeszcze bardziej zwiększyły dawkę kremlowskich narracji serwowaną społeczeństwu w mediach i skupiły się na dyskredytowaniu wszystkiego, co na temat konfliktu mówi świat Zachodu, w szczególności zaś kraje NATO.

Nie ma znaczenia, że Rosję za to, co się stało w Buczy, napiętnował cały świat. Nie ma również znaczenia, że na podłości popełniane przez wojska Putina z każdym dniem mamy coraz więcej dowodów, których dostarczają nie tylko oficjalne kanały ukraińskiego rządu informujące na bieżąco o tym, co dzieje się w atakowanym przez znacznie liczniejsze rosyjskie wojska kraju.

Okrucieństwa Rosji potwierdzają liczne doniesienia specjalistów OSINT, a także sami Ukraińcy, którzy wykorzystują do tego celu media społecznościowe takie jak TikTok , ale i platformę Telegram (o tym, jaką rolę te środki przekazu odgrywają w trwającym konflikcie, pisaliśmy na łamach naszego serwisu już niejednokrotnie).

Zbałamucić cały świat

Celem Chin według wielu analityków jest nie tylko zmanipulować opinię publiczną w kraju, który od dawna z Rosją pozostaje w cichym, choć coraz częściej otwarcie komunikowanym sojuszu.

Chińska propaganda chce przekonać cały niezachodni świat o tym, że w trwającym konflikcie to właśnie Władimir Putin ma rację.

O tym, jak dużym problemem jest oddziaływanie propagandy Putina w niezachodnich regionach geograficzno-kulturowych, również można przeczytać w CyberDefence24.pl w tej analizie.

Chiny wraz z Rosją tworzą alternatywną rzeczywistość, w której Rosja jest izolowana dyplomatycznie i gospodarczo przez Zachód w sposób całkowicie niezasłużony. Uzasadnieniu tego stanu służą liczne teorie spiskowe, a także podsycanie nieufności wobec instytucji NATO oraz Stanów Zjednoczonych jako światowego mocarstwa.

Celem oddziaływania Chin są przede wszystkim kraje Bliskiego Wschodu, Afryka, a także państwa Ameryki Łacińskiej, które - jak zaznacza "NYT" - od dawna były podatnym gruntem dla rozmaitych teorii spiskowych.

Cytowany przez gazetę analityk, który zajmuje się monitorowaniem chińskiej i rosyjskiej dezinformacji na potrzeby think-tanku Alliance for Securing Democracy, uważa, że chińska propaganda w kwestii Ukrainy osiąga wcześniej nieznany poziom wyrafinowania, oparty przede wszystkim na powtarzaniu rosyjskich narracji.

Chiny jednocześnie wciąż próbują przedstawiać się jako kraj, który jest neutralny względem toczącej się wojny, a jednocześnie orędownik pokoju. Dziennikarze i dyplomacji ChRL opierają się tutaj na promocji rosyjskich narracji propagandowych, legitymizując działania Władimira Putina, a także dyskredytując opinie Zachodu, m.in. o tym, że Rosja na terytorium Ukrainy dopuszcza się zbrodni wojennych.

Neonaziści i krucjata Putina

Na czym koncentrują się wysiłki chińskiej propagandy?

Przede wszystkim na wykazaniu, że Ukraina to kraj faszystowski, a rząd Wołodymyra Zełeńskiego w Kijowie to neonaziści, którzy są zainteresowani jedynie szerzeniem własnego nacjonalizmu i jego ekspansją w całym regionie.

We wpisach chińskich mediów w serwisie Twitter, skądinąd w ChRL niedostępnym, bardzo często pojawiają się wprost wyrażone twierdzenia o tym, że Ukraińcy to "naziści", co wpisuje się w narracje Rosji, wykorzystującej to słowo jako straszak elektryzujący nawet najbardziej niezorientowanych w sprawach bieżących obywateli.

Z analizy zawartości bazy danych stworzonej przez wspomniany wcześniej think-tank dowiadujemy się, że słowo to pojawia się w chińskich tweetach o wiele częściej w ciągu ostatnich sześciu tygodni, niż to miało miejsce w ciągu ostatniego pół roku.

Twierdzenia chińskich organów prasowych poparte są często fejkowymi materiałami graficznymi, tak jak np. zdjęcie flagi ze swastyką powiewającej tuż obok flag ukraińskiej i amerykańskiej. "Niespodziewanie, USA biorą stronę neonazistów!" - napisano na koncie jednej z ważnych w ChRL osób publicznych.

W oczach Chin to Zachód jest winien wojny, którą Putin rozpętał na Ukrainie.

Niepisany sojusz

Wysiłki dyplomatyczne USA, których celem było przekonanie Pekinu, by nie brał strony rosyjskiej w toczącym się konflikcie, ewidentnie nie zdały się na wiele. Nic dziwnego - wspomniany wcześniej niepisany sojusz Rosji z Chinami trwa ponad dekadę.

Jeszcze w 2013 r., jak przypomina "NYT", prezydent Chin Xi Jinping podczas swojej podróży do Moskwy obiecał Putinowi zacieśnienie wzajemnych relacji.

Czym to się objawiło? M.in. tym, że sam - obecnie zakazany w Europie - serwis Sputnik podpisał umowy o współpracy z 17-toma chińskimi mediami, a także - jak zwraca uwagę nowojorski dziennik - jedynie w 2021 r. udostępnił z nich ponad 2,5 tys. materiałów propagandowych.

Chińskie i rosyjskie media powtarzają te same opinie, posiłkując się tymi samymi osobistościami prokremlowskich publicystów, takich, jak amerykański showman i bohater środowisk skrajnie prawicowych Tucker Carlson. Inny to Benjamin Norton - dziennikarz, który promował tezę, że w 2014 r. na Ukrainie miał miejsce pucz, za którym stały Stany Zjednoczone, a obecny i poprzedni rząd to ich marionetki.

Gdzie są prawdziwe cele Chin?

Według profesor zajmującej się sprawami komunikacji globalnej na uniwersytecie stanowym w Georgii Marii Repnikowej, sojusz Rosji i Chin ma źródło w ogromnym resentymencie obu tych krajów, żywionym względem Zachodu.

To siła pchająca ChRL w objęcia nacjonalizmu w iście rosyjskim stylu, który każe Pekinowi równocześnie korzystać z tych samych narracji propagandowych, które wybrzmiewają w Moskwie. Na ile wspólny cel okaże się trwałym spoiwem dla obu krajów, na ile przekonujące będą tezy głoszone przez państwowe media rosyjskie i chińskie poza granicami tych państw (a powinny  być, jeśli weźmiemy pod uwagę cele polityczne tych aktorów)?

Tego nie wiemy - Repnikowa twierdzi jednak, że podobnie jak Rosja, Chiny mają jeden nadrzędny cel - udowodnić światu, że nie są izolowane, a wręcz przeciwnie - to one rozdają karty.

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze

    Czytaj także