Polityka i prawo

ABW tworzy „czarną listę” propagandowych serwisów. Panoptykon ostrzega

Fot. Sergey Zolkin/ Unsplash/ Domena publiczna

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tworzy tzw. czarną listę stron internetowych, które potencjalnie mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa. Fundacja Panoptykon ostrzega jednak, że „stawka w postaci cenzurowania internetu jest zbyt wysoka, by pozostawić decyzje wyłącznie służbom”.

Jak podawał serwis Zaufana Trzecia Strona, w ostatnich dniach wydłużyła się lista domen internetowych, które zostały zablokowane przez operatorów internetowych na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z powodu szerzenia przez nie propagandy prorosyjskiej. Dzieje się tak na podst. art. 180 ust. 1 Prawa Telekomunikacyjnego, a do blokady dochodzi, jeśli witryna może „zagrażać obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”.

Lista ta jest niejawna, ale serwis potwierdził informacje o części zablokowanych witryn, które zajmowały się szerzeniem kremlowskiej propagandy. Mają to być m.in. takie strony jak: ria.ru, rt.com, lenta.ru, ale także np. wrealu24.pl czy wrealu24.tv.

Czytaj też

Panoptykon: „Zbyt wysoka stawka”

Fundacja Panoptykon, która w Polsce zajmuje się m.in. kwestiami prywatności w sieci w swoim tekście: „Sąd kapturowy nad polskim Internetem. Kto będzie następny?” wskazuje, że w ostatnich tygodniach powiększa się lista zablokowanych domen i stwierdza, że „Wojna w Ukrainie wzbudza w nas słuszny gniew wobec agresora i osób, które łączymy z rosyjską propagandą. Ale mechanizm blokowania stron zastosowany wobec stron domniemanych propagandystów Kremla jest tak skonstruowany, że pojawiają się uzasadnione obawy, kto będzie następny”.

Wojciech Klicki i Anna Obem z Panoptykonu oceniają, że decyzja o blokadzie nie jest arbitralna w sprawach związanych z terroryzmem lub z hazardem. „Nie wiemy, która z tych ścieżek byłaby lepsza w obecnej sytuacji, ale nie mamy wątpliwości, że stawka w postaci cenzurowania internetu jest zbyt wysoka, by pozostawić decyzje wyłącznie służbom” – podkreślają.

Czytaj też

Ich zdaniem wolność słowa – jak wszystkie prawa – podlega ograniczeniom, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach i pod pewnymi warunkami. A wojna ma nie być argumentem, by „unieważniać prawa podstawowe”, ponieważ ofiarą blokady „może paść każdy portal, który nie spodoba się władzy”.

Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze (1)

  1. makivara

    tak jak nie zgadzałem się w wielu tezach Panoptykonu dotyczących innych kwestii tutaj zgoda. Cyrk pod tytułem "moja racja jest mojsza niz twojsza". Propaganda bombarduje nas z wielu stron też rządowych jak i ukraińskich, problemem nie jest tylko narracja prorosyjska. Bez złamania artykułów kodeksu karnego i sądu - prewencyjna cenzura niczym w Chinach - dobrze się nie skończy. Nie rozwiąże to problemu, że połowa społeczeństwa jak nie więcej to wtórni analfabeci. Kto będzie chciał do różnych źródeł informacji i tak się dostanie, na szczęście DNSów i VPNów na świecie pod dostatkiem, spojrzy krytycznie i przeanalizuje lub nie. Abwerze i rządzącym wara od tego.

Czytaj także