Reklama
Reklama
Reklama
  • WYWIADY
  • WIADOMOŚCI

Jak działa manipulacja w sieci. „Dziecko nie zawsze wie, że jest ofiarą” [WYWIAD]

Nina Vaaranen-Valkonen podczas spotkania w Sejmie
Nina Vaaranen-Valkonen podczas spotkania w Sejmie
Autor. Piotr Molęcki/Sejm RP

Sprawcy szukają dzieci tam, gdzie te spędzają czas – na platformach społecznościowych, grach i popularnych serwisach. Po kilku tygodniach wspólnej gry „obcy” może już nie wydawać się dziecku obcy, a materiały raz opublikowane w sieci mogą zacząć żyć własnym życiem. Nina Vaaranen-Valkonen z organizacji Protect Children opowiada w rozmowie z CyberDefence24 o tym, jak zmieniają się metody sprawców, dlaczego przemoc online wciąż bywa bagatelizowana i czego potrzeba, by skuteczniej chronić dzieci w świecie, którego nie rozumieją.

74 proc. osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy seksualnej online, do dziś mierzy się z jej konsekwencjami – m.in. lękiem, depresją, trudnościami w budowaniu relacji. To tylko jedna z liczb, które wyłaniają się z „Our Voice: Survivor Experiences of Online Abuse” – raportu, który oddaje głos blisko 25 tys. dorosłych osób z całego świata, które jako dzieci doświadczyły wykorzystywania seksualnego – nie tylko w internecie. 

Jego polska premiera miała miejsce w połowie sierpnia, podczas współorganizowanej przez Państwową Komisję ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich (PKDP) konferencji w Sejmie.

Uczestniczyła w niej również Nina Vaaranen-Valkonen, współzałożycielka i dyrektorka generalna Protect Children – założonej w Helsinkach organizacji, działającej na rzecz zapobiegania przemocy seksualnej wobec dzieci. 

To właśnie z nią rozmawialiśmy o tym, jak chronić dzieci w świecie, którego te nie rozumieją, a który dorośli dopiero uczą się poznawać – i dlaczego mądre rodzicielstwo zaczyna od zaufania, uważności i gotowości, by być obok wtedy, gdy wydarzy się coś trudnego.

Sprawcy są tam, gdzie są dzieci

Zuzanna Sadowska, redaktorka CyberDefence24: Jak na przestrzeni lat pracy nad sprawami wykorzystywania seksualnego dzieci zmienił się Pani sposób rozumienia tego zjawiska?

Nina Vaaranen-Valkonen, Dyrektorka generalna organizacji „Protect Children”: Kiedy 11 lat temu zaczęłam analizować materiały przedstawiające wykorzystywanie seksualne dzieci (CSAM), sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. To zjawisko cały czas się zmienia – przede wszystkim ze względu na bardzo szybki rozwój technologii.

Wpływają one też na sposób, w jaki sprawcy docierają do dzieci. Wykorzystują różne metody, by zdobyć ich zaufanie i nawiązać z nimi relację. Dzieci mogą być zastraszane, manipulowane, zmuszane lub oszukiwane po to, by stworzyć materiały przedstawiające ich wykorzystywanie seksualne.

Wykorzystywanie seksualne i wyzysk dzieci w internecie mogą przybierać bardzo różne formy i obejmują szeroki zakres zachowań.

Jak to przejawia się w przestrzeni cyfrowej?

Technologia daje sprawcom możliwość nawiązywania kontaktu z dziećmi praktycznie na całym świecie. Ułatwia im to popełnianie przestępstw na tle seksualnym i sprawia, że granice stają się coraz bardziej rozmyte.

Osoby aktywnie poszukujące w sieci tego rodzaju treści często tłumaczą swoje zachowanie „chorobliwą ciekawością” (ang. „morbid curiosity”). To właśnie ona, jak twierdzą, ma popychać je do sięgania po nielegalne materiały.

Zostańmy więc przy tym temacie. Kim są sprawcy?

To bardzo zróżnicowana grupa. Nie każda osoba, która dopuszcza się wykorzystywania seksualnego dzieci, jest lub może zostać zdiagnozowana jako pedofil. I odwrotnie – nie każda osoba z pedofilnymi skłonnościami krzywdzi dzieci. Mamy więc do czynienia z bardzo różnymi osobami i bardzo różnymi motywacjami.

Niestety dzieci są łatwiejszym celem niż dorośli. Badania pokazują, że sprawcy przestępstw seksualnych wobec dorosłych częściej muszą sięgać po agresywniejsze metody. W przypadku dzieci nie zawsze jest to konieczne – ze względu na ich wiek i niedojrzałe jeszcze kompetencje społeczno-poznawcze łatwiej nimi manipulować.

Sprawcy wykorzystują różne strategie: manipulację psychologiczną, stopniowe budowanie zaufania i przesuwanie granic tak, aby dziecku coraz trudniej było rozpoznać, co jest właściwe, a co już nie.

Dziecko może też nie zdawać sobie sprawy, że podczas rozmowy wideo czy czatu jest nagrywane. Sprawca może dodatkowo wykorzystywać technologię, by podawać się za kogoś w podobnym wieku.

To wszystko jest dla dziecka bardzo trudne do rozpoznania i zrozumienia. Dlatego nie możemy przerzucać odpowiedzialności ani na dzieci, ani na ich rodziców.

Co gorsza, potencjalni sprawcy mogą bardzo łatwo dostać się do miejsc w sieci, w których te przebywają.

Zgadza się. Osoby, które chcą wykorzystywać dzieci, szukają ich tam, gdzie te spędzają czas – na platformach gamingowych, w mediach społecznościowych i innych popularnych serwisach internetowych.

Sprawcy często wybierają też konkretne typy ofiar. Choć tak naprawdę każde dziecko może być narażone, szczególnie podatne bywają dzieci zmagające się z problemami psychicznymi, należące do mniejszości seksualnych czy innych grup znajdujących się w trudniejszej sytuacji.

Szczególnie zagrożone mogą być też dzieci o większej wrażliwości, w tym dzieci w spektrum autyzmu. To właśnie one bywają częściej celem sadystycznych i ekstremistycznych grup działających w internecie.

Jaki jest związek między treściami związanymi z CSAM a wzrostem ekstremizmu?

Obserwujemy rozwój sadystycznych, ekstremistycznych grup działających w internecie. Część osób trafia do nich początkowo z „chorobliwej ciekawości”, a z czasem dynamika grupy zaczyna odgrywać coraz większą rolę. 

Kiedy wiele osób mówi i zachowuje się w podobny sposób, może pojawić się silna presja otoczenia – szczególnie w przypadku młodych ludzi.

Dlaczego więc zjawisko to jest często postrzegane jako mniej poważne lub mniej krzywdzące? Nie oznacza to oczywiście, że należy w jakikolwiek sposób porównywać te formy przemocy. Sam raport wyraźnie wskazuje, że tworzą one pewne kontinuum: przemoc online może eskalować do przemocy offline, a przemoc, która zaczyna się poza internetem, może przenosić się do przestrzeni cyfrowej.

Musimy uznawać doświadczenia wszystkich ofiar i osób, które doświadczyły wszelkich form przemocy seksualnej – to jest oczywiste. Chcę podkreślić, że nigdy nie jest naszym zamiarem porównywanie, która jej forma jest bardziej, a która mniej poważna.

Badamy natomiast długofalowe konsekwencje różnych rodzajów przemocy występującej w środowisku internetowym. Również tutaj mamy do czynienia z wieloma różnymi definicjami, formami zachowań i różnym stopniem ich dotkliwości.

Musimy też pamiętać, że internet istnieje stosunkowo od niedawna – jest to zjawisko relatywnie nowe i wciąż się rozwijające. Dlatego też osoby, które nie pracują w tej dziedzinie, nie zawsze w pełni rozumieją skutki przemocy seksualnej w cyberprzestrzeni. Uważają więc – a słyszałam to wielokrotnie – że przemoc online nie jest aż tak poważna, bo nie wiązała się z bezpośrednim kontaktem fizycznym. 

Zawsze podkreślamy, że przemoc seksualna wobec dziecka jest przemocą dotykającą całej rodziny.

Mam nadzieję, że rozwój technologii, wspierany przez coraz silniejsze regulacje prawne na całym świecie, pozwoli przynajmniej ograniczyć rozpowszechnianie materiałów CSAM. Obecnie jednak nie dysponujemy ani odpowiednimi narzędziami, ani regulacjami, ani przepisami prawa, które mogłyby zagwarantować, że wizerunki ofiar przestaną krążyć po sieci. 

Musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby przerwać ten cykl przemocy.

Wspomniała Pani o czymś bardzo ważnym: wielu rodziców dorastało bez dostępu do tego rodzaju technologii. Ich dzieciństwo wyglądało zupełnie inaczej niż dzieciństwo, którego dziś doświadczają ich dzieci.

Niemniej oczekujemy od rodziców, że będą świadomi problemów i zagrożeń, których nie są w stanie w pełni zrozumieć – w ich dzieciństwie takie sytuacje po prostu nie istniały.

Rozumiem rodziców, ponieważ sama jestem rodzicem i widzę, jak bardzo wszystko się zmieniło.

Myślę, że dziś oczekujemy i wymagamy od rodziców zbyt wiele. Oprócz wszystkich innych obowiązków związanych z wychowaniem dziecka i dbaniem o jego bezpieczeństwo, oczekuje się od nich, że będą na bieżąco z technologią i najnowszymi platformami, z których korzystają ich dzieci.

Aby im w tym pomóc, uruchamiamy nowy program edukacyjny More Than a Device – Protect Your Child Online (28 września 2026 r.), skierowany do rodziców i odpowiadający na ich potrzeby w codziennym, intensywnym życiu, tak aby mogli skuteczniej uczyć swoje dzieci zasad bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Ogólnoeuropejska kampania nosi nazwęMore Than a Device.

Myślę, że najważniejsze jest zrozumienie, że to nie jest tylko urządzenie. To drzwi do bardzo złożonego środowiska społecznego, w którym użytkownicy (młodzi i starzy) wchodzą ze sobą w interakcje. Dzieciom naprawdę trudno jest sobie z tymi relacjami radzić, szczególnie gdy mają do czynienia z dorosłymi, którzy chcą je wykorzystać.

Uważam, że zwykłe umiejętności rodzicielskie, z których korzystamy w parku do którego idziemy z dzieckiem, powinny być przeniesione do środowiska cyfrowego.

Reklama

Zdjęcie dziecka w sieci przestaje być prywatne

Porozmawiajmy chwilę o sharentingu. Jak Pani ocenia to zjawisko?

Uważam, że powinniśmy szanować prawo dziecka do prywatności w każdym środowisku, również cyfrowym.

I znów patrzę na rodziców z dużą wyrozumiałością, bo jak ktoś nie pracuje w tej dziedzinie, może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, do jak poważnych nadużyć dochodzi w internecie. Często są to rzeczy tak drastyczne, że ludzie nie chcą o nich słuchać, czytać ani rozmawiać, dopóki coś podobnego nie wydarzy się w ich własnej rodzinie. W pewnym sensie pozwala im to zachować pozytywny obraz świata i nie koncentrować się na jego najciemniejszych stronach – i to jest zrozumiałe.

Kiedy więc rodzice publikują ładne zdjęcie swojego dziecka, zazwyczaj nie myślą o tym, że może ono zostać wykorzystane przez sprawców ani że w ten sposób mogą naruszać prawo do prywatności swoje pociechy. Najczęściej są po prostu z niej dumni i chcą podzielić się zdjęciem z innymi.

Pytanie brzmi więc: jak edukować rodziców w sposób przystępny, bez obwiniania ich czy zawstydzania, a jednocześnie jasno informować o zagrożeniach, jakie publikowanie takich treści może stwarzać dla dziecka?

Tak, oczywiście rodzice nie mają złych intencji. Nie zmienia to jednak faktu, że po publikacji rodzic ma bardzo niewielką kontrolę nad tym, co dalej dzieje się z fotografią.

Tak, zwłaszcza że wraz z rozwojem nowych technologii i narzędzi opartych na sztucznej inteligencji właściwie każde zdjęcie można dziś przerobić.

Dlatego nie popieram publicznego udostępniania w internecie zdjęć dzieci przez rodziców. Obecnie każda fotografia może zostać zmodyfikowana, zmanipulowana albo wykorzystana w sposób, którego rodzic zupełnie nie przewidywał.

Smutne jest również to, że czasem rodzice starają się chronić prywatność dziecka i publikują zdjęcie, które wydaje im się całkowicie niewinne – na przykład fotografię stopy noworodka.

Niestety są też osoby, które wykazują seksualne zainteresowanie dziecięcymi stopami. 

I kto chciałby o czymś takim słyszeć? Nikt.

Zwłaszcza kiedy myślimy o własnych dzieciach w takiej sytuacji – to jest po prostu przerażające.

Jesteśmy wstrząśnięci niektórymi przypadkami oraz tym, że takie materiały są tworzone, udostępniane i oglądane przez sprawców – też gdy przedstawiają małe dzieci, a nawet niemowlęta.

Jednocześnie jednak przemoc towarzyszy ludzkości od zawsze. Jeśli spojrzymy na historię, zobaczymy, że w różnych krajach i epokach ludzie dopuszczali się potwornych czynów.

Mimo to mam wrażenie, że internet stał się dziś czymś w rodzaju nowego Koloseum – miejscem, w którym ludzie obserwują takie rzeczy z chorobliwą ciekawością, na skalę, która wcześniej po prostu nie była możliwa.

Kiedy „obcy” przestaje być obcy?

„Stranger danger”, czyli przekonanie, że zagrożenie stanowią przede wszystkim obcy. W raporcie piszą Państwo, że powinniśmy na nowo przemyśleć te podejście. Co to właściwie oznacza?

Myślę, że podstawowy problem polega na tym, że wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że to zjawisko nie dotyczy naszych rodzin ani osób, którym ufamy. Łatwiej nam myśleć, że sprawcy wykorzystywania seksualnego dzieci są gdzieś daleko – że są to obcy ludzie, a nie osoby z najbliższego otoczenia dziecka.

Tymczasem zarówno z naszego raportu, jak i z ponad 25,5 tys. odpowiedzi zebranych w ramach globalnego badaniaOur Voice wynika, że doświadczenia osób z różnych krajów i posługujących się różnymi językami są pod tym względem bardzo podobne. Wiele osób, które doświadczyły przemocy seksualnej, mówiło: „Po raz pierwszy zostałem wykorzystany między urodzeniem a szóstym rokiem życia”. W tym wieku sprawcą bardzo często jest ktoś bliski dziecku – osoba należąca do kręgu ludzi, którym ono ufa.

Jednocześnie pojęcie „obcego” bardzo trudno zdefiniować w środowisku internetowym. Jeśli dziecko poznaje kogoś w sieci i przez miesiąc wspólnie z tą osobą gra, to czy z jego perspektywy nadal jest to ktoś obcy? Dziecko myśli przecież: „To mój znajomy” albo „Gram z nim czy z nią już od dawna”.

Dziecko tego nie rozumie…

Tak, jest mu bardzo trudno zrozumieć, że ktoś, z kim od tygodni, a nawet miesięcy gra lub rozmawia w internecie, wciąż może być obcą osobą. Z jego perspektywy ta relacja już istnieje i obie strony się znają.

Obserwujemy również wzrost liczby młodych osób przejawiających skrajnie szkodliwe zachowania seksualne, a także dopuszczających się przestępstw. Oznacza to, że niemała grupa młodych mężczyzn zachowuje się w internecie w sposób bardzo agresywny i przemocowy. Nie ma jednego prostego wyjaśnienia tego zjawiska.

Wiemy natomiast, że przemoc ze względu na płeć jest bardzo poważnym problemem, a niektóre platformy internetowe mogą dodatkowo wzmacniać mowę nienawiści oraz przemoc wobec kobiet i dziewcząt.

Możliwe też, że w środowisku internetowym młodym ludziom trudniej jest dostrzec własną odpowiedzialność za to, co robią. Granica między działaniem a jego konsekwencjami staje się bardziej rozmyta.

Dlatego też stworzyliśmy program edukacyjny i samopomocowy dla młodych ludzi od 13. roku życia – ReDirection Youth | Protect Children. Uważamy, że każda szkoła powinna edukować młodzież na temat odpowiedzialnego zachowania w internecie.

Reklama

Wstyd należy do sprawcy, nie do dziecka

Co sprawia, że tak wiele osób nigdy nikomu nie mówi o tym, że padło ofiarą przemocy seksualnej?

Mamy do czynienia z przypadkami, w które trudno uwierzyć. Przykładem może być sprawa Pelicota we Francji, gdzie pozornie zwyczajny mąż i ojciec dopuszczał się potwornych przestępstw. A ilu z pozoru zwyczajnych mężczyzn brało w tym udział i zostało później skazanych? Udostępniano również materiały przedstawiające przemoc i wykorzystywanie…

Podobnie jest w przypadku materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne w internecie, intymnych zdjęć czy nagrań dokumentujących przemoc seksualną. Wiele osób nigdy nie ujawnia tego, co je spotkało, a niektóre nie mówią o tym nikomu przez całe życie.

To między innymi dlatego opublikowaliśmy nowe badanie skierowane do dorosłych osób, które doświadczyły seksualnej przemocy z wykorzystaniem wizerunku – Share Your Experience: Survey for Survivors of Image-based Sexual Violence.

Musimy wiedzieć więcej, bo doświadczenia tego rodzaju często wiążą się z tak silnym poczuciem wstydu, że osoby pokrzywdzone o nich nie mówią.

I jeszcze raz warto to podkreślić: wstyd i poczucie winy należą do sprawców – nie do dziecka ani do jego rodziców.

W przypadku dzieci ten mechanizm musi być jeszcze silniejszy…

Dzieci nie mają jeszcze w pełni rozwiniętych kompetencji społecznych i poznawczych, dlatego szczególnie ważne jest uwzględnienie tego, jak podatne mogą być na manipulację psychologiczną.

Dziecku często łatwiej jest obwinić siebie za to, co się wydarzyło, zwłaszcza jeśli nie rozumie, że było poddawane manipulacji.

W raporcie pojawia się wypowiedź: „Bałam się o tym powiedzieć, bo sama zrobiłam te zdjęcia”.

Chciałabym w tym miejscu podkreślić coś ważnego z perspektywy rodziców.

Oczywiście powinniśmy tłumaczyć dzieciom i uczyć je, co w internecie jest bezpieczne i właściwe, a czego lepiej unikać.

Jednak najważniejszy komunikat, jaki powinniśmy im przekazywać, brzmi: cokolwiek się wydarzy, poradzimy sobie z tym razem. Dlatego zawsze powiedz mi, jeśli coś sprawia, że czujesz się źle, niepewnie albo niekomfortowo.

Wielu rodziców mówi dzieciom: „Nie rób tego”, „Nie rób tamtego”, „Nie zaczynaj rozmowy z kimś, kogo nie znasz”. Problem w tym, że jeśli mimo wszystko coś się wydarzy, może to jeszcze bardziej pogłębić poczucie wstydu. Dziecko może wtedy pomyśleć: „Zrobiłem coś złego, a mama przecież mówiła mi, żebym tego nie robił”.

”Będzie się gniewać…”

Chciałabym zostawić każdego rodzica z jedną ważną myślą: wszyscy popełniamy błędy – i dzieci i dorośli. Dlatego warto stale przypominać dziecku: „Cokolwiek się wydarzy, w internecie czy poza nim, jestem przy tobie”. To komunikat, który każde dziecko powinno słyszeć regularnie.

Czy możemy więc powiedzieć, że bezpieczeństwo w internecie zaczyna się w domu?

Powinniśmy uczyć dzieci zasad bezpieczeństwa w sieci jeszcze zanim dostaną własne urządzenia. Przecież już wcześniej widzą, jak z technologii korzystają ich rodzice, same też sięgają po ich telefony czy tablety, a czasem dorośli po prostu im je udostępniają. Dlatego edukację trzeba zaczynać wcześnie i od początku angażować w nią także rodziców.

Internet nie zniknie. Nadal będziemy korzystać z urządzeń cyfrowych, niezależnie od tego, jakie przepisy, regulacje czy mechanizmy weryfikacji wieku zostaną wprowadzone.

Dlatego dobre nawyki i umiejętności związane z bezpieczeństwem cyfrowym trzeba kształtować już od najmłodszych lat. Taki cel ma nasz program More Than a Device – Protect Your Child Online.

Zaczynamy mniej więcej od czwartego roku życia. Na tym etapie nie rozmawiamy jeszcze z dziećmi o wykorzystywaniu seksualnym. Uczymy je natomiast podstawowych zasad bezpieczeństwa w internecie w sposób dostosowany do ich wieku.

Korzystamy między innymi z materiałów edukacyjnych, w których dzieci mogą rysować, bawić się, wykonywać ćwiczenia i rozmawiać o tych zagadnieniach z dorosłymi i rodzicami. Jednym z takich narzędzi jest The Kip Crew Growing Up Safe | Protect Children.

Czy uważa Pani, że taka edukacja powinna odbywać się również w szkole? Czy powinna być częścią programu nauczania?

Tak, zdecydowanie. Dziś bardzo ważna jest także edukacja medialna.

Dzieciom trudno zrozumieć, że nie zawsze mogą ufać temu, co widzą i słyszą – że obraz czy dźwięk niekoniecznie przedstawiają coś prawdziwego.

I nie dotyczy to wyłącznie dzieci. W gruncie rzeczy nasze mózgi po prostu nie są przygotowane na rzeczywistość, w której tak łatwo można podważyć wiarygodność tego, co widzimy i słyszymy.

Bezpieczeństwo dzieci to wspólna odpowiedzialność

Gdyby mogła Pani zmienić jedną rzecz – w prawie, sposobie działania platform społecznościowych, edukacji albo systemie wsparcia – co zmieniłaby Pani w pierwszej kolejności?

Myślę, że przede wszystkim wszyscy powinniśmy dążyć do lepszej współpracy, bo każdy ma tu do odegrania swoją rolę. Każdy z nas odpowiada w pewnym stopniu za bezpieczeństwo dzieci.

Powinniśmy więc unikać polaryzowania tej debaty i przekrzykiwania się z dwóch przeciwnych stron. Zamiast tego trzeba szukać sposobów, by wspólnie posuwać się naprzód i krok po kroku wprowadzać realne zmiany.

Co konkretnie ma Pani na myśli? Jakiego rodzaju współpracę?

Współpracę wszystkich stron – platform internetowych, organizacji pozarządowych, rodziców, nauczycieli, organów ścigania, wymiaru sprawiedliwości, sędziów i prokuratorów. Każdy ma tu swoją rolę i nie powinniśmy lekceważyć wpływu, jaki może mieć nawet niewielka grupa zaangażowanych osób. Bardzo często właśnie od tego zaczyna się zmiana.

A ponieważ ta dyskusja jest dziś tak mocno spolaryzowana, chciałabym też, żebyśmy pamiętali o prywatności danych osób, które doświadczyły wykorzystywania seksualnego utrwalonego w materiałach CSAM.

Nie możemy po prostu o nich zapominać. Naprawdę nie możemy.

Jak sobie z tym poradzić? Jak chronić dane tych pokrzywdzonych osób?

Potrzebujemy prawa, które będzie odporne na zmiany technologiczne i przygotowane na przyszłość. To bardzo ważne – technologia rozwija się niezwykle szybko, podczas gdy proces legislacyjny przebiega znacznie wolniej. Przepisy powinny więc uwzględniać też przyszłe rozwiązania technologiczne, które mogą stworzyć nowe możliwości dopuszczania się przemocy seksualnej wobec dzieci w internecie.

Potrzebujemy również silniejszych regulacji, szczególnie wobec firm technologicznych. Ochrona praw dziecka powinna być uwzględniana już na etapie projektowania technologii, a nie traktowana jako coś, o czym myśli się dopiero później. W przypadku sztucznej inteligencji już jesteśmy spóźnieni.

Wyzwań i przeszkód jest wiele, ale każdy może coś zmienić. Zamiast więc czuć bezradność wobec obecnej sytuacji, powinniśmy skupić się na konkretnych, nawet niewielkich działaniach, które możemy podjąć, by lepiej chronić dzieci.

Czy w tej sytuacji da się znaleźć jakiś kompromis między ochroną prywatności a kontrolą? Mamy przykład unijnej propozycji dotyczącej ePrivacy, często określanej jako „Chat Control”. Miała znaleźć równowagę między tymi wartościami, a wzbudziła raczej wśród użytkowników internetu obawy. Czy widzi Pani rozwiązanie, które mogłoby znaleźć się gdzieś pośrodku?

Osobiście uważam, że obie strony będą musiały pójść na pewne kompromisy.

Niestety żyjemy w czasach bardzo silnej polaryzacji. Czasem mam wrażenie, że zamiast próbować ze sobą współpracować, zaczynamy ze sobą walczyć. Jako psychoterapeutkę bardzo mnie to smuci.

W tej dyskusji chciałabym jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na prywatność osób pokrzywdzonych – dzieci, których wykorzystywanie seksualne zostało utrwalone na zdjęciach i nagraniach. Wiele z nich jest tak małych, że nie są w stanie same zabrać głosu. Kto więc upomina się o ich prywatność, ich prawa i ich prawo do tego, by przedstawiające je materiały nie były rozpowszechniane w internecie?

Jeśli nikt nie będzie o tym mówił głośno, ja będę. My będziemy – jako zespół Protect Children, staramy się nagłaśniać głos osób pokrzywdzonych i zadbać o to, by był wyraźnie słyszany.

Bardzo dziękuję za tę niezwykle ważną rozmowę. Uważam, że o takich sprawach powinniśmy mówić otwarcie i jak najszerzej.

Pamiętam z własnego dzieciństwa, że wchodziłam na strony takie jak Omegle i widziałam tam rzeczy podobne do tych, o których mowa w raporcie. Dziś patrzę na to z ogromnym niesmakiem, wtedy do głowy by mi nie przyszło, że w zachowaniu tych ludzi – poza kadrem kamerki internetowej – jest coś głęboko niewłaściwego.

Myślę, że dzieci dzisiaj mogą doświadczać czegoś bardzo podobnego, mimo że od tamtego czasu minęło wiele lat.

Gdyby istniał klub nocny, do którego wchodziłyby dzieci i w którym dochodziłoby do ich wykorzystywania seksualnego, czy pozwolilibyśmy, żeby działał bez przerwy, dzień po dniu?

Myślę, że Omegle jest tutaj dobrym przykładem. Sama platforma już nie istnieje, ale materiały powstałe w wyniku interakcji na tej stronie nadal krążą w internecie.

Mimo że Omegle zostało zamknięte, w sieci wciąż rozpowszechniane są setki tysięcy materiałów przedstawiających dzieci, które zostały tam wykorzystane.

Dlatego uważam, że potrzeba zmian jest oczywista. Dzieci mają prawo do bezpieczeństwa w każdym środowisku, a przestrzeń internetowa nie powinna być pod tym względem wyjątkiem.

Jeszcze raz bardzo dziękuję za rozmowę.

CyberDefence24.pl - Digital EU Ambassador

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Reklama