Cyberbezpieczeństwo

#CyberMagazyn: Inteligentne miasta przyszłości. Wygodne życie za cenę inwigilacji

Fot. Tumisu / Pixabay
Fot. Tumisu / Pixabay

Budowa idealnego, inteligentnego miasta opartego na najnowszych zdobyczach cyfryzacji było ambicją każdej z wielkich firm technologicznych. Jednak żaden z projektów - niezależnie od tego, czy mówimy o nowojorskim projekcie Amazona, czy też o cyfrowej dystopii Google’a, która miała zaistnieć w Toronto - nie został zrealizowany. Czy inteligentne miasta przyszłości mają szansę realnie odpowiedzieć na potrzeby mieszkańców i czy koniecznie ceną musi być ich inwigilacja?

W 2017 roku Google i firma Sidewalk Labs ogłosiły projekt inteligentnego miasta, które miało rozwinąć się na części nabrzeża kanadyjskiego Toronto. Inwestycja miała kosztować 50 mln dolarów i przekształcić postindustrialny, portowy teren w nowoczesną oazę wypełnioną drewnianymi drapaczami chmur i drogami wyłożonymi inteligentną kostką brukową - przyjazną zarówno dla pieszych, jak i dla autonomicznych samochodów, które miały poruszać się po drogach cyfrowej enklawy. Odpadki miały być transportowane podziemnymi zsypami i mądrze utylizowane, chodniki – samodzielnie się ogrzewać w zimie, a 40 proc. z tysięcy nowych mieszkań, które miały tam powstać, miały trafić do rodzin o niższych, bądź średnich dochodach. Planowanie urbanistyczne, ponownie jak zarządzanie idealnym miasteczkiem, miało być w pełni ucyfrowione, aby gwarantować mieszkańcom komfort, bezpieczeństwo i zadowolenie.

Projekt, krytykowany ze względów takich jak m.in. problemy z ochroną prywatności mieszkańców utopijnego, cyfrowego zakątka, nigdy nie powstał. Ostatnim gwoździem do jego trumny okazała się pandemia koronawirusa – szef firmy Sidewalk Labs Dan Doctoroff poinformował, że ze względu na pandemię przyszłość gospodarcza, jak i rynek nieruchomości w Toronto stały się bardzo niepewne, w związku z czym pojawiły się trudności finansowe z realizacją projektu bez konieczności okrojenia go z jego najbardziej istotnych elementów.

Wymarzone siedlisko czy miejski panoptykon?

Firmy technologiczne do pewnego stopnia – budując mit Doliny Krzemowej – zdołały nas przekonać, że wszystko co innowacyjne, inteligentne, cyfrowe, jest dla nas dobre i przyczynia się do naszego rozwoju. Mamy zatem „inteligentne głośniki”, „inteligentne termometry”, „inteligentne zabawki erotyczne” i inne gadżety, które gromadzą o nas ogromne ilości danych, przesyłanych na serwery producenta i współpracujących z nim firm.

Quayside – projekt inteligentnego miasta Google’a i Sidewalk Labs miał być przestrzenią wypełnioną czujnikami gwarantującymi zaspokojenie wszystkich potrzeb jego mieszkańców. Jego ucyfrowienie miało wykraczać daleko dalej poza termin „smart city” w znaczeniu, w którym używamy go potocznie, gdzie zespół urządzeń internetu rzeczy odpowiedzialny jest najwyżej za sterowanie oświetleniem miejskim, bądź sygnalizacją świetlną na skrzyżowaniach. W Quayside sensory miały wspomagać również ochronę zdrowia, minimalizację emisji gazów cieplarnianych, a także rozdzielenie lokali mieszkalnych i użytkowych pomiędzy zamieszkujące cyfrowe miasto osoby. Czujniki generujące dane na temat życia obszaru miały znajdować się niemal w każdej dostępnej przestrzeni – również w ścianach budynków i chodnikach.

Była komisarz ds. prywatności Ontario i profesorka na Uniwersytecie Ryersona Ann Cavoukian, początkowo zaangażowana w projekt, wycofała się z pełnienia w nim roli doradczej oceniając, że nie spełnia on podstawowego warunku, jakim powinno być wdrożenie prywatności na każdym etapie jego realizacji, jako domyślnie obowiązującego modus operandi.

„Mieszkańcy muszą wiedzieć, że prywatność jest oczywistością, że nie muszą o nią zabiegać, że mają do niej prawo z założenia” – podkreślała w swoich wypowiedziach z 2018 roku, kiedy tłumaczyła, dlaczego zrezygnowała z udziału w projekcie po tym, jak Sidewalk Labs i Google odmówiły wprowadzenia w swoim mieście zakazu gromadzenia nie anonimizowanych danych z sensorów przez zewnętrzne firmy.

Skąd miałyby pochodzić dane? Choćby z inteligentnych termostatów Nest (Google), które miały znajdować się w każdym domu i w każdym biurze. Popularne „Nesty” miały być wykorzystywane do predyktywnego zarządzania ogrzewaniem.

Z kolei technika rozpoznawania obrazów oparta o sztuczną inteligencję, zintegrowana z zawsze aktywnym systemem miejskiego monitoringu obecnego w każdym zakamarku miasta miała natomiast wspomagać zarządzanie ruchem. Informacje na temat mieszkańców Quayside miały także gromadzić jego ulice i chodniki – wyposażone w czujniki osadzone w światłach LED-owych zdolne rozpoznawać, jaki typ obiektu porusza się szosą lub trasą przeznaczoną dla pieszych.

Według Cavoukian, miasto zostało wręcz zaprojektowane w celu gromadzenia danych o swoich mieszkańcach. W jej ocenie ryzyko wykorzystania wszystkich obecnych tam kamer i czujników do monitorowania poszczególnych obywateli wcale nie było fikcją literacką, a realnym zagrożeniem ze strony firm stojących za projektem. „Bez anonimizacji aktywność każdego mieszkańca mogłaby być dokładnie mapowana przez dane z wielu źródeł, po to by śledzić nawet to, jak i dokąd przemieszcza się w ciągu dnia” – mówiła Cavoukian w mediach.

Inteligentne miasta zbudują nam Chiny

AI City Challenge to konkurs, który po raz pierwszy zorganizowano cztery lata temu. Jego celem miało być wsparcie rozwoju technologii dla inteligentnych miast, opartych o sztuczną inteligencję. Do ubiegłego roku zwyciężały w nim firmy z USA. Jednak 2020 rok należał do Chin, które wygrały rywalizację w trzech z czterech kategorii. W tegorocznej edycji chińskie koncerny Baidu i Alibaba pokonały rywali z niemal 40 innych państw we wszystkich kategoriach.

Według magazynu „Wired”, coraz więcej nagród zgarnianych w rywalizacji przez ChRL świadczy o skuteczności zwiększenia nakładów inwestycyjnych na rozwój technologiczny, w szczególności – na pracę w zakresie inteligentnych miast.

W Chinach rozwój smart cities nie ogranicza się do utopijnych projektów takich, jak Quayside – Państwo Środka wdraża bowiem swoje technologie w praktyce, choćby w ramach programów pilotażowych, które obecnie prowadzą setki chińskich miast. Według niektórych szacunków, w Chinach mieści się ok. połowa wszystkich smart cities świata. Wdrożenie rozwiązań do zarządzania inteligentnym miastem jest tam sprzężone z rozwojem jeszcze jednego istotnego aspektu chińskiej rzeczywistości, jakim jest inwigilacja obywateli.

Nie jest tajemnicą, że sensory, informatyka peryferiów, szerokie wykorzystanie narzędzi monitoringu miejsc publicznych, a także szybszy przesył danych, dzięki technologii łączności nowej generacji 5G przyspieszą rozwój nadzoru elektronicznego nad mieszkańcami miast i miasteczek. Technologie zarządzania inteligentnym miastem umożliwiają oczywiście usprawnienie wielu procesów, o których była mowa już wcześniej, jednocześnie jednak umożliwiają dokonywanie nadużyć wobec wolności obywatelskich na olbrzymią skalę dzięki bardzo inwazyjnemu monitoringowi aktywności mieszkańców. Do tej pory największym eksporterem technologii monitoringu wizyjnego były oba rywalizujące z sobą kraje – USA i ChRL. Rywalizacja o pierwszeństwo na polu narzędzi wspierających rozwój inteligentnych miast tylko zaostrza istniejący klincz między dwoma technologicznymi mocarstwami.

Wraz ze wzrostem tego napięcia powinny zacząć padać pytania, o których przynajmniej w Polsce głośno się nie mówi – o to, jakie zagrożenia niesie z sobą rozwój sztucznej inteligencji w monitoringu wizyjnym, stosowanym w miejscach publicznych i jak ją uregulować.

Chiny w 2019 roku zostały uznane przez Carnegie Endowment for International Peace za jeden z głównych motorów rozwoju inwigilacji obywateli. Jednocześnie, chińskie firmy takie jak Hikvision znajdują atrakcyjny grunt w Polsce, gdzie ich produkty ze względu na zaawansowanie technologiczne cieszą się dużym zainteresowaniem i są łatwo dostępne.

Inna firma – Dahua, którą amerykański Kongres wpisał na listę podmiotów, z których nie wolno korzystać agencjom federalnym USA ze względu na duże ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego, to dostawca kamer monitoringu, które według „Gazety Wyborczej” znajdują się na krakowskiej willi, w której po zakończeniu kadencji ma zamieszkać prezydent Andrzej Duda. 10 proc. udziałów w spółce Dahua należy do rządu ChRL, a sama firma sprzęt do monitoringu wyposażony w technologie rozpoznawania twarzy dostarczała m.in. do zlokalizowanych w prowincji Xinjiang obozów, w których przetrzymywani są muzułmańscy Ujgurowie nękani przez rząd w Pekinie.

Technologie monitoringu miast z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, nierzadko produkowane i dostarczane przez Chiny, w ramach swoich smart cities wdrożyło co najmniej 56 krajów z całego świata. Obok Dahua i Hikvision liderami tego rodzaju narzędzi są firmy ZTE i Huawei, znane z pierwszych stron działów gospodarczych wielu gazet po tym, jak USA oskarżyły je o współpracę z chińskim rządem i umożliwianie Pekinowi wykorzystania gromadzonych danych do celów szpiegowskich.

Inteligentna analiza ryzyka, dopiero później – inteligentne miasta

Dziś inteligentne miasta przedstawiane są przede wszystkim jako projekty mające dawać swoim mieszkańcom lepsze życie, w bardziej przyjaznych środowiskowo warunkach, z lepszym zarządzaniem. W nielicznych przypadkach jednak głośno mówi się o ryzyku, jakie wiąże się z realizacją tego rodzaju planów, a sam rynek monitoringu wizyjnego wart jest setki miliardów dolarów.

Nadzór elektroniczny zarówno w reżimach niedemokratycznych, jak i w państwach, które do demokracji się zaliczają, bądź chcą się zaliczać, rodzi zagrożenia i może być wykorzystany do walki z wolnością obywatelską, wolnością słowa i przekonań, prywatnością, a także ogromnego obniżenia standardów ochrony danych osobowych – zwłaszcza, gdy połączony zostanie z systemami przetwarzania danych biometrycznych.

Analizując zagadnienia związane z rozwojem inteligentnych miast warto pamiętać, że dane pozyskiwane z czujników, kamer i zintegrowanych systemów teleinformatycznych to nie tylko sprawniejsze zarządzanie wykorzystaniem energii czy ruchem w miastach, ale także doskonały materiał wywiadowczy, gotowy do wykorzystania zarówno przez rządy, jak i prywatne firmy, nierzadko mające państwotwórcze ambicje.


Chcemy być także bliżej Państwa – czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture. 

image
Fot. Reklama

Komentarze

    Czytaj także