- WIADOMOŚCI
Wielka popularność „wojny kognitywnej”. Wszyscy o niej mówią, ale niewielu rozumie
Autor. Zdjęcie wygenerowane przy użyciu modelu ChatGPT
Wojna kognitywna weszła do języka wojskowych koncepcji, badań akademickich, dokumentów NATO i publicznej debaty. Jej kariera instytucjonalna jest jednak szybsza niż porządkowanie znaczenia. W polskiej debacie termin bywa rozszerzany tak, by obejmował niemal każdą wrogą aktywność informacyjną. Wartość tego pojęcia zależy więc od odpowiedzi na konkretne pytanie: czy pozwala ono rozpoznać mechanizm, którego nie opisują już precyzyjniej dezinformacja, propaganda, operacje wpływu, wojna informacyjna albo operacje psychologiczne?
Nazwa nie zastępuje wiedzy
Wątpliwości dotyczące granic pojęcia nie wynikają z tego, że operacje wpływu nie istnieją. Chodzi o to, czy kolejne nazwy pomagają je lepiej rozumieć.
Oriane Cohen stawia ten problem w samym centrum eseju opublikowanego w Small Wars Journal. Jej zdaniem rozwój terminologii może wyprzedzać rozwój wiedzy: pojęcia takie jak wojna narracyjna, epistemiczna i memetyczna, bezpieczeństwo poznawcze, manewr kognitywny czy kontrola refleksyjna mają wartość wtedy, gdy pomagają wskazać odrębny mechanizm, poprawiają przewidywanie zachowań lub wspierają podejmowanie decyzji.
Podobne pytanie podejmują Per-Erik Nilsson, Andreas Haga i Kristina Hellström w systematycznym przeglądzie opublikowanym w Frontiers in Big Data.
Oceniają, że badania nad wojną kognitywną pozostają słabo rozwinięte: często opierają się na szerokich założeniach, a rzadziej na rygorystycznym badaniu konkretnych przypadków.
Wskazują zatem na potrzebę jasności pojęciowej, empirycznej operacjonalizacji i lepszego poznania tego, jak sami przeciwnicy rozumieją oddziaływanie kognitywne.
Rozbieżności widać w samych definicjach. Około 85 proc. ujęć przeanalizowanych przez Nilssona, Hagę i Hellström koncentruje się na percepcji, przekonaniach, emocjach i podejmowaniu decyzji.
Około 55 proc. przedstawia wojnę kognitywną jako kolejne stadium wojny psychologicznej i informacyjnej, łączące propagandę, dezinformację i komunikację strategiczną. Inne ujęcia kładą nacisk na nowe technologie albo na osłabianie zaufania, systemów wiedzy i spójności społecznej.
Autorzy zwracają też uwagę, że terminologia psychologii poznawczej i neuronauki bywa stosowana bez dostatecznego powiązania z dorobkiem tych dyscyplin.
Przegląd obejmuje 52 publikacje. Tylko trzy z nich miały przede wszystkim charakter empiryczny, a w badanej literaturze dominowały opracowania konceptualne i teoretyczne.
Autorzy porządkują różne ujęcia w pięć typów idealnych: od koncepcji atakowania ludzkiego poznania po traktowanie wojny kognitywnej jako rozwinięcia wojny psychologicznej i informacyjnej. Nie przedstawiają ich jako uzgodnionych definicji. Pokazują raczej, jak różnie autorzy wyznaczają granice badanego zjawiska.
Ta różnorodność ma praktyczne znaczenie. Pojęcie może być przydatne dla wojska i administracji jako narzędzie organizowania działań, kierowania uwagi na zagrożenia i rozwijania zdolności, a zarazem pozostawać nieprecyzyjne jako kategoria badawcza. Użyteczność instytucjonalna i precyzja analityczna to odrębne kryteria.
Gdzie kończą się pojęcia już znane?
Problem widać wyraźnie w relacji wojny kognitywnej do pojęć, które funkcjonowały wcześniej.
Christoph Deppe i Gary S. Schaal w analizie koncepcji eksploracyjnej NATO ACT, opublikowanej w Frontiers in Big Data, wskazują na znaczące nakładanie się tej kategorii z FIMI, zagrożeniami hybrydowymi i wojną hybrydową.
Złożoność koncepcji utrudnia jej empiryczne zastosowanie: obejmuje wiele możliwych środków i oczekiwanych efektów, a znalezienie przypadku, który jednoznacznie spełniałby wszystkie jej założenia, jest trudne.
Żeby ocenić, co wnosi termin „wojna kognitywna”, trzeba zatem odróżnić sąsiednie kategorie.
- Dezinformacja dotyczy świadomego posługiwania się fałszywymi lub wprowadzającymi w błąd treściami.
- Propaganda jest szerszym sposobem kształtowania przekazu i postaw; może wykorzystywać fałsz, ale również selekcjonować prawdziwe informacje i narzucać im określoną interpretację.
- Operacja wpływu obejmuje skoordynowane działania prowadzone za pomocą różnych kanałów i narzędzi — mogą to być media, pośrednicy, finansowanie, działania polityczne, cyberoperacje czy kontrolowane przecieki.
- PSYOP są operacjami psychologicznymi prowadzonymi w kontekście wojskowym.
- Wojna informacyjna stanowi szerszą ramę rywalizacji o pozyskiwanie, ochronę, zakłócanie i wykorzystywanie informacji.
Wojna kognitywna może mieć odrębną wartość, jeśli opisuje coś więcej niż samą treść przekazu: systematyczne oddziaływanie na sposób interpretowania informacji oraz na środowisko, w którym powstają oceny i decyzje.
Nie wystarczy jednak nazwać działania kognitywnym. Trzeba wskazać, na czym polega jego mechanizm, do kogo jest skierowane i jaki skutek ma wywołać.
Taką szeroką interpretację przedstawiają Marek Havlík i Jiří Horáček w opracowaniu NATO Defense College. Określają wojnę kognitywną jako „uzbrojenie informacji” wykorzystujące naturalne podatności poznawcze, by zakłócać, manipulować i kontrolować sposób postrzegania rzeczywistości. Wśród tych podatności wymieniają emocje, błędy poznawcze i niepewność.
W tym ujęciu fałszywy komunikat jest jednym z możliwych narzędzi, ale sam w sobie nie przesądza o tym, że doszło do wojny kognitywnej.
Najtrudniej wykazać nie samą obecność przekazu, lecz jego skutek. Liczbę wpisów, kont, botów, wyświetleń i udostępnień można policzyć.
Trudniej udowodnić, że określony materiał zmienił proces poznawczy konkretnej grupy, a następnie spowodował zmianę jej decyzji. Milion wyświetleń nie oznacza miliona przekonanych osób; uwierzenie w informację nie musi prowadzić do zmiany zachowania; sama zmiana zachowania nie dowodzi jeszcze skuteczności konkretnej operacji.
Tę trudność uzupełnia krytyka Samuela Zilincika z Royal Danish Defence College. W artykule opublikowanym w European Journal of International Security zwraca uwagę na rosnącą popularność pojęć takich jak „domena kognitywna”, „przewaga poznawcza” i „dominacja poznawcza”.
Z perspektywy teorii strategii i nauki o emocjach kwestionuje analityczną wartość części tej terminologii. Ostrzega też, że nazywanie działań nieprzemocowych „wojną” może zacierać ich rzeczywisty charakteri utrudniać analizę strategiczną; jako alternatywę wskazuje pojęcie subwersji.
Guilherme Wood dodaje do tej dyskusji problem języka naukowego.
W artykule opublikowanym w Neuroethics analizuje ryzyko mieszania danych empirycznych, interpretacji teoretycznych i założeń normatywnych. Samo użycie pojęć z neuronauki nie zwiększa precyzji. Określenia takie jak „atak na mózg”, „hakowanie poznania” czy „pole bitwy w umyśle” pozostają metaforami, dopóki nie wskazują mierzalnego mechanizmu.
Wood ostrzega również przed przedstawianiem możliwości technologicznych w sposób wykraczający poza dostępne dowody.
Instytucjonalizacja wyprzedza metodologiczne uporządkowanie
Spór o granice pojęcia toczy się równolegle z jego wdrażaniem przez NATO.
W styczniu 2026 roku Applied Cognitive Effects Team w NATO Allied Command Transformation poinformował, że koncepcja wojny kognitywnej NATO, zatwierdzona przez Komitet Wojskowy NATO w listopadzie 2025 roku, weszła w fazę implementacji.
Obejmuje przekładanie koncepcji na praktykę poprzez integrację z doktryną, edukacją i szkoleniem, ćwiczeniami, wargamingiem oraz planowaniem przyszłych działań Sojuszu.
Publiczne ujęcie NATO ACT określa wojnę kognitywną jako działania zsynchronizowane z innymi instrumentami siły, których celem jest oddziaływanie na postawy i zachowania poprzez wpływanie na procesy poznawcze jednostek, grup i populacji, a także ich ochronę lub zakłócanie.
ACT zwraca uwagę na możliwe skutki dla spójności, zaufania i wartości demokratycznych. W publicznej formule wojna kognitywna obejmuje celowe, zsynchronizowane działania wojskowe i niewojskowe, prowadzone w całym kontinuum rywalizacji, aby zdobyć, utrzymać i chronić przewagę poznawczą.
We wrześniu 2026 roku przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, admirał Giuseppe Cavo Dragone, mówił o „rosnących inwestycjach Rosji w wojnę kognitywną”, których celem ma być podważanie zaufania i osłabianie jedności Sojuszu.
Określenie to zatem funkcjonuje więc już nie tylko w akademickiej dyskusji, lecz także w publicznym języku instytucji Sojuszu.
Nie rozstrzyga to jednak, czy kategoria jest wystarczająco precyzyjna do badania konkretnych przypadków.
Jak podkreślają Nilsson, Haga i Hellström, pojęcie opracowane do celów wojskowych nie musi spełniać tych samych wymagań co kategoria naukowa.
W planowaniu wojskowym liczy się między innymi to, czy pomaga organizować działania, szkolenie i rozwijanie zdolności. W badaniach naukowych trzeba ponadto określić, co dokładnie jest badane, jak można to zmierzyć, jak porównywać różne przypadki i jakie dowody mogłyby podważyć przyjęte założenia.
Dlatego zasadniczy problem nie polega na tym, że NATO posługuje się pojęciem wojny kognitywnej. Pojawia się wtedy, gdy instytucjonalne przyjęcie terminu zaczyna być traktowane jako dowód, że jego znaczenie jest już metodologicznie ustalone.
Instytucjonalizacja i naukowe uporządkowanie pojęcia to dwa różne procesy, które nie muszą przebiegać w tym samym tempie.
Rosyjskie koncepcje wyrastają z innej genealogii
Rozbieżności definicyjne mają także wymiar historyczny. Zachodnich kategorii nie można po prostu przenieść na Rosję, pomijając tamtejszą tradycję myślenia o konflikcie.
Nie oznacza to jednak prostego przeciwstawienia: Zachód ma ujmować oddziaływanie wąsko, a Rosja całościowo. Współczesne koncepcje NATO również obejmują szeroki zakres działań. Różnica dotyczy przede wszystkim genealogii pojęć i relacji między nimi.
Rosyjska refleksja wojskowa od dawna posługuje się pojęciami wojny informacyjnej i informacyjno-psychologicznej, aktywnych środków oraz sterowania refleksyjnego. W tej tradycji pojawiły się również pojęcia „broni kognitywnej” i „wojny mentalnej”, które nie są prostymi odpowiednikami publicznej formuły NATO ACT.
Przykładem jest ujęcie Stepana Sulakszina, przedstawione w 2016 roku w rosyjskiej Niezawisimej Gazietie, w którym pisał o broni kognitywnej, a nie definiował całej wojny kognitywnej.
Opisywał ją jako wprowadzanie do środowiska intelektualnego przeciwnika fałszywych teorii naukowych, paradygmatów, koncepcji i strategii, które mogą wpływać na administrację państwową i osłabiać potencjały narodowe istotne dla obronności. Wymieniał w tym kontekście naukę, edukację, gospodarkę, administrację i obronność.
W takim ujęciu oddziaływanie nie musi polegać na przekonaniu przeciwnika do pojedynczego kłamstwa. Może polegać na upowszechnieniu wadliwego modelu rozumienia rzeczywistości, który wpływa na późniejszą analizę i decyzje.
Przeciwnik może posługiwać się prawdziwymi informacjami, a mimo to wyciągać z nich błędne wnioski, jeśli przyjmuje niewłaściwe ramy interpretacyjne.
Inny aspekt rosyjskiej refleksji przedstawia Andriej Ilnicki w artykule opublikowanym w 2021 roku w numerze 8 czasopisma „Wojna mentalna Rosji”.
Ilnicki koncentruje się na świadomości, pamięci historycznej i kulturowej, tożsamości oraz wartościach. Opisuje wojnę mentalną prowadzoną — według jego interpretacji — przeciwko Federacji Rosyjskiej.
Te teksty należy czytać jako świadectwa rosyjskiego dyskursu strategicznego, a nie jako neutralne opisy potwierdzonej skuteczności operacji.
Rosyjscy autorzy przedstawiają Rosję jako obiekt zewnętrznego oddziaływania i nadają swoim analizom wymiar ideologiczny. Mimo to ich prace pokazują, że przedmiotem zainteresowania mogą być nie tylko bieżące poglądy i decyzje, lecz także pamięć, tożsamość, hierarchia wartości, edukacja, nauka oraz sposób definiowania interesu państwa.
Sterowanie refleksyjne przenosi uwagę na decyzję
W rosyjskiej tradycji istotnym pomostem do współczesnej debaty o wojnie kognitywnej jest sterowanie refleksyjne.
W polskiej literaturze przedmiotu zostało ono opisane przez dr Michała Wojnowskiego już w 2015 roku w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
To koncepcja wpływania na decyzję przeciwnika przez ukształtowanie przesłanek, na podstawie których ten samodzielnie wybierze rozwiązanie korzystne dla inicjatora oddziaływania. Termin ten jest przede wszystkim związany z pracami radzieckiego teoretyka Władimira Lefebvre’a.
W takiej logice nie trzeba koniecznie przekazywać fałszywych informacji. Można ujawnić prawdziwe dane w odpowiednim momencie, zestawić kilka prawdziwych sygnałów w mylący obraz sytuacji albo wytworzyć presję, która zawęzi przeciwnikowi pole wyboru.
Pytanie nie sprowadza się zatem do tego, czy odbiorca uwierzył w fałszywą wiadomość. Ważniejsze jest, do jakiej decyzji ma doprowadzić całość skonstruowanego obrazu rzeczywistości.
Tak właśnie rosyjskie sterowanie refleksyjne ujmuje Institute for the Study of War w opracowaniu„Wprowadzenie do rosyjskiej wojny kognitywnej”.
ISW łączy tę koncepcję z sowiecką tradycją i opisuje ją jako przekazywanie przeciwnikowi przesłanek, z których może wyprowadzić decyzje korzystne dla Rosji.
Perspektywa ta przesuwa analizę z pojedynczej narracji na całe środowisko procesu decyzyjnego. Decyzja nie powstaje wyłącznie w umyśle jednostki. Przywódcy i dowódcy poznają sytuację przez analityków, raporty, systemy informatyczne, doradców, algorytmy i instytucje.
Jeżeli można wpłynąć na te pośredniczące filtry, nie trzeba bezpośrednio przekonywać decydenta do konkretnego twierdzenia.
W tym punkcie rosyjska koncepcja sterowania refleksyjnego spotyka się z argumentem Cohen, że procesy decyzyjne należy analizować również przez pryzmat środowiska, które dostarcza decydentom informacji i porządkuje ich interpretację.
Rosyjskie działania nie sprowadzają się do fake newsów
Systemowy charakter rosyjskich działań opisuje także Katarzyna Chawryło z Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie opublikowanej w czerwcu 2025 roku.
Przedstawia rosyjską wojnę informacyjną jako skoordynowane działania instytucji państwowych, służb bezpieczeństwa, mediów i organizacji powiązanych między innymi z diasporą, kulturą i religią.
Działania te służą zarówno podtrzymywaniu wewnętrznej legitymizacji rosyjskich władz, jak i oddziaływaniu na przeciwników.
Wśród celów wymieniane są ograniczenie międzynarodowego wsparcia dla Ukrainy oraz skłanianie innych państw do zaakceptowania zmian w europejskiej architekturze bezpieczeństwa korzystnych dla Kremla.
Ten obraz pokazuje, dlaczego rosyjskiej aktywności nie należy sprowadzać do produkowania fałszywych wiadomości. Dezinformacja może być jednym z narzędzi w szerszym działaniu, obok selektywnego wykorzystywania prawdziwych informacji, emocji, istniejących konfliktów społecznych oraz kanałów politycznych, kulturowych, religijnych, dyplomatycznych i wywiadowczych.
Nie wynika z tego jednak, że każde takie działanie automatycznie należy określać jako wojnę kognitywną. O kwalifikacji powinien decydować rozpoznany mechanizm i cel, nie sam rozmach ani liczba wykorzystanych kanałów.
W polskich dokumentach termin występuje, ale nie ma wspólnego standardu
W polskich dokumentach publicznych pojęcie wojny kognitywnej jest obecne, jednak jego zakres nie został ujednolicony.
Strategia Cyberbezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2025–2029, przyjęta przez Radę Ministrów 10 marca 2026 roku, wymienia wojnę kognitywną obok bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej i dezinformacji.
Zaznacza zarazem, że zagadnienia te są związane z cyberbezpieczeństwem pośrednio. Uwzględnia je w kontekście odporności na zagrożenia hybrydowe i budowania świadomości, ale nie podaje odrębnej definicji wojny kognitywnej ani kryteriów jej rozpoznawania.
Inną funkcję pełni Raport Zespołu ds. Dezinformacji Komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich. Dokument stosuje kategorię wojny kognitywnej do opisu działań Rosji i Białorusi wobec Polski oraz przytacza ujęcia definicyjne.
Wojnę wiąże z oddziaływaniem na poglądy, przekonania i zachowania, a operacje kognitywne opisuje węziej — jako wprowadzanie fałszywych teorii, paradygmatów, koncepcji lub strategii do środowisk naukowych i eksperckich. Nie ustanawia jednak tych ujęć wspólnym, wiążącym standardem państwowym.
W raporcie pojawia się przy tym napięcie w opisie relacji między wojną kognitywną a dezinformacją.
Wojnę kognitywną określono jako „kolejny etap po dezinformacji”, podczas gdy w innych miejscach dezinformacja występuje jako jedno z narzędzi szerszego oddziaływania.
Te dwa sformułowania sugerują różne relacje: następstwo faz albo relację szerszej kategorii do jednego z jej instrumentów. Bez wyjaśnienia tej różnicy nie wiadomo, czy raport opisuje odrębne zjawiska, czy różne poziomy tego samego procesu.
Raport odwołuje się ponadto do „doktryny Gierasimowa”. Nie istnieje formalna rosyjska doktryna wojenna o takiej nazwie.
Wystąpienie Walerija Gierasimowa z 2013 roku było analizą przemian współczesnych konfliktów, natomiast określenie „doktryna Gierasimowa” rozpowszechniło się na Zachodzie jako etykieta interpretacyjna.
Przedstawienie jej jako formalnej doktryny jest błędem metodologicznym: utożsamia zachodnią nazwę interpretacyjną z dokumentem doktrynalnym, którego nie ma.
Trzeci przykład stanowi Sprawozdanie Pełnomocnika Rządu do Spraw Cyberbezpieczeństwa za 2024 rok. Dokument wymienia „działania kognitywne w cyberprzestrzeni” i wiąże je z ilością oraz jakością cyfrowych materiałów dezinformacyjnych i propagandowych. Nie przedstawia jednak ogólnej definicji takich działań.
Zestawienie tych trzech dokumentów pozwala sformułować ograniczony, ale istotny wniosek: termin wszedł do języka instytucji, lecz nie ustanowiono wspólnej definicji państwowej ani jednolitych kryteriów stosowania pojęć „wojna kognitywna” i „operacje kognitywne”.
Raport Zespołu przytacza definicyjne ujęcia, ale ich obecność w raporcie nie czyni z nich wiążącego standardu dla państwa.
Kiedy wojna kognitywna wnosi coś więcej?
Rozróżnienie pojęć ma znaczenie praktyczne, bo każda kategoria kieruje uwagę na inne elementy działania.
- Przy dezinformacji trzeba ustalić, jaka treść jest fałszywa lub wprowadzająca w błąd i jak ją rozpowszechniano. „Fake news" jest potoczną nazwą fałszywej albo mylącej treści, nie nazwą całej operacji.
- Przy propagandzie analizuje się narrację, źródła, grupy docelowe, emocje i długofalowe kształtowanie postaw.
- W przypadku operacji wpływu trzeba rozpoznać koordynację kanałów, pośredników, finansowanie, relacje polityczne i inne instrumenty.
- Manipulacja algorytmiczna wymaga analizy technicznej i regulacyjnej, natomiast próba oddziaływania na decyzję państwa może wymagać sprawdzenia źródeł informacji, kanałów raportowania, pracy analityków i procedur decyzyjnych.
Jedna zbiorcza etykieta nie ułatwia automatycznie przeciwdziałania. Jeżeli nie wiadomo, czy przedmiotem analizy jest treść, jej dystrybucja, sieć wykonawców, mechanizm podejmowania decyzji czy skutek społeczny, trudno dobrać właściwe środki.
Wartość pojęcia „wojna kognitywna” zależy zatem od tego, czy pozwala uchwycić skoordynowane oddziaływanie na środowisko, w którym jednostki, grupy społeczne lub instytucje interpretują rzeczywistość i podejmują decyzje.
W takim ujęciu propaganda, dezinformacja, cyberoperacje, manipulacja algorytmiczna i wykorzystanie agentów wpływu mogą być instrumentami szerszego działania. Nie stają się jednak przez to synonimami wojny kognitywnej.
Z tej racji James Giordano w publikacji Narodowego Uniwersytetu Obrony w Waszyngtonie przesuwa punkt ciężkości z pytania, w co odbiorca ma uwierzyć”, na pytanie, jak odbiorca przetwarza informacje i dochodzi do oceny sytuacji”.
Wpływanie na treść przekonań może polegać na przekonaniu kogoś, że określone wydarzenie miało konkretny przebieg albo że dany aktor jest wiarygodny.
Oddziaływanie na proces poznawczy dotyczy natomiast tego, co odbiorca zauważa, jak ocenia wiarygodność źródeł, które sygnały uznaje za ważne, jak reaguje na niepewność i pod jaką presją podejmuje decyzję.
W swoim ujęciu neurostrategicznym Giordano wiąże takie oddziaływanie z kształtowaniem percepcji, osądu i procesu decyzyjnego, przy wykorzystaniu wiedzy z neuronauki, sztucznej inteligencji i analizy danych.
Rozpatruje możliwe skutki na dwóch poziomach:
- u jednostki — osłabienie zdolności trafnej oceny i działania;
- w grupie — podważanie zaufania i spójności.
Różnica polega więc na tym, że celem nie musi być wyłącznie zmiana konkretnej opinii. Może nim być osłabienie warunków, w których ludzie oceniają informacje, uzgadniają obraz sytuacji i podejmują wspólne działanie.
Z tym że należy zaznaczyć, iż jest to autorskie ujęcie Giordana, a nie powszechnie przyjęta definicja wojny kognitywnej. Sam wpływ na percepcję czy decyzję nie wystarcza, by zakwalifikować dane działanie jako wojnę kognitywną — trzeba jeszcze wykazać jego mechanizm, cel i związek z obserwowanym skutkiem.
W kolejnym tekście wraz Robertem Schmidle opublikowanym w Small Wars Journal stwierdzają, że nie należy sprowadzać wojny kognitywnej do PSYOP wspartych nowymi technologiami.
Przedstawiają ją jako kampanię, w której wzajemnie oddziałują wymiary biologiczny — związany z funkcjonowaniem organizmu i mózgu, psychologiczny — obejmujący percepcję, emocje i decyzje, oraz społeczny — dotyczący tożsamości, zaufania i spójności grup.
Oddziaływanie na jednym poziomie może wzmacniać skutki na pozostałych. To autorski ich model kampanii, nie uzgodniona definicja ani kryterium odróżniające wojnę kognitywną od operacji wpływu.
Dlatego analizę warto zaczynać od mechanizmu, nie od etykiety. Należy ustalić, kto oddziałuje, wobec kogo, za pomocą jakich kanałów i z jakim zamierzonym skutkiem.
Trzeba rozpoznać, czy celem jest rozpowszechnienie fałszywej treści, zmiana interpretacji prawdziwych informacji, wywołanie emocji, przekształcenie postawy, zmiana zachowania czy wpłynięcie na konkretną decyzję.
Potem należy sprawdzić, czy pozornie niezależne działania są skoordynowane oraz czy istnieją dowody łączące zastosowane narzędzia z zamierzonym efektem. Intencję sprawcy trzeba oddzielić od osiągniętego skutku, a zbieżność czasową od związku przyczynowego.
Takie podejście pozwala uniknąć dwóch błędów. Pierwszym jest uznanie, że sama obecność fałszywej treści dowodzi ataku kognitywnego. Drugim — automatyczne stosowanie tej etykiety do każdej aktywności, która może wpływać na poglądy lub zachowanie.
W przypadku sterowania refleksyjnego analiza powinna odtworzyć nie tylko przekaz, lecz także przesłanki, obraz sytuacji i decyzję, do której miał doprowadzić.
Polska debata potrzebuje precyzji
W polskiej debacie termin „wojna kognitywna” bywa używany tam, gdzie wcześniej wystarczały pojęcia propagandy, dezinformacji, operacji wpływu lub wojny informacyjnej.
Samo rozszerzenie zakresu nie zwiększa jednak precyzji. Im więcej odmiennych zjawisk mieści się pod jednym określeniem, tym łatwiej zatrzeć różnice między mechanizmami i utrudnić dobór odpowiedzi.
Nie tylko pojęcie wojny kognitywnej pozostaje niejednoznaczne. Istnieją instytucjonalne definicje dezinformacji, ale nie ma jednej powszechnie uzgodnionej definicji stosowanej we wszystkich kontekstach. Nie uzgodniono też wspólnego, uniwersalnego rozumienia „obcej ingerencji” czy „obcych wpływów”. W debacie publicznej terminy te bywają rozszerzane na różne działania, a także używane do etykietowania przeciwników politycznych.
Nie oznacza to, że pojęcie „wojna kognitywna” należy odrzucić. Może być użyteczne, jeśli autorzy wykażą, że chodzi o skoordynowane oddziaływanie na sposób interpretowania informacji, konstruowania obrazu rzeczywistości i podejmowania decyzji — oraz że istnieją podstawy, by odróżnić ten mechanizm od wcześniej nazwanych form działania.
Rosyjska tradycja zwraca przy tym uwagę na możliwość oddziaływania nie tylko na bieżące postawy, lecz także na ramy intelektualne, pamięć historyczną, system wartości i instytucje wytwarzające wiedzę.
Zachodnia literatura pyta, czy takie procesy można odróżnić od już znanych kategorii i wiarygodnie badać.
Dyscyplina pojęciowa nie jest więc kwestią samego nazewnictwa. Dezinformację należy rozpoznawać jako dezinformację, propagandę jako propagandę, operację wpływu jako operację wpływu, wojnę informacyjną jako szerszą rywalizację o informację, a sterowanie refleksyjne jako mechanizm kształtowania przesłanek decyzji.
Dopiero gdy można wykazać, że te instrumenty podporządkowano systematycznemu oddziaływaniu na procesy interpretacji i podejmowania decyzji, określenie „wojna kognitywna” wnosi dodatkową wartość analityczną.
W tym tkwi zasadniczy problem polskiej debaty: termin jest już obecny w dokumentach i języku instytucji, ale jego granice pozostają nieustalone.
Instytucjonalizacja nie rozwiązuje sporu definicyjnego, a szerokie użycie może zmniejszać precyzję kategorii. Pojęcie będzie przydatne tylko wtedy, gdy pomoże wyjaśnić mechanizm, którego nie da się równie dobrze opisać za pomocą istniejących terminów.
Jeśli jego usunięcie z analizy nie zmienia rozumienia operacji ani doboru środków przeciwdziałania, pozostaje przede wszystkim nową etykietą.




Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].