Armia i Służby

Szef NSA: Wybory w Stanach zhakowane przez Rosjan

Michael S. Rogers, szef NSA oraz dowódca US Cyber Command, zapytany przez dziennikarzy o bezpieczeństwo ostatnich wyborów prezydenckich odpowiedział, że Rosjanie starali się w każdy możliwy sposób wpłynąć na ostateczny wynik.

Dowódca NSA podczas konferencji prasowej przygotowanej przez dziennik The Wall Street Journal odpowiedział na pytania dotyczące wycieku e-maili i opublikowania ich treści przez portal Wikileaks. Wskazał jednocześnie, że działania te były skoordynowane i zaplanowane. Miały one wpłynąć na wynik wyborów.

Rogers nie powiedział wprost, że oskarża administrację Władimira Putina o działania hakerów oraz wpływanie na opinię publiczną. Zauważył jednak, że kraj, odpowiedzialny za włamania do skrzynek Hillary Clinton, starał się za wszelką cenę zdyskredytować kandydatkę Demokratów.

Jak wiadomo z ustaleń śledztwa przeprowadzonego przez CrowdStrike, wycieki były możliwe dzięki działalności hakerów ściśle powiązanych z Kremlem – grupę Fancy Bear znaną także jako APT28 lub Sofacy.

Admirał Rogers oskarżył Rosję o próbę podważenia wiary obywateli amerykańskich w cały proces demokratyczny, jaki odbywa się na terenie Stanów Zjednoczonych i/lub wskazanie bardziej atrakcyjnego dla Rosjan kandydata. Rogers dodał także, że Kongres USA powinien zająć się całą sprawą i wszcząć śledztwo, które wyjaśni, jaki skutek miały działania Rosjan.

Takie śledztwo bywa dosyć często wykorzystywane przy głośnych sprawach, które dotyczą rządu oraz opinii publicznej. Przeprowadzono je na przykład po wydarzeniach takich jak Pearl Harbor, afera Watergate czy 11 Września. Śledztwo Kongresu pozwala na jawne oraz publiczne przesłuchania, które nie tylko wyjaśniają, co zostało zrobione źle, ale także – co można naprawić, i uspokajają nastroje społeczne.

Warto wspomnieć oświadczenie Juliana Assange'a z dniu wyborów, w którym twórca Wikileaks tłumaczy się, dlaczego na jego stronie pojawiały się tylko niejawne informacje dotyczące kandydatki Demokratów.

Tłumaczenia te nie są wyczerpujące, szczególnie że zabezpieczenie skrzynek organizacji Donalda Trumpa także pozostawiało wiele do życzenia. Najwidoczniej żadna z grup hakerskich nie była zainteresowana zaatakowaniem akurat tego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Czytaj też: Szef BBN: Stale śledzimy i analizujemy działania dezinformacyjne wymierzone w stabilność Polski

Komentarze