Reklama
Reklama
Reklama
  • sponsorowane
  • WIADOMOŚCI
  • WAŻNE
  • WYWIADY

Deepfake, fałszywy broker i presja czasu. Tak dziś tracimy oszczędności [WYWIAD]

Laptop na biurku z ekranem przedstawiającym sylwetkę mężczyzny na tle wykresów, danych i cyfrowych zakłóceń symbolizujących cyberzagrożenia.
Oszustwa inwestycyjne są coraz trudniejsze do rozpoznania, a przestępcy wykorzystują AI, deepfake’i i profesjonalnie przygotowane platformy.
Autor. CyberDefence24/ChatGPT

Fałszywe platformy inwestycyjne wyglądają coraz bardziej profesjonalnie, przestępcy wykorzystują deepfake’i, wizerunki znanych osób i całe przestępcze call center. Manipulacja bywa tak zaawansowana, że oszust wcześniej instruuje ofiarę, co ma powiedzieć pracownikowi banku, gdy ten spróbuje zatrzymać podejrzaną transakcję. – Zdarza się, że klient wraca po tygodniu do oddziału ze łzami albo podziękowaniami – mówi w rozmowie z CyberDefence24 Magdalena Opałczyńska, dyrektor biura w Departamencie Bezpieczeństwa Banku Pekao S.A.

Fałszywy broker, presja czasu i obietnica wysokiego zysku to dziś elementy dobrze zorganizowanego przestępczego biznesu. Magdalena Opałczyńska z Banku Pekao tłumaczy w rozmowie z CyberDefence24.pl, jak działają współczesne oszustwa inwestycyjne i dlaczego ich ofiarą może paść praktycznie każdy.

Piotr Pilewski, redaktor naczelny CyberDefence24.pl: O oszustwach inwestycyjnych mówi się coraz więcej. Banki i instytucje prowadzą kampanie edukacyjne, rosną też kompetencje cyfrowe. Skala problemu maleje?

Magdalena Opałczyńska, dyrektor biura w Departamencie Bezpieczeństwa Banku Pekao S.A.: Niestety nie. Takiej skali zjawiska wcześniej nie obserwowaliśmy. Dziś różnego rodzaju przestępstwa oparte na socjotechnice, w tym oszustwa inwestycyjne, są jednym z dominujących problemów, z którymi spotykamy się w bankowości.

Świadomość klientów rośnie, a kampanii edukacyjnych jest bardzo dużo. Prowadzą je banki, instytucje państwowe i inne podmioty. Z drugiej strony rozwój technologii pozwala przestępcom tworzyć coraz bardziej wiarygodne reklamy, strony i platformy oraz podszywać się pod instytucje czy osoby publiczne.

Do tego dochodzą dwa bardzo silne mechanizmy psychologiczne: obietnica wysokiego zysku i presja czasu. Klient słyszy, że okazja jest dostępna tylko teraz i jeżeli natychmiast nie podejmie decyzji, straci wyjątkową szansę.

Na czym najczęściej opiera się taka fałszywa inwestycja? Złoto? Kryptowaluty?

Wszystkie kruszce, ale nie tylko. Przestępcy bardzo szybko reagują na trendy. Jeżeli dużo mówi się o sztucznej inteligencji, pojawiają się fałszywe inwestycje w AI. Jeżeli popularne są spółki technologiczne, surowce, złoto albo zielona energia, oszuści natychmiast budują wokół tego narrację.

Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym jest obietnica bardzo wysokiego albo wręcz gwarantowanego zysku przy braku ryzyka. Fałszywe platformy są przy tym bardzo dobrze przygotowane. Klient widzi wykresy, stan swojego „portfela” i rosnący rzekomy zysk. Im więcej wpłaci, tym większe liczby pojawiają się na ekranie.

Trzeba sobie wtedy zadać podstawowe pytanie: czy to rzeczywiście są moje pieniądze, czy tylko liczby wyświetlane na stronie internetowej? Najlepiej spróbować je wypłacić w całości lub w części – wtedy wiadomo, z czym możemy mieć do czynienia.

Jakie inne sygnały powinny wzbudzić podejrzenia?

Na pewno wspomniana presja czasu. Kolejnym bardzo poważnym sygnałem jest próba uzyskania dostępu do bankowości elektronicznej albo nakłanianie do instalowania programów umożliwiających zdalny dostęp do urządzenia.

Legalny broker czy doradca nie potrzebuje dostępu do bankowości klienta, żeby wykonywać za niego transakcje. Jeżeli klient przekazuje dane logowania albo umożliwia komuś zdalny dostęp do komputera, może całkowicie stracić kontrolę nad swoimi środkami.

W którym momencie bank może zauważyć, że klient jest oszukiwany?

To zależy od schematu. Jeżeli klient sam wykonuje i autoryzuje przelewy, sytuacja jest trudniejsza, bo odpada część sygnałów, które nasze systemy mogłyby potraktować jako anomalię.

Znacznie łatwiej pomóc osobie na początku całego procesu. Jeżeli kontakt z fałszywym brokerem trwa tydzień czy dwa, a klient wpłacił już część pieniędzy, manipulacja zaczyna być bardzo silna.

Szczególnie niepokojące jest, gdy klient zaczyna likwidować lokaty i inne inwestycje, wypłaca praktycznie wszystkie oszczędności, a czasem dodatkowo się zadłuża. Wtedy pojawia się bardzo wyraźny sygnał, że dzieje się coś nietypowego.

I wtedy pracownik banku próbuje go przekonać, żeby zrezygnował?

Tak, ale na późnym etapie bywa to niezwykle trudne. Przestępcy często przygotowują klienta na rozmowę z bankiem. Mówią mu na przykład: „Bank będzie próbował cię zatrzymać, bo nie chce, żebyś inwestował poza bankiem. Nie słuchaj pracowników, oni robią to we własnym interesie”.

Co więcej, klient dostaje gotową historię, którą ma przedstawić bankowi. Może powiedzieć, że pieniądze są potrzebne na zakup nieruchomości albo samochodu. Przestępca wie, że duża transakcja może uruchomić procedury bezpieczeństwa, więc wcześniej przygotowuje na to swoją ofiarę.

Pracownicy zwracają wtedy uwagę również na zachowanie klienta. Jeżeli ktoś realizuje rzekomo zwyczajną życiową transakcję, ale jednocześnie jest bardzo zdenerwowany, zachowuje się nietypowo i za wszelką cenę chce natychmiast przelać pieniądze, to również może być ważny sygnał.

Ale ostatecznie są to pieniądze klienta. Gdzie kończy się możliwość działania banku?

To bardzo trudna granica. Z jednej strony klient ma prawo dysponować własnymi środkami, z drugiej bank ma obowiązek je chronić i reagować, jeżeli podejrzewa przestępstwo.

W skrajnych przypadkach kontaktujemy się z klientem wielokrotnie. Czasami prosimy go o przyjście do oddziału, żeby spokojnie porozmawiał z pracownikiem twarzą w twarz.

Jeżeli pojawia się obawa o jego bezpieczeństwo fizyczne, możemy wezwać policję.

Ostatecznie jednak, jeżeli klient jest w pełni świadomy, upiera się i potwierdzi, że chce wypłacić pieniądze, istnieje granica możliwości banku.

Dochodzi przez to do konfliktów w oddziałach?

Tak. Osoby silnie zmanipulowane potrafią reagować bardzo emocjonalnie. Dlatego pracownicy zajmujący się takimi przypadkami są odpowiednio szkoleni, również z udziałem psychologów.

Oszust często buduje relację przez tygodnie albo miesiące. Daje klientowi poczucie opieki, pokazuje rzekome zyski, tłumaczy każdy krok i przekonuje, że bank będzie próbował przeszkodzić w inwestycji. W efekcie, gdy bank próbuje ostrzec klienta, ten może odebrać to jako blokowanie okazji, a nie jako próbę pomocy.

Zdarza się, że klient jest bardzo zdenerwowany i agresywny.

Ale mieliśmy również przypadki, gdy taki klient po tygodniu wracał do oddziału – czasem ze łzami, czasem z podziękowaniami i przeprosinami za wcześniejsze zachowanie. Okazywało się, że działania pracownika uchroniły go przed utratą oszczędności.

AI znacząco zmieniła sposób prowadzenia takich oszustw?

Zdecydowanie obniżyła próg wejścia dla przestępców i pozwoliła działać na znacznie większą skalę.

Kiedyś przygotowanie wiarygodnego oszustwa wymagało większych nakładów, odpowiedniej technologii i ludzi. Fałszywe strony czy reklamy często można było rozpoznać po błędach językowych, dziwnych znakach czy nieprofesjonalnym wyglądzie.

Dzisiaj reklama może wyglądać perfekcyjnie. Dzięki AI przestępcy mogą bardzo szybko tworzyć treści reklamowe, tłumaczyć komunikaty na różne języki, personalizować wiadomości, generować fałszywe wypowiedzi ekspertów albo przygotowywać materiały wideo z wykorzystaniem wizerunku znanych osób. Dla wielu odbiorców obraz i głos nadal są bardzo silnym źródłem zaufania.

Wiemy również z ujawnianych spraw, że za takimi oszustwami stoją całe zorganizowane biznesy i przestępcze call center. Są osoby odpowiedzialne za reklamy, kontakt z ofiarami, budowanie zaufania czy obsługę fałszywych platform.

Czy AI wyparła wcześniejsze metody oszustw?

Raczej je połączyła i wzmocniła. Mamy hybrydę: reklamę, platformę inwestycyjną, fałszywego brokera, rozmowę telefoniczną, SMS-y, komunikatory i linki przesyłane np. przez WhatsApp.

Największą zmianą jest skala i możliwość personalizacji. Kiedyś phishing często polegał na masowym wysyłaniu wiadomości i zbieraniu np. danych kartowych. Dzisiaj chodzi często najpierw o „złapanie” człowieka, a następnie dopasowanie do niego odpowiedniego scenariusza.

Jeżeli przestępca uzyska dostęp do korespondencji albo innych informacji o ofierze, przy wykorzystaniu AI może bardzo szybko ocenić, z kim rozmawia, czego ta osoba potrzebuje i jaki argument może być dla niej skuteczny.

Dlatego trudno dziś stworzyć prostą listę zasad w rodzaju „nie otwieraj załączników”. Trzeba weryfikować zarówno samą ofertę, jak i podmiot oraz osobę, z którą rozmawiamy.

Często słyszy się, że najbardziej narażeni są seniorzy. Kto rzeczywiście pada ofiarą takich oszustw?

Tak naprawdę każdy. Widzieliśmy ofiary z bardzo różnych grup zawodowych i społecznych.

Fałszywe inwestycje bardzo często dotykają osób aktywnych zawodowo, dobrze wykształconych, korzystających z bankowości elektronicznej i mających podstawowe, a nawet całkiem dobre doświadczenie inwestycyjne. Czasami wręcz trudniej później taką osobę przekonać, że została zmanipulowana, ponieważ jest bardzo pewna własnej oceny sytuacji.

Nie traktowałabym więc oszustw inwestycyjnych jako problemu jednej grupy wiekowej, czy zawodowej. W wielu przypadkach problemem nie jest brak inteligencji czy brak wiedzy, tylko bardzo skuteczna manipulacja psychologiczna. Oszustwo inwestycyjne nie jest testem wiedzy finansowej. To proces, w którym przestępca krok po kroku przejmuje kontrolę nad emocjami i decyzjami ofiary.

Oszustwo może się skończyć na utracie pieniędzy zainwestowanych na fałszywej platformie?

Niestety nie. Przestępcy próbują wykorzystywać tę samą osobę ponownie.

Kiedy klient chce wypłacić rzekomy zysk, może usłyszeć, że najpierw musi zapłacić podatek, prowizję albo dodatkową opłatę. To kolejny sposób na wyciągnięcie pieniędzy.

Jest jeszcze bardziej perfidny wariant. Kiedy ofiara już wie, że została oszukana, kontaktuje się z nią rzekoma kancelaria albo firma specjalizująca się w odzyskiwaniu pieniędzy. Obiecuje odzyskanie utraconych środków, ale wcześniej żąda zaliczki lub prowizji.

Ofiara wie już wtedy, ile straciła i zaczyna kalkulować: może warto dopłacić jeszcze trochę, żeby odzyskać chociaż część pieniędzy. W ten sposób może zostać oszukana po raz drugi.

To pokazuje, dlaczego w przypadku takich ofert najważniejszy pozostaje zdrowy rozsądek. Jeżeli nie potrafimy potwierdzić, z kim rozmawiamy, kto stoi za daną platformą i czy podmiot rzeczywiście istnieje oraz działa legalnie, powinniśmy się zatrzymać, zanim przekażemy jakiekolwiek pieniądze.

Dziękuję za rozmowę

Zobacz również
CyberDefence24.pl - Digital EU Ambassador

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama