- WIADOMOŚCI
Nie gra, lecz pralnia. Nielegalny hazard online stał się kasynem mafii
Autor. CyberDefence24/Canva
Gracze widzą szybki zysk i wielkie bonusy, ale prawda o nielegalnych kasynach online przeraża. Współczesny hazard w sieci przestał być zwykłą grą bez licencji – stał się idealnym narzędziem w rękach międzynarodowej mafii. Raporty INTERPOL-u i ONZ ujawniają, jak gigantyczne podziemie łączy e-hazard z praniem miliardów dolarów, kryptowalutami, a nawet… handlem ludźmi.
Nielegalny hazard w internecie przez długi czas był opisywany językiem naruszeń regulacyjnych: gra bez licencji, strona wpisana do rejestru domen zakazanych, operator działający spoza krajowej jurysdykcji, gracz obchodzący blokadę.
Taki opis jest formalnie poprawny, ale coraz mniej wystarcza do zrozumienia rzeczywistej natury zjawiska.
Współczesny nielegalny hazard online nie jest już wyłącznie nieautoryzowaną wersją kasyna czy zakładów bukmacherskich. Stał się jednym z najważniejszych cyfrowych interfejsów przestępczości zorganizowanej: pozwala generować ogromne strumienie pieniędzy, ukrywać ich pochodzenie, przerzucać środki między jurysdykcjami, rekrutować użytkowników przez agresywny marketing, wykorzystywać kryptowaluty, konta „muli”, spółki fasadowe i podziemną bankowość.
Z tej racji analiza nielegalnego hazardu internetowego wymaga dziś zmiany optyki. Nie należy patrzeć wyłącznie na stronę, domenę, aplikację albo reklamę w mediach społecznościowych, lecz patrzeć na cały system: operatora technicznego, właściciela marki, dostawcę oprogramowania, pośrednika płatności, sieć afiliacyjną, hostera, rachunki bankowe, giełdy kryptowalut, konta podstawionych osób i jurysdykcje, do których odpływa kapitał.
Dopiero wtedy widać, że nielegalny hazard online działa jak finansowa magistrala przestępczości zorganizowanej. Gracz widzi bonus, szybkie konto i brak weryfikacji. Sprawca widzi kanał depozytowy, bazę danych, źródło stałego dochodu i narzędzie legalizacji pieniędzy.
Ten kierunek interpretacji potwierdzają najważniejsze źródła międzynarodowe m.in. INTERPOL opisał operację SOGA X, w której działania przeciwko nielegalnym zakładom internetowym połączono z praniem pieniędzy, oszustwami kryptowalutowymi, handlem ludźmi i działalnością scam-centrów.
Również United Nations Office on Drugs and Crime w raporcie pokazuje na przykładzie Azji Południowo-Wschodniej, że cyberoszustwa, podziemna bankowość, nielegalne rynki internetowe i pranie pieniędzy w kryptowalutach coraz częściej działają jako jeden, połączony ekosystem.
Ten wniosek wzmacnia publikacja śledcza Organized Crime and Corruption Reporting Project.
W tym ujęciu nielegalny hazard przestaje być osobną branżą. Staje się częścią szerszej infrastruktury transnarodowego zysku, transferu kapitału i legalizacji dochodów przestępczych.
Skala zjawiska: rynek, którego nie da się zmierzyć jednym wskaźnikiem
Bezpośrednie zyski przestępcze z nielegalnego hazardu internetowego należy odróżnić od samego obrotu rynku.
Obrót oznacza sumę stawek wpłacanych przez graczy, natomiast realnym przychodem operatora jest dopiero GGR, czyli różnica między wpłatami a wypłatami wygranych.
Dopiero z tego przychodu, po odliczeniu kosztów technologii, marketingu, prowizji agentów, obsługi płatności, prania pieniędzy, korupcji i zabezpieczenia działalności, powstaje właściwy zysk netto sieci przestępczej.
Dlatego szacunków wartości nielegalnego rynku hazardowego — nawet jeśli mowa o setkach miliardów dolarów obrotu — nie wolno automatycznie utożsamiać z czystym zarobkiem grup przestępczych.
Przy takim ostrożnym podejściu można jednak mówić o zyskach bardzo wysokich.
Materiały Asian Racing Federation, przywołują szacunki, według których globalny nielegalny rynek hazardowy może osiągać od 340 mld do 1,7 bln dolarów.
Jeżeli przyjąć typowy dla hazardu przedział przychodu brutto operatora rzędu kilku–kilkunastu procent obrotu, to potencjalny GGR nielegalnych operatorów może globalnie sięgać od kilkudziesięciu do ponad stu miliardów dolarów rocznie.
Po odjęciu kosztów działalności oznaczałoby to bezpośredni zysk netto sieci przestępczych liczony nie w milionach, lecz w miliardach dolarów rocznie.
Taki szacunek pozostaje scenariuszowy, ale dobrze pokazuje ekonomiczną atrakcyjność procederu.
Ważnym punktem odniesienia jest nowszy raport H2 Gambling Capital i International Betting Integrity Association.
Według publikacji globalny regulowany rynek zakładów sportowych, z wyłączeniem wyścigów konnych i psich, był prognozowany na 94,3 mld dolarów GGR w 2024 roku, z czego około 61 mld dolarów, czyli 65 proc., miało przypadać na segment online.
Ten sam raport wskazuje, że około 17 proc. globalnego rynku zakładów sportowych pozostawało przy licencjonowanych operatorach offshore, przy czym autorzy wyraźnie zaznaczają, że nie obejmuje to nielicencjonowanego „czarnego rynku”.
Oznacza to, że już sam regulowany segment offshore w zakładach sportowych ma wymiar wielomiliardowy, a pełna skala nielegalnego lub nielicencjonowanego hazardu internetowego musi być szacowana ostrożnie i z odwołaniem do innych źródeł.
Obok zakładów sportowych działają bowiem także kasyna online, automaty, gry live, loterie, skin betting oraz inne formy cyfrowej oferty hazardowej, które nie są przedmiotem tego konkretnego raportu H2/IBIA.
Nielegalny hazard w Polsce
W przypadku Polski nie ma urzędowo potwierdzonej kwoty nielegalnego obrotu hazardowego online ani oficjalnego wyliczenia zysków sieci przestępczych.
Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom w raporcie a Ministerstwo Finansów w publikacji pokazują rozmiar legalnego rynku online oraz presję ze strony nielegalnych domen.
Na tej podstawie można budować wyłącznie scenariuszową estymację: jeśli część aktywności graczy odpływa poza rynek licencjonowany, to nielegalny obrót online może być liczony co najmniej w miliardach złotych rocznie.
Przy założeniu przychodu brutto operatorów rzędu około 10–12 proc. obrotu dawałoby to potencjalny GGR liczony w setkach milionów złotych, a w wyższych scenariuszach przekraczający miliard złotych.
Po odliczeniu kosztów działalności, obsługi płatności, marketingu, prowizji pośredników i prania pieniędzy realny zysk netto sieci przestępczych mógłby nadal sięgać setek milionów złotych rocznie.
Nie jest to statystyka urzędowa, lecz ostrożna estymacja analityczna pokazująca, że nielegalny hazard internetowy może być jednym z istotnych kanałów generowania i ukrywania dochodów przestępczych.
Nielegalny hazard online jako zjawisko adaptacyjne
Problem z nielegalnym hazardem online polega na tym, że jego skala jest jednocześnie ogromna i zarazem trudna do precyzyjnego uchwycenia.
Rynek ten działa w ukryciu, korzysta z wielu jurysdykcji, zmienia domeny, używa pośredników, przerzuca płatności przez różne kanały i miesza aktywność stricte hazardową z innymi formami przestępczości cyfrowej. Nie da się więc odpowiedzialnie powiedzieć, że jedna liczba opisuje całe zjawisko.
Można jednak zestawić kilka źródeł, które razem pokazują jego rozmiar. Z tej racji nielegalny hazard online trzeba rozumieć jako zjawisko adaptacyjne. Nie jest to rynek statyczny, który można zamknąć jedną decyzją administracyjną.
To rynek, który reaguje na presję państwa, przenosi infrastrukturę, zmienia nazwy domen, korzysta z pośredników i testuje granice regulacji. Tam, gdzie regulator działa wolno, operatorzy zyskują czas. Tam, gdzie państwo blokuje tylko domeny, przestępcy przenoszą ciężar na płatności, aplikacje i afiliację. Tam, gdzie nadzór nad płatnościami jest słaby, nawet skuteczna blokada dostępu nie zatrzymuje przepływu pieniędzy.
Zobacz też

Zysk: dlaczego przestępcy kochają hazard online
Aby zrozumieć atrakcyjność nielegalnego hazardu dla przestępczości zorganizowanej, trzeba oddzielić trzy pojęcia: obrót, GGR i zysk netto.
Obrót to suma przyjętych stawek. GGR, czyli gross gaming revenue, to różnica między stawkami a wypłatami dla graczy. Zysk netto to dopiero kwota, która zostaje po kosztach technologii, hostingu, reklamy, prowizji agentów, kosztach płatności, kosztach prania pieniędzy, korupcji, ochrony i obsługi infrastruktury.
Takie rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Gdy Asian Racing Federation wskazuje na globalny obrót nielegalnych zakładów sięgający nawet 1,7 bln dolarów, nie oznacza to, że tyle wynosi zysk sieci przestępczych, lecz, że przez system przechodzi gigantyczna masa pieniędzy.
Jeśli do takiego obrotu zastosować ostrożny współczynnik hold/GGR rzędu kilku–kilkunastu procent, otrzymujemy potencjalny przychód brutto operatorów liczony w dziesiątkach miliardów dolarów.
Przy marży netto rzędu 20–40 proc. zyski mogą wynosić od kilku do kilkudziesięciu miliardów dolarów rocznie, a w górnych scenariuszach nawet więcej. Tych górnych szacunków nie należy traktować jako twardej statystyki, ale jako obraz potencjalnej pojemności rynku.
Hazard online ma jeszcze jedną przewagę nad wieloma tradycyjnymi rynkami przestępczymi. Nie wymaga przewozu towaru, magazynowania narkotyków, ryzyka kontroli drogowej ani fizycznego kontaktu z klientem.
Platforma może działać z jednego kraju, serwer znajdować się w drugim, właściciel spółki w trzecim, płatności przechodzić przez czwarty, a gracze pochodzić z kilkunastu państw.
Ta rozdzielność jest kluczowa. Pozwala rozproszyć ryzyko, utrudnić dochodzenie i wykorzystać różnice między systemami prawnymi. Dla przestępców jest to model niemal idealny: wysokomarżowy, skalowalny, transgraniczny i trudny dowodowo.
Kto dominuje na rynku: nie jedna mafia, lecz sieciowy ekosystem
Publicznie dostępne raporty rzadko pozwalają odpowiedzialnie wskazać jedną organizację albo jedną narodowość jako globalnego dominatora.
Bardziej precyzyjny jest opis modeli działania. Na rynku dominują nie tyle klasyczne mafie w starym sensie, ile hybrydowe ekosystemy: grupy przestępcze, operatorzy offshore, sieci agentów, dostawcy technologii, resellerzy, afilianci, pośrednicy płatności i struktury prania pieniędzy.
Pierwszy model to klasyczne zorganizowane grupy przestępcze.
Europol w publikacji opisuje grupy działające transnarodowo, polikryminalnie i elastycznie. Takie struktury nie ograniczają się do hazardu. Mogą równolegle zajmować się narkotykami, wymuszeniami, przestępczością gospodarczą, korupcją sportową, fałszywymi kontami, oszustwami płatniczymi i praniem pieniędzy.
Hazard online jest dla nich nie tylko źródłem zysku, ale także narzędziem finansowym. Pozwala przyjmować środki, mieszać legalne i nielegalne przepływy, generować pozorne wygrane i tworzyć dokumentację księgową trudną do podważenia bez pełnego dostępu do danych transakcyjnych.
Drugi model tworzą operatorzy offshore.
Asian Racing Federation Council on Anti-Illegal Betting and Related Financial Crime wskazuje, że znaczna część internetowych stron bukmacherskich działa w arbitrażu regulacyjnym.
Według ARF 61 proc. analizowanych stron było efektywnie nielegalnych w większości państw, a licencje z Curaçao, Malty i Filipin odpowiadały za 62 proc. takich serwisów.
Oznacza to, że operator może formalnie powoływać się na licencję lub rejestrację w jednej jurysdykcji, a faktycznie obsługiwać graczy w państwach, w których nie posiada lokalnego zezwolenia.
Ten problem dobrze opisuje również Swedish Gambling Authority, wskazując, że sama dostępność strony dla graczy z danego kraju nie zawsze wystarcza do uznania jej za nielegalną, jeśli prawo wymaga dodatkowego wykazania, że oferta była kierowana do tego rynku.
W praktyce operatorzy offshore korzystają z domen rotacyjnych, wyszukiwarek, afiliantów, reklamodawców, hostingu, geoblokowania selektywnego, VPN i pośredników płatności.
UK Gambling Commission zwraca uwagę na działania wobec nielegalnych operatorów, afiliantów, reklamodawców, registrarów, hostingodawców, wyszukiwarek i dostawców płatności, co pokazuje, że nielegalny rynek działa jako rozproszony ekosystem, a nie wyłącznie jako pojedyncza strona internetowa.
Dodatkowo brytyjski regulator ostrzegał, że licencjonowane gry i rozwiązania B2B mogą pojawiać się na nielicencjonowanych stronach dostępnych dla brytyjskich konsumentów.
Właśnie dlatego model offshore jest szczególnie niebezpieczny: zaciera granicę między formalną legalnością w jednej jurysdykcji a faktycznym obchodzeniem prawa i nadzoru w państwie, z którego pochodzą gracze.
Trzeci model to system agentów.
Według Europolu, funkcjonuje tzw. azjatycki system agentów, w którym bookmakerzy, super-master-agenci, master-agenci i niżsi agenci tworzą piramidalną strukturę przyjmowania zakładów.
Zakłady mogą być zawierane na kredyt, przez pośredników, na podstawie reputacji, a nie klasycznej weryfikacji finansowej.
Dla sprawców to ogromna przewaga: wysoka płynność, wysokie limity, utrudniona identyfikacja rzeczywistego gracza i słaba ścieżka dowodowa.
Dla organów ścigania to koszmar, bo nie wystarczy zamknąć stronę. Trzeba zrekonstruować relacje, przepływy, konta, role agentów i miejsca rozliczeń.
Czwarty model to centra cyberprzestępcze, szczególnie widoczne w Azji Południowo-Wschodniej.
United Nations Office on Drugs and Crime opisuje środowisko, w którym online gambling, scam centres, trafficking, podziemna bankowość i crypto laundering stanowią system naczyń połączonych.
W takim modelu hazard nie jest oddzielną usługą. Może być fasadą, kanałem płatniczym, narzędziem rekrutacji ofiar albo jednym z wielu produktów oferowanych przez tę samą infrastrukturę przestępczą.
Piąty model to hybrydy legalno-nielegalne.
UK Gambling Commission zwraca uwagę na problem pojawiania się licencjonowanego oprogramowania kasynowego na stronach nielegalnych, m.in. przez zewnętrznych resellerów.
To szczególnie ważne, bo pokazuje, że nielegalny rynek nie zawsze działa całkowicie poza legalnym ekosystemem. Czasem wykorzystuje jego elementy: gry, dostawców technologii, afiliantów, systemy płatności, reklamy, a nawet rozpoznawalne marki. Wtedy granica między legalnym rynkiem a jego przestępczym cieniem staje się trudniejsza do uchwycenia.
Dlaczego gracze trafiają do nielegalnych operatorów
Nielegalny hazard online nie rośnie wyłącznie dlatego, że przestępcy są sprawni technologicznie, ale także dlatego, iż część graczy aktywnie szuka oferty mniej kontrolowanej, bardziej ryzykownej albo pozornie bardziej korzystnej.
Nielegalny operator konkuruje nie jakością regulacji, lecz brakiem tarcia regulacyjnego. Nie wymaga pełnej weryfikacji tożsamości, pozwala szybciej założyć konto, oferuje większe bonusy, nie respektuje samowykluczenia, akceptuje alternatywne płatności, pozwala obchodzić blokady i często nie stosuje takich limitów, jakie obowiązują na rynku licencjonowanym.
UK Gambling Commission podkreśla, że część użytkowników korzysta z nielicencjonowanych stron dlatego, że nie wymagają one weryfikacji wieku albo tożsamości, część używa VPN, a część wpłaca środki za pomocą kryptowalut lub NFT.
Ten mechanizm jest niezwykle ważny. Nielegalny operator nie musi przekonywać wszystkich. Wystarczy, że przyciągnie użytkowników najbardziej skłonnych do ryzyka, najbardziej zdeterminowanych, najbardziej problemowych albo najbardziej zainteresowanych obejściem ograniczeń.
Duński przykład dobrze pokazuje, dlaczego część graczy odpływa do segmentu nielicencjonowanego.
Jak pisze iGaming Business, badanie Spillemyndigheden/Danish Gambling Authority, przygotowane we współpracy ze Statistics Denmark, wykazało, że 21,7 proc. badanych Duńczyków grało online na pieniądze w poprzednim roku, a 2,1 proc. świadomie korzystało ze stron bez licencji.
Po uwzględnieniu stron niemających zezwolenia na oferowanie hazardu w Danii odsetek ten wzrastał do 3,8 proc., czyli około 41 tys. osób.
Potencjalnych graczy przyciągały przede wszystkim gry niedostępne u legalnych operatorów, wyższe wypłaty oraz większe bonusy.
To pokazuje zasadniczy mechanizm: oferta nielicencjonowana konkuruje nie tylko ceną, ale także mniejszymi ograniczeniami, dostępem do zakazanych produktów i łatwiejszym wejściem do gry.
Wniosek nie polega na rezygnacji z KYC, AML czy ochrony graczy, lecz na tym, że same restrykcje bez skutecznego egzekwowania prawa wobec operatorów, afiliantów, reklamodawców i kanałów płatności mogą wzmacniać odpływ części ruchu poza rynek nadzorowany.
Szwedzki przykład pokazuje ten problem jeszcze ostrzej.
Swedish Gambling Authority wskazuje, że część aktywności graczy odpływa poza rynek licencjonowany, a regulator mierzy nie tylko skalę legalnego rynku, lecz także współczynnik kanalizacji.
Kanalizacja jest tu pojęciem kluczowym: mówi, jaka część aktywności pozostaje w systemie nadzorowanym.
Spadek kanalizacji nie musi automatycznie oznaczać eksplozji przestępczości, ale jest ostrzeżeniem, że coraz większy fragment rynku może wymykać się spod kontroli państwa.
W Polsce natomiast raport Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom wskazuje, że wielu użytkowników ma problem z rozpoznaniem legalności strony.
To oznacza, że część ruchu do nielegalnego hazardu nie wynika z otwartej intencji łamania prawa, ale z nieprzejrzystości rynku. Gracz widzi polskojęzyczną stronę, znajomy interfejs, atrakcyjny bonus, szybkie płatności i reklamę w przestrzeni cyfrowej.
Nie zawsze rozumie, że korzysta z usługi poza polskim systemem nadzoru.
Pranie pieniędzy: prawdziwe centrum ciężkości
Najważniejszym elementem nielegalnego hazardu online nie jest sama gra. Jest nim pieniądz.
Strona hazardowa jest interfejsem, przez który środki wpływają do systemu. Prawdziwe pytanie brzmi: kto przyjmuje depozyt, kto obsługuje wypłatę, przez jakie rachunki przechodzą środki, gdzie następuje konwersja, kto jest beneficjentem rzeczywistym i w jakiej jurysdykcji pieniądze wychodzą z obiegu cyfrowego do obiegu fiat.
Financial Action Task Force w raporcie opisuje ryzyka związane z offshore’owymi dostawcami usług aktywów wirtualnych, szczególnie tam, gdzie nadzór AML/CFT/CPF, wymogi KYC i egzekucja obowiązków regulacyjnych są słabe albo nieskuteczne.
W kontekście nielegalnego hazardu ma to znaczenie zasadnicze, ponieważ FATF przywołuje przypadek offshore’owego, niezarejestrowanego VASP-a działającego pod pozorem platformy hazardu online, który oferował usługi konwersji fiat–krypto i krypto–fiat oraz umożliwiał użytkownikom wypłatę środków do krajowych rachunków bankowych.
Mechanizm ten pokazuje, że nielegalny hazard online może być używany nie tylko do generowania przychodu, lecz także do przenoszenia i maskowania pieniędzy.
FATF przedstawia typologie obejmujące rozproszenie środków na wiele adresów, transfery przez portfele pośrednie, użycie wielu blockchainów, bridges, mikserów, OTC traders, cash desks, giełd offshore oraz późniejsze wyjście do systemu fiat.
W praktyce hazardowa platforma internetowa może więc pełnić funkcję frontendu, przez który środki wpływają do systemu, a następnie są dzielone, przenoszone między jurysdykcjami i wypłacane przez rachunki, giełdy lub pośredników pozostających poza skutecznym nadzorem krajowego regulatora.
Dlatego samo blokowanie domen jest niewystarczające. Domena jest widoczna i łatwa do zastąpienia, natomiast model biznesowy nielegalnego operatora opiera się na zdolności przyjmowania depozytów i wypłacania środków.
Ten kierunek potwierdza UK Gambling Commission, wskazując, że dane o transakcjach płatniczych są kluczowe dla identyfikowania i zakłócania przepływów do podmiotów zaangażowanych w nielegalny hazard.
Skuteczna reakcja państwa powinna więc łączyć blokowanie domen z analizą płatności, identyfikacją merchantów, acquirerów, e-portfeli, VASP-ów, rachunków pośrednich, kont podstawionych osób i spółek fasadowych. Zamknięcie strony utrudnia dostęp. Odcięcie płatności uderza w sam model biznesowy.
Natomiast Europol zaznacza, że grupy zaangażowane w nielegalne zakłady często korzystają ze spółek offshore, wielowarstwowych struktur, pośredników i mechanizmów ukrywania przepływów.
United Nations Office on Drugs and Crime dodaje do tego obraz podziemnej bankowości, w której rozliczenia między grupami nie muszą zawsze przechodzić klasycznym przelewem bankowym. Mogą być kompensowane lokalnie: pieniądz wpływa w jednym kraju, a jego równowartość wypłacana jest w drugim, bez widocznego transferu transgranicznego w tradycyjnym systemie.
To czyni nielegalny hazard szczególnie użytecznym dla szerszych sieci przestępczych. Może generować własny dochód, ale też służyć do legalizacji pieniędzy z innych źródeł.
Pieniądze z oszustw cyfrowych, narkotyków, wymuszeń czy korupcji mogą być mieszane z przepływami hazardowymi. Fałszywe wygrane mogą uzasadniać posiadanie środków. Konta graczy mogą być używane jako konta przepływowe. Platforma hazardowa może służyć jednocześnie jako usługa, pralnia pieniędzy i mechanizm transferu kapitału.
Gdzie trafiają pieniądze?
Pieniądze z nielegalnego hazardu online nie płyną jednym kanałem. Trafiają tam, gdzie można je ukryć, przekształcić albo ponownie zainwestować. Najczęściej są transferowane do kilku typów węzłów.
Pierwszym jest transfer i ukrywanie zysków z nielegalnego hazardu online do jurysdykcji offshore oraz państwa o słabszym nadzorze nad hazardem, spółkami i płatnościami.
Asian Racing Federation Council on Anti-Illegal Betting and Related Financial Crime pokazuje, że znaczna część internetowego bettingu działa w arbitrażu regulacyjnym: 61 proc. analizowanych stron było efektywnie nielegalnych w większości państw, a licencje z Curaçao, Malty i Filipin odpowiadały za 62 proc. takich serwisów.
Mechanizm ten wzmacniają słabsze standardy KYC/AML, pośrednicy płatniczy, struktury afiliacyjne i resellerzy technologii, na co zwracają uwagę także Financial Action Task Force oraz UK Gambling Commission.
W takim modelu operator może tworzyć pozór legalności — powoływać się na licencję, rejestrację albo technologię z rynku regulowanego — choć faktycznie obsługuje graczy w państwach, w których nie posiada właściwego zezwolenia.
Drugim węzłem są dostawcy płatności, e-portfele, acquirerzy i rachunki pośrednie.
To one w praktyce decydują, czy nielegalny operator może przyjąć depozyt i wypłacić środki.
Financial Transactions and Reports Analysis Centre of Canada wskazuje, że w praniu pieniędzy przez legalne i nielicencjonowane strony hazardowe wykorzystywane są rachunki bankowe, payment service providers, e-portfele, prepaid cards, kryptowaluty oraz konta „muli”.
Z kolei UK Gambling Commission podkreśla, że dane o transakcjach płatniczych są kluczowe dla identyfikowania i zakłócania przepływów do podmiotów zaangażowanych w nielegalny hazard.
Dlatego sama strona internetowa jest tylko interfejsem. Realny model biznesowy opiera się na zdolności do obsługi depozytów, wypłat i ukrywania rzeczywistych merchantów.
Gdy jeden kanał płatności zostaje zablokowany, operatorzy próbują przenosić ruch do innych pośredników, e-portfeli, rachunków podstawionych osób, struktur firmowych albo kryptowalut.
Trzecim węzłem są kryptowaluty i offshore’owi dostawcy usług aktywów wirtualnych.
Financial Action Task Force pokazuje, że słabe procedury KYC (identyfikacji i weryfikacji klienta, brak skutecznego nadzoru) oraz transgraniczny charakter usług świadczonych przez VASP (dostawców usług aktywów wirtualnych), tworzą dogodne warunki do przenoszenia i ukrywania środków.
W kontekście hazardu online kryptowaluty są szczególnie atrakcyjne, ponieważ umożliwiają szybki transfer wartości między jurysdykcjami, rozproszenie środków na wiele portfeli, przechodzenie przez portfele pośrednie oraz późniejsze wyjście do systemu fiat w innym państwie.
W praktyce oznacza to, że platforma hazardowa może być nie tylko miejscem generowania przychodu, lecz także narzędziem do maskowania pochodzenia pieniędzy, ich warstwowego transferu i wypłaty przez giełdy kryptowalut, kantory OTC, rachunki bankowe albo pośredników działających poza skutecznym nadzorem krajowego regulatora.
Czwartym węzłem są scam-centra i inne operacje cyberprzestępcze.
United Nations Office on Drugs and Crime opisuje regiony Azji Południowo-Wschodniej w których hazard online, oszustwa inwestycyjne, przymusowa praca i podziemna bankowość funkcjonują obok siebie.
W takim środowisku środki z hazardu mogą finansować dalszą działalność scamową, a środki ze scamów mogą być prane przez hazard.
Piątym węzłem przypadku nielegalnego hazardu online, jednym z najważniejszych etapów transferu zysków jest wprowadzenie pieniędzy do pozornie legalnego obiegu.
Ten mechanizm najtrafniej opisuje Financial Transactions and Reports Analysis Centre of Canada (FINTRAC). Wskazuje, że do prania pieniędzy przez legalne i nielicencjonowane strony hazardowe wykorzystywane są rachunki bankowe, dostawcy usług płatniczych, e-portfele, karty przedpłacone, kryptowaluty oraz konta „muli”.
W takim modelu platforma hazardowa może tworzyć pozorne uzasadnienie przepływu środków: jako wpłaty graczy, wypłaty wygranych, rozliczenia z pośrednikami, prowizje albo transfery przez podmioty obsługujące płatności.
Dlatego online gambling nie jest wyłącznie miejscem generowania zysku, lecz także narzędziem do maskowania pochodzenia pieniędzy i wprowadzania ich do legalnego systemu finansowego.
Nielegalny hazard jako infrastruktura, a nie tylko przestępstwo
Nielegalny hazard internetowy należy traktować jako infrastrukturę przestępczości zorganizowanej. Nie jest to tylko jedna z wielu gałęzi nielegalnej gospodarki. To mechanizm, który łączy generowanie zysków, pranie pieniędzy, transfer środków, eksploatację graczy, cyberoszustwa i arbitraż jurysdykcyjny.
INTERPOL wskazuje, że nielegalne zakłady mogą być połączone z handlem ludźmi i scam-centrami.
United Nations Office on Drugs and Crime pokazuje, że kasyna online mogą być częścią większego systemu cyberprzestępczego.
Natomiast Europol zwraca uwagę, że zakłady i korupcja sportowa mogą być powiązane z grupami działającymi polikryminalnie.
Natomiast Financial Action Task Force pokazuje, że słabo nadzorowani offshore’owi dostawcy usług aktywów wirtualnych mogą stać się kanałem przenoszenia i ukrywania środków.
Ryzyko dotyczy zwłaszcza podmiotów działających transgranicznie, przy niewystarczających procedurach KYC i słabej egzekucji zasad AML/CFT, co ułatwia transfer wartości przez giełdy offshore, portfele pośrednie, kantory OTC i inne elementy infrastruktury kryptoaktywów.
W tym sensie nielegalny hazard online jest jednym z najlepszych przykładów nowoczesnej przestępczości sieciowej.
Nie musi mieć jednego centrum. Nie musi opierać się na jednej mafii. Nie musi posiadać jednej hierarchii. Może działać jako sieć usług: jedni dostarczają domeny, inni gry, inni płatności, inni ruch z reklam, inni konta, inni pranie pieniędzy, inni ochronę, inni dostęp do kryptowalut.
Taki model jest trudniejszy do zwalczania niż klasyczna struktura mafijna, bo rozbicie jednego elementu nie niszczy całości. Zamknięcie strony nie likwiduje operatora. Zablokowanie domeny nie zamyka rachunków. Aresztowanie lokalnego pośrednika nie musi prowadzić do właściciela platformy.
Z tej racji skuteczna odpowiedź państwa musi być pełnowarstwowa. Musi obejmować blokowanie domen, ale nie może się na nim kończyć. Musi uderzać w płatności, afiliację, reklamę, hosting, dostawców technologii, konta „muli”, giełdy kryptowalut, resellerów i spółki fasadowe.
Musi także poprawić przejrzystość legalnego rynku, aby gracz wiedział, gdzie gra legalnie, a gdzie wchodzi w system poza ochroną państwa.
Musi wreszcie traktować dane nie jako dodatek, lecz jako główne narzędzie: dane o domenach, płatnościach, reklamach, aplikacjach, portfelach i przepływach muszą być łączone w jeden model ryzyka.
Nielegalny hazard internetowy jest więc czymś znacznie poważniejszym niż „gra poza licencją”. To cyfrowy mechanizm produkcji i transferu pieniędzy, z którego korzystają struktury przestępcze, operatorzy offshore, sieci agentów, pośrednicy płatniczy i cyberoszuści.
Jego siła polega na tym, że łączy atrakcyjność dla użytkownika z użytecznością dla przestępcy. Gracz dostaje natychmiastowy dostęp, bonus i obietnicę wygranej. Operator dostaje depozyt, dane, prowizję i możliwość ukrycia przepływu. Sieć przestępcza dostaje stały przychód, kanał prania pieniędzy i narzędzie do dalszej ekspansji.
Dlatego najtrafniejsze określenie nielegalnego hazardu online nie brzmi dziś „szara strefa rozrywki” ale cyfrowe kasyno przestępczości zorganizowanej. Kasyno, w którym prawdziwa gra nie toczy się między graczem a ruletką, lecz między państwem a siecią zdolną do ukrywania pieniędzy szybciej, niż regulator potrafi zablokować kolejną domenę.





Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].