Polityka i prawo

Twitter użył etykiety do oznaczenia zmanipulowanych treści. Pierwszą "ofiarą" Donald Trump

fot. defense.gov
fot. defense.gov

"Przepraszam. Możemy tylko ponownie wybrać Donalda Trumpa" miał powiedzieć Joe Biden w nagraniu przekazanym dalej na Twitterze przez prezydenta Stanów Zjednoczonych. Materiał okazał się być zmanipulowany a platforma po raz pierwszy użyła etykiety "zmanipulowany przekaz" do oznaczenia opublikowanego filmu.

Na powielonym przez Trumpa (Republikanin) filmie b. wiceprezydent Joe Biden (Demokrata) wydaje się zacinać się podczas przemowy do zwolenników w Kansas, Missouri, a następnie namawiać ich do oddania głosów na urzędującego prezydenta USA. "Przepraszam. Możemy tylko ponownie wybrać Donalda Trumpa" - zdaje się mówić na nagraniu polityk zabiegający o nominację Partii Demokratycznej w tegorocznych wyborach prezydenckich, w których zmierzyłby się z obecnym amerykańskim przywódcą.

Wideo opublikowane zostało w sobotę przez Dana Scavino, dyrektora Białego Domu ds. mediów społecznościowych. Niedługo później retweetował je prezydent USA. Szybko jednak okazało się, że film został przerobiony - wycięto z niego część wypowiedzi Bidena, która w całości brzmiała: "Przepraszam. Możemy tylko ponownie wybrać Donalda Trumpa, jeśli faktycznie chcemy brać udział w ciągłej awanturze. A to ma być pozytywna kampania, więc dołączcie do nas".

W niedzielę po południu Twitter oflagował nagranie jako "zmanipulowany przekaz". Władze serwisu po raz pierwszy skorzystały z przyjętych 5 marca nowych zasad zakładających oznaczanie wszystkich wpisów zawierających zmodyfikowane, wprowadzające w błąd treści, m.in. tzw. deepfake oraz zedytowane filmy.

Zanim etykieta pojawiła się na nagraniu, zmodyfikowany materiał odtworzono ok. 5,4 mln razy. Okazało się również, że oznaczenie było wyświetlane tylko wtedy, kiedy nagranie pojawiło się na stronie użytkownika, ale nie podczas wyszukiwania lub odtwarzania filmu. Rzecznik Twittera zapewnił, że firma pracuje nad naprawieniem błędu.

Scavino opublikował to samo wideo również na swojej stronie na Facebooku, gdzie zostało odtworzone ponad milion razy. Sztab Bidena już skrytykował Facebooka za brak odpowiednich zabezpieczeń.

"Facebook tego nie przyzna, ale jest to oczywiste dla wszystkich, którzy przyglądają się działaniom i polityce tej firmy: tu liczą się przede wszystkim pieniądze i dla nich koncern jest skłonny posłużyć jako największa na świecie platforma rozsiewająca kłamstwa" - powiedział dziennikarzom Greg Schultz, szef kampanii wyborczej Joe Bidena.

Platformy społecznościowe znajdują się pod naciskiem opinii publicznej, która oczekuje, że będą skutecznie usuwać mylące i nieprawdziwe treści, zwłaszcza w obliczu zbliżających się w Stanach Zjednoczonych wyborów prezydenckich.

Biały Dom jak dotąd nie skomentował sprawy zmanipulowanego nagrania z udziałem b. wiceprezydenta.

Facebook także jeszcze nie odniósł się do zarzutów.

Źródło:
PAP

Komentarze

    Czytaj także