Polityka i prawo

Google na podsłuchu? Tym razem potrzebna będzie zgoda użytkowników

fot. PhotoMIX-Company / pixabay
fot. PhotoMIX-Company / pixabay

Koncern Google powraca do praktyki przeprowadzania przez pracowników weryfikacji fragmentów rozmów nagranych przez asystenta głosowego firmy. Tym razem użytkownicy będą pytani o zgodę na udostępnianie danych – podała w poniedziałek agencja Bloomberga.

Amerykańskie przedsiębiorstwo zawiesiło metodę weryfikację plików audio przez ludzi w lipcu, gdy holenderski podwykonawca koncernu udostępnił przykłady plików audio dziennikarzowi, który był w stanie zidentyfikować konkretne osoby mówiące do Asystenta Google.

W poniedziałek firma ogłosiła, że powraca do praktyki odsłuchu nagrań przez pracowników, lecz zastosowała dodatkowe środki bezpieczeństwa, które mają chronić prywatność. Nowa polityka firmy oznacza też, że aplikacja Asystenta Google poinformuje użytkowników, że ich nagrania mogą być odsłuchiwane przez ludzi, jeśli w opcjach sami zgodzą się na funkcję Voice & Audio Activity (VAA), która jednocześnie poprawia też jakość usługi. Będą też mogli sprawdzić swoje przeszłe interakcje z systemem i usuwać je.

Oprócz informowania użytkowników firma stara się także lepiej rozpoznawać przypadkowe uruchomienie systemu głosem. Powinien on reagować jedynie na frazę "OK Google", lecz przypadkowo może interpretować niezwiązane wypowiedzi jako sygnał do rozpoczęcia nasłuchiwania dalszych komend.

Firmy takie jak Google i Amazon wspierają stosowane systemu transkrypcji maszynową weryfikacją treści audio przez człowieka, co pozwala na ulepszenie działania automatycznego rozpoznawania głosu przez algorytmy. Praktyka ta jest powszechna, lecz użytkownicy obawiają się monitorowania ich życia przez prywatne firmy.

Google utrzymuje, że rozmowy poddawane są weryfikacji wyłącznie w celu ulepszania działania usługi, a fragmenty odsłuchiwane przez człowieka pozbawione są treści pozwalających na identyfikację konkretnego użytkownika. 

Źródło:
PAP

Komentarze

    Czytaj także