Cyberbezpieczeństwo

Dziennikarze walczą o wolną Białoruś. Takich danych nie mają nawet służby

Aleksander Łukaszenka
Fot. president.gov.by

Czy dziennikarze mogą dysponować danymi, do których dostępu nie mają służby państwowe? Okazuje się, że jest to możliwe, a za przykład mogą tu posłużyć białoruscy niezależni dziennikarze, współpracujący z grupą cyberpartyzantów w celu walki z reżimem.

Krwawe stłumienie demokratycznych protestów na Białorusi w 2020 roku, doprowadziło do sytuacji, w której wielu białoruskich dziennikarzy musiało opuścić kraj. W tym samym roku – w ramach sprzeciwu wobec reżimu Łukaszenki – swoją działalność rozpoczęła grupa haktywistów, zwana Cyber Partyzantami.

Walka z reżimem toczy się w sieci

Białoruscy Cyber Partyzanci stoją za wykradnięciem danych dotyczących ludzi, którzy powiązani są z reżimem. To między innymi z tego powodu od 2021 roku grupa uznawana jest przez białoruskie władze za grupę terrorystyczną. Warto w tym miejscu dodać, że kolejnym elementem wzmacniającym „niechęć" służb do haktywistów jest zaangażowanie się Cyber Partyzantów w pomoc Ukrainie. To oni odpowiedzialni są m.in. za doprowadzenie do spowolnienia transportu rosyjskich armii na Białorusi poprzez cyberataki wymierzone w Koleje Białoruskie.

Czytaj też

Oprócz opisania działalności Cyber Partyzantów The Fix Media pokazuje zakres współpracy haktywistów z białoruskimi dziennikarzami. To dzięki tej kooperacji dziennikarskie poszukiwania informacji o reżimie Łukaszenki stały się dużo prostsze i bardziej skuteczne. Jak informuje Yuliana Shemetovets, będąca rzecznikiem Cyber Partyzantów, haktywiści dysponują bazami danych, w których znajdują się informacje należące chociażby do białoruskiej policji czy MSW.  

We wspomnianej współpracy potrzebne jest wzajemne zaufanie. Aby dziennikarz uzyskał dostęp do interesujących go danych, musi przejść przez proces odpowiedniej weryfikacji. Z uwagi na to, że na Białorusi nie ma wielu dziennikarzy śledczych, łatwiej sprawdzić (i ewentualnie odrzucić), kogoś nowego, wzbudzającego podejrzenia. W sytuacji, gdy ktoś wcześniej nieznany dopytywał głównie o białoruskich opozycjonistów, można było z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że jest to człowiek służb.

Zasady haktywistów

Nie są to zresztą jedyne zasady, którymi posługują się Cyber Partyzanci. Od początku swojej działalności zastrzegają sobie pełną anonimowość. Ich imiona i nazwiska nieznane są nawet innym członkom grupy. Dane, które przekazują dziennikarzom dotyczą zaś jedynie osób powiązanych z reżimem. Co ważne, Cyber Partyzanci zaznaczają, że nie dzielą się danymi dotyczącymi „zwykłych obywateli". Zastrzegają także, że dane które posiadają (np. dane systemu paszportowego) są odizolowane od serwera internetowego, a ich przekazanie nastąpi dopiero wtedy, gdy Białorusią będzie rządzić wybrany demokratycznie rząd.

Czytaj też

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

/mg

Komentarze

    Czytaj także