Cyberbezpieczeństwo

Chiny na Zachodzie. Tak wygląda szpiegostwo?

Fot. Rafik Wahba/unsplash.com

„Chińskie operacje wywiadowcze można porównać do ogromnego odkurzacza, który wciąga wszystko i o wiele więcej” - pisze brytyjski „The Spectator”, opisując aktywność Pekinu w zakresie pozyskiwania np. informacji i danych. W czym tkwi sekret chińskich służb?

W grudniu ubiegłego roku studenci z kierunków poświęconych danym na Uniwersytecie Oksfordzkim otrzymali oferty od jednego z chińskich gigantów technologicznych do udziału w - jak to nazwano - hackathonie dla najlepszych. Na uczestników czekała nagroda wynosząca 15 tys. funtów. Wystarczyło jedynie rozwiązać kilka problemów w zakresie inwigilacji i śledzenia urządzeń oraz ich użytkowników - opisuje sprawę brytyjski tygodnik „The Spectator”.  

Rozwiązania wspomnianej firmy mają zostać wykluczone z brytyjskiej sieci 5G, co stanie się w perspektywie najbliższych lat. Decyzja rządu w Londynie wiązała się z obawami o bezpieczeństwo narodowe, podobnie jak to miało miejsce w przypadku USA (które jednak przyjęły zdecydowanie bardziej stanowczą postawę wobec podmiotów z Państwa Środka). Pomimo tego koncern stara się penetrować rynek talentów w Wielkiej Brytanii.

„Cienka granica”

Tygodnik przytacza chińskie słowo „Qingbao”, które może oznaczać zarówno „inteligencję”, jak i „informację”. Z tego względu ma dokładnie oddawać charakter oraz zakres systemu szpiegowskiego Państwa Środka, który łączy w sobie formalne i nieformalne techniki oraz metody prowadzenia działań.

Przez ostatnie lata Pekin stworzył zaawansowany system wykrywania i pozyskiwania zagranicznych technologii. Robi to na wiele sposobów. Jednak jak wskazano w tygodniku, „często granica między kradzieżą a transferem know-how jest cienka”.

Czytaj też

Cyberszpiedzy twarzą operacji

Jednym z kluczowych elementów zbudowanego przez Chiny systemu mają być cyberszpiedzy. To oni stoją za licznymi włamaniami do infrastruktury należącej do zachodnich podmiotów, w tym firm. Analiza incydentów pokazuje, że cele pokrywają się z chęcią rozwijania technologii, które to państwo azjatyckie uważa za kluczowe.

Aby znaleźć konkretny przykład, nie musimy cofać się daleko wstecz. W czwartek informowaliśmy o tym, że niemieckie służby kontrwywiadu cywilnego ostrzegają przed skoordynowanymi, trwającymi atakami ze strony grupy cyberprzestępczej APT27 działającej na zlecenie Chin. Na celowniku sprawców tym razem znalazł się biznes. Chodzi przede wszystkim o pozyskanie wrażliwych danych, kradzież własności intelektualnej oraz tajemnic handlowych.

Czytaj też

Ślady zostają

Skala cyberszpiegostwa zrobiła wrażenie na amerykańskich służbach, które nazwały chińskie podmioty działające w sieci „najaktywniejszymi i najbardziej uporczywymi sprawcami operacji szpiegowskich na tle gospodarczym”. Generał Keith Alexander, były szef Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSA) i USCYBERCOM, stwierdził, że działania Chin w domenie cyber, to „największy transfer bogactwa w historii”.

Warto jednak pamiętać, że w cyberprzestrzeni można zostawić po sobie ślady. Dowodem tego jest przypisanie chińskim podmiotom wykorzystanie luki w oprogramowaniu Microsoft Exchange w celu prowadzenia wrogich działań, w tym cyberszpiegostwa. Wówczas atrybucji dokonały wspólnie m.in. USA, Unia Europejska, Australia i Wielka Brytania, co było sprawą bezprecedensową. Cyberataki dotknęły tysiące firm i podmiotów publicznych w skali świata.

Czytaj też

Kto odpowiada za chińskie operacje?

Główną agencją w tym zakresie jest w Chinach Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego „Guoanbu”, które odpowiada za sprawy zagraniczne i kontrwywiad. To jedna z największych agencji wywiadowczych na świecie. Jeśli chodzi o wojsko, Armia Ludowo-Wyzwoleńcza ma własne podmioty przeznaczone do tego celu.

Działania wywiadu są koordynowane z chińskim departamentem pracy, którego kompetencje rozszerzył prezydent Xi Jinping. Rzekomo dla tej instytucji miała pracować  Christine Lee - agentka brytyjskiego MI5, którą wyrzucono w związku z oskarżeniami o prace na rzecz Chin.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Państwa Środka proces rekrutacyjny skupia na osobach chińskiego pochodzenia, ponieważ one mogą wykazywać się lojalnością wobec Pekinu.

Można działać jawnie

„The Spectator” wskazuje, że operacje chińskich agentów to jedynie część szerszego zagadnienia, które niekoniecznie musi obejmować tajne kampanie. Chiny zdają sobie sprawę, że nie potrzeba wykradać informacji, kiedy można je pozyskać od „łatwowiernych” uniwersytetów (co obrazuje przykład z samego początku tekstu). Nie potrzeba wiele, aby udostępniły one dane.

„Większość pracy, jaką musiałby wykonać chiński wywiad, jest wykonywana przez nieformalną sieć naukowców, studentów lub ludzi biznesu, którzy pomagają Komunistycznej Partii Chin” - pisze brytyjski tygodnik. Dodaje, że Pekin stworzył całe zaplecze przyjaznych podmiotów „podwójnego zastosowania”.

Jako przykład podano Instytuty Konfucjusza czy Chińskie Stowarzyszenie Studentów i Uczonych, działające w Wielkiej Brytanii. Zostały one oskarżone o prowadzenie propagandy, szpiegowanie studentów i zastraszanie krytyków. Pomimo tego mogą swobodnie funkcjonować w tym kraju.

„Ogromny odkurzacz”

Inną metodą, jaką mają stosować Chiny według „The Spectator”, jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym za pomocą ośrodków badawczych lub projektów finansowanych przez Państwo Środka. „Współpraca badawcza między Wielką Brytanią a Chinami wzrosła o 115,6 proc. w latach 2013-2019. To sprawiło, że Chiny stały się największym partnerem w tym zakresie po USA i Niemczech, przy tym rozwijającym się najbardziej dynamicznie ” - podaje tygodnik. Przykładowo, Uniwersytet Cambridge przyjął od chińskiego rządu miliony funtów na utworzenie centrum badawczego „inteligentnych miast" w mieście Nanjing.

Warto także mieć na uwadze, że obowiązujące w Chinach przepisy zobowiązują podmioty z tego państwa do współpracy z rządem, gdy zajdzie taka konieczność, np. w imię bezpieczeństwa narodowego i ochrony interesów państwowych.

„Chińskie operacje wywiadowcze można porównać do ogromnego odkurzacza, który wciąga wszystko i o wiele więcej” - pisze „The Spectator”.

Czytaj też

Chcemy być także bliżej Państwa - czytelników. Dlatego, jeśli są sprawy, które Was nurtują; pytania, na które nie znacie odpowiedzi; tematy, o których trzeba napisać - zapraszamy do kontaktu. Piszcie do nas na: [email protected] Przyszłość przynosi zmiany. Wprowadzamy je pod hasłem #CyberIsFuture.

Komentarze

    Czytaj także