Polityka i prawo

Protesty w Iranie. Anonymous uderzają w rząd

Iran protesty kobiet
Fot. ian bremmer (@ianbremmer)/Twitter

Społeczność Anonymous zaangażowała się w protesty w Iranie, stając po stronie obywateli. Haktywiści nawołują mieszkańców do pozostania na ulicach i kontynuowanie „rewolucji”. Ze swojej strony deklarują wsparcie. Z ich strony miało dojść już do zhakowania irańskiego parlamentu. Pomocną dłoń wyciągnęli również Białoruscy Cyberpartyzanci. 

11 dni temu doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło irańskim społeczeństwem. Mowa o śmierci 22-letniej Mahsy Amini, która została aresztowana przez islamską tzw. policję obyczajową. Powodem było niestosowanie przez kobietę prawa szariatu, a konkretnie zasad dotyczących ubioru (zakrywania włosów i noszenie długich ubrań). 

22-latka została zatrzymana, ponieważ miała mieć na sobie zbyt luźną chustę, co powodowało, że jej włosy były widoczne dla innych. Kobieta próbowała się sprzeciwić policjantom, lecz bezskutecznie – została siłą wciągnięta do pojazdu i zawieziona na posterunek. 

Po czasie pogotowie wywiozło aresztowaną, która zapadła w śpiączkę. Nie udało jej się uratować. 

Czytaj też

Rośnie liczba ofiar

Śmierć młodej kobiety wywołała poruszenie w kraju. Na ulice irańskich miejscowości wyszły tłumy protestujących. 

Pierwsze oznaki rodzących się napięć miały miejsce podczas pogrzebu Amini 17 września. Wówczas rzesza kobiet biorących udział w ostatnim pożegnaniu kobiety, demonstracyjnie zaczęła ściągać chusty i czadory. Pojawiły się okrzyki uderzające w irańskie władze i nawołujące obalenia rządu. To wywołało reakcję służb i krwawe stłumienie protestów. 

Działania funkcjonariuszy tylko dolały benzyny do ognia. W kolejnych miejscowościach zaczęli gromadzić się obywatele, którzy dawali upust swoim emocjom, niszcząc np. policyjne radiowozy (przewracano je na bok). Kobiety zaczęły palić części swojej garderoby. 

Na agresywne zachowanie tłumu, władza odpowiedziała tym samym. W efekcie stale rośnie liczba poszkodowanych i ofiar zamieszek. Już teraz mówi się o śmierci ponad 40 osób i ok. 1,2 tys. aresztowanych. 

Według obserwatorów to największe protesty od 2019 r., kiedy to Irańczycy wyszli na ulice w związku z podwyżkami cen paliw. 

Irański sposób na protesty

Poza rozwiązaniami siłowymi władze stosują jeszcze jedną rzecz – odcinają społeczeństwo od internetu

Taki stan rzeczy potwierdzają specjaliści NetBlocks, którzy na co dzień zajmują się monitorowaniem dostępu do sieci. Ich dane potwierdzają niemal całkowite zakłócenie internetu w zachodnich częściach kraju, co nastąpiło 19 września. W innych regionach sytuacja nie wygląda lepiej – problemy występują również w stolicy: Teheranie. 

Władze ograniczyły także dostęp do Instagrama i Whatsappa, czyli jedynych tego typu platform, z których można legalnie korzystać w tym kraju (pozostałe, jak np. Facebook czy Twitter, zostały zakazane). Zdaniem specjalistów zakłócenia sieci można porównać do „godziny policyjnej”. 

Tego typu działania nie są niczym nowym w Iranie. Wystarczy przytoczyć wspomniany już wcześniej 2019 r. i paraliż internetu w całym kraju w związku z protestami. W ten sposób władza chce m.in. ograniczyć obywatelom możliwość organizowania kolejnych wystąpień prowadzących do zamieszek. 

Czytaj też

Anonymous działają. „Nie wstrzymujcie rewolucji”

Sytuacja w Iranie przykuła uwagę tych, o których tak wiele mówiło się w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę. Mowa o społeczności Anonymous.

Haktywiści postanowili nie być bierni i zaangażować się w protesty, stając po stronie irańskiego społeczeństwa. Podjęli działania wymierzone w podmioty państwowe. Twierdzą, że udało im się m.in. zhakować Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne (parlament) i pozyskać dane członków, a także przeprowadzić cyberatak na Narodowy Bank Iranu.

W specjalnej wiadomości skierowanej do obywateli Anonymous zadeklarowali kontynuację wsparcia dla trwających protestów przeciwko władzy. 

„Rząd robi wszystko, aby was powstrzymać. Nie poddawajcie się. Nie opuszczajcie ulic. Nie wstrzymujcie rewolucji” – podkreślili.

anonymous iran
Wiadomość Anonymous do Irańczyków (fragment wideo).
Fot. Krom Security (@KromSec)/Twitter

Narzędzie od cyberpartyzantów

Pomocną dłoń wyciągnęli również Białoruscy Cyberpartyzanci. W jaki sposób?

Jak informowaliśmy, na własne potrzeby stworzyli swoją wersję Telegrama, która – jak twierdzą – jest bezpieczniejsza od oryginału (ze względu na lepsze szyfrowanie). Komunikator powstał na podstawie kodu źródłowego popularnej platformy. 

Z rozwiązania cyberpartyzantów korzystają obecnie nie tylko Białorusini, ale także Ukraińcy na obszarach okupowanych przez Rosjan. Teraz członkowie grupy dodali wersję w języku perskim, aby także Irańczycy mogli korzystać z komunikatora w czasie protestów, ale również po ich zakończeniu. 

Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected]

Komentarze

    Czytaj także