- WIADOMOŚCI
Więzienie za fejki, presja na platformy, szybsze procesy. Francja buduje tarczę przed wyborami
Autor. CyberDefence24/Canva
Więzienie za fake newsy, zwiększenie odpowiedzialności platform czy szybsza interwencja sądu – to elementy tarczy, jaką Francja buduje przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Paryż przygotowuje się do nich w przekonaniu, że kolejna operacja wpływu nie będzie przypominała klasycznej propagandy.
Francja szykuje się do wyborów prezydenckich w 2027 roku. Zdaniem Paryża, kolejna operacja wpływu nie będzie przypominała już klasycznej propagandy, lecz przybierze formę lokalnego portalu stworzonego przez sztuczną inteligencję, sfałszowanego nagrania kandydata, materiału podszywającego się pod znaną redakcję albo prawdziwej informacji sztucznie wypromowanej przez sieć nieautentycznych kont.
Odpowiedzią władz francuskich ma być nie tylko potrojenie kar za produkowanie fałszywych treści w okresie wyborczym. Paryż chce równocześnie rozszerzyć możliwość szybkiej interwencji sądowej, zwiększyć odpowiedzialność platform oraz przenieść ochronę procesów wyborczych na poziom europejski.
Powstaje zatem system łączący sankcje karne, wykrywanie operacji wpływu, blokowanie infrastruktury i nacisk na platformy.
Kary razy trzy, ale zakres reformy wciąż pozostaje otwarty
Premier Sébastien Lecornu zapowiedział 8 lipca br., że pod koniec miesiąca przedstawi Radzie Ministrów „bardzo krótki” projekt ustawy. Ma on potroić sankcje za produkowanie i rozpowszechnianie fałszywych treści informacyjnych w okresie wyborczym.
Szef francuskiego rządu uznał obowiązujące kary za niewystarczająco odstraszające i podkreślił, że kampania wyborcza jako szczególny moment funkcjonowania demokracji wymaga mocniejszej ochrony.
Premier zapowiedział również rozszerzenie szybkiego postępowania sądowego na wybory lokalne oraz utworzenie komisji ujawniającej fałszywe przekazy.
Warto zaznaczyć, że francuskie prawo już dziś pozwala reagować na część takich działań.
Artykuł L97 kodeksu wyborczego przewiduje do roku więzienia i 15 tys. euro grzywny za odciąganie głosów lub skłanianie wyborców do wstrzymania się od udziału w głosowaniu za pomocą fałszywych wiadomości, oszczerczych pogłosek albo innych oszukańczych metod.
Gdyby zapowiedź Lecornu dotyczyła właśnie tego przepisu, sankcja mogłaby wzrosnąć do trzech lat pozbawienia wolności i 45 tys. euro grzywny. Jest to jednak wyliczenie oparte na obecnym prawie, a nie potwierdzona zawartość projektu.
Osobnym instrumentem jest artykuł L163-2 kodeksu wyborczego, wprowadzony ustawą z 22 grudnia 2018 roku o zwalczaniu manipulacji informacją.
W ciągu trzech miesięcy poprzedzających głosowanie sędzia może nakazać wstrzymanie rozpowszechniania treści, jeżeli jest ona w sposób oczywisty fałszywa lub wprowadzająca w błąd, rozpowszechniana umyślnie, sztucznie lub automatycznie i może naruszyć uczciwość wyborów. Orzeczenie powinno zapaść w ciągu 48 godzin.
Rada Konstytucyjna w decyzji nr 2018-773 DC z 20 grudnia 2018 roku zastrzegła, że szczególna procedura sądowa nie może obejmować opinii, parodii, częściowych nieścisłości ani zwykłej przesady.
Fałszywość przekazu musi być możliwa do obiektywnego wykazania, a jego nieprawdziwy lub zwodniczy charakter oraz ryzyko naruszenia uczciwości wyborów muszą być oczywiste.
W praktyce zawęża to możliwość zastosowania procedury wobec operacji opartych na informacjach częściowo prawdziwych lub manipulowaniu ich kontekstem.
Wybory samorządowe jako próba generalna
Zmiana prawa nie wynika wyłącznie z obaw dotyczących przyszłych deepfake’ów.
W swoim raporcie VIGINUM opisało cztery zagraniczne operacje cyfrowe wymierzone w marcowe wybory. Dwie wykorzystywały znane prorosyjskie mechanizmy Storm-1516, CopyCop, Storm-1679 i Matriochka. Dwie pozostałe były dziełem nowych struktur niepaństwowych.
CopyCop zarejestrował ponad sto domen z końcówką „.fr”, imitujących lokalne serwisy informacyjne i wypełnianych materiałami przerabianymi przez generatywną sztuczną inteligencję.
Większość domen została zawieszona po weryfikacji tożsamości ich właścicieli, dlatego operacja nie uzyskała znaczącego zasięgu. Zamiast pojedynczej fałszywej wiadomości tworzono pozór całego lokalnego środowiska medialnego, gotowego do uruchomienia w kluczowym momencie kampanii.
Storm-1516 uderzył w kandydata na mera Paryża Pierre’a-Yves’a Bournazela. Rozpowszechniano fałszywy przekaz, według którego zamierzał przekształcić Centre Pompidou w miejsce przyjmowania bezdomnych migrantów.
Materiał opublikowano na stronie podszywającej się pod oficjalny serwis kandydata, a następnie wzmacniano na platformie X za pomocą grupy kont prawdopodobnie opłacanych przez operatorów sieci.
Z kolei Storm-1679 i Matriochka rozpowszechniały fałszywe reportaże podszywające się między innymi pod BFM TV, RTL, Le Monde, Euronews, NewsGuard i 20 Minutes.
Przekazy miały podważać zaufanie do mediów, bezpieczeństwa głosowania i całego mechanizmu demokratycznego.
VIGINUM wykazało również, że destabilizacja informacyjna nie zawsze musi służyć interesom państwa.
Operująca z Wietnamu sieć Hydras Danbau obejmowała ponad sto stron na Facebooku i 73 francuskojęzyczne serwisy.
Publikowała generowane przez sztuczną inteligencję, silnie polaryzujące treści po to, aby przyciągać uwagę i uzyskiwać dochody reklamowe. Chaos informacyjny może być więc również modelem biznesowym opartym na monetyzowaniu strachu i konfliktu.
Inny schemat reprezentowała operacja Rokh Solis, wymierzona w La France insoumise i jej kandydatów.
Materiały kierowano jednocześnie do przeciwstawnych grup odbiorców, aby zaostrzać napięcia dotyczące muzułmanów, antysemityzmu i polityki Francji wobec Bliskiego Wschodu.
Ślady techniczne prowadziły do aktorów działających w Izraelu oraz infrastruktury wiązanej przez VIGINUM z podmiotem Blackcore, przedstawiającym się jako dostawca rozwiązań z zakresu wpływu internetowego. Nie ustalono jednak tożsamości zleceniodawców. Przypadek ten pokazuje rozwój rynku cyfrowego najemnictwa.
Francja przenosi walkę na poziom europejski
Najnowsze ustalenia zmieniają obraz francuskiej inicjatywy. Nie chodzi już wyłącznie o krajową ustawę wymierzoną w autorów fałszywych materiałów.
Po francusko-niemieckim posiedzeniu Rady Ministrów 17 lipca Paryż i Berlin uznały odporność informacyjną oraz integralność wyborów za wspólny problem europejski.
W dokumencie Pałacu Elizejskiego obydwa państwa wskazały, że liczne wybory odbywające się w Europie w latach 2026–2027 będą narażone na coraz bardziej agresywne zagraniczne manipulacje informacyjne.
Francja i Niemcy wezwały zatem Komisję Europejską do zaktualizowania jeszcze w 2026 roku wytycznych dla największych platform internetowych i wyszukiwarek dotyczących ograniczania systemowych zagrożeń dla procesów wyborczych.
Zaapelowały również o aktywne wykorzystywanie mechanizmów nadzorczych wynikających z unijnego Digital Services Act, czyli aktu o usługach cyfrowych. Oznacza to przesunięcie części odpowiedzialności na największe platformy, ich systemy rekomendacyjne i mechanizmy rozpowszechniania treści.
Bez algorytmicznego wzmocnienia nawet dobrze przygotowana operacja wpływu może pozostać na marginesie debaty. Realną siłę polityczną nadają jej dopiero algorytmy, reklama i sieci kont.
Francja i Niemcy poparły ponadto rozwijanie „tarczy informacyjnej” tworzonej przez France Médias Monde i Deutsche Welle oraz europeizację ARTE. Odpowiedź ma obejmować nie tylko ujawnianie manipulacji, lecz także wzmacnianie dostępu do wiarygodnych europejskich treści.
Zobacz też

Tarcza informacyjna Europy. Reagujemy zbyt ostrożnie na działania Rosji i Chin
Francusko-niemiecka inicjatywa spotyka się z poparciem środowisk, które od lat ostrzegają przed osłabieniem zachodniej obecności w globalnej przestrzeni informacyjnej.
Kierownictwo France Médias Monde i Deutsche Welle przedstawia „tarczę informacyjną” jako odpowiedź na operacje wpływu prowadzone przez Rosję i inne państwa autorytarne.
Prezes France Médias Monde, Marie-Christine Saragosse wskazuje, że międzynarodowe media publiczne stały się elementem odporności demokratycznej, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej i państwach sąsiadujących z Rosją.
Dyrektor generalna Deutsche Welle, Barbara Massing podkreśla natomiast, że ingerencje w procesy wyborcze wymagają skoordynowanej odpowiedzi europejskiej i zapewnienia odbiorcom dostępu do niezależnych, opartych na faktach informacji.
Takie stanowisko wspiera Thibaut Bruttin, dyrektor generalny Reporters Without Borders, który w tekście opublikowanym przez Le Monde przekonuje, że Europa reaguje zbyt ostrożnie na ekspansję rosyjskich i chińskich struktur informacyjnych.
Jego zdaniem europejska autonomia informacyjna nie może jednak oznaczać budowy państwowej propagandy. Powinna opierać się na niezależnym dziennikarstwie, przejrzystych zasadach finansowania i standardach redakcyjnych pozwalających odróżnić media publiczne od narzędzi komunikacji rządowej.
Potrzeba wielkich pieniędzy, by zbudować tarczę
Najpoważniejszym ograniczeniem projektu może być jednak jego skala.
Le Monde zwraca uwagę, że nawet połączenie potencjału Deutsche Welle i France Médias Monde nie zastąpi sieci medialnej budowanej wcześniej przez Voice of America oraz Radio Free Europe/Radio Liberty.
Ograniczanie amerykańskiego zaangażowania informacyjnego tworzy przestrzeń, którą mogą szybko zająć media rosyjskie, chińskie lub irańskie. Francusko-niemiecka „tarcza” może zmniejszyć powstającą lukę, lecz bez znacznie większego finansowania nie odtworzy zachodniej obecności w dziesiątkach języków i regionów.
Na problem finansowania zwrócił też uwagę francuski Senat. Z jego analiz wynika, że realizacja projektu może wymagać około 50 mln euro, przekazanych wspólnie przez Francję i Niemcy.
Pieniądze miałyby zostać przeznaczone m.in. na rozwój przekazu w językach rosyjskim, ukraińskim, mołdawskim, gruzińskim i ormiańskim oraz na pozyskanie dziennikarzy mających doświadczenie w pracy dla mediów międzynarodowych.
Bez wieloletnich gwarancji budżetowych „tarcza informacyjna” może jednak pozostać politycznym hasłem, niezdolnym do trwałego konkurowania z rozbudowanymi systemami wpływu państw autorytarnych.
Łatwo wpaść w pułapkę. Rosja może to wykorzystać
Sceptycy wskazują jednocześnie na ryzyko, że media publiczne zostaną zbyt mocno wpisane w państwową strategię bezpieczeństwa.
Lewicowo liberalny Le Monde diplomatique krytycznie ocenia francusko-niemiecką „tarczę informacyjną”, przedstawiając ją jako część procesu ideologicznego porządkowania przestrzeni komunikacyjnej.
Autorzy sugerują, że pod hasłem walki z zagraniczną manipulacją Europa może tworzyć własny, politycznie ukierunkowany system oddziaływania informacyjnego.
Zagrożenie to jest szczególnie poważne, gdy niezależne redakcje zaczynają być oficjalnie przedstawiane jako część „tarczy” państwa. Rosyjskie i inne wrogie ośrodki wpływu mogą wykorzystać taką narrację do podważania wiarygodności France Médias Monde, Deutsche Welle i ARTE, przedstawiając ich dziennikarstwo jako narzędzie rządów Francji i Niemiec.
Powodzenie francusko-niemieckiej inicjatywy zależy więc nie tylko od wysokości budżetu. Kluczowe będą także niezależność redakcyjna, przejrzystość finansowania i zdolność docierania do odbiorców w środowisku kontrolowanym przez algorytmy największych platform.
Europejska „tarcza informacyjna” może wzmacniać demokratyczną odporność tylko wtedy, gdy pozostanie źródłem wiarygodnych informacji, a nie mechanizmem odgórnego narzucania politycznie pożądanego przekazu.
Senat chce objąć kontrolą także manipulacje krajowe
Równolegle francuski Senat przedstawił raport, w którym zaproponowano utworzenie przed wyborami prezydenckimi niezależnego obserwatorium dezinformacji, które byłoby odpowiednikiem VIGINUM dla manipulacji pochodzących z wnętrza kraju.
Miałoby ono opierać się na współpracy organizacji społecznych, badaczy i ośrodków naukowych, a nie pozostawać bezpośrednio podporządkowane rządowi.
Raport zaleca również częstsze wykorzystywanie postępowania w trybie pilnym, wzmocnienie Arcom, czyli francuskiego niezależnego regulatora mediów audiowizualnych i przestrzeni cyfrowej.
Organ miałby otrzymać co najmniej pięć dodatkowych etatów oraz większe możliwości przygotowywania spraw przeciwko platformom naruszającym przepisy i kierowania ich do sądu w trybie pilnym.
Senatorowie chcą także zwiększenia przejrzystości rynku reklamowego, umożliwienia reklamodawcom wykluczania stron dezinformacyjnych oraz uzależnienia zakupów reklamowych instytucji publicznych od przestrzegania tej zasady.
Rynek reklamowy jest przy tym jednym z najsłabiej dostrzeganych elementów problemu. Portale manipulacyjne mogą działać nie dzięki finansowaniu państwowemu, lecz dlatego, że ruch automatycznie przyciąga reklamy. System wynagradza więc najbardziej konfliktowe przekazy.
Pojęcie „ingerencji wewnętrznych” wywołało we Francji polityczny spór.
Jak informuje Public Sénat, krytyka dotyczy zarówno samego określenia użytego przez senatora Laurenta Lafona, jak i propozycji utworzenia niezależnego obserwatorium dezinformacji.
Przeciwnicy rozwiązania obawiają się, że mechanizm analizujący krajowe kampanie informacyjne mógłby przekształcić się w instytucję wyznaczającą granice dopuszczalnej debaty politycznej.
Z tej racji kwestia niezależności przyszłego obserwatorium lub komisji będzie równie ważna jak zakres ich kompetencji. Bez gwarancji niezależności instytucja stanie się celem oskarżeń o cenzurę; bez danych platform i narzędzi analitycznych pozostanie natomiast bezsilna.
Zobacz też

Surowsze prawo nie wystarczy
Potrojenie kar może zwiększyć ryzyko prawne dla sprawców znajdujących się w zasięgu francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie rozwiąże jednak trudności związanych z identyfikowaniem operatorów działających z zagranicy i korzystających z anonimowych kont oraz platform mających siedziby poza Francją.
Senat uznaje ustalanie tożsamości sprawców za jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu postępowań internetowych, zwracając uwagę na ograniczony dostęp do danych technicznych, zawodność informacji podawanych przy rejestracji kont i problemy ze współpracą zagranicznych platform.
Dlatego obok sankcji konieczne są zdolności wykrywania operacji, ustalania ich źródeł, zabezpieczania dowodów oraz szybkiego ograniczania zasięgu szkodliwych treści.
Drugim ograniczeniem jest sama definicja fałszu. Najskuteczniejsze kampanie rzadko opierają się wyłącznie na całkowicie zmyślonych wiadomościach. Częściej wykorzystują prawdziwe wydarzenia, częściowo prawdziwe dane, materiały pozbawione kontekstu oraz autentyczne emocje społeczne.
Następnie zwiększają ich widoczność za pomocą algorytmów, reklam i nieautentycznych kont. Prawo przystosowane do karania oczywistego kłamstwa może być bezradne wobec manipulowania proporcjami, emocjami i zasięgiem przekazu.
Z tej racji francuska odpowiedź staje się wielowarstwowa.
Przyjęta w lutym 2026 roku „Narodowa strategia walki z manipulacją informacją na lata 2026–2030” zakłada wzmacnianie odporności społeczeństwa, regulowanie platform i usług generatywnej sztucznej inteligencji, rozwijanie zdolności wykrywania i atrybucji oraz budowanie współpracy europejskiej.
Projekt Lecornu ma dołożyć do tego surowsze sankcje i szybszą reakcję sądową.
Francja nie przygotowuje więc pojedynczej ustawy przeciwko dezinformacji. Buduje system, w którym sąd ma reagować w ciągu 48 godzin, VIGINUM wykrywać operacje zagraniczne, Arcom kontrolować wykonywanie obowiązków przez platformy, nowe obserwatorium zajmować się manipulacjami krajowymi, a Komisja Europejska silniej nadzorować największe serwisy internetowe.
Najtrudniejsze będzie stworzenie mechanizmu wystarczająco szybkiego, by powstrzymać operację w trakcie kampanii, a zarazem na tyle niezależnego, by ochrona wyborów nie przekształciła się w kontrolę legalnego sporu politycznego.
Właśnie na tej granicy rozstrzygnie się, czy francuska tarcza stanie się skutecznym instrumentem obrony demokracji, czy kolejnym źródłem konfliktu o zakres władzy państwa nad debatą publiczną.




Serwis CyberDefence24.pl otrzymał tytuł #DigitalEUAmbassador (Ambasadora polityki cyfrowej UE). Jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać – zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected].